polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Trzech polskich dyplomatów złożyło dymisje w geście protestu przeciwko działaniom rządu Donalda Tuska wobec Trybunału Konstytucyjnego. Wszyscy trzej dyplomaci to dawni bliscy współpracownicy byłego prezydenta Andrzeja Dudy: Jakub Kumoch – ambasador RP w Chinach, Paweł Soloch – ambasador RP w Rumunii i Krzysztof Szczerski – ambasador RP przy ONZ w Nowym Jorku. * * * AUSTRALIA: W niedzielę, 25 października odbyło się oficjalne otwarcie Western Sydney International Airport (Nancy-Bird Walton Airport), a premier Anthony Albanese osobiście zainaugurował działanie nowego portu lotniczego w Badgerys Creek. Określił lotnisko mianem najlepszego w kraju i pierwszego nowego głównego portu lotniczego w Australii od ponad 50 lat. Historyczny, wyprzedany lot pasażerski linii Jetstar (JQ362) wyruszył tuż przed godziną 12:00 w kierunku Gold Coast. * * * SWIAT: Wstępne wyniki wyborów połówkowych w USA wskazują na zwycięstwo Partii Demokratycznej, która przejmuje kontrolę nad obiema izbami Kongresu. Prezydent Donald Trump skomentował porażkę swojej partii, stwierdzając w mediach społecznościowych Truth Social, że wynik byłby inny, gdyby sam kandydował. Jednocześnie zadeklarował gotowość do współpracy z nową większością, zapowiadając jednak używanie prawa weta wobec projektów ustaw, z którymi się nie zgadza.
POLONIA INFO: Artur Gotz - piosenki Marka Grechuty: 7.11, godz. 19:00, Polish Association Wollongong, Keiraville

środa, 9 września 2020

40 lat „Solidarności”

Flaga zwiazku zawodowego "Solidarność" w Zawierciu
 na dworcu kolejowym. Fot. Ludek (Wikipedia)
W kolejną rocznicę gdańskich strajków z 1980 r., które doprowadziły do powstania i zarejestrowania NSZZ „Solidarność”, w najbardziej obiektywnych w historii „Wiadomościach” rządowej Jedynki usłyszałem, że „31 sierpnia 1980 r. władza komunistyczna wreszcie ugięła się i podpisała 21 postulatów”.

Zapewne był to skrót myślowy, jednak zabrzmiało to z jednej strony zabawnie, z drugiej, typowo dla obowiązującej od lat propagandy, która nie opowiada historii tamtych wydarzeń, ale tworzy bajeczki na poziomie przedszkola, w których wszystko jest proste jak drut.

Swoją drogą, mając w pamięci, że pierwsze postulaty strajkujących w stoczni (zanim zjawili się tam zawodowi już wówczas opozycjoniści z KOR), dotyczyły braku pasty BHP w stoczniowych WC, warto przypomnieć sobie niektóre postulaty owych legendarnych 21:
 
– Podnieść wynagrodzenie zasadnicze każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.
– Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.
– Wprowadzić na mięso i przetwory kartki (…)
– Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, (…)
– Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55.
– Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres trzech lat na wychowanie dziecka.
– Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy.(…)
 
Bardzo ciekawe, że pomimo tego, iż obok prawa do strajku, ww. postulaty zawierały w sobie zalążek katastrofy gospodarczej kraju, władza się na nie zgodziła, postępując wyjątkowo lekkomyślnie, zresztą podobnie jak tzw. doradcy przyszłej „Solidarności”, których w odróżnieniu od zwykłych robotników, trudno posądzać aż o tak daleko idący brak przewidywania konsekwencji tych zabójczych dla gospodarki postulatów. Władza się przestraszyła, okazała słabość, a doradcy? Bez wątpienia zaszczepili w samo zaranie „Solidarności” wirusa rozkładu państwa w myśl idei „im gorzej tym lepiej”.
 
Z perspektywy czterdziestu lat, trzeba powiedzieć, że główną przyczyną katastrofy gospodarczej Polski w 1981 r. były jednak nie niepoczytalne żądania ekonomiczne, jak niektóre z powyższych i inne (na jednym z filmów z epoki, znany łódzki działacz „S” żąda w grudniu 1981 r. podniesienia pensji o 50% i obniżenia cen także o 50%), ale nieszczęsne prawo do strajku, które oczywiście stosowane w cywilizowany sposób przez związkowców i w słusznych sprawach, jest istotnym narzędziem walki o prawa pracownicze, jednak pamiętajmy, że bardzo szybko „Solidarność” doprowadziła to prawo do kompletnej degeneracji – strajki wybuchały o wszystko, mieszano postulaty polityczne z socjalnymi, ogólnopolskie z partykularnymi, często o ostrzu personalnym. Ludzie przestali pracować, „Solidarność” powoli zamieniała się w zbiorowisko anarchizujących sejmików i żądań coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości.
 
Mimo wszystko, „Solidarność” to nie był pomysł, który musiał skończyć się 13 grudnia 1981 r. Realizacja niektórych postulatów doprowadziła przecież do autentycznego poszerzenia zakresu wolności słowa i przekonań, do pobudzenia inicjatywy ludzkiej, do rozpoczęcia prac nad demokratyzującymi ustrój PRL instytucjami itd. Niestety, zaprzepaszczono te pozytywy nieposkromioną chęcią dokonania przewrotu politycznego, który był w tamtym czasie utopią. Przywódcy „Solidarności”, jak niedojrzali młodzieńcy uwierzyli we własną wszechmoc. Pamiętam swojego Ojca, kiedy gdzieś w połowie 1981 r. wrócił z jakiegoś zebrania czy zjazdu lokalnej „S” i powiedział, on, który tak się zaangażował w ruch i w niego wierzył, że to już koniec.
 
Dlaczego? Bo zamiast dyskusji obecnej wcześniej, zaczęto tworzyć utopijne plany przejęcia władzy, zaś na uwagę poddającą w wątpliwość możliwości „S” realizacji tych planów, zacietrzewiony lokalny lider rzekł: „Solidarność gdy zechce, przesunie Księżyc”. Ojciec był realistą politycznym i w realizmie syna wychował, i jako w realiście właśnie, wtedy coś w nim pękło, przestał być przekonany do „S”, stał się obserwatorem jej klęski. Nie posłuchano w „S” mądrych rad prymasa Wyszyńskiego i później prymasa Glempa.
 
A jednak propaganda nazywa ten okres festiwalem bądź karnawałem „Solidarności”. Okres rozpadu gospodarki, a z czasem i rozpadu więzi społecznych, bez wątpienia zawiązanych w okresie sierpnia i po sierpniu 1980 r., w oparciu o wielki ładunek nadziei na zmianę. Nazywanie tej równi pochyłej 1981 r. karnawałem wystawia „najlepsze” świadectwo współczesnym propagandystom. Ich dzisiejsza zabawowa wizja „S” kojarzy się z radosną piosenką Tadeusza Rossa z tamtego czasu o tytule „Wejdą, nie wejdą” (śpiewana dla okpienia zdaje się Kazimierza Barcikowskiego w formie „wejdo, nie wejdo”), gdzie ku uciesze gawiedzi z satyryczną swadą prorokował wejście lub nie Brata ze Wschodu do Polski. Sprowadzanie tego – w pewnych momentach realnego – zagrożenia do zabawy z roześmianą publiką świadczy o owym festiwalu najdobitniej.
 
Adam Śmiech
za: http://www.mysl-polska.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy