polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: W Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad projektem ustawy ws. wolności słowa w Internecie. To pokłosie ostatnich incydentów blokowania kont użytkowników lub usuwania opublikowanych przez nich treści w mediach społecznościowych."Polska powinna mieć regulacje chroniące przed nadużyciami wielkich korporacji internetowych, które coraz częściej w imię obrony wolności tę wolność ograniczają." - napisał na twitterze Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. * * * AUSTRALIA: Australia rozpocznie szczepienia na COVID-19 w przyszłym miesiącu w ramach przyspieszonego planu mającego na celu zaszczepienie 4 milionów ludzi do końca marca. W pierwszej fazie pięciostopniowego planu wprowadzenia szczepionki, szczepienie będzie zarezerwowane dla pracowników służby zdrowia pierwszej linii, pracowników kwarantanny, placówek opiekuńczych i podopiecznych oraz najważniejszych polityków federalnych. * * * SWIAT: Światowa Organizacja Zdrowia ostrzegła przed możliwą śmiercią stu tysięcy osób tygodniowo z powodu koronawirusa, informuje Reuters.ak zauważono, obecnie ponad 47 procent zgonów ma miejsce w Ameryce Północnej i Południowej, a w przyszłości według prognoz liczba ta może wzrosnąć. W Europie, zgodnie z oczekiwaniami organizacji, sytuacja się ustabilizuje, ale śmiertelność pozostanie na wysokim poziomie. Według najnowszych danych WHO liczba wykrytych przypadków koronawirusa na świecie przekroczyła 94 miliony. Przez cały ten czas zmarło ponad dwa miliony ludzi.
POLONIA INFO: Festiwal Filmów Polskich w Australii online: 22-31 stycznia 2021 - polishfilmfestival.com.au

niedziela, 17 maja 2020

Ryszard Opara: AMEN - Powrót do Polski i list gończy

Fot. Liberties - Creative Commons
Dwa Wyroki Sądu Najwyższego w Australii, które potwierdziły całkowicie niezgodne z Prawem działania Banku Pekao SA – wobec mnie, zdecydowały o moim drugim powrocie do Polski. Tym razem z całą rodziną – jak wspomniałem wcześniej mieliśmy wtedy sześcioro dzieci.

AMEN - Autobiografia Naukowa Ryszarda Opary. Odcinek 63


 Był grudzień 2009. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia i chociaż nasza ostatnia gwiazdka w kraju zapisała się dla nas wielką przykrością - wizytą komornika, miałem nadzieję, że najgorsze jest już za nami. Właśnie te Święta, wtedy jakoś dziwnie niezrozumiale - były pełne wiary i nadziei na przyszłość...


Jedną z pierwszych rzeczy, które zdecydowałem zrobić po powrocie do kraju, była próba kontaktu z władzami Pekao SA i rozwiązania całej sprawy drogą ugodową. Skontaktowałem się wiele razy z Sekretariatem Zarządu Banku telefonicznie; wysłałem też kilka listów poleconych z propozycją ugody. Szybko się jednak zorientowałem, że ze strony Banku nie ma w tym względzie większego zainteresowania. Po prostu brak było odpowiedzi - na wszelkie propozycje rozmów. Jedyną właściwie reakcją... było wznowienie przeciwko nam...procesu egzekucji, który był w zawieszeniu... (o czym dowiedziałem się dopiero od komornika).

Dodatkowo, kiedy Bank się dowiedział o moim powrocie do Kraju, Peako SA - złożył doniesienie do Prokuratury... z jakiegoś tam artykułu... o "rzekomym moim szkodliwym działaniu" - na rzecz wierzyciela (czyli Banku), poprzez sprzedaż, kilka lat wcześniej - rozmaitych naszych rzeczy (ruchomości) - bez zgody komornika. Dowiedziałem się o tym, zupełnie przypadkowo i w dosyć ciekawy sposób - sześć miesięcy potem.

Bank Pekao w swoim doniesieniu do Prokuratury podał, z niezrozumiałych powodów (przez celową pomyłkę) - jako mój adres - adres pod którym NIGDY nie mieszkałem. (Mieszkałem w swoim starym domu, o czym Bank doskonale wiedział z korespondencji poleconej, którą wysyłałem do Banku. Wiedział o tym też komornik Banku. Ale Bank się pomylił.

W związku z tym, Prokuratura wysyłała pod mój (niewłaściwy) adres wezwania do stawienia się, celem złożenia wyjaśnień. Ponieważ ja się nie stawiałem... kilka miesięcy później, Prokuratura (na wniosek Banku) wystawiła za mną "list gończy", o którym mnie nie poinformowano i również wysłano gdzieś tam..."na Berdyczów".

W rezultacie tych wszystkich przyjaznych działań Banku Pekao SA, kilka miesięcy później, podczas rutynowej kontroli drogowej, kiedy sprawdzano moje dokumenty...zostałem aresztowany i osadzony w więzieniu w Krakowie.

Doskonale ten dzień pamiętam; był akurat piątek, 25 czerwca 2010 roku; 3 dni, przed moimi 60-tymi urodzinami. Przesiedziałem w areszcie cały weekend - (bez jakiejkolwiek możliwości kontaktu z kimkolwiek) zabrano mi telefon komórkowy. Nie pozwolono mi wykonać nawet jednego telefonu, chciałem poinformować żonę o tym co się stało.

Na całe szczęście, jechałem wtedy do Krakowa z Generałem Wileckim, który bez słowa, naszym samochodem towarzyszył mi i Policji - aż do czasu osadzenia mnie w areszcie... po czym powiadomił o wszystkim moją żonę.

Żona przyjechała następnego dnia pociągiem do Krakowa, próbując odwiedzić mnie w więzieniu... ale jej nie wpuszczono - nie zezwolono na widzenie ze mną...Żadnych kontaktów - potraktowano mnie jak przestępcę. Dodatkowo, ja cały czas, nie miałem absolutnie pojęcia - o co w tym wszystkim chodzi.

Swoje 60-te urodziny (w poniedziałek 28 czerwca 2010 roku), spędziłem samotnie w celi - potem w podróży do aresztu w Warszawie. Tutaj dopiero dowiedziałem się o "Liście Gończym", o zarzucie działania na niekorzyść Banku; wszystkich innych okolicznościch sprawy. Po założeniu wszystkich zeznań, kopii wyroków SN Australii; następnego dnia zostałem zwolniony z aresztu - no i cała sprawa została w następnych tygodniach umorzona. Bez niczego, żadnych wyjaśnień ze strony Banku, który jak się okazało...popełnił zwykłą pomyłkę. No ale tak własnie działa Pekao SA - Bank, który jest ponad prawem.

Wracając jednak do początku 2010 roku, jak wspomniałem - z uwagi na brak reakcji ze strony władz Pekao SA - na moje propozycje ugodowego rozwiązania sprawy, zdecydowałem się na próby publikacji moich wyroków Sądu Najwyższego Australii, dotyczącego Pekao SA w prasie codziennej. Myślałem (całkowicie błędnie), że Polska to kraj prawa, cywilizowany i wiarygodny (nie np. Uganda) i będzie to miało właściwy efekt.
Znałem osobiście kilku dziennikarzy z wiodących polskich gazet, udzieliłem im wielu wywiadów, przedstawiłem stosowne dokumenty. Wszystko zrobiłem w kilka dni, po Nowym Roku 2010.

W tym samym czasie, oczywiście, złożyłem do Banku Pekao SA kilka pism, z propozycją ugody – w świetle obydwu wyroków Sądu Najwyższego. Miałem wielkie nadzieje, że moje propozycje oraz publikacja wyroków Sądu Najwyższego, skłoni szybko Bank PEKAO do ugodowego rozwiązania sprawy.

Okazało się jednak wkrótce, że wprawdzie w Polsce jest wolność słowa, ale tylko teoretycznie no i pod warunkiem, że nie godzi to w określone interesy reklamodawców albo w tzw. instytucje zaufania publicznego. Taką istytucją był, niestety jest i zapewne pozostanie Pekao SA. Czyli nie można praktycznie nic publikować w gazetach, bez zgody prawników...Banku. To jasne i zrozumiałe.

Przecież to Bank w ostateczności płaci pensje dziennikarzy i koszty publikacji gazet. To Bank płaci też za funkcjonowanie wszystkich instytucji, które teoretycznie, mają sprawować funkcje nadzoru... Np. KNF – Komisja Nadzoru Finansowego, czy nawet NBP... A to przecież nic innego jak... „Błędne koło pieniądza”...

Nie dostałem również żadnej odpowiedzi na pisma z propozycją ugody. Po interwencji moich prawników, Bank Pekao SA stwierdził, że nigdy nie otrzymał żadnych pism ode mnie...  A kiedy pokazałem dowód z pieczęcią i datą, że pisma złożyłem osobiście, wyszło na jaw...że pisma gdzieś zaginęły. Złożyłem więc pisma ponownie... wtedy okazało się, że Bank Pekao nie otrzymał jeszcze „prawomocnych wyroków” Sądu Najwyższego w Australii i że ustosunkuje się do moich propozycji - kiedy te dokumenty otrzyma. Nigdy w sumie, nie dostałem odpowiedzi. I to był koniec naszych prób osiągnięcia porozumienia. Absolutna formalna niemożliwość.

W rezultacie nie miałem wyjścia, musiałem złożyć pozew w Sądzie Okręgowym przeciwko Pekao i Centralnemu Domowi Maklerskiemu Pekao SA o rekompensatę naszych strat i odszkodowanie. Wszystko stało się kilka tygodni, po próbie Banku zastraszenia mnie, poprzez aresztownie, list gończy...

Moi prawnicy wyliczyli kwotę strat, które poniosłem bezpośrednio oraz wycenili również szkody, które powstały w rezultacie działań komorników i Bankowego Tytułu Egzekucyjnego – w Polsce i Australii. W sumie była to kwota - 307 milionów złotych plus odsetki. Niektórzy twierdzili, że to czysta abstrakcja, że nasze szanse są żadne – ale tak nasi prawnicy przygotowali pozew.

W sumie to też było bez znaczenia.

Polska jest krajem bezprawia jak się ostatecznie, parę lat potem przekonałem. Tzn. - tzw. Prawo w Polsce - nie jest dla obywateli; a to, że oni tak myślą, takie mają nadzieje, przekonania. Bez znaczenia.
Prawo i Sprawiedliwość jest tylko dla tych, którzy mają albo za którymi stoją duże pieniądze (Banków).

Głównym zadaniem Sądów i Prawników jest wyłącznie znalezienie uzasadnienia – tak aby wydać odpowiedni wyrok – dla tych, którzy za to w ostateczności zapłacą. I tyle.

Kilka lat zabrało, aby przekonać Sąd o rozmaitych oszustwach Banku Pekao.
Wnioskowaliśmy o wiele rzeczy, dokumentów, które były najczęściej ignorowane przez Bank Peako SA (oraz niestety Polski Sąd). Wzywanych było wielu świadków ze strony Pekao/CDM, którzy najczęściej nie stawiali się na sprawę - z jakichś usprawiedliwionych powodów. A jak w ostateczności przyszli do Sądu -nic nie pamiętali. Bank nie przestawił właściwie żadnych szczegółowych dokumentów, dotyczących transakcji.

W końcu, kiedy (po wielokrotnych naszych wnioskach) - Biegły Sądowy orzekł, że podpis na umowie kredytowej był sfałszowany, czyli umowa była nieważna - a ktoś z Banku popełnił przestępstwo – Sąd, jak się o tym dowiedział...- natychmiast zdecydował umorzyć pozew.
Sąd chyba zorientował się wtedy, i to szybko, że nie może przecież działać na niekorzyść Banku czyli instytucji zaufania publicznego. Zgodnie z procedurą złożyliśmy wniosek o uzasadnienie wyroku. Nasz obrońca czynił to opornie - stwierdził, że to była trudna, długa sprawa i że na ten dokument, będziemy musieli poczekać parę miesięcy. Tymczasem nie. Okazało się, że można to zrobić w 2-3 dni.

Trochę zastanawiającym był fakt, że uzasadnienie (liczące ok. 60 stron), zostało zrobione w tak krótkim terminie, ale widocznie Sąd tym razem chciał się wykazać, ciężko pracując – działając w interesie czyimś, ale... chyba nie publicznym.

Dla mnie jedna rzecz była absolutnie niewiarygodna: po kilku latach wyjaśniania sprawy - Sąd dowiaduje się, że Umowa Kredytowa jest sfałszowana, cała transakcja jest po prostu niezgodna z prawem, czyli jest oszustwem, przestępstwem. No i Sąd, wtedy właśnie umarza pozew... Ale...gdybym to zrobił ja –zostałbym aresztowany.. .sprawa byłaby skierowana natychmiast do Prokuratury, z podejrzeniem... popełnienia przestępstwa. Ponieważ zrobił to Bank Pekao SA, w obronie własnych interesów, na niekorzyść klienta – prawo stanowi inaczej.

Bank, zgodnie z prawem - nie może popełnić przestępstwa. A jeżeli takie jest, powstaje podejrzenie - Sprawa jest po prostu...natychmiast umorzana. Oczywiście, złożyliśmy apelację w właściwym Sądzie, zgodnie z prawem - jej przebieg i losy oraz wyrok –
był nam z góry znany. Nasz pozew został oddalony, sprawa przegrana. Nie dlatego, że nie mamy racji. Po prostu nie jesteśmy Bankiem...a więc - nie możemy mieć racji.
Prawo nie jest, nie może być po naszej stronie. To niezgodne z obowiązującym systemem - czyli niezgodne z Prawem.

 
Tak czy inaczej, pomimo rozmaitych, oczywistych dowodów na niezgodne z prawem działania - oszustwa Banku Pekao SA - sprawę przegraliśmy w dwóch instancjach. Sąd Najwyższy nie przyjął też naszego wniosku o Kasację wyroków. Wszystko w oparciu o pracę wykonaną w uzasadnieniu oddalenia pozwu – Sądu Okręgowego (I-szej Instancji).
Wszystkie następne instancje, działania prawne i procedury były już taką zwyczajną, Polską...  „Powtórką z Rozrywki” (albo Powtórką z rozgrywki) – może czasem „przebraną w inne słowa”...

Taki jest świat, w którym żyjemy. Taka jest rzeczywistość.

 Ryszard Opara

1 komentarz:

  1. "Prawo i Sprawiedliwość jest tylko dla tych, którzy mają albo za którymi stoją duże pieniądze".
    Z artykułu wynika, że opisywane sprawy miały miejsce w roku 2010. Wtedy u władzy była Platforma Obywatelska.

    OdpowiedzUsuń

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja