polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Trzy największe siły polityczne na lewicy: SLD, Partia Razem oraz Wiosna idą razem do wyborów jako lewica - powiedział podczas konferencji prasowej Robert Biedroń. Decyzja zapadła w czwartek, podczas spotkania przedstawicieli trzech partii. - Dogadaliśmy się po to, by wygrać z PiS-em. Chcemy przedstawić wizję lewicową Polkom i Polakom. -powiedział szef SLD Włodzimierz Czarzasty. * * * AUSTRALIA: Rząd federalny chce ożywić gospodarkę. Przygotował dużą obniżkę podatków. Przez najbliższą dekadę ma wynieść 158 mld AUD. Premier Scott Morrison, wyrazil nadzieję, że pozostawienie ludziom więcej pieniędzy poprawi jakość ich życia. Obniżenie podatków było jedną z obietnic wyborczych Morrisona. * * * SWIAT: Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że okręt marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych zestrzelił irańskiego drona w Cieśninie Ormuz.
EVENTS INFO: Exhibition “Destination Australia Post WWII Odysseys of Polish Soldiers" - The Polish Museum and Archives in Australia, Albert Park (Vic.), 17. 08, godz. 14:00 “

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Polacy w Serbii... i rodacy z Ostojićeva

Ostojičevo - serbska wieś, w której mieszkają potomkowie
naszych rodaków z Wisły. Fot. L.Wątróbski
W północnej Serbii, w Wojwodinie, istnieje wieś Ostojićevo, którą zamieszkują potomkowie naszych rodaków z Wisły z czasów sięgających pierwszej połowy XIX w. Dziś Polacy w Serbii mieszkają  w dużym rozproszeniu i stanowią niewielką grupę narodowościową, zmniejszającą się systematycznie od lat. W okresie wojny towarzyszącej rozpadowi Jugosławii (1991-1995), sankcji gospodarczych i bombardowań Serbii w roku 1999 wiele rodzin polonijnych osiedliło się w Polsce lub na Zachodzie.    Według ostatniego spisu żyło tam łącznie 1433 Polaków - najwięcej w Serbii centralnej i Belgradzie  oraz w Serbii północnej i Wojewodinie - dokąd udało się dotrzeć w marcu b.r.  Leszkowi Wątróbskiemu.


Istnieją udokumentowane dane, że polscy oficerowie brali udział w I Powstaniu Serbskim (1804-1813). W drugiej połowie XIX wieku, a szczególnie po upadku Powstania Styczniowego, przybyło także do Serbii szereg lekarzy, którzy osiedlili się tam i odegrali poważną rolę w rozwoju kultury medycznej tego kraju.                                                             
 
W okresie międzywojennym działała tam Liga Jugosławia-Polska, która miała na celu organizowanie kontaktów gospodarczych i kulturalnych z Polską. Nie była to organizacja polonijna, ale z okazji polskich świąt państwowych i kościelnych w pomieszczeniach Ligi spotykali się również nieliczni nasi rodacy. Liga udzieliła ogromnej pomocy polskiemu wojsku i cywilom, którzy przez Jugosławię przedostawali się na Zachód.                                     

Po II wojnie światowej zamieszkało w Serbii szereg Polek, które poznały swoich mężów Serbów na pracach przymusowych lub obozach w Niemczech. W okresie wojny towarzyszącej rozpadowi Jugosławii (1991-1995), sankcji gospodarczych i bombardowań Serbii w roku 1999 wiele rodzin polonijnych osiedliło się w Polsce lub na Zachodzie.                     

Aktualnie przedstawiciele Polonii w Serbii stanowią grupę stosunkowo nieliczną. Głównymi ich skupiskami są: Belgrad (ok. 200), Ostojičevo (ok. 150), Niš i Novy Sad (po ok. 30), Kragujevac i Kraljevo (po ok. 20). W zdecydowanej większości są to kobiety, które wyszły za mąż za obywateli Jugosławii oraz dzieci z ich mieszanych małżeństw.                        

W serbskim środowisku polonijnym można wyróżnić następujące grupy:

-Stowarzyszenie YU Polonia, jest platformą skupiającą Polonię (emigracja z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku).

-Klub Stypendystów (YU Polonia Junior) skupia kilkanaście osób polskiego pochodzenia.

I wreszcie, zupełnie odrębną grupę, stanowią rodacy zamieszkujący wieś Ostojićevie (ponad dwutysięczna miejscowość na pograniczu serbsko–węgiersko–rumuńskim) – z około 150 osobami polskiego pochodzenia. Są to potomkowie emigrantów z Wisły i okolic, którzy osiedlili się w Ostojićevie w XIX wieku. Społeczność ta kultywuje tradycje właściwe dla obszaru pogranicza kultur polskiej i słowackiej.                                                                     

Kolejną, nieliczną, aczkolwiek wartą uwagi grupą są Polacy pracujący na terenie Serbii dla dużych koncernów. Zajmują oni stanowiska na szczeblu kadry zarządzającej i zaliczają się do miejscowej elity (zakłady Fiata w Kragujevcu, przemysł agrochemiczny, doradztwo inwestycyjno – finansowe).

Polacy w Serbii mieszkają dziś w dużym rozproszeniu i stanowią niewielką grupę narodowościową, zmniejszającą się systematycznie od lat. Według ostatniego spisu żyło tam łącznie 1433 Polaków - najwięcej w Serbii centralnej i Belgradzie (679) oraz w Serbii północnej i Wojewodinie (669) - dokąd udało mi się dotrzeć w marcu 2019 roku.
 
Jadąc na południe kraju (do Belgradu) zatrzymałem się we wsi Ostojićevo – wielonarodowościowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym osiedlu, założonym kilkaset lat temu. Mieszkają tam dzisiaj także: Serbowie,Słowacy i Węgrzy.                                        

Pierwsi Polacy wyemigrowali na stałe do Ostojićeva w pierwszej połowie XIX wieku. Dzisiejsi mieszkańcy tej wsi są potomkami górników, którzy wydobywali i sprzedawali saletrę. Przyjeżdżali tam latem, a późną jesienią wracali do swoich domów w Polsce. Wielu z nich, chcąc uniknąć długich podróży w dwie strony, stopniowo osiedlało się i przyjmowało tamtejszy sposób życia, zachowując jednocześnie swoją archaiczną gwarę z naleciałościami nowych współmieszkańców: Serbów, Słowaków oraz Węgrów. Pielęgnowali też swoje ewangelicko-augsburskie (luterańskie) wyznanie wiary i dawne obyczaje. Ich nazwa - Wiślanie (Vislani), stosowana przez wielu badaczy, została zaakceptowana przez Ostojićevian jako etnonim środowiskowy, pisany dużą literą.

 Mieszkających tam dawniej Polaków i ich obecnych potomków uważano, od początku XIX wieku, za Słowaków, choć w większości byli polskiego pochodzenia, wyznania ewangelickiego i pochodzili z zachodniej części Beskidu Śląskiego.
 
Na podstawie nielicznych polskich i serbskich publikacji dotyczących tej wyjątkowo ciekawej grupy Wiślan w Banacie (północna Wojewodina) można stwierdzić (za Słowem Polonii *) iż:

·         -obecni słowaccy ewangelicy z Ostojićeva wywodzą się z regionu Wisły, zatem z okolic Cieszyna i Krakowa

·         -w stronach ich pochodzenia, czyli na Śląsku Cieszyńskim zajmowali się produkcją saletry, co stwierdzają dokumenty z roku 1804

·         -śląscy saletrarze, warzyciele potasu, pracowali w swoim rzemiośle również poza miejscem zamieszkania, objazdowo (np. na Węgrzech) i często były to liczne grupy dochodzące do 400 robotników

·         -poprzez sezonowe emigracje do Banatu powstały możliwości osiedlenia się śląskich saletrarzy na stałe, na obszarze ówczesnych południowych Węgier

·         -główna fala migracyjna miała miejsce pomiędzy 1844 a 1849 rokiem i była powiązana ze słowackim ruchem osiedleńczym do tzw. Dolnych Krajów w kontekście rolniczego przeludnienia oraz ciężkiej ekonomicznej i socjalnej pozycji chłopów pańszczyźnianych na Słowacji z równoczesną próbą nawrotu protestantów do katolicyzmu.
 
Polski kościół ewangelicki w Ostojicevie
  I tak już, w roku 1823, w Ostojićevie mieszkał pierwszy Polak - Andrija Szalbot. Drugim Polakiem był tam Paweł Bujak - nauczyciel, który w roku 1838 wyruszył z Wisły do pracy sezonowej. Znalazł on pracę przy zbieraniu saletry, a rok później sprowadził grupę swoich krajan. Przez kilka pierwszych lat, Polacy przychodzili tam sezonowo, przeważnie na piechotę, by wreszcie - w roku 1846, zamieszkać na stałe. W taki sposób kształtowała się stopniowo polska kolonia, licząca w roku 1864 piętnaście polskich domostw (łącznie 86 osób).

 Później, pod naciskiem madziaryzacji (kompleks węgierski) popieranej przez Austrię, polscy osadnicy zaczęli szukać wsparcia u innych grup narodowościowych. Najbliżej im było do Słowaków i Niemieckich ewangelików z Ostojićevic. A trzeba pamięta, że polski chłop ze słowackiego pogranicza, do tego ewangelik, sam nie był zupełnie przekonany czy jest Polakiem. Wielu z nich uważało się za Ślązaka mówiących po swojemu”. Proces polsko-słowackiego przemieszczania odbywał się zresztą również w regionie ich pochodzenia - na Śląsku Cieszyńskim, gdzie np. w roku 1921, w ramach polskich nabożeństw, śpiewano również po słowacku i czesku.
 
Z ewangelickich ksiąg metrykalnych, prowadzonych w sąsiednich miejscowościach Banatu, dowiadujemy się, że pierwsze zanotowane tam polskie nazwisko to Pol Bujak, którego ojciec z zawodu był soletronios”. Pierwszego zaś ślubu polskiej parze w Ostojićevie udzielno w roku 1854. Pobrali się Hedwiga Coeslar (Jadwiga Cieślar) i Pal Polak (Paweł Polak), oboje urodzeni w Wiśle. Takie były początki osadnictwa polskiego w Ostojićevie…            

Sto lat później, w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku, mieszkały tam słowackie” rodziny polskiego pochodzenia: Bujak, Czeszlar, Kamneniar, Kantor, Kendziuk, Krak, Pilch, Poliak, Poliaczek, Raszka, Samec, Tychy, Urbanek, Szalbot czy Szturc. Było ich łącznie 298 osób w 85 domach.
 
Kiedy po II wojnie światowej rozpoczęła się repatriacja jugosłowiańskich Polaków do ojczyzny, wysunięto propozycję, aby wiślańską wspólnotę etniczną przesiedlić na tereny Dolnego Śląska.

Dzieci z Ostojićeva w parafii ewangelickiej w Jaworniku (fot. archiwum)
* * * * *
 
  W północnej Serbii, w Wojwodinie, istnieje nadal wieś Ostojićevo, którą zamieszkują potomkowie naszych rodaków z Wisły. We wsi działają dwa polskie stowarzyszenia: Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne Wisła” (Kulturno umetničko društvo „Wisla”) z przewodniczącą Renatą Pilch i Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne Wiślanie z Ostojićeva” (Kulturno umetničko društvo „Višljani iz Ostojićeva”) z przewodniczącą Anitą Šalbot Polak.
 
Pierwsze z nich - Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne  „WISŁA”, obchodzi w tym roku jubileusz swego 10-lecia. Stowarzyszenie jest organizacją pozarządową i niekomercyjną, założoną w celu realizacji przedsięwzięć z dziedziny  kultury, muzyki, historii literatury, tańców narodowych i teatru.  Do jego zadań należy praca z dziećmi w wieku przedszkolnym i szkolnym, uczniami szkół średnich, studentami oraz osobami dorosłymi w celu zajmowania się amatorską twórczością, pielęgnowaniem tradycji i trwałością dziedzictwa kulturowego tamtejszych Polaków. Do realizacji swoich celów Stowarzyszenie, samo lub wspólnie z innymi organizacjami, organizuje wydarzenia kulturalne, gromadzi stroje ludowe, teksty piosenek oraz opisy zwyczajów ludowych. Współpracuje z innymi stowarzyszeniami w kraju i za granicą.  Gromadzi ponadto literaturę i wykorzystuje dostępne źródła informacji z dziedziny muzyki w języku polskim.   
                                                                
 I drugie - Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne „Wiślanie z Ostojićeva”, powstało w roku 2016. Stowarzyszenie to utrzymuje kontakt z mieszkańcami i władzami miasta Wisły.


Renata Pilch - prezes Stowarzyszenia
 „Wisła” w Ostojićevie 

Podczas marcowego pobytu w Ostojićevie odwiedziłem m.in. panią prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Artystycznego  „Wisła” Renatę Pilch. Oto co mi powiedziała o sobie i Stowarzyszeniu:
 
Urodziłam się w roku 1953 we Wrocławiu, na Sempolnie. Byłam jedynaczką. Moi dziadkowie, pochodzący z Warszawy, po powrocie z obozu w Lipsku, osiedli na polskich Ziemiach Odzyskanych. Tam też chodziłam  do technikum mechanicznego. Latem 1973 roku zdecydowałam się kontynuować naukę w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Spotkałam jednak ciekawego człowieka i z planowanych studiów musiałam zrezygnować.

  Jakiś mężczyzna zaczepił mnie na ulicy. Był dobrze wyglądającym i ładnie ubranym mężczyzną, w wieku ok. 35 lat. Mówił góralską polszczyzną. Zaprosił mnie na kawę. W czasie rozmowy dowiedziałam się, że Janek mieszkał w ówczesnej Jugosławii, w miejscowości Ostojićevie i miał polskie pochodzenie. Przyjechał do Polski – do Wisły, w poszukiwaniu dalekich krewnych, a we Wrocławiu znalazł się w celach turystycznych. W taki sposób zostałam  jego przewodniczkę na kolejne 2 dni.
 
Po wyjeździe Janka rozpoczęliśmy korespondencję. Miłosne listy z Ostojićeva przychodziły co tydzień. Dostałam też oficjalne zaproszenie na święta Bożego Narodzenia. Kiedy tam przyjechałam przeżyłam miłe chwile. Zafascynowała mnie dobrobytem jego duża i zadbana wieś .                                                                                                                                  

Święta minęły szybko. Poznałam wtedy matkę swego przyszłego męża oraz wielu jego znajomych oraz bliższych i dalszych krewnych Jana. Prawdziwe zaręczyny, z pięknym pierścieniem, odbyły się na Sylwestra. Na stałe zamieszkałam tam w roku 1974. Rok później urodziła nam się córka, która mieszka obecnie w Kanadzie.
 
Takich małżeństw mieszanych, jak nasze, było i nadal jest w Ostojićevie zdecydowanie więcej. Polki wychodziły za Węgrów, Serbów, Bośniaków czy Słowaków. Niestety w domach nie rozmawiano po polsku. Nic więc dziwnego, że ich dzieci nie poznały języka matki.
 
Dzieci z zespołu pani Renaty Pilch z Ostojićeva
Naszą ostojićevicką przeszłością i związkami ze Śląskiem Cieszyńskim zainteresowała mnie pani Danuta Szczypka, urodzona w Wiśle. Jest ona inicjatorką, współautorką i współredaktorką „Rocznika Wiślańskiego”, który poświęcony jest dziejom Wisły oraz Śląska Cieszyńskiego. To ona też odnowiła kontakty z potomkami Wiślan w naszej wsi. Zadzwoniła kiedyś do mnie i zapowiedziała swój przyjazd. Nawiązała też wówczas stałe partnerstwo z Gminą Čoka, na terenie której położona jest wieś Ostojićevie.



Jesteśmy już czwartym, a może nawet piątym pokoleniem pierwszych osadników z Wisły. Dbamy w miarę naszych możliwości o zachowanie polskich tradycji. Raz w tygodniu przyjeżdża do nas pani z Ambasady RP w Belgradzie i uczy nasze dzieci języka polskiego.    Nasze Stowarzyszenie pielęgnuje też język i tańce polskie - szczególnie z regionu cieszyńskiego: Ustronia i Wisły. W naszym zespole dziecięcym tańczyło dawniej dużo dzieci. Ale one, po skończeniu szkoły podstawowej, idą uczyć się dalej. A u nas żadnej szkoły średniej nie ma. Wyjeżdżają wiec do miast. Zostało mi na dziś 7 par, czyli 14 dzieci, które tańczą, śpiewają i recytują.


Dzieci z zespołu pani Renaty Pilch z Ostojićeva
 
Jesteśmy zapraszani na różne festiwale czy manifestacje. Byliśmy też w Polsce. Zaproszono nas m.in. do Wisły, do parafii ewangelickiej w Jaworniku. Pobyt ten był możliwy dzięki wsparciu, jakiego udzieliły ewangelickie parafie wiślańskie i Urząd Miasta Wisły. Program pobytu dzieci był bardzo urozmaicony. Zawierał m.in. takie atrakcje jak: nauka jazdy na nartach na wyciągu Siglany, wyjścia na basen w hotelu Stok” i Gołębiewski” czy wreszcie naukę j. polskiego. Zorganizowane były ponadto wycieczki do Bielska: Ninja Park” i Cieszyna ze zwiedzaniem muzeum Śląska Cieszyńskiego, muzeum narciarstwa w Wiśle oraz muzeum koronek (największej koronki w Europie) w Koniakowie. W ostatnią niedzielę nasze dzieci wzięły udział w nabożeństwie w Jaworniku. W jego trakcie zaśpiewały jedną pieśń: Ojcowski Dom” po polsku.                                                                                                                

Nasze próby odbywają się w wiejskim domu kultury. Jestem kierownikiem zespołu i jednocześnie choreografem. Korzystam z pomocy YouTube zmieniając zazwyczaj i dostosowując teksty i muzykę do naszych lokalnych potrzeb.                                              

Zasadniczo wszystkie wydatki i koszty ponosimy sami. Dostałam w ubiegłym roku niewielkie dofinansowanie w wysokości 20 tys. dinarów (odpowiednik ok. 170 Euro) z gminy Čoki. Inni dostali więcej, nawet 175 tysięcy. Może dlatego, że nie należę do żadnej partii politycznej?


Wielkanocy podarek wręczają pani prezes
Marek Pantuła i Ryszard Wielgos

Latem organizuję u siebie w domu tygodniowy biwak dla naszych zespołowych dzieci. Szykuję im jedzenie: śniadanie, obiad i kolacje. Są też niespodzianki. Dzieci lubią frytki, kotlety, pizzę, hamburgery, chipsy i obowiązkowo soki. Mam też dzieci węgierskie i z małżeństw mieszanych. One szybko uczą się naszych polskich pieśni i tańców. Spotykamy się w każdą środę - pomiędzy 18 a 20. Kończymy naszą każdą próbę pieśnią: stary niedźwiedź mocno śpi.
 
Mamy tu polski kościół ewangelicki. Nabożeństwa jednak odprawiane są po słowacku, bo nie ma polskiego pastora. Jest też węgierski kościół katolicki i serbski prawosławny. Ja jestem katoliczką, ale wcześniej chodziłam do świątyni ewangelickiej...
 
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy. Zostaliśmy poczęstowani serbskim burkiem z serem i dobrą kawą. Pani Renata oprowadziła nas jeszcze po swojej wsi. Pożegnaliśmy się przed polskim kościołem. 

tekst i zdjęcia Leszek Wątróbki
________________
*) za biuletynem YU Polonii, nr 56 z roku 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja