polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: „Miej w opiece Naród cały!” - pod tym hasłem ulicami Warszawy przeszedł dziesiąty już Marsz Niepodległości organizowany przez środowiska narodowe. Według organizatorów w Marszu wzięło udział 150 000 ludzi. Podczas uroczystych obchodów Narodowego Święta Niepodległości prezydent Andrzej Duda wygłosił przed Grobem Nieznanego Żołnierza przemówienie, w którym mówił m in. o jedności wszystkich Polaków i „polskich obowiązkach od prawa do lewa”. * * * AUSTRALIA: Na wtorek 12.11 straż pożarna wydała dla rejonu Sydney najwyższy 6 stopień zagrożenia pożarowego. Kilka dni temu wybuchły liczne pożary buszu, które szybko się rozprzestrzeniają ze względu na wysoką temperaturę, silny wiatr, niską wilgotność powietrza i największą suszę od dziesięcioleci. * * * SWIAT: „Jeśli kraje (członkowskie NATO) uważają, że mogą czerpać korzyści dla swojego bezpieczeństwa, bez zapewnienia NATO niezbędnych zasobów, jeśli nie wywiązują się ze swoich zobowiązań, ryzykują, że NATO stanie się nieskuteczne lub przestarzałe” – powiedział amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo, który przebywa z wizytą w Niemczech. Wcześniej francuski prezydent Emmanuel Macron ostro skrytykował Pakt Północnoatlantycki. Według Macrona NATO doświadcza „śmierci mózgu” i całkowicie utraciło koordynację w ramach sojuszu.
EVENTS INFO: Polish Festival @ Federation Square - Melbourne, 17.11, godz. 10:00 - 17:00 * * * Polski Festiwal w Klubie "Polonia" w Plumpton - 8.12

czwartek, 11 lipca 2013

Piekielna Wyspa (2)

Tasmania. Wyspa Umarłych. Fot. RihoS
Wyspa umarłych istnieje rzeczywiście! Jest pięknie położona! Zobaczysz ją natychmiast po wypłynięciu statkiem z przystani w Port Arthur -miejsca kolonialnej przeszłości... ale po masakrze w 1996 roku - także tragicznej pamiątki współczesnej.

Wyspa to cmentarz, gdzie grzebano funkcjonariuszy wojskowych i cywilnych, ich żony, dzieci... a także skazańców. Tu, wszyscy stali się sobie równi w obliczu śmierci: i pan i niewolnik, chociaż nie pominięto hierarchii-oficerowie byli chowani w miejscu wyżej położonym i słonecznym, z nagrobkiem, a skazańcy niżej, bez nagrobka, bo popełnili grzech i po wyroku byli po prostu grzesznikami. Wyspa  Umarłych równała wtedy wszystkich, a współcześnie stała się źródłem niesamowitej, krwawej inspiracji dla Martina Bryant’a. Tak twierdzi nasz przewodnik.
Otóż Martin, „złota rączka” i niby-ogrodnik, któremu bogata, starsza lady powierzyła swój ogród... i nie tylko ogród -żył jak król. Nie umiał czytać ani pisać, ale właścicielce 14 psów i 40-stu kotów, nigdy niezamężnej - wcale to nie przeszkadzało, by się zaprzyjaźnić.  Kupowała mu samochód za samochodem. Mieli ich podobno 30-ści.
  W 1992 roku "lady" ginie w wypadku samochodowym i zostawia całą fortunę Martinowi. On nie umie liczyć, więc mamusia opiekuje się majątkiem. Ojciec znika na dwa miesiące, a policja znajduje go później w zaporze wodnej, z zaciśniętym paskiem na szyji. Stwierdza samobójstwo.
  Martin,  dziedziczy majątek ojca.  Odkrywa uroki podróżowania za granicę, ekstrawagancko się ubiera, wynajmuje prostytutki i używa życia! I jak nam przewodnik opowiada, chce porwać statek z turystami, dopłynąć do Wyspy Umarłych i dokonać egzekucji. Ale tej niedzieli, 28 kwietnia 1996 roku odwołano rejs. Mimo to, ludzkiej tragedii nie udało się uniknąć. Martin już po drodze zabija dwie osoby, następnie wchodzi do kawiarni, zjada lunch i zaczyna strzelać do niewinnych ludzi. Potem zabija na parkingu... następnie zabija idącą drogą kobietę z dziećmi, 4 osoby w BMW, kobietę  w Toyocie i dalej strzela, siejąc dookoła śmierć. Ogółem, Martin Bryant - tasmański diabeł zabił trzydzieści pięć  osób i dwadzieścia jeden ranił. Dlaczego? Niektórzy uważają, że wyobcowanie, samotność, złość, nienawiść i poziom inteligencji 11-letniego dziecka- były powodem tej niebywałej tragedii.

Uznano, że jest psychicznie zdrowy i stanie przed sądem, ale prawnik sądowy i prokurator radzą mu, by przyznał się do winy. Tak też się stało i wyrokiem sądu, bez jury, został 35 razy skazany na dożywocie. Tak więc do smutnej przeszłości w historii Tasmanii, współczesność dopisała jeszcze tragiczny epilog.
  Do Wenecji chciałoby się pojechać jeszcze raz, ale do Port Arthur, już nigdy. Bo Port Arthur nie jest żyjącym miastem, jakby się mogło komuś wydawać. To tylko skansen ponurej pamięci historii i współczesności-miejsce zbolałych dusz i niewinnej krwi - "historic site". Tymczasem na Tasmanii, miejsce to jest największą turystyczną atrakcją, do której Australijczycy chętnie przyjeżdżają, by zapoznać się z tasmańskim epizodem swojej historii.

Andrzej Siedlecki

 Filmowa wersja reportażu:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja