polish internet magazine in australia

Reklama

Sponsors

NEWS: POLSKA: Polskie Linie Lotnicze LOT będą domagać się od Boeinga rekompensaty za utracone korzyści, dodatkowe koszty i straty poniesione w wyniku uziemienia samolotów Boeing 737 MAX. Polski przewoźnik wstrzymał pracę pięciu modeli samolotu, który producent uziemił po niedawnej katastrofie w Etiopii. * * * AUSTRALIA: Szef rządu Scott Morrison ogłosił nowe dofinansowanie - 55 mln AUD zostanie przeznaczone na bezpieczeństwo wspólnot religijnych. Konkretnie - miejsc kultu, szkół religijnych, miejsc spotkań itp. Premier Morrison podkreśla, że priorytetem rządu jest ochrona wolności religijnych. * * * SWIAT: W nocy z 29 na 30 marca nie nastąpi „twardy brexit”. Bruksela zgodziła się na przesunięcie daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W grę wchodzą dwie opcje; w przypadku przyjęcia wynegocjowanego w listopadzie porozumienia, termin brexitu przesunie się na 22 maja. Jeżeli premier May nie uda się przekonać Izby Gmin do tej opcji, groźba „twardego brexitu” nastąpi nie wcześniej niż 12 kwietnia.
EVENTS INFO: Teatr Muzyczny im. Jana Pawła II w Sydney: Koncert Słowno-Muzyczny pt. Wielcy Polscy Wirtuozi Stanisław Moniuszko i Fryderyk Chopin - Konsulat RP w Sydney, 22.03, godz. 19:00 * * * Teatr Fantazja w Melbourne: komedia Branch - Klub Polski w Albion, 30.03, godz. 18:00; Dom Polski „Syrena” w Rowville, 31.03, godz. 17:00

środa, 31 lipca 2013

W tym roku w Godzinę W na cmentarz nie przyjdę

 Na cmentarz chodzę od wczesnego dzieciństwa. Najpierw zabierała mnie tam babcia. Wtedy, w latach 70. XX w., pod pomnik Gloria Victis chodzono z potrzeby serca. Z szacunku dla tych, którzy zginęli w powstaniu i polegli. Z szacunku dla przyjaciół i członków rodzin tych, którzy zginęli. Godzina W na Powązkach wojskowych była świętem warszawiaków. Pewnie smutnym, choć mnie akurat myśl o bohaterstwie powstańców, którzy porwali się walczyć z okupantem, napawała dumą.

Ale w tym roku 1 sierpnia w Godzinę W na cmentarz nie przyjdę. Przyjdę wieczorem, gdy nie będzie tam już krzykaczy, polityków celebrytów, którzy przychodzą tylko po to, by zebrać oklaski. Przyjdę, gdy pozostaną już tylko powstańcy i warszawiacy odwiedzający cmentarz z wewnętrznej potrzeby.
Nie stanę o 17 pod pomnikiem Gloria Victis, bo nie chcę po raz kolejny być świadkiem żenujących buczeń zwolenników PiS, słuchaczy Radia Maryja, narodowców, wrogów obecnie rządzących – jednym słowem tych wszystkich, którzy mylą uroczystości z wiecem partyjnym, a rocznicę powstania odkryli dla siebie kilka lat temu.
Nie zamierzam też znowu słuchać aplauzu dla Antoniego Macierewicza, który notorycznie spóźnia się na obchody i wchodzi dokładnie w chwili, gdy o 17 wyją syreny.
Przychodzę tam dla powstańców, którzy polegli, walcząc ze złem absolutnym, jakim była okupacja niemiecka i faszyzm.
Od kilku lat atmosfera na uroczystościach pod pomnikiem Gloria Victis napawa mnie obrzydzeniem i przerażeniem zarazem. Już samo to, że organizacje kombatanckie i coraz bardziej sędziwi powstańcy łamiącym się głosem apelują o godne zachowanie na cmentarzu, jest straszne. Tak źle nie było nawet w PRL!
Przecież ci, którzy idą pod pomnik, by wszczynać awantury, mają w nosie pamięć o powstaniu. O poległych żołnierzach i niewyobrażalnej wręcz liczbie ofiar cywilnych. Chodzi im tylko o rozróbę, rozładowanie własnych kompleksów. O manifestację własnych poglądów politycznych, które i tak za rok czy pięć lat mogą ulec zmianie. Widząc buczących zwykle starszych ludzi – nie tak starych jednak, by czynnie uczestniczyć w powstaniu czy w ogóle je pamiętać – zawsze się zastanawiam, czy potem nie nachodzi ich poczucie zażenowania.
Czy w ogóle są zdolni do refleksji? Czy ulegają jedynie instynktowi tłumu, temu samemu, który w dawnych czasach gnał normalnych na co dzień ludzi do linczów i pogromów. Patrzę na twarze ściśnięte nienawiścią. Patrzę na starsze kobiety plujące na nielubianych polityków i rykoszetem opluwające kombatantów, którzy stają się jedynie nieistotnymi statystami – i już wiem, że nie chcę tego więcej oglądać!
Jednak to nie prostackie buczenia ostatecznie zniechęciły mnie do chodzenia o Godzinie W pod pomnik Gloria Victis, lecz coś znacznie gorszego. Kibole. Krótko ostrzyżeni. Gdy na cmentarzu wyją syreny – odpalają race jak podczas meczu na stadionie. Wyją syreny, zapada milczenie, a oni furkoczą ogniem, trzymając racę w uniesionej ręce. A we mnie budzi się jedno skojarzenie – z Zeppelinfeld, terenem zjazdów NSDAP w Norymberdze za czasów Hitlera.
Cóż za diabelski chichot historii! Lucyfer w piekle musi się śmiać od ucha do ucha. Przecież to w prostej linii spadkobiercy faszyzmu. Tego samego, z którym walczono w czasie Powstania Warszawskiego i który doprowadził do wymordowania setek tysięcy mieszkańców Warszawy. Gdy widzę uniesioną rękę, namalowaną przez idiotę swastykę na murze – mam w oczach tylko jedno: wojnę, cierpienie, trupy i zburzoną Warszawę, która do dziś nie zaleczyła wojennych ran.

Jerzy S. Majewski
Studio Opinii, Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

Promocja