polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Agencja Uzbrojenia i MESKO podpisały umowę ramową dotyczącą dostaw kilku tysięcy wyrzutni systemu Piorun dla Polski, Litwy, Łotwy i Norwegii. Wartość zamówienia ma sięgnąć 8 mld zł. Ponad 80 proc. uzbrojenia trafi do Wojska Polskiego, a polska część zakupów będzie finansowana z unijnego mechanizmu SAFE. * * * AUSTRALIA: Oficjalne dane potwierdziły, że dług publiczny Związku Australijskiego przekroczył historyczną barierę 1 biliona dolarów australijskich (AUD). Wywołało to ostrą krytykę opozycji wobec rządu Anthony'ego Albanese. * * * SWIAT: Władze Armenii wybierają Unię Europejską i odrzucają ścisłą współpracę z Federacją Rosyjską. Premier Armenii Nikol Paszynian zapowiedział, że Erywań w najbliższym czasie chce rozpocząć procedurę składania oficjalnego wniosku o członkostwo w Unii Europejskiej.
POLONIA INFO:

piątek, 26 grudnia 2014

Polskie i australijskie wigilie Agnieszki Perepeczko

Agnieszka Perepeczko na Polish Christmas
w Sydney (2010). Fot. K.Bajkowski
Polacy w Melbourne czy Sydney, których znam podchodzą do świąt bardzo tradycyjnie. Może właśnie dlatego, że to specyficzny czas w roku i daleko od domu? Może wigilijne menu różni się od naszego, tradycyjnego, które pamiętamy z domu, ale nastrój jest zawsze tak samo uroczysty. Niestety, karp w Australii nie nadaje się do jedzenia, więc wszyscy szukamy jego zamienników. A wybór jest przeogromny.

Poza tym, owoce morza są bardzo częstym elementem wigilijnej kolacji, a i w Polsce także znajdują coraz więcej zwolenników. Zatem tutaj, obok uszek, barszczu czy zupy grzybowej pojawia się albo cały łosoś, albo krewetki, homary, kraby, ośmiornice. Moje wigilie zawsze były i są różne. Odkąd pamiętam. Pamiętam kolacje wigilijne w naszym domu rodzinnym z pierwszą gwiazdką. Ja w jakimś szale, biegająca od okna do okna, szkająca tej gwiazdki.


Pamiętam ojca, który "torturował" nas, bo potrafił bardzo długo jeść karpia, a my czekalimy aż skończy, bo przecież tam pod choinką była już góra prezentów. To są obrazki, które ciągle mam w pamięci i z lubością je wspominam. Inne były też wigilie małżeńskie, kiedy Marek notorycznie się spóźniał, bo akurat musiał w tym czasie wspierać duchowo jakiegoś kolegę. Pamiętam też wigilię we dwoje, kiedy zabrakło już naszych rodziców. Było skromniej, ale też zawsze wzniośle i uroczyście. Nie mogło się obejść bez zupy grzybowej i łazanek z prawdziwkami, które Marek uwielbiał. Zupełnie inaczej wyglądały moje wigilie australijskie. Pierwsza, w 1981 roku była fatalna. Byłam załamana. Byłam tylko ja z bratem, a cała rodzina została w Polsce. Próbowałam zachować tradycję, w ogóle mi to nie wychodziło. Poza tym, był upał i tego naszego, specyficznego nastroju nie dało się wykreować. Z czasem polubiłam to, że jest inna choinka, że kolację wigilijną jemy na werandzie, w cieple zachodzącego słońca, że na stole pojawiają się zupełnie inne pyszności. Co roku może być inna ryba, ale jest też barszcz na domowym zakwasie, kompot z suszu, są śledzie, jest makowiec. Co prawda kupny, ale z polskiego sklepu więc wymagania podniebienia spełnia. Także, staram się jak tylko mogę, żeby wigilia była jak najbardziej tradycyjna, żeby łączyła elementy czegoś nowego, tutejszego, ale żeby też panował ten sam nastrój co w domu.
 
Agnieszka Perepeczko
Palarity International

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy