polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Prezydent Karol Nawrocki po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego (RBN) z 11 lutego 2026 r. wyraził silny sceptycyzm wobec rządowych planów dotyczących bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Nawrocki zakwestionował warunki unijnego programu finansowania broni, ostrzegając, że wypłaty mogą być uzależnione od „politycznej warunkowości” Komisji Europejskiej, skrytykował rząd Donalda Tuska za brak jasnego stanowiska w sprawie dołączenia do Rady Pokoju Donalda Trumpa. Nawrocki opowiedział się za ścisłym dostosowaniem polskiej strategii bezpieczeństwa do nowej doktryny USA. * * * AUSTRALIA: Wizyta prezydenta Izraela Izaaka Herzoga w Australii wywołała liczne protesty i kontrowersje w głównych miastach kraju. * Od lutego 2026 r. obowiązują surowsze przepisy mające na celu ograniczenie tzw. „visa hopping” (przeskakiwania między różnymi typami wiz), co ma pomóc w opanowaniu rekordowej migracji netto i odciążyć rynek mieszkaniowy. * * * SWIAT: Kreml, ustami rzecznika Dmitrija Pieskowa, zasygnalizował otwartość na współpracę gospodarczą z USA, komentując doniesienia o tzw. „pakiecie Dmitriewa”.Rosja przygotowała propozycję gospodarczą o wartości 12 bln dolarów, przedstawioną przez Kiriłła Dmitriew w zamian za zniesienie sankcji antyrosyjskich. * W Japonii partia LDP pod wodzą premiera Takaichi odniosła miażdżące zwycięstwo wyborcze.
POLONIA INFO:

sobota, 21 września 2013

Syria: Kto wygra, kto przegra

 Kilka dni temu, w czasie kolacji, grupa inteligentnych i świetnie wykształconych (wszyscy po Stanfordzie) ludzi (Polacy, jeden Anglik i jeden Amerykanin) zaczęła mnie maglować w sprawie Syrii: kto wygrał, kto przegrał, i co dalej.

 W Syrii nigdy nie byłem i nie wybieram się tam w najbliższym czasie. Poza śledzeniem tego, co piszą i mówią poważne media, rozmawiam często z ludźmi, którzy dobrze znają region i parają się dyplomacją od lat z górą czterdziestu. Od nich zatem płyną opinie, którymi się niżej dzielę.
Ilekroć Kongres sprzeciwia się skutecznie polityce proponowanej przez prezydenta, trudno to określić inaczej niż jako jego porażkę.
Celem Obamy od samego początku kryzysu syryjskiego – czyli od marca 2011 – było uniknięcie zaangażowania USA. Prezydent długo nie godził się nawet na dostawy broni dla opozycji. Doświadczenia z Iraku i Afganistanu, a także rozwój sytuacji w Egipcie, Tunezji i Libii, stanowiły przestrogę. Użycie terminu „czerwona linia” z dzisiejszej prespektywy jawi się jako błąd. Ale gdy Obama mówił o nieprzekraczalnej granicy miał powody sądzić, że podejmuje zobowiązanie, którego nigdy nie będzie musiał honorować. A to dlatego, że w konfliktach takiej natury, jaki obecnie toczy się w Syrii, użycie broni chemicznej ma niewielką użyteczność militarną, a pociąga za sobą ogromne ryzyko polityczne. Prezydent zatem uważał, że Asad nigdy nie sięgnie po broń chemiczną, bo to mu się nie będzie opłacać.
Rzecz w tym, że klika Asada rozumuje inaczej. Jej logika sięga raczej po przykład tego, co zrobił Hafez al-Asad, ojciec obecnego satrapy, w 1982 roku, w Hamie. Wtedy to, po kilku wybuchach bombowych, które rząd w Damaszku przypisał Bractwu Muzułmańskiemu, Asad otoczył miasto Hama, centrum działalności Bractwa. Po ostrym bombardowaniu, jego wojsko przez 27 dni mordowało bez litości wszystkie żywe istoty. Stosowano tortury i masowe egzekucje. Liczbę ofiar szacuje się na 10 do 40 tysięcy ludzi. Masakra w Hamie uważana jest za jedną z najokrutnieszych akcji rządu arabskiego przeciwko własnej ludności. Świat się jednak specjalnie tym bestialstwem nie oburzył, o masakrze szybko zapomnianio, a Syria była od tej chwili względnie spokojna, aż do śmierci Hafeza al-Asada w 2000 roku.
Od tego czasu świat się jednak zmienił. Więc gdy Asad Junior poszedł śladem ojca i mordował dzieci, które w 2011 roku bazgrały na murach anty-reżimowe grafiti, świat dowiedział się o tym niemal natychmiast dzięki Twitterowi, Facebookowi czy YouTube. Asad uznał jednak, że będzie robić swoje. A przyjaciele z Moskwy zajmą się tym, aby ONZ żadnej poważniejszej reprymendy nie usankcjonował.
Podczas gdy Ameryka nie do końca wie czego chce w Syrii, Rosja wie detalicznie.  Chce utrzymać Asada przy władzy. Syria to jej ostatni bastion na Bliskim Wschodzie. To ogromny rynek zbytu na rosyjską broń. Syryjski Tartus to ostatnia baza wojskowa Rosji poza terytorium dawnego ZSRR, i jedyne miejsce na Morzu Śródziemnym gdzie rosyjska marynarka wojenna może się zaopatrywać i remontować okręty bez potrzeby powrotu na Morze Czarne przez cieśniny tureckie.
Ameryka natomiast stoi w obliczu dylematu co gorsze: tyfus czy cholera. Alternatywą dla Asada jest bowiem w najlepszym scenariuszu chaos, zaś w najgorszym islamski fundamentalizm z silną rolą Al Kaidy.
Jak to się wszystko skończy, nie wiadomo. Nie wykluczam, że Władmir Władimirowicz będzie poważnym kandydatem do następnej Pokojowej Nagrody Nobla.

Andrzej Lubowski
Studio Opinii
___________________________________
Andrzej Lubowski, (ur. 1948) stale zamieszkały w Kalifornii w USA, ekonomista, publicysta, specjalista w dziedzinie zarządzania.
Absolwent warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, Uniwersytetu Berkeley oraz Uniwersytetu Stanforda.
Blisko 20 lat doświadczenia w amerykańskim sektorze finansowym: 10 lat na stanowiskach kierowniczych w Citicorp/Citibank w Kalifornii i Nowym Jorku, przez 8,5 roku szef strategii Visy USA. Członek rad nadzorczych polskich i amerykańskich firm, doradca organizacji non-profit.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy