polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Prezydent Francji Emmanuel Macron przebywał w Polsce z oficjalną wizytą w poniedziałek, 20 kwietnia. Głównym punktem wizyty był I Polsko-Francuski Szczyt Międzyrządowy w Gdańsku. Macron zadeklarował, że Polska może liczyć na wsparcie militarne Francji w przypadku zagrożenia jej terytorium. Wizyta odbyła się na zaproszenie Donalda Tuska w Gdańsku, co doprowadziło do braku oficjalnego spotkania Macrona z prezydentem Polski, Karolem Nawrockim. * * * AUSTRALIA: Premier Anthony Albanese ogłosił zabezpieczenie dodatkowych czterech dostaw oleju napędowego od azjatyckich dostawców. Australia zmaga się z poważnymi brakami paliwa, co rzutuje na poparcie dla partii rządzącej. * * * SWIAT: Od 13 kwietnia Marynarka Wojenna USA blokuje ruch statków wpływających i wypływających z cieśniny oraz irańskich portów. Prezydent Trump zapowiedział, że każda jednostka próbująca naruszyć blokadę zostanie „wyeliminowana”. Amerykański niszczyciel USS Spruance przechwycił irański statek towarowy TOUSKA, który ignorował ostrzeżenia i próbował ominąć blokadę. W wyniku akcji jednostka została uszkodzona (strzał w maszynownię) i przejęta przez amerykańską piechotę morską. W odpowiedzi Iran wycofał się z planowanej kolejnej rundy negocjacji z USA. Wylot wiceprezydenta USA J.D. Vance'a do Pakistanu na rozmowy został wstrzymany.
POLONIA INFO:

środa, 31 lipca 2013

W tym roku w Godzinę W na cmentarz nie przyjdę

 Na cmentarz chodzę od wczesnego dzieciństwa. Najpierw zabierała mnie tam babcia. Wtedy, w latach 70. XX w., pod pomnik Gloria Victis chodzono z potrzeby serca. Z szacunku dla tych, którzy zginęli w powstaniu i polegli. Z szacunku dla przyjaciół i członków rodzin tych, którzy zginęli. Godzina W na Powązkach wojskowych była świętem warszawiaków. Pewnie smutnym, choć mnie akurat myśl o bohaterstwie powstańców, którzy porwali się walczyć z okupantem, napawała dumą.

Ale w tym roku 1 sierpnia w Godzinę W na cmentarz nie przyjdę. Przyjdę wieczorem, gdy nie będzie tam już krzykaczy, polityków celebrytów, którzy przychodzą tylko po to, by zebrać oklaski. Przyjdę, gdy pozostaną już tylko powstańcy i warszawiacy odwiedzający cmentarz z wewnętrznej potrzeby.
Nie stanę o 17 pod pomnikiem Gloria Victis, bo nie chcę po raz kolejny być świadkiem żenujących buczeń zwolenników PiS, słuchaczy Radia Maryja, narodowców, wrogów obecnie rządzących – jednym słowem tych wszystkich, którzy mylą uroczystości z wiecem partyjnym, a rocznicę powstania odkryli dla siebie kilka lat temu.
Nie zamierzam też znowu słuchać aplauzu dla Antoniego Macierewicza, który notorycznie spóźnia się na obchody i wchodzi dokładnie w chwili, gdy o 17 wyją syreny.
Przychodzę tam dla powstańców, którzy polegli, walcząc ze złem absolutnym, jakim była okupacja niemiecka i faszyzm.
Od kilku lat atmosfera na uroczystościach pod pomnikiem Gloria Victis napawa mnie obrzydzeniem i przerażeniem zarazem. Już samo to, że organizacje kombatanckie i coraz bardziej sędziwi powstańcy łamiącym się głosem apelują o godne zachowanie na cmentarzu, jest straszne. Tak źle nie było nawet w PRL!
Przecież ci, którzy idą pod pomnik, by wszczynać awantury, mają w nosie pamięć o powstaniu. O poległych żołnierzach i niewyobrażalnej wręcz liczbie ofiar cywilnych. Chodzi im tylko o rozróbę, rozładowanie własnych kompleksów. O manifestację własnych poglądów politycznych, które i tak za rok czy pięć lat mogą ulec zmianie. Widząc buczących zwykle starszych ludzi – nie tak starych jednak, by czynnie uczestniczyć w powstaniu czy w ogóle je pamiętać – zawsze się zastanawiam, czy potem nie nachodzi ich poczucie zażenowania.
Czy w ogóle są zdolni do refleksji? Czy ulegają jedynie instynktowi tłumu, temu samemu, który w dawnych czasach gnał normalnych na co dzień ludzi do linczów i pogromów. Patrzę na twarze ściśnięte nienawiścią. Patrzę na starsze kobiety plujące na nielubianych polityków i rykoszetem opluwające kombatantów, którzy stają się jedynie nieistotnymi statystami – i już wiem, że nie chcę tego więcej oglądać!
Jednak to nie prostackie buczenia ostatecznie zniechęciły mnie do chodzenia o Godzinie W pod pomnik Gloria Victis, lecz coś znacznie gorszego. Kibole. Krótko ostrzyżeni. Gdy na cmentarzu wyją syreny – odpalają race jak podczas meczu na stadionie. Wyją syreny, zapada milczenie, a oni furkoczą ogniem, trzymając racę w uniesionej ręce. A we mnie budzi się jedno skojarzenie – z Zeppelinfeld, terenem zjazdów NSDAP w Norymberdze za czasów Hitlera.
Cóż za diabelski chichot historii! Lucyfer w piekle musi się śmiać od ucha do ucha. Przecież to w prostej linii spadkobiercy faszyzmu. Tego samego, z którym walczono w czasie Powstania Warszawskiego i który doprowadził do wymordowania setek tysięcy mieszkańców Warszawy. Gdy widzę uniesioną rękę, namalowaną przez idiotę swastykę na murze – mam w oczach tylko jedno: wojnę, cierpienie, trupy i zburzoną Warszawę, która do dziś nie zaleczyła wojennych ran.

Jerzy S. Majewski
Studio Opinii, Gazeta Wyborcza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy