polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Polska podpisała kontrakt ze Stanami Zjednoczonymi na dostawę skroplonego gazu ziemnego na okres pięciu lat, poinformowano na stronie internetowej PGNiG. "Niebieskie paliwo” będzie przeznaczone na rynek Polski i innych państw Europy Środkowej. * * * AUSTRALIA: Izba wyższa stanowego parlamentu Nowej Południowej Walii odrzuciła ustawę legalizującą eutanazję większością jednego głosu (20:19). Były premier Australii, Paul Keating chwali deputowanych za pomoc w zachowaniu "etycznej jasności". Jego zdaniem stan powinien wysunąć się na prowadzenie, jeśli chodzi o "optymizm życia, a nie pesymizm samobójstwa". * * * SWIAT: Kolejne dwa niemieckie miasta oświadczyły, że nie będą już więcej przyjmować "uchodźców". Pierwszym niemieckim miastem, które odmówiło przyjmowania "uchodźców" było Salzgitter.
EVENTS INFO: Polvision: Bal Maskowy - Klub Polski w Bankstown, 25.11, godz. 18:30 * * * Promocja książki Bogumiły Żongołłowicz pt. „Konsul” - Konsulat RP w Sydney, 28.11, godz.18:30 * * * Polski Festiwal - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 3.12, godz. 11:00- 18:00

sobota, 14 października 2017

NEVER GIVE UP! Canberra i Kościuszko National Park

Wjazd do Narodowego Parku Kościuszki. Fot. P.Dzierzgowski
Kolejny dzień spędziłem w drodze do Canberry. Ciekawostką jest to, że stan Capital Territory jest jakby wydzielonym terenem w Nowej Południowej Walii. Po drodze udało mi się zobaczyć takie miejsca jak Fitzroy Falls i dolinę z widokiem na jezioro George. Było to o tyle ciekawie, że jest to spory i otwarty teren, który szczególnie upodobali sobie paralotniarze. Kilkadziesiąt kolorowych czaszy i zmagania w powietrzu można obserwować, ze specjalnie przygotowanego punktu widokowego. Bardzo miło jest na to wszystko patrzeć, jednak trzeba ruszać dalej. Tego wieczora dojechałem do stolicy z myślą, że odkryję ją na nowo.

Moja wycieczka do Canberry,

która jest nadzwyczaj spokojnym miejscem, opierała się głównie na zwiedzaniu. Mój plan to zobaczyć stolicę od wewnętrznej strony. Kiedy byłem tu pierwszy raz, byłem w szoku, przeszedłem prawie całe miasto i spotkałem może kilku ludzi. Podejrzewam, że było to spowodowane tym, że zbliżał się Nowy Rok. Pewnie większość mieszkańców wyjechało obchodzić ten czas w Melbourne lub w Sydney. Teraz wszystko się zmieniło, jest ruch i większość atrakcji jest otwarta dla zwiedzających. Szczególnie zależało mi na wejściu do parlamentu i tym razem się udało.


Zwiedzenie całego obiektu zajęło mi kilka godzin. Dowiedziałem się że można umówić się na tour z przewodnikiem. Po chwili jednak uznałem, że jest to całkowicie bez sensu, bo całość trasy zwiedzania jest praktycznie taka sama jak przejście indywidualne, a wszystko co mówi przewodnik słychać podczas zwiedzania sal, na których odbywają się obrady izby gmin i senatu. Tak więc cały wykład był słyszalny bez przechodzenia specjalnych procedur.

 
Późnym popołudniem pomyślałem że rozejrzę się trochę w bardziej historycznej części miasta. Zobaczyłem budynek starego parlamentu, muzeum narodowe i poczytałem o historii rdzennych Australijczyków, czyli Aborygenów. Mogę powiedzieć że poznałem stolicę z wielu stron i uważam ją za miasto warte odwiedzenia. Jest o tyle niezwykła, że nie widać tu zgiełku, który jest obecny w innych takich miejscach na świecie. Czy tu wrócę, nie wiem, ale będę miło wspominał te dni.


 

Park Narodowy Kościuszki

Kierując się na południe, zgodnie z wcześniej ustalonym planem postanowiłem dotrzeć do Kościuszko National Park. Pierwszy raz byłem tu w porze letniej i pamiętam, że temperatury wahały się w granicach +8 stopni Celsjusza. W Australii nadchodzi zima, a ja po nauczce w poprzedniej wyprawie na górę Kościuszki byłem przygotowany na przejście całego szlaku.

Na miejscu jednak trochę się przeliczyłem. Pani strażnik parku, poinformowała mnie o bardzo złych warunkach pogodowych. Okazało się, że na całym szlaku jest zerowa widoczność i miejscowo pada śnieg. Jestem uparty i mimo ostrzeżeń postanowiłem sprawdzić to sam.

Co zastałem na miejscu, w którym zaczyna się szlak, ano kompletą katastrofę. Wiedziałem, że nie wygram z pogodą i wyjście na szlak będzie co najmniej niebezpieczne. Zostałem ostrzeżony o ewentualnym niebezpieczeństwie i poproszony o zaopatrzenie się w bicon (lampa pulsująca światłem, wyposażona w GPS do naprowadzania helikopterów ratunkowych).


Snowy Mountains
Kościuszko National Nark



 
 
 
 
 
 
 
 


Wygrał zdrowy rozsądek, chociaż i tak poszedłem zobaczyć jak wygląda sytuacja. Wiał tak porywisty wiatr, że z trudem utrzymywałem się na nogach. Jedyne co udało mi się zobaczyć to mgła i obficie padający śnieg. Muszę przyznać że tego dnia jako jedyny poszedłem na Snow Gums Track, który ma około 1 km. Zbliżał się zmierzch, więc przyszedł czas na poszukanie odpowiedniego, a zarazem bezpiecznego miejsca na nocleg. Zjeżdżając z gór po drodze przypomniało mi się, że w okolicy jest kamping. Niestety jest po sezonie i spotkałem na nim jedynie dwóch panów stróżujących. Byli bardzo przyjaźni, jednak nie miałem śmiałości zapytać czy mogę zostać na noc. Jeden z nich pokazał mi miejsce gdzie było mnóstwo kangurów. Mówił, że wieczorami przychodzą i towarzyszom im przez długi czas. Być może oswoiły się i przychodzą po resztki jedzenia. Widok był o tyle ciekawy, gdyż rzeczywiście podchodziły jakby wiedziały, że coś dostaną. Pomyślałem, że czas ruszać i to był bardzo dobry pomysł. Władze parku ostrzegały mnie temperaturach, które tej nocy mogą zejść poniżej zera. Nie zastanawiając się dłużej wyruszyłem w drogę do pobliskiego miasteczka Jindebyne.
 
Gumtree Track - Kosciuszko National Park
Droga do Jindebyne


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Poranne słońce obudziło mnie bardzo szybko i w mojej głowie była tylko jedna myśl. Może jednak uda mi się wrócić na szlak… Decyzja, jadę do parku, a na bramie niestety złe wieści. Strażnik poinformował mnie, że droga jest nieprzejezdna z powodu wczorajszych opadów śniegu. Widoczność jest bardzo dobra, ale muszę zaopatrzyć się w łańcuchy na koła. Skierowano mnie do siedziby zarządu parku z informacją, że tam mogę się w nie zaopatrzyć. Cóż wracam z powrotem do miasta i tu też niestety złe wieści. Kamery umiejscowione na szlaku pokazują że został on kompletnie zasypany. Byłem bardzo zawiedziony, ale trzeba było odpuścić. Na pocieszenie postanowiłem zwiedzić miasto. Jindebyne. Przypomina ono alpejską wioskę., malowniczo położone wśród gór i jezior zachęca wszystkich do długich spacerów. Ja nigdy nie odmówiłem sobie tej przyjemności, więc ruszam.

Zainteresowała mnie historia tego miejsca, a szczególnie nasz rodak, Paweł Edmund Strzelecki, który był geologiem, podróżnikiem i odkrywcą Góry Kościuszki. W mieście znajduje się pomnik upamiętniający jego osiągnięcia. Widnieje na nim tablica w języku polskim, co było wielkim zaskoczeniem. Kiedy tam stałem czytając informacje, podeszła do mnie grupka ludzi. Okazali się Australijczykami i cóż, na co zeszła nasza rozmowa, ano na to jak prawidłowo wypowiedzieć nazwiska „Strzelecki” i „Kościuszko”. Było to o tyle ciekawe i zabawne, gdyż ich wymowa jest zupełnie inna i nie przypomina tej typowo polskiej. To było naprawdę miłe spotkanie, a ja po raz kolejny usłyszałem, że nasz język jest jednym z najtrudniejszych na świecie.



 Około południa wyruszyłem w drogę, kierunek Alpine National Park...
 

Śnieżyca

Żeby przebić się do Alpine National Park, trzeba przejechać przez prawie cały park Kościuszki. Kręte drogi malowniczo wiją się wśród gór. Do wieczora udało mi się dojechać do małego miasteczka, które było w pewnym sensie granicą parku. Postanowiłem tu spędzić noc i wyruszyć z samego rana. Obudziłem się dosyć wcześnie i zaraz po śniadaniu ruszyłem w drogę. Trasa prowadziła przez las, aż w pewnym momencie moim oczom ukazały się ośnieżone pobocza. Uznałem to za dobry znak i pomyślałem, że droga jest przejezdna. Po przejechaniu około dwudziestu kilometrów okazało się, że jednak tak nie jest. Większość samochodów, które spotykałem miały zainstalowane łańcuchy, a ja na letnich oponach mogłem sobie tylko pomarzyć o podjechaniu pod tą jakże stromą górę. Co zrobić, nawet kontrola trakcji nie pomogła i trzeba było zawracać. Byłem już tak blisko, ale nie ma co się łamać. Mam przynajmniej powód żeby tu wrócić. Nie chciałem utknąć gdzieś w zaspie, tak więc wybrałem alternatywną drogę. Nie uważam tego za porażkę, nie poddaję się i Wy moi drodzy czytelnicy też tego nie róbcie. Pamiętajcie jednak, „zdrowy rozsądek” jest najważniejszy!

 
 

Kieruję się do Melbourne i przekraczam granicę stanu Victoria.

O dalszych moich przygodach opowiem Wam już wkrótce.
Dziękuję wszystkim śledzącym moją podróż za cierpliwość i zapraszam na mój fanpage:
www.facebook.com/remembertonevergiveup

Do zobaczenia w podróży...
 
Piotr Dzierzgowski
zdjęcia autora
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja