polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA:Sytuacja epidemiczna w kraju pogarsza się z dnia na dzień. Ministerstwo Zdrowia zanotowało aż 15 698 nowych przypadków zakażenia koronawirusem i 309 zgonów. To najgorsze dane od listopada. * * * AUSTRALIA: 23 000 Australijczyków otrzymało pierwsze szczepionki firmy Pfizer ale opóźnienia i ograniczona podaż tej szczepionki mogą zniweczyć plan rządowy zaszczepienia wszystkich Australijczyków do końca października. Eksperci ds. zdrowia publicznego przewidują, że aż 200 000 osób dziennie musiałoby otrzymać szczepionkę, aby rząd dotrzymał obietnicy. Szczepienia w Australii są dobrowolne. * * * SWIAT: Słowacja, w ślad za Węgrami, zarejestrowała rosyjską szczepionkę przeciwko koronawirusowi Sputnik V, nie czekając na zgodę unijnego regulatora. Pierwsza partia szczepionki Sputnik V została dostarczona 1 marca na Słowację.
POLONIA INFO: Międzynarodowy Dzień Kobiet - koncert: Klub Polski w Bankstown, 14.03, godz. 15:00

niedziela, 17 stycznia 2021

Ryszard Opara: AMEN - Myśli na ostatki karnawału życia

Jedną z bardzo niezrozumiałych i niedocenianych podstaw życia i zdrowia jest Uśmiech - pozytywny stosunek – do wszystkiego. Myślenie, radość z każdej chwili istnienia: każdej minuty, każdego dnia i nocy, potem roku. To jedna z niewielu ale prosta i dobra droga na życie - przez życie. Poprzez Uśmiech: do siebie, własnych myśli i ciała – wszystkiego, co dzieje się w nas i wokół.

AMEN - Autobiografia Naukowa Ryszarda Opary. Odcinek 96

Smutek i pesymizm – to trumny życia. Chociaż...wiadomo gwoździe do naszej trumny - są w rękach przyjaciół. To oni je nam wbijają. Nie bardzo czasem wiadomo - jak można IM, ten przywilej i monopol zabrać. Nie da się tego zrobić słowami ani uczuciem ani logiką. Tak bardzo skomplikowana jest natura ludzka.Temat „człowiek”, to najważniejsza sprawa współczesności, w perspektywie tego co nadejdzie już za chwilę, lub jutro – czy też w bliskiej czy bardzo dalekiej Przyszłości.

Ostatnio, z własnego wyboru okoliczności mieszkam i żyję w całkowitej izolacji - właściwie wszystko robię sam. Od nieznanego początku – do niepewnego końca. Tylko czasami, nocy snami - bywam z innymi ludźmi, znajomymi z przeszłości – w ułomności podświadomości.
W wymiarze apokalipsy trójcy: samotności - świadomości - codzienności. Jedyne co w sumie robię dużo i codzień, to piszę notki moich myśli albo spaceruję, zajmując się także i głównie jednym: rozmyślaniem. Analizuję swoje życie, dokonania: sukcesy i porażki. Tych drugich mam więcej.

Myślę też o ludziach bliskich (rodzinie), znajomych oraz nieznajomych, których codzień, lub od święta - ale zawsze i nie przypadkiem, spotykam na ulicy, na mojej drodze życia.
.
Myślę o czasie byłym, o teraz, o jutrze; o przemijaniu i świecie, z którego niedługo przyjdzie mi odejść. A dokąd pójdę czy dokąd mam iść – nie wiem. Myślę o rzeczywistości w pojęciach teraźniejszości i jaka z tego może wynikać konkluzja. Nawet tą najbliższą czy też nieznaną.
Potem nocą siadam i robię notatki; opisuję swoje analizy; szukam drogi rozwiązania przyszłości; tego co będzie. Wszystko to, dzieje się w czasie – „teraz” – a będzie istnieć tylko w czasie i realiach przyszłości. Docelowo w marzeniach Nieśmiertelności.

Od nieznanego dawna... staram się w oparciu o rozmyślania stworzyć własną filozofią – która będzie moim przekazem - Moją Misją Życia. Ten przekaz, to jedyne, najważniejsze co mi zostało do zrobienia, jako spuścizna mego istnienia – tutaj, na naszym padole. Konkluzje są różne; jest ich wiele... ale o tym w niedziele, albo potem...z łomotem.


Plac Zamkowy w Warszawie.  Fot. A.Zienowicz (Wikimedia commons)

Reminiscencje z Warszawy... Filozofia Polska – Polaka
- Rodaka spoza zagranicy.

Warszawa, Stare Miasto w pogodny, gwiaździsty wieczór; kolorową wiosną, albo chimerycznym latem - nawet zimą; szczególnie zaś...jesienią złotą - ciepłą polską, wygląda zawsze ciekawie, interesująco.


Zygmunt III Waza, (winowajca przenosin stolicy...z grodu Kraka do miasta Varsa i Sawy; ale bez: Wawelu, Dzwonu poprzednika Zygmunta (Starego) i grobowców Katedry, bez Mariackiego i kościołów, ale za to bliżej Szwecji), od dawna już stoi na kolumnie. Trzyma się krzyża, tudzież miecza, już z dawien i od dawna, patrzy z góry na tłumy przechodzące wokół:
raz w tę i w tę... a potem w kółko i nazad - dookoła.


Zmieniają się mody i nastroje, liderzy, elity i masy, mieszkańcy, bywalcy i okupanci, a Król niezmiennie, niewzruszenie stoi. Skała ostoi. Raz tylko, parę lat poleżał, w czasie dwóch okupacji z zachodu i wschodu; potem jednak został podniesiony- z powrotem, na górę tam wysoko – przez przeciwników monarchi ale w procesie restauracji. Jak długo tam - na szczycie placu pozostanie, pokaże następna wojna.

Na dole, na padole: ludzie żyją; jedzą i piją; bawią się, śmieją, kłócą, całują, przytulają, targują oraz niszczą, zabijają - i tak...bez zmiany od wieków. A gdzie w tym wszystkim logika; gdzie pokój obiecany... tego nikt nie wie, nawet on – Zygmunt III - co na wieczność, niewzruszony, niezmiennie patrzy.


Zawsze kiedy jestem w Warszwie, codziennie przychodzę tam, na plac przywitać się z nim - Zygmuntem. Wprawdzie dopiero trzecim... ale cóż; jak wiem pierwszy i drugi nie mają nigdzie pomnika. I chyba stracili, wszelkie ku temu szanse. Pierwszy żył długo; był wielki ale zawsze stary, niewielu też już pamięta o jego zasługach. Minęły... Drugi August czyli Boski, odszedł w niesławie - po życia zabawie; zniszczony chorobą zwaną wtedy... zabawnie...- francuską a w dodatku bez uznanego potomstwa.

Zygmunt ten drugi, swoją głupotą krótkowzroczności, niestety przypieczętował upadek dynastii, tej najwspanialszej w historii Polski - a 200 lat później...śmiertelny rozkład całego kraju- w następstwie demokracji i wolnej elekcji. Kilka wieków potem, nie pomógł pozytywizm; nie pomogła też sanacja...

Patrząc na kolumnę, przychodzą mi do głowy różne dygresje...na czasy obecne. Wielu mamy dziś polityków i „histeryków”, na wysokich stanowiskach hierarchii państwa a wszyscy oni rządzą krajem za pomocą wspólnego mianownika: nocnika – własnych, doraźnych interesów. Resztę, zwłaszcza kraj i ludzi, których polityct reprezentują - mają to głęboko...a gdzie...? W dupie.

Kwestia czasu jest nawet bez znaczenia. Czas, przemijając przecież niszczy, zabija wszystko dobro. Nie ma rzeczy niezniszczalnych – w wymiarze czasu i przemijania.

Polska upadnie wkrótce znowu, albo po prostu zniknie - jako Polska. To się stanie.. a kiedy... jest kwestią czasu. Ale czy Polska jeszcze kiedykolwiek będzie miała szansę aby się wyzwolić, odrodzić?
Wiem, że NIE. Albo wiem, że nic nie wiem.

Z drugiej strony, jakie to ma znaczenie...na codzień, dla każdego? Kto jest okupantem a kto sędzią. Jak ma na imie Twórca a jak Kat, który zakończy nasze marzenia o wieczności chwili - na teraz. Najgorszym, obecnie modnym trendem globalizmu - jest degradacja wszystkich pojęć i dodatnich wartości ludzkich; narodowych i społecznych. Brak autorytetów, i elit wzorców dla ludzi...


Elity pieniądza to przekleństwo - anatema ludzkości.

Wracając na ulice stolicy: najczęsciej chodziłem tam elegancko ubrany. Kiedyś poszedłem na spacer ubrany na luzie. Zamiast spodni miałem dresy; kurtka skórzana, była ciepła choć mocno już... zużyta. Przeszyta wiatrami, niepogodami ale na spacer w ciemności, ideał.
Choć oczywiście, przebłyski/lux-y latarni, zdradzały niedostatki stroju. Mogły też...sposobami analogii -sugerować niedostatki kieszeni.


Stare Miasto, zwyczajowo było przepełnione gwarem różności i mijającymi nieuchronnie spieszącymi się ludzmi, w pogoni za czasem. A ludzi było co niemiara i jak zwykle wtedy, całkiem nieprzypadkowo...wielu żebraków po prośbie.

Dwóch „obserwańców”, podeszło do mnie z pytaniem... o jałmużnę na wieczorową ulicznicę.
Czyli flaszkę trunku pod boczek. Jeden zaczął dość zwyczajowo: stwierdzeniem, że on...to właśnie...: „zbiera datki na kapelusz i szmatki”. „A jak coś zostanie i na tym stanie - to zapłaci też może, w pokorze - za flaszkie, jakiejś ognistej wody”. Drugi jednak obejrzał mnie dokładnie. Pouczył szybko pierwszego - aby nigdy nie pytał „swojego”. Drugi widocznie albo instynktownie wyczuł we mnie...biedaka, żebraka. Rzeczywiście, nie miałem ze sobą pieniędzy. Wieczorem wychodzę zawsze celowo bez grosza - bo tylu jest wokół żebraków:
głodnych i spragnionych. Zawsze bowiem... wszystko co mam – to rozdaję.

Bo kiedy widzę duszę, a może i ciało w potrzebie, jeżeli nawet jest to ukrywanym kłamstwem ale ktoś... musi się napić...piwa nie umiem i nie mogę powiedzieć: NIE. Nie mogę też kłamać, choć ten grzech w przeszłości, pewnie nie był mi obcy...

Zawsze wydawało mi się, że żebraka poznać można po wzroku, wyrazie twarzy i okrągłości ciała. Czy jest więc ze mną tak już źle? Jeżeli bowiem obcy, choć całkiem nieznajomy tak świetnie mnie podsumował – to cóż dopiero dawni znajomi; przyjaciele, żona, dzieci. A może przyjaciół dawno już nie mam, jak też i żony a dzieci...poszły w swój świat, niezrozumiały.
Dawni znajomi nie dzwonią, powoli znikają, częściowo wolą natury ale najczęściej w własnej woli.

Bo przecież dzisiaj... tylko wartości czysto materialne, decydują o moralności i uczuciach.
Komuż też mogą być potrzebne: moje problemy czy też stare ciało – nawet gdyby ono jeszcze chciało... Nic więcej, przecież nie mogę już im dać, prócz uczuć i duszy – a tego...NIKT, dziś już nie chce. Ale...Moja obecna wizytówka twierdzi: Kupuję radość i święta – jako pokarm dla ducha i ciała. Chętnie sprzedam albo pozbędę się koszmarów smutku i codzienności.

Mała, jeszcze jedna dygresja na marginesie ogólników moich myśli. Na ulicach Warszawki, w ciągu dnia - żebrzą głównie Cyganie, wieczorem i nocą Polacy. Widocznie w obecnym dobrobycie, ta właśnie aktywność społeczna, jest podzielona na zmiany. Ci co mają – chodzą to restauracji, kina, teatru albo oglądają cuda i wianki telewizyjne. Ci co nie mają ale jeszcze wierzą – to żebrzą. Bardzo dziwny jest dzisiaj ten świat i ciągle się zmienia.

Moim zdaniem na coraz gorsze ale ja...jestem z innej bajki i globu. Tutaj, mimo jakiejś tam nawet podobizny; kości i narządów - obleczonych jeszcze jakąś, choć pomarszczoną czasem skórą - czuję się całkiem obco. No i Ludzie... w ogóle przestają rozmawiać i komunikować się... miedzy sobą - bezpośrednio. Rozmawiają przez i za pomocą telefonu, internetu, facebooka i mediów. Wszystko co znałem i doświadczyłem jako ludzkie dobro zamiera - w wymiarze czasu przyszłego. Bardzo nie lubię używać prostactwa i wulgaryzmów ale tego nie da się inaczej podsumować - zdefiniować po Polsku i absolutnie precyzyjnie:
Całkiem popie....ony, już jest ten "nasz" Świat, ta Polska i Ludzie.

Kiedy to mówię jestem trzeźwy. Nigdy zresztą pamięcią nie byłem pijany, chyba że głopotą.
Wszystko zmierza donikąd, w nicość umierania wszech wartości, znanych minionej Cywilizacji. Nikogo to też nie obchodzi. Wszyscy instnktownie wiedzą...że zbliża się KONIEC.

Na dziś trzeba zrobić Rachunek Sumienia - i znaleźć odpowiedź na pytanie:

CO DALEJ?


Ryszard Opara

(pisane w maju 2019 roku)

CDN

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja