polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Polski rząd ogłosił, że wypowiada umowę na dostawy rosyjskiego gazu, nie czekając na jej zakończenie pod koniec roku. – Wygaśnięcie porozumienia w sposób jednoznaczny i stanowczy kończy historię polsko-rosyjskich relacji gazowych – podkreśliła minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. * * * AUSTRALIA: Przywódca Partii Pracy Anthony Albanese został zaprzysiężony na 31. premiera Australii przez gubernatora gen. Davida Hurleya w poniedziałek rano wraz z Penny Wong, Richardem Marlesem, Katy Gallagher i Jimem Chalmersem. Marles zostaje ministrem pracy i wicepremierem, Wong - ministrem spraw zagranicznych. * * * SWIAT: Liderzy ugrupowania Quad — Australia, Indie, Japonia i Stany Zjednoczone — zobowiązali się na szczycie w Tokio zintensyfikować współpracę w zakresie radzenia sobie ze zmianami klimatycznymi oraz świadomością obszarów morskich, ze szczególnym uwzględnieniem państw wyspiarskich Pacyfiku. Nowy premier Australii Anthony Albanese zauważył, że jego rząd „wniesie więcej energii i zasobów do zabezpieczenia regionu”, gdy wejdzie on w „nową i bardziej złożoną fazę”. w strategicznym otoczeniu Pacyfiku. Uwaga ta pojawia się w kontekście obaw Australii i USA w związku z ogłoszonym w zeszłym miesiącu nowym paktem bezpieczeństwa między Chinami a Wyspami Salomona.
POLONIA INFO: Obowiązkowe wybory federalne w Australii: 21.05 do godz. 18:00.

wtorek, 1 listopada 2016

Halloween po polsku. "Nowa tradycja"

Halloween dotarł więc jednak do Polski. I od razu wpisał się czerwonymi literami w nową tradycję. Główni celebransi nekromancji, Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz, chwytają właśnie za cmentarne szpadle.

Scenariusz polskiej makabreski nie jest kopią amerykańskiej szmiry. Zawiera wyraźny pierwiastek narodowy, co dodaje mu autentyczności i odcina od komercji. Do kopania szczątek zwłok smoleńskich nie potrzeba  nam żadnych rekwizytów i kostiumów. Tandetne maski i plastykowe narzędzia tortur, którymi ekscytują się jankesi, podczas polskiego Halloween są bezużyteczne. Role wampirów będą odgrywane na żywo. Bez żadnej charakteryzacji i przymrużonego oka. Za medium posłużą kości zmarłych. Prawdziwe. W ten sposób przebijemy nawet USA. Popularność widowiska osiągnie rekordowe notowania. Wstęp jest darmowy. Widownią jest cały naród. To on zresztą jest celem widowiska. I prawdziwą ofiarą.


Przedstawienie nie jest tylko kolejnym etapem śledztwa smoleńskiego. W ogóle „śledztwo” — to mało przyciągająca nazwa, pozbawiona mistycznej wkładki. Ale już „dochodzenie do prawdy” wyraźnie poszerza skalę wyobraźni i utożsamia całe przedsięwzięcie z cierpieniem. Prawda zatem jest, istnieje, tam, gdzieś za horyzontem, celowo przed nami skrywana. Droga do niej wiedzie przez mękę, przez stacje cierpień; jest najeżona pułapkami i kłamstwami, zastawionymi przez wrogów Polski. My do prawdy dochodzimy. Jesteśmy coraz bliżej. To jednak bolesny proces. Nie mamy przy tym żadnych gwarancji, że dojdziemy. Wielu padnie po drodze, albo zrezygnuje. Prawda w tym sensie nie jest dla wszystkich. Trzeba najpierw w nią uwierzyć.

Alegoria jest biblijna. Sama „prawda” jest nie tylko magicznym słowem-kluczem, które odwołuje się do historii  (a ucieka sprytnie przed rzeczywistością). To również ołtarz. Któż przed nim nie klęknie? Któż na nim nie złoży ofiary? Tylko zdrajca i tchórz.

Makabra więc z wyciąganiem trumien i grzebaniem w kościach ma być dla społeczeństwa doświadczeniem przykrym, a nawet odrażającym. Ale koniecznym. W zamierzeniu mistrzów ceremonii, końcowy efekt ma przypominać moment identyfikowania zwłok, najczęściej przez krewnego, który – ściskając bezradnie mokrą od łez chusteczkę – do końca ma nadzieję, że to nie jego bliski leży w prosektorium. Ale wszyscy już domyślają się: to jednak on. Oczekiwanie jest jedno: nowe rozdanie poprzedzone tasowaniem trumien i żonglowaniem zwłokami urodzi królika – „właściwą prawdę”. Która już na zawsze będzie obowiązywać.

Maciarewicz wraz z Kaczyńskim są już gotowi. Podkomisja smoleńska też. Kościół, przy kilku nieśmiałych głosach protestu, dał przyzwolenie. Widownia się zapełnia. I nagle, dosłownie tuż przed podniesieniem kurtyny – nieoczekiwany zgrzyt. Pani Beata Gosiewska wysuwa żądanie: chce za śmierć swojego męża, Przemysława Gosiewskiego, dodatkowo 5 mln. zł. Szpadle zatrzymały się w powietrzu.

Atmosfera do tak wysokich rekompensat jest sprzyjająca. Odszkodowania przyznane za czasów PO-PSL nie mają patriotycznej wagi i nie oddają cierpienia w wystarczająco dramatyczny sposób. Wobec tego tamte pieniądze, naprawdę grosze, jakby zostały unieważnione przez mękę przeciągającego się śledztwa. Poza tym, 5 milionów złotych lepiej ilustruje ogrom bólu. Życie pana Gosiewskiego miało przecież większą wartość niż 750 tys. zł. I jak w ogóle można tak przeliczać?
Dla Jarosława Kaczyńskiego i zwolenników zamachu nie jest to właściwy moment na niewygodne negocjacje. To dobrze, że tylko ona. Ale może to dopiero początek? Co na to, przykładowo, pani Ewa Błasik? Czy jej cierpienie jest tańsze? Poza tym złotówka się dewaluuje i być może za rok pani Gosiewska poprosi o rewaloryzację odszkodowania. A więc jest kłopot. Prośba pani Gosiewskiej jest pospolitym szantażem, ale nie sposób go udowodnić ani pominąć. „Narodowej wdowie” można odmówić, ale, na Boga, nie wtedy, kiedy chodzi o pieniądze.

Co zrobi więc rząd? Mszy nie można już odwołać. Umarli i żywi czekają z ogromną niecierpliwością. Naród jest już przestraszony, mniej uważny, więc pani Gosiewskiej może się uda. Chociaż jak ktoś zauważył, jeżeli ktoś z rodzin smoleńskich wierzy w zamach, to powinien zwrócić się do Rosji o wypłatę w rublach, a nie w złotówkach.  A zatem pani na razie dziękujemy. Prosimy tędy. Do wyjścia. Odszkodowanie może poczekać. Potem, dobrze? Kurtyna idzie w górę.

Dariusz Wiśniewski
Studio Opinii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy