polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: We wtorek doszło wreszcie do oficjalnego spotkania Prezydenta RP Karola Nawrockiego z premierem Węgier Viktorem Orbánem w Budapeszcie. Wcześniej Nawrocki - zadeklarowany rusofob odmówił spotkania z Orbanem, bo ten spotyka się z prezydentem Rosji. Teraz prezydent Nawrocki udał się na Węgry, aby wesprzeć premiera Orbána przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi (zaplanowanymi na 12 kwietnia 2026 r.) oraz rozmawiać o wspólnych interesach, takich jak sprzeciw wobec Zielonego Ładu i nielegalnej imigracji. Premier Tusk jest niezadowolony z tej wizyty. * * * AUSTRALIA: Australia i Unia Europejska sfinalizowały 24 marca 2026 r. przełomowe porozumienie o wolnym handlu (FTA) oraz zawarły nowe partnerstwo w dziedzinie bezpieczeństwa. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, podczas swojej wizyty w Canberze, podpisała dokumenty wraz z premierem Australii, co kończy wieloletni proces negocjacyjny trwający od 2018 roku. Porozumienie przewiduje, że produkty "wrażliwe", do których zalicza się wołowina, będą mogły być importowane do UE po zerowej lub obniżonej stawce celnej. * * * SWIAT: Donald Trump napisał w poniedziałek w mediach społecznościowych, że USA i Iran przeprowadziły „bardzo dobre i produktywne” rozmowy na temat „całkowitego rozwiązania działań wojennych na Bliskim Wschodzie”. Po wpisie prezydenta USA Iran oświadczył, że nie odbyły się żadne negocjacje.
POLONIA INFO:

sobota, 5 listopada 2011

Cuda i procedury

Jesz­cze samo­lot LOT-u, Boeing 767,  nie ostygł na pasie star­to­wym Okę­cia, a już roz­po­częły się dywa­ga­cje i odnie­sie­nia do kata­strofy pre­zy­denc­kiego samo­lotu pod Smo­leń­skiem. Pro­jekt „Smo­leńsk” uzy­skał nowe paliwo.
Przez kil­ka­na­ście godzin awa­ryjne lądo­wa­nie miało sym­bo­likę cudu, a wokoło budo­wane były teo­rie spi­skowe. Jedną z nich była nawet ta, że dowódca samo­lotu kpt. Wrona miał ochotę wró­cić do Newark, ale nie pozwo­liła mu na to ABW, naka­zu­jąc lot do War­szawy. Cudem dla nie­któ­rych było to, że lot­ni­sko i jego służby były przy­go­to­wane na przy­ję­cie samo­lotu, wieża dobrze go spro­wa­dziła, a pilot podej­mo­wał racjo­nalne decy­zje. Cudem było to, że wszystko się zgrało i zadzia­łało jak trzeba. Cud się skoń­czył, kiedy kapi­tan Tade­usz Wrona wystą­pił na pierw­szej kon­fe­ren­cji prasowej.
Oka­zuje się, że pilot takie sytu­acje, jakie zaist­niały, zapo­cząt­ko­wane przez awa­rię układu hydrau­licz­nego, ma opi­sane w książce pro­ce­dur. Dokład­nie wie­dział, jakie czyn­no­ści i ope­ra­cje ma wyko­nać. Był men­tal­nie i zawo­dowo przy­go­to­wany do tego, co nie powinno się wyda­rzyć i jak sły­szymy, do wtorku nigdy się nie wyda­rzyło – awa­rii dwóch ubez­pie­cza­ją­cych się sys­te­mów wysu­wa­nia pod­wo­zia. Pilot jest doświad­czony, zgod­nie z pro­ce­du­rami prze­cho­dzi szko­le­nia na symu­la­to­rach, ma odpo­wiedni nalot dla tego rodzaju samo­lo­tów i zadań. I ma zgraną, pro­fe­sjo­nalną załogę, całą załogę, a nie zwo­ły­waną ad hoc. Kunszt pilota (ale nie poparty cudem) wyka­zał na ostat­nim podej­ściu i przy­zie­mie­niu. Ale jak zazna­czył, każdy pilot w LOT mógłby tego doko­nać. I chyba należy mu wierzyć.
Zde­rze­nie sytu­acji z lot­ni­ska Okę­cie ze Smo­leń­skiem jest nie­unik­nione. Tylko zależy jak się to robi. Można i tak, jak to nie­stety zro­biła córka zmar­łej pary pre­zy­denc­kiej, Marta Kaczyń­ska,  przez zada­nie głu­pa­wych pytań na Face­bo­oku, porów­nu­ją­cych kon­tro­lo­wane lądo­wa­nie awa­ryjne z nie­kon­tro­lo­wa­nym upad­kiem Tu 154M. Upad­kiem spo­wo­do­wa­nym przez pilota z wie­lo­krot­nie mniej­szym doświad­cze­niem, który do tego miał nie­ważne upraw­nia­nia, był pozba­wiony szko­le­nia i nie znał pro­ce­dur. Pro­ce­dur postę­po­wa­nia w sytu­acjach kry­zy­so­wych, nawet nie był do końca obe­znany z tym, jak funk­cjo­nują urzą­dze­nia jego samo­lotu. I który pozba­wiony był woli, świa­do­mie, a może tylko pod­świa­do­mie, podej­mo­wa­nia racjo­nal­nych decy­zji. A lot­ni­sko i jego obsługa daleko odbie­gały od norm, jakie panują na Okę­ciu. Kapi­tan Pro­ta­siuk zła­mał pro­ce­dury. Nie tylko w samym locie, ale na długo przed nim, bo prze­cież pod­pi­sy­wał się na pro­to­ko­łach szko­le­nio­wych lotów w złych warun­kach, któ­rych tak naprawdę nie było.
Awa­ryjne lądo­wa­nie Boeinga 767 poka­zało, jak wiele zależy od pro­ce­dur i pro­fe­sjo­na­li­zmu, jak mało od fan­ta­zji i zda­nia się na los szczę­ścia. Gdyby choć jedna osoba twardo trzy­mała się pro­ce­dur (i zdro­wego roz­sądku), nie­ważne teraz, czy po stro­nie pol­skiej, czy rosyj­skiej, to do kata­strofy by nie doszło. Gdyby wszy­scy trzy­mali się pro­ce­dur, Tu 154M nie wystar­to­wałby 10 kwiet­nia 2010 roku z Okę­cia. Tu Marta Kaczyń­ska powinna szu­kać odpo­wie­dzi na swoje wątpliwości.
Nie wszystko jest dosko­nałe w locie pol­skiego Boeinga. Sytu­acja kry­zy­sowa spo­wo­do­wana została być może zanie­dba­niem pro­ce­dur u pro­du­centa samo­lotu albo w pol­skim ser­wi­sie. Wyja­śni to komi­sja. Ale nawet błędy popeł­nione wcze­śniej udało się sko­ry­go­wać – przez pro­ce­dury bezpieczeństwa.

Azrael Kubacki

1 komentarz:

  1. bardzo sensownie napisane, szkoda tylko, że krzykacze nie chcą zauważyć tych wszystkich faktów ...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy