polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: „Miasto Opole wypowiedziało TVP umowę dotyczącą organizacji 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Powodem tej sytuacji jest niewywiązywanie się Telewizji z zapisów umowy” – napisał w specjalnym piśmie do prezesa TVP Jacka Kurskiego prezydent Opola Arkadiusz. Kurski odpowiada, że TVP wystąpi w tej sytuacji do prezydenta Opola o wysokie odszkodowanie i zapowiada, że Festiwal odbędzie się, ale w innym mieście. * * * AUSTRALIA: Michael Cranston, zastępca australijskiego Urzędu Podatkowego, oskarżony jest o zdefraudowanie środków publicznych w wysokości 165 mln AUD. Policja zajęła majątek jego rodziny: luksusowe samochody, 18 nieruchomości, 2 samoloty, ponad 100 kont bankowych i przynajmniej 1 mln AUD w depozycie. * * * SWIAT: Papież Franciszek przyjął na audiencji Donalda Trumpa wraz z żoną i córką. Wręczając pamiątkowy medal z gałązką oliwną, symbolem pokoju, papież zwrócił się do prezydenta USA: "Daję to panu, aby był pan narzędziem pokoju". "Potrzebujemy pokoju" - odparł Trump.
EVENTS INFO: Kabaret Vis-à-vis: „Wariacje na Trzy Kabarety” - Klub Polski w Bankstown, 28.05, godz. 15:00 * * * Teatr Fantazja: "BRANCZ" Juliusza Machulskiego - Klub Polski w Bankstown, 10.06, 17.06, godz. 18:00; 11.06, 18.06, godz. 15:00

czwartek, 26 czerwca 2014

Podróż do źródła: Trzy razy bosko, czyli jeden dzień w Sydney

Perspektywa przejechania 300 kilometrów o poranku, żeby przejechać je z powrotem wieczorem wydawała mi się kiedyś niepoważną. Musieliśmy wyjechać przed szóstą rano, żeby dojechać na 9.30 do Sydney na egzamin B. Po godzinie jazdy mgła powoli uniosła się nad otaczającymi nas łąkami i właśnie minęliśmy znak Goulburn. Mieszka tam znajomy z pracy B., który codziennie dojeżdża stąd do Canberry – to zaledwie 100 kilometrów, czyli godzina jazdy. Trasa do Sydney zajmuje trzy godziny (czyli 300 km w jedna stronę). Bosko!

Korki przy wjeździe do stolicy NSW są ogromne. Nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni, bo w Canberze ruch płynie. Przejechaliśmy przez dwa płatne odcinki drogi poruszając się wolniej niż na piechotę i w końcu z braku miejsc parkingowych wjechaliśmy do podziemnego parkingu. Zaparkowaliśmy tam na kilka godzin za $17 na taryfie dla rannych ptaszków. Na całe szczęście nie musimy rozważać kupna miesięcznej karty, która kosztuje 400 dolarów, co na polskie daje jakieś 1100 złotych za miesiąc parkowania!

B. ruszył w swoją stronę, a ja  miałam nieco czasu, żeby zgubić się w mieście. Szłam na oślep pomiędzy wysokimi wieżowcami, brakowało mi tu słońca, ale zachwycała pełna życia  różnorodność - fascynujące  ruchome płótno niekończących się kroków. Ogrom zapachów: od dymu papierosów przez perfumy mijających mnie ludzi do cudownego aromatu kawy nasilającego się podczas brunchu - czyli połączenia breakfast+lunch.    Odkryciem dnia była maszyna z klapkami. Ot wrzucasz 20/30 dolarów i wyskakuje ci para klapek jak batonik. Thongs albo pluggers, bo tak je tu nazywają, ma każdy Australijczyk. Ja też już nie wyobrażam sobie życia bez chociaż jednej pary. Esencja australijskości jest zaraźliwa.


Wstąpiłam do Kościoła św. Marii. Tak mało jest w Australii takich budynków. Nigdy nie spodziewałam się, że będę tęsknić za architekturą miast europejskich i oto stoję wewnątrz kościoła z potrzeby poczucia Europy. 
 Wysokie, neogotyckie sklepienie i pomarańczowe światło przebijające przez witraże przyniosło wspomnienia. Skręciłam w prawo, żeby zaszyć się w zacienionym kącie Archikatedry, ale był już zajęty przez śpiącego mężczyznę. Jego toboły służyły za poduszkę, a rzeźbiona długa ława pozwalała mu wyciągnąć  wygodnie nogi. Co za boskie miejsce na drzemkę! Sprawdziłam lewą stronę, ktorą zajmowało wejście do katakumb i podwyższenie, na którym leżał kolejny meżczyzna, niemal symetrycznie do swojego towarzysza z drugiej strony. Był to pomnik poległego żołnieża. Symetria konsekwencji i przyczyny.

Po południu wybraliśmy się promem zobaczyć pólnocną stronę Sydney z jej pięknymi zatokami. Miejsce tak ciche i odmienne od Central Business District  - biznesowej części miasta, że gdyby nie widok na nie, zapomniałabym gdzie jestem.

Spacerowaliśmy przez dwie godziny szlakiem spacerowym. Przyjemne słońce i ciepło, którego tak brakuje o tej porze roku w Canberze rozchodziło się po moim ciele. Na jednym z pomostów siedział samotnie mężczyzna w swoim rozkładanym krzesełku i łowił ryby. Jego sylwetka wyglądała tak nierealistycznie w tle ogromnych budynków. Razem byli piękni. Stary człowiek, wieżowce i morze. Mój tata lubi łowić ryby. Jeśli kiedyś zamieszkamy z Sydney to dopilnuję, żeby tym razem było to rodzinne zdjęcie.



Przed powrotem do Canberry B. chciał pokazać mi swoją ukochaną knajpkę. Uwielbia egzotyczne jedzenie, więc przeszliśmy się nieco po mieście i dotarliśmy to niewielkiego wgłębienia w ścianie, które było pełne ludzi. Ściśnięte w kącie 2 ławy, 2 malutkie stoliki wystawione na ulicę, nieco miejsca na gotowanie i tajscy kucharze. Tyle potrzeba, żeby stworzyć rajski posiłek. Miejsce nazywa się Mała Satang Thai i znajduje sie na  Quay Street pomiędzy Central Station i Chinatown. Genialnie smakowite jedzenie na dużym talerzu za $7.50! Bosko! Szczęśliwcy mieszkający w Sydney, bo zapewnie znają takich dziur kilka i gotowanie jest tu sprawą względną. Tajskie danie na obiad teraz czas na deser. Moje ukochane Rotiboy, czyli cieplutka maślana buleczka z kawo podobnym lekko chrupiącym wierzchem. Jadłam je pierwszy raz w Malezji i od tego czasu z szaleństwem w oczach poszukuje ich gdziekolwiek jestem. Znalazłam też przepis na nie na jednym z blogów (http://www.houseofannie.com/rotiboy-mexican-coffee-bun-recipe/
Przepis:
Zmieszać mąkę, mleko w proszku, cukier I sól w mikserze na małej prędkosci prze minutę. Dodać drożdze, jajko i wodę.Wymieszać na małej prędkosci pzez minute i na sredniej przez 8 minut. Dodać masło I miksować pzez 5 min dopóki gładki I elastyczne. Uformowac kulki ważąca około 55 gram i odstawić na 10 min.Rozplaszczyć je I włozyc do środka 10 g kawałek masła. Ufromować kulki z masłem wśrodki I ułóż na blaszcze, pozwól żeby urosły przez 45 min. Rozgrzać kuchenkę do 200 C.  Nałożyć łyżeczką kawową miksture do rekawa do wyciskania I pokryć bułeczkę masą tworząc spiralę.  Piec przez 12 – 15 min aż będą nieco brązowe. Usunąć z blachy i  podawać ciepłe.
 
Miało być trzy razy, ale będzie czwarty: smakują bosko!
Edyta Bieniek  
Podróż do źródła
 Wiecej zdjęć: One day in Sydney

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

REKLAMA