polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: "Nie będziemy za nic płacić i nie będziemy przyjmować żadnych migrantów" - mówi premier Donald Tusk o przyjętym przez UE pakcie migracyjnym. Polska wraz z Węgrami i Słowacja glosowała przeciw paktowi. * * * AUSTRALIA: Skarbnik Jim Chalmers ogłosił swój trzeci budżet zawierający szereg środków mających zaradzić kryzysowi kosztów utrzymania w Australii: Kredyt w wysokości 300 dolarów na rachunki za energię dla każdego gospodarstwa domowego, 10-procentowa podwyżka dopłat do czynszu i ograniczone ceny leków PBS. * * * SWIAT: Jeśli Zachód przekaże Ukrainie pociski dalekiego zasięgu, strefa sanitarna będzie gdzieś na granicy z Polską – oświadczył Dmitrij Miedwiediew. Rosyjski polityk przypomniał, że pociski typu Storm Shadow/SCALP-EG, które Zachód dostarcza Ukrainie, mają zasięg co najmniej 550 km, dlatego wymagana jest strefa sanitarna, która zapewni bezpieczeństwo rosyjskich granic. Tymczasem Putin i Xi w Pekinie otworzyli rok kultury chińsko-rosyjskiej i podpisali wspólne oświadczenie obu państw „o pogłębianiu relacji, wszechstronnym partnerstwie i współpracy strategicznej”, ustanawiające „nową epokę” w relacjach między Rosją a Chinami. Dla Władimira Putina jest to pierwsza zagraniczna wizyta po zaprzysiężeniu na piątą kadencję w ubiegłym tygodniu.
POLONIA INFO: Kabaret Vis-à-Vis: „Wariacje na trzy babeczki z rodzynkiem” - Klub Polski w Ashfied, 26.05, godz. 15:00

środa, 9 września 2020

40 lat „Solidarności”

Flaga zwiazku zawodowego "Solidarność" w Zawierciu
 na dworcu kolejowym. Fot. Ludek (Wikipedia)
W kolejną rocznicę gdańskich strajków z 1980 r., które doprowadziły do powstania i zarejestrowania NSZZ „Solidarność”, w najbardziej obiektywnych w historii „Wiadomościach” rządowej Jedynki usłyszałem, że „31 sierpnia 1980 r. władza komunistyczna wreszcie ugięła się i podpisała 21 postulatów”.

Zapewne był to skrót myślowy, jednak zabrzmiało to z jednej strony zabawnie, z drugiej, typowo dla obowiązującej od lat propagandy, która nie opowiada historii tamtych wydarzeń, ale tworzy bajeczki na poziomie przedszkola, w których wszystko jest proste jak drut.

Swoją drogą, mając w pamięci, że pierwsze postulaty strajkujących w stoczni (zanim zjawili się tam zawodowi już wówczas opozycjoniści z KOR), dotyczyły braku pasty BHP w stoczniowych WC, warto przypomnieć sobie niektóre postulaty owych legendarnych 21:
 
– Podnieść wynagrodzenie zasadnicze każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.
– Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.
– Wprowadzić na mięso i przetwory kartki (…)
– Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej, (…)
– Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55.
– Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres trzech lat na wychowanie dziecka.
– Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy.(…)
 
Bardzo ciekawe, że pomimo tego, iż obok prawa do strajku, ww. postulaty zawierały w sobie zalążek katastrofy gospodarczej kraju, władza się na nie zgodziła, postępując wyjątkowo lekkomyślnie, zresztą podobnie jak tzw. doradcy przyszłej „Solidarności”, których w odróżnieniu od zwykłych robotników, trudno posądzać aż o tak daleko idący brak przewidywania konsekwencji tych zabójczych dla gospodarki postulatów. Władza się przestraszyła, okazała słabość, a doradcy? Bez wątpienia zaszczepili w samo zaranie „Solidarności” wirusa rozkładu państwa w myśl idei „im gorzej tym lepiej”.
 
Z perspektywy czterdziestu lat, trzeba powiedzieć, że główną przyczyną katastrofy gospodarczej Polski w 1981 r. były jednak nie niepoczytalne żądania ekonomiczne, jak niektóre z powyższych i inne (na jednym z filmów z epoki, znany łódzki działacz „S” żąda w grudniu 1981 r. podniesienia pensji o 50% i obniżenia cen także o 50%), ale nieszczęsne prawo do strajku, które oczywiście stosowane w cywilizowany sposób przez związkowców i w słusznych sprawach, jest istotnym narzędziem walki o prawa pracownicze, jednak pamiętajmy, że bardzo szybko „Solidarność” doprowadziła to prawo do kompletnej degeneracji – strajki wybuchały o wszystko, mieszano postulaty polityczne z socjalnymi, ogólnopolskie z partykularnymi, często o ostrzu personalnym. Ludzie przestali pracować, „Solidarność” powoli zamieniała się w zbiorowisko anarchizujących sejmików i żądań coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości.
 
Mimo wszystko, „Solidarność” to nie był pomysł, który musiał skończyć się 13 grudnia 1981 r. Realizacja niektórych postulatów doprowadziła przecież do autentycznego poszerzenia zakresu wolności słowa i przekonań, do pobudzenia inicjatywy ludzkiej, do rozpoczęcia prac nad demokratyzującymi ustrój PRL instytucjami itd. Niestety, zaprzepaszczono te pozytywy nieposkromioną chęcią dokonania przewrotu politycznego, który był w tamtym czasie utopią. Przywódcy „Solidarności”, jak niedojrzali młodzieńcy uwierzyli we własną wszechmoc. Pamiętam swojego Ojca, kiedy gdzieś w połowie 1981 r. wrócił z jakiegoś zebrania czy zjazdu lokalnej „S” i powiedział, on, który tak się zaangażował w ruch i w niego wierzył, że to już koniec.
 
Dlaczego? Bo zamiast dyskusji obecnej wcześniej, zaczęto tworzyć utopijne plany przejęcia władzy, zaś na uwagę poddającą w wątpliwość możliwości „S” realizacji tych planów, zacietrzewiony lokalny lider rzekł: „Solidarność gdy zechce, przesunie Księżyc”. Ojciec był realistą politycznym i w realizmie syna wychował, i jako w realiście właśnie, wtedy coś w nim pękło, przestał być przekonany do „S”, stał się obserwatorem jej klęski. Nie posłuchano w „S” mądrych rad prymasa Wyszyńskiego i później prymasa Glempa.
 
A jednak propaganda nazywa ten okres festiwalem bądź karnawałem „Solidarności”. Okres rozpadu gospodarki, a z czasem i rozpadu więzi społecznych, bez wątpienia zawiązanych w okresie sierpnia i po sierpniu 1980 r., w oparciu o wielki ładunek nadziei na zmianę. Nazywanie tej równi pochyłej 1981 r. karnawałem wystawia „najlepsze” świadectwo współczesnym propagandystom. Ich dzisiejsza zabawowa wizja „S” kojarzy się z radosną piosenką Tadeusza Rossa z tamtego czasu o tytule „Wejdą, nie wejdą” (śpiewana dla okpienia zdaje się Kazimierza Barcikowskiego w formie „wejdo, nie wejdo”), gdzie ku uciesze gawiedzi z satyryczną swadą prorokował wejście lub nie Brata ze Wschodu do Polski. Sprowadzanie tego – w pewnych momentach realnego – zagrożenia do zabawy z roześmianą publiką świadczy o owym festiwalu najdobitniej.
 
Adam Śmiech
za: http://www.mysl-polska.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy