polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Marian Banaś w zamieszczonym środę na stronie NIK oświadczeniu wideo powiedział, że był gotów złożyć rezygnację, ale stał się przedmiotem brutalnej gry politycznej. Oświadczył, że NIK jest jednym z najważniejszych urzędów państwowych a on jako prezes Izby nie może pozwolić, by "stała się ona przedmiotem politycznych rozgrywek i targów". Zapowiedział, że będzie kontynuował misję prezesa NIK w poczuciu odpowiedzialności. * * * AUSTRALIA: We wschodnich regionach Australii szaleją pożary. Żywioł podsyca wysoka temperatura, uderzenia piorunów i silny wiatr. Ogień będzie zagrożeniem przez najbliższy tydzień. Według statystyk, od początku tegorocznego sezonu pożarów spalił się obszar o powierzchni 1 650 000 hektarów i 400 domów. Strażacy ostrzegają, że dopóki nie spadnie dużo deszczu, pożary nie ustaną. * * * SWIAT: Do wybuchu wyspy-wulkanu White w Nowej Zelandii doszło w poniedziałek 9 grudnia. W momencie eksplozji w pobliżu krateru przebywało około 50-ciu osób. Policja poinformowała o pięciu ofiarach śmiertelnych, podkreślając, że może być ich więcej. 20 osób uznano za zaginione.
EVENTS INFO: Polski Festiwal w Klubie "Polonia" w Plumpton - 8.12, godz. 10:00 - 17:00 * * * Polonijny Bieg Niepodlegloci - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton - 8.12, start godz. 11:00

środa, 5 czerwca 2019

Wybory 4 czerwca 1989 r. Komunizm upada od głosów w urnie

Gazeta Wyborcza przed decydującym głosowaniem 4.06.1989 r.
Fot. Histmag .pl (CC BY-SA 3.0)

Wybory 4 czerwca 1989 r. miały decydujący wpływ na upadek systemu komunistycznego w Polsce. Stanowiły dla wielu ludzi możliwość otwartego zademonstrowania swoich poglądów oraz sprzeciwu wobec systemu – wszystko poprzez wrzucenie kartki wyborczej do urny.

4 czerwca 1989 roku odbyły się wybory kontraktowe do Sejmu i Senatu, które były jednym z głównych uzgodnień, jakie osiągnięto podczas obrad Okrągłego Stołu. Przy słynnym meblu dyskutowano od 6 lutego do 5 kwietnia, gdy nastąpiło zakończenie dwumiesięcznego maratonu negocjacyjnego. Główne rozmowy toczyły się w trzech zespołach roboczych: do spraw refom politycznych, gospodarczych i pluralizmu związkowego. Oprócz tego istniała cała masa innych podzespołów, które zajmowały się m.in. rolnictwem, górnictwem, sądownictwem, samorządem terytorialnym, edukacją, zdrowiem itd.



Łącznie w dyskusji udział wzięły 452 osoby. Natomiast najistotniejsze kwestie sporne rozstrzygano w trakcie poufnych spotkań, które odbywały się w ośrodku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Magdalence. W prowadzonych tam dyskusjach uczestniczyły 42 osoby, ale tak naprawdę liczyło się kilkunaście z nich. Po stronie rządowej byli to: Stanisław Ciosek, Andrzej Gdula, Czesław Kiszczak, Aleksander Kwaśniewski i Janusz Reykowski. W obozie solidarnościowym prym wiedli: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik. W rozmowach brali udział również przedstawiciele Kościoła jak ówczesny biskup Tadeusz Gocłowski czy ks. Alojzy Orszulik.

Najważniejsze kwestie dotyczyły sporów na temat ordynacji wyborczej, kompetencji prezydenta, czy relacji między Sejmem i Senatem. Ostatecznie ustalono, że odbędą się częściowo wolne wybory do Sejmu, gdzie 65% miejsc (a więc 299 mandatów) było z góry zagwarantowane dla przedstawicieli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i jej satelitów, Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, a także dla prorządowych organizacji katolickich, jak Stowarzyszenie PAX, Polski Związek Katolicko-Społeczny i Unia Chrześcijańsko Społeczna. O pozostałe 161 miejsc mieli walczyć bezpartyjni kandydaci.

Oprócz tego zdecydowano się na restytucję Senatu, do którego w wyborach kandydaci mieli walczyć o 100 mandatów. Dla strony solidarnościowej ogromne znaczenie miał zapis dotyczący tego,  jaką większością głosów Sejm będzie mógł odrzucać weto senackie. Finalnie padło, iż Sejm będzie potrzebował większości 2/3 głosów.

Kluczową sprawą dla władzy komunistycznej było powołanie urzędu prezydenta PRL, wyposażonego w rozległe kompetencje. Głowa państwa miała być wybierana na sześcioletnią kadencję przez Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby Sejmu i Senatu. Dla obu stron było jasne, że tym kandydatem będzie gen. Wojciech Jaruzelski. Ponadto władze zgodziły się zalegalizować Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, co nastąpiło 17 kwietnia 1989 roku. Zapadła też decyzja o wydawaniu wysokonakładowego dziennika przez Komitet Obywatelski oraz reaktywacji „Tygodnika Solidarność”.

5 kwietnia 1989 roku doszło do podpisania dokumentów Okrągłego Stołu. Wszystkie omówione zmiany ustrojowe zostały w szybkim tempie uchwalone przez Sejm PRL. Kierownictwu PZPR bardzo zależało na przeprowadzeniu wyborów jak najszybciej, ponieważ chciano w ten sposób wykorzystać topniejące poparcie części społeczeństwa dla „Solidarności” oraz dać opozycji jak najmniej czasu na zorganizowanie kampanii. Dlatego też 13 kwietnia Rada Państwa wyznaczyła datę pierwszej tury wyborów na 4 czerwca, zaś drugiej na 18 czerwca.

Wybory 4 czerwca 1989 r.: kampania

425 posłów miało zostać wybranych w 108 okręgach wyborczych, którym przypisano od 2 do 5 mandatów w zależności od liczby mieszkańców. Pozostałe 35 miejsc w Sejmie przeznaczono dla kandydatów z listy krajowej, która w całości została przyznana koalicji rządowej, gdyż strona solidarnościowa odmówiła wpisania na listę.

Aby uzyskać mandat w danym okręgu, w pierwszej turze należało otrzymać połowę wszystkich ważnie oddanych głosów. Natomiast w drugiej turze posłem zostawał ten, kto dostawał najwyższe poparcie. W tym drugim głosowaniu brało udział dwóch kandydatów, którzy otrzymali podczas pierwszej tury największą liczbę głosów. Z listy krajowej mieli uzyskać mandat ci, który otrzymali ponad połowę głosów.


Ulotka wyborcza Solidarności z 1989r. (domena publiczna).


W wyborach do Senatu utworzono 49 okręgów wyborczych i w 47 z nich można było zdobyć po 2 mandaty, zaś w dwóch największych po 3. Senatorem zostawał ten, kto zdobył w pierwszej turze ponad połowę ważnie oddanych głosów.

Krajowa Komisja Wykonawcza NSZZ „Solidarność” podjęła decyzję o powierzeniu kierowania kampanią wyborczą Komitetowi Obywatelskiemu, który zajął się rozbudową struktur regionalnych. Celem struktur było ustalenie list kandydatów, prowadzenie agitacji wyborczej i wyłonienie swoich przedstawicieli do komisji wyborczych. Komitety zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu i to nie tylko na poziomie największych miast. Zakładano je w dzielnicach czy na osiedlach mieszkaniowych, a tworzyli je przede wszystkim działacze „Solidarności”. Dużą rolę przy tworzeniu komitetów odegrał również Kościół Katolicki.

Zarówno podczas tworzenia komitetów, jak i przy układaniu list wyborczych nie obyło się bez sporów, które jednak szybko rozwiązywano przez istniejący zespół ds. koordynacji list kandydatów. 23 kwietnia Komitet Obywatelski zatwierdził listę swoich kandydatów do Sejmu i Senatu, na której znalazło się wiele znanych nazwisk, jak: Jan Krzysztof Bielecki, Bronisław Geremek, Jarosław i Lech Kaczyńscy, Jacek Kuroń, Andrzej Łapicki, Adam Michnik, Stefan Niesiołowski, Gustaw Holoubek, Karol Modzelewski, Zbigniew Romaszewski, Andrzej Wajda.

Konfliktów przy tworzeniu list wyborczych nie zabrakło także w PZPR i innych ugrupowaniach kolacji rządowej. U progu kampanii nad ZSL wisiało widmo rozłamu. Między innymi grupa działaczy krytykujących ówczesnego szefa Romana Malinowskiego utworzyła Ogólnopolski Komitet Odrodzenia Ruchu Ludowego, a jego głównym celem było zwołanie kongresu nadzwyczajnego ZSL. Także w Stronnictwie Demokratycznym radykalizowały się głosy krytykujące PZPR. Jakby tego było mało, to kandydaci stronnictw sojuszniczych otwarcie dystansowali się od PZPR – byli nawet tacy, którzy deklarowali swoje poparcie dla opozycji. Na przykład Stanisław Kalina reprezentujący ZSL, mówił: „Z partią nie jest mi po drodze. Celem partii jest socjalizm, moim dobro człowieka”. Z kolei Felicjan Gołębiewski bez ogródek oświadczył, że kandyduje, aby pozyskać dla „Solidarności” o jeden mandat więcej.

Bez względu na kłopoty koalicji rządowej, zaczęto promować kandydatów, którzy ze światem polityki mieli dotychczas niewiele, lub zupełnie nic wspólnego. Na listach znalazł się m.in. dyrektor wrocławskiego ZOO Antoni Gucwiński, kosmonauta Mirosław Hermaszewski czy kardiolog Zbigniew Religa. Jednak cała kampania strony rządowej i jej satelitów była dość słaba. Ludzie nie potrafili sprostać wymaganiom, jakie narzuca prawdziwa kampania wyborcza. Kandydaci swoje wystąpienia na spotkaniach czytali z kartki, co często trwało tak długo, że na pytania publiczności nie starczało czasu. Same wiece z kolei odbywały się przy nikłej liczbie osób i to w zasadzie wśród ludzi aparatu partyjnego. Ilustracją tego było spotkanie wyborcze gen. Józefa Kuropieski, który na sali znajdował się wraz czterema innymi kandydatami rządowymi i jedynie siedmioma wyborcami. Natomiast totalnym kuriozum były plakaty władzy z hasłem „Głosuj na najlepszych!”.

Innym faktem był brak środków kampanijnych oraz nieporadność organizacyjna. Kandydaci skarżyli się na brak chętnych do rozwieszania plakatów wyborczych, nie mówiąc już o małej intensywności propagandowej – „Mnie osobiście w mojej naiwności wydawało się (…), że nie tylko każdy budynek wsi, ale każda krowa na tyłku będzie miała afisz propagandowy strony koalicyjno-rządowej” – mówił Alfred Miodowicz, ówczesny szef Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Jednymi z nielicznych wyjątków na tle starych towarzyszy byli Aleksander Kwaśniewski czy Leszek Miller, u których można było zauważyć kampanię w niezłym stylu.


Grupa 4 plakatów wyborczych tzw. Drużyny 
Lecha z wyborów parlamentarnych 
w 1989 r . Fot. J. M.Goliszewski / EPOKA
(CC BY-SA 4.0) 

Natomiast kampania Komitetu Obywatelskiego zaskakiwała rozmachem. Ulice polskich miast i miasteczek wręcz tonęły w plakatach nawołujących do głosowania na słynną „drużynę Lecha”. Udanym pomysłem, na który wpadł Andrzej Wajda, były plakaty reklamujące kandydatów „Solidarności” w towarzystwie Lecha Wałęsy. Wzmacniało to nie tylko wiarygodność danej osoby w oczach wyborców, ale pokazywać też miało jedność, w celu uniknięcia rozproszenia głosów. Wiece wyborcze Komitetu miały profesjonalny charakter politycznego show. Na spotkaniach nie tylko prezentowano kandydatów solidarnościowych, gościli na nich również znani aktorzy, muzycy, ludzie sztuki, którzy ubarwiali atmosferę ówczesnej walki politycznej. Należy również dodać, że poparcia kandydatom „Solidarności” udzieliły zachodnie gwiazdy, np. Jane Fonda, Robert de Niro czy Stevie Wonder – ten ostatni na specjalnym spotkaniu w jednej z warszawskich kawiarni zaśpiewał razem z Janem Lityńskim i Jackiem Kuroniem piosenkę „I Just Called To Say I Love You”.

Ze względu na ograniczony dostęp do środków masowego przekazu, dla kandydatów Komitetu Obywatelskiego niezwykle istotne znaczenie miało ukazanie się 8 maja pierwszego numeru „Gazety Wyborczej”, której redaktorem naczelnym został Adam Michnik. Natomiast audycje telewizyjne z udziałem ludzi „Solidarności” widzowie mogli zobaczyć dopiero 9 maja.

Najaktywniejszą kampanię wyborczą miał Jacek Kuroń, który startował z Żoliborza. Za kontrkandydata miał związanego z opozycją antykomunistyczną mecenasa Władysława Siłę-Nowickiego, którego poparł Kościół. Kuroń wierzył w siłę swojej charyzmy i jego działania były oparte na jak najczęstszych spotkaniach z wyborcami. Podczas jednego z nich przemawiał prawie trzy godziny. W ciągu 3 tygodni potrafił odbyć 40 spotkań. Jedna z jego ulotek miała nakład 200 tysięcy egzemplarzy, co do dzisiaj robi wrażenie, a w jego akcji plakatowej było zaangażowanych 130 osób.

Z kolei np. wspominany już wcześniej Adam Michnik kandydował ze Śląska. Co ciekawie, początkowo chciano, aby startował z Sosnowca, a więc w bastionie komunistów, gdzie do zdobycia był tylko jeden mandat. Wprawdzie należał do najbardziej rozpoznawalnych działaczy „Solidarności”, zaprotestował jednak przeciwko temu i ostatecznie trafił do okręgu bytomskiego (5 mandatów). Odbywał po dwa-trzy wiece dziennie w salach mogących pomieścić kilkaset osób. Mimo charakterystycznego jąkania, bez trudu potrafił nawiązać kontakt ze słuchaczami, nawet z tymi, którzy się z nim nie zgadzali.

Warto dodać, że nie wszyscy kandydaci Komitetu Obywatelskiego mieli plakat z Lechem Wałęsą. Na przykład materiał wyborczy Zbigniewa Romaszewskiego był inny, gdyż na fotografii wyszedł tak, jakby Wałęsie groził i zdjęcie skonfiskowano.

Należy odnotować, że Komitet Obywatelski nie był jedyną częścią opozycji, która brała udział w wyborach kontraktowych. Ze względu na brak porozumienia z KO, na start zdecydowała się samodzielnie Konfederacji Polski Niepodległej, która wystawiła 16 kandydatów do Sejmu i 6 do Senatu. Swoich pretendentów do mandatu miały też m.in. Unia Polityki Realnej Janusza Korwin-Mikkego, Grupa Robocza Komisji Krajowej, Ruch Wolnych Demokratów Karola Głogowskiego czy związani z opozycją antykomunistyczną Kazimierz Świtoń i wspomniany Władysław Siła-Nowicki.

Na uwagę w całej kampanii zasługuje przykład Henryka Stokłosy, który jako pierwszy w Polsce użył środków marketingowych znanych już wcześniej w krajach zachodnich. Twórca fabryki utylizacji odpadów rolno-spożywczych z chwilą podjęcia decyzji o kandydowaniu sformował sztab, którego celem było pokazanie największej i najgłośniejszej kampanii, jakiej w PRL-u nie widziano. Prezentował się z hasłem, że „w Polsce nawet z gówna można osiągnąć sukces i miliony”. Udostępniał fabrykę dla zwiedzających gości, zapewniając im jedzenie, napoje i inne atrakcje. Z każdym ściskał dłonie, rozdawał wyborcze reklamy. 

Oplakatował też swój okręg wyborczy ponad pięcioma tysiącami materiałów ze swoją podobizną i hasłami: „Nie z koalicji, nie z opozycji” czy „Jestem wiejski chłopak, poniosę was głos do Senatu”. Licznie organizował festyny wyborcze, gdzie można było zdobyć cenne nagrody. Podczas jednego wiecu, który urządzono na stadionie w Pile, zjawiło się blisko 50 tysięcy ludzi, słysząc o tym, że będzie darmowe piwo i kiełbaski. Na swoją kampanię przeznaczył ówczesnych 100 milionów ówczesnych złotych, dzięki temu jako jedyny pokonał kandydata Komitetu Obywatelskiego i uzyskał mandat w Senacie, w którym nieprzerwanie zasiadał do 2005 roku.

Wybory 4 czerwca 1989 r.: wyniki

Nim odbyły się wybory 4 czerwca 1989 roku, to na posiedzeniu KC PZPR gen. Wojciech Jaruzelski ocenił, że zdobycie 51-60 . miejsc w Senacie będzie wynikiem dobrym, a 41-49 uzna za rezultat zły. Jeszcze wcześniej Aleksander Kwaśniewski, Mieczysław Rakowski, Jerzy Urban i Aleksander Borowicz założyli się o ostateczne rezultaty. Kwaśniewski przewidywał, że opozycja zdobędzie 78 miejsc w Sejmie, zaś Rakowski uważał, że kandydaci niezależni startujący do Senatu maksymalnie mogą liczyć na 38 mandatów. Najcelniej „strzelał” Borowicz, który uważał, że opozycja zgarnie 120 mandatów sejmowych i 69 foteli w Senacie.

Rzeczywiste wyniki były zdecydowanie odmienne i w najczarniejszych snach władza komunistyczna nie przewidywała, że będą one oznaczyć koniec PRL-u. Do urn pofatygowało się 62,4% uprawnionych do głosowania. Aż 10 z 27 milionów dorosłych obywateli nie uwierzyło, że wybory mogą cokolwiek zmienić w ich życiu. Co ciekawe, w ciągu ostatnich 30 lat nie było jednak dotychczas wyższej frekwencji w wyborach parlamentarnych. Również może ciekawić fakt, że jedynie 40,7% księży diecezjalnych i zakonnych brało udział w głosowaniu. Ze 105 biskupów tylko 35 zagłosowało w wyborach. Najwyższą frekwencję zanotowano na Pomorzu Gdańskim oraz w Małopolsce i Wielkopolsce, a rekordowy udział był w następujących województwach: rzeszowskim (71,52%), leszczyńskim (70,62%) i pilskim (70,20%). Najmniejszym zainteresowaniem głosowanie cieszyło się w Polsce centralnej oraz północno-wschodniej. Tutaj nisko wypadło łódzkie (53,28%), radomskie (55,51%), skierniewickie (56,63%).

Gazeta Wyborcza po ogłoszeniu oficjalnych wyników.
Fot. Histmag pl  (CC BY-SA 3.0)

Wyniki pierwszej tury stanowiły ogromny sukces Komitetu Obywatelskiego. Kandydaci „drużyny Lecha” otrzymali 160 ze 161 możliwych miejsc do zdobycia w Sejmie. Na uzyskanie brakującego miejsca, kandydat „Solidarności” Andrzej Wybrański miał szansę w drugie turze. W wyborach do Senatu reprezentanci KO zdobyli 92 mandaty, a o 8 pozostałych miejsc można było powalczyć jeszcze w drugiej turze. Najwyższe poparcie Komitet Obywatelski przy Lechu Wałęsie otrzymał w województwach Polski południowo-wschodniej (rzeszowskim, nowosądeckim, przemyskim) oraz na Dolnym Śląsku. Najgorzej było w województwach północno-zachodnich: pilskim, bydgoskim, słupskim. Za ciekawostkę może uchodzić fakt, że w tzw. zamkniętych komisjach wyborczych jak więzienia, milicja, wojsko większą liczbę głosów otrzymali kandydaci „Solidarności”, a nie ludzie obozu władzy.

Koalicję rządową do Senatu poparło 17% wyborców, jednak w ostatecznym rozrachunku PZPR i jej satelici nie uzyskali ani jednego mandatu. Natomiast wymaganą większość głosów w wyborach do Sejmu uzyskała tylko trójka: Teresa Liszcz, Marian Orzechowski i Władysław Czerwiński, którzy otrzymali nieformalne poparcie „Solidarności”. Natomiast pozostałych 296 miejsc miało zostać obsadzone w drugiej turze. Koalicja najlepiej wypadła w Polsce zachodniej i północno-zachodniej (koszalińskie, zielonogórskie). Najbardziej dotkliwy dla władz był upadek listy krajowej. Z 35 kandydatów tylko Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński uzyskali odpowiednią liczbę głosów. Według obowiązującej ordynacji oznaczało to, iż pozostałe mandaty nie zostaną obsadzone.
Mimo sukcesu uzyskanego przez „Solidarność” nie było entuzjazmu, a zwycięski triumfalizm tonowano na łamach „Gazety Wyborczej”. Również kierownictwo Komitetu Obywatelskiego wydało komunikat, aby nie organizować żadnych demonstracji z okazji zwycięstwa, a w broszurkach czy ulotkach zakazano używania sformułowań typu „precz z komuną”. Ten ugodowy ton reprezentowany przez Komitet Obywatelski miał wynikać jakoby z obawy przed konfrontacyjnym zachowaniem aparatu rządowo-partyjnego.

6 czerwca doszło do spotkania głównych przedstawicieli PZPR z kierownictwem Komitetu Obywatelskiego. Postawa Kiszczaka czy Cioska była na nim agresywna i prowokacyjna, co jeszcze bardziej ułatwiło przywódcom „Solidarności” decyzję o przyjęciu ugodowej linii wobec władzy. Tym samym Komitet Obywatelski wyraził zgodę na zmianę ordynacji wyborczej, umożliwiające obsadzenie 33 mandatów z listy krajowej.

Mimo, że było to ewidentne naginanie prawa, ustanowiono, iż o brakujące miejsca w Sejmie mogą ubiegać się jedynie nowi kandydaci. Przed drugą turą, „Solidarność” zachęcała do poparcia niektórych kandydatów koalicji, jak Marcin Święcicki, Waldemar Pawlak, Tadeusz Fiszbach czy Wiesława Ziółkowska. Druga tura wyborów, która odbyła się 18 czerwca 1989 roku została jednak zbojkotowana przez polskie społeczeństwo i do urn poszło jedynie 25% uprawnionych. Był to kolejny sygnał braku akceptacji dla władzy. Natomiast Solidarność zdobyła brakujący mandat do Sejmu oraz 7 z 8 miejsc w Senacie. Ten ostatni przypadł Henrykowi Stokłosie, który wygrał z Piotrem Baumgartem.

Wybory czerwcowe w znacznym stopniu przyczyniły się do upadku komunizmu w Polsce – pokazując, że w momencie zagrożenia większość Polaków potrafi się zmobilizować i wykazać odpowiedzialnością za los przyszłych pokoleń.

Maciej Gach
Histmag.org

Bibliografia:

Bikont Anna, Łuczywo Helena, Jacek, Wydawnictwo Agora/Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2018.
Dudek Antoni, Reglamentowana Rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2004.
Dudek Antoni, Historia Polityczna Polski 1989-2015, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016.
Ignaczewski Grzegorz, Specyfika marketingu politycznego w Polsce, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2003.
____________
Maciej Gach - politolog, współpracownik Radia Gdańsk. Jego zainteresowania koncentrują się wokół funkcjonowania systemów politycznych i partyjnych w Europie oraz zagadnień związanych z najnowszą historią Polski po 1945 roku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja