polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher zakomunikowała publicznie, że Poznań został wybrany na siedzibę wysuniętego stanowiska dowodzenia V Korpusu Armii USA. Będzie to najwyższe dowództwo taktyczne US Army w Europie. Dowodzcą V. Korpusu został generał John Kolasheski zaprawiony w wojnie w Iraku i Afganistanie. * * * AUSTRALIA: Test na obywatelstwo zostanie zaktualizowany o nowe pytania dotyczące australijskich wartości, aby pomóc „chronić naszą spójność społeczną” w przyszłości, oglosil pełniący obowiązki ministra imigracji Alan Tudge. „Obywatelstwo australijskie jest zarówno przywilejem, jak i odpowiedzialnością, i powinno być przyznawane tym, którzy wspierają nasze wartości, szanują nasze prawa i chcą wnieść swój wkład w przyszłość Australii” - powiedział Tudge w National Press Club w Canberze.* * * SWIAT: Musimy zabrać wojska z ulic, połowę armii postawić w stan gotowości i zamknąć granice państwowe od zachodu, przede wszystkim z Litwą i Polską - poinformował prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka. Łukaszenka zwrócił się również do mieszkańców Litwy, Polski i Ukrainy z apelem o powstrzymanie swoich polityków i uniemożliwienie im rozpętania wojny.
CORONAVIRUS INFO: W Wiktorii premier Dan Andrews ogłosił 2 sierpnia stan katastrofy. W Melbourne wprowadzono godzinę policyjną od 20:00 do 5:00. * * * Wladze Queensland zamknęly granice od soboty 8 sierpnia dla mieszkańcow NSW i ACT. Wczesniej granica zostala już zamknięta dla podróżnych z Wiktorii. * * * Aktualne zgony (ilość/% śmiertelności): Swiat: 958000/4%, USA: 203000/5%, Brazylia: 135000/4%, Niemcy: 9000/4%, Francja: 31000/25%, Wlochy: 35000/14%, Rosja: 19000/2%, Polska: 2200/5%, Australia: 800/3%

środa, 14 maja 2014

Podróż do źródła: Szarady Ozich

Z Sydney wyjechaliśmy już następnego dnia, w stronę stolicy Australii – Canberry. Przyjaciel B. zafundował nam bilety na autobus i wdzięczna mu jestem z całego serca nie tylko za jego zaproszenie i cudowną rodzinną atmosferę i otwarty dla nas dom,  i obiady, podczas których odkryłam niezwykle pociągające znaczenie słowa australijki  stek i  wiele, wiele innych, wspaniałych rzeczy, ale i za doświadczenie firmy przewozowej  Murrays. Stała się ona dla mnie synonimem Australijskiej lekkości bycia.

G'day – usłyszałam  z głośnika nad moją głową. Kierowca, lekko łysiejący pan około pięćdziesiątki, ubrany w dokładnie wyprasowany mundur,  powitał nas z mocnym  australijskim zaśpiewem.

Tak zaczęła się moja pierwsza lekcja australijkiego - nauka skrótów i zdrobnień. Australijczycy wymyślają i  użuwają ich najwięcej ze wszystkich anglojęzycznych narodów. Więc zamiast powiedzieć breakfast, mówią breki, mosquito – mozi, cup of tea - cuppa, Mc Donalds - Maccas, afternoon - arvo, bottle shop - Bottle-O, barbecue – barbi, television - teli, service station – servo, biscuit - biki, a G’day oznacza good day, czyli nasze dzień dobry. Chciaż część Australijczyków zarzeka się, że już nikt teraz nie przywita Cię staromodnym G’day, często zdarza mi się słyszeć je, szczególnie z przyklejonym  „mate” na końcu. Poniżej link dla ciekawych, którzy chcą usłyszeć jak brzmi to powitanie. 
 

 
Właśnie prowadzone są badania, żeby znaleźć przyczynę tej ich miłości do skrótów. Na razie powodów znaleziono kilka. Ozzies /ozis/ czyli Australijczycy chcą brzmieć przyjacielsko, luźno i  bez nieporzebnej pompy, która nieraz towarzyszyła (do lat 70-tych lepiej postrzeganemu w kulturze) brytyjskiemu. Dzięki „australizacji” słów łatwo odrożnić ten język od reszty anglojęzycznych narodów, co ma ważne funkcje w budowaniu tożsamości kulturowej.  Do mnie jednak przemawia teoria mówiąca o minimalnym zaangażowaniu i oszczędności energii podczas aktu mówienia. Będąc kilka miesięcy w Queensland podczas sezonu letniego, odczułam ją na własnej skórze. Kiedy jest diablenie gorąco, każdy ruch naturalnie redukuje się do minimum. Jest jeszcze jeden interesujący pogląd na tę sprawę, pochodzący z nieco mniej oficjalnych źródeł.  W Australijskim buszu jest taka masa much, że nie należy otwierać ust bezpodstawnie, jeśli nie chce się mieć jednej z nich za przekąskę. Na szczęście nie udało mi się go jeszcze potwierdzić. 
 

Daleko mi teraz do polskich troskliwych zupek prędziutko przygotowanych na obiadek i kawusi wypitej z ciasteczkiem, czy kłopotliwych “mam pytanko na temat pieniążków” albo infantylnych kiciusiów i  misiaczków.  W języku polskim, w wielu przypadkach, musimy się „nadokładać”, żeby dodać coś osobistego do istniejącego słowa. Tu słysze: „I’d like cuppa with a biki, please” i odpowiadam: „Ok, babe”.

Więc całość zaczeła się od G'day i dalej brzmiała w tłumaczniu mniej więcej tak: Witam na pokładzie Murrays. Pogodę mamy dzisiaj ładną, to dobrze. Parę ogłoszeń dla naszej wygody. Po pierwsze proszę, żebyście nie zostawiali śmieci, bo mi się potem nie chce tego zbierać. Nie jemy w autokarze, nie palimy i pijemy alkoholu, już kilku zarzyło mi się wysadzić i musieli iść na nogach, a do Canberry to nie taki spacerek. Poza tym możecie kożystać z toalety, ale ona nie jest przystosowana do zrzucania dużych obiektów, jeśli wiecie, co mam na myśli, potem ja mam z tym problemy. Macie też zapiąć pasy, bo nie będę płacił za was mandatu. Nie właczajcie na głos telefonów, gier i innych gadżetów, żeby nikt nikomu nie przeszkadał i wszystkim nam razem dobrze się jechało. Dziękuję.

Przed oczami mam indyjskiego, półnagiego sadhu z pomarańczowym turbanem na głowie. Siedzi tuż obok nas w autobusie do jednego z Indyjskich miast. Pali skręta i uśmiecha się jakby już wszystko wiedział. Z radia wydobywa się hałaśliwa muzyka. Czyjś dzwonek telefonu dopisuje zupełnie nową partyturę do muzyki z radia.  To telefon kierowcy. Odbiera go i zaczyna głośno rozmawiać, śmiejąc się od czasu do czasu pełnią swojego brzucha. Po jego prawej i lewej stronie (bo dużo ludzi i ciasno) stoi dwójka hindusów żywo spierając się o coś. Wszyscy wszystkich rozumieją.

 A u mnie – cisza...

Wjeżdzamy na ogromną autostradę, z okna widzę cudowną, otwartą przestrzeń: rdzawo czerwoną ziemię poprzecinaną samotnymi drzewami  i błekitne niebo. B. podaje mi słuchawki, w których słyszę: Aborygen, Aborygen, niech tańczy na niebie. Aborygen, Aborygen wolny jak ptak... 

 

Czy w zupełnym huku, czy w ciszy: Świat jest pełny magicznych rzeczy i czeka tylko cierpliwie, kiedy wyostrzą się nasze zmysły. (W.R. Yeats)

Edyta Bieniek
Podróż do źródła

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja