polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Sejm uchwalił w czwartek ustawę, która ma umożliwić chorym dostęp do marihuany leczniczej – będą mogły być wytwarzane w aptekach na podstawie recepty od lekarza; surowiec ma być sprowadzany z zagranicy. Za ustawą opowiedziało się 440 posłów, dwóch było przeciw. * * * AUSTRALIA: Australia wstrzymała swoje naloty na terytorium Syrii po tym jak USA zestrzelilo syryjski samolot wojskowy a Rosja poinformowała, że każdy obcy obiekt latający nieleglnie nad obszarami Syrii, gdzie operują siły rosyjskie, będzie traktowany jak cel. * * * SWIAT: Rosja zrywa współpracę z USA w Syrii w ramach memorandum o zapobieganiu incydentom w przestrzeni powietrznej nad Syrią po tym jak USA zestrzeliły syryjski Su-22 w prowincji Rakka. Damaszek poinformował, że samolot wypełniał misję przeciwko PI.
EVENTS INFO: Noc Świętojańska przy ognisku - Klub Sportowy POLONIA w Plumpton - 24.06, godz. 18:00

piątek, 17 czerwca 2016

Drugi tom trylogii steampunkowej Jana Maszczyszyna wydany


Równo rok temu nakładem wydawnictwa Solaris ukazała się powieść  najbardziej zakręconego steampunkowego autora piszącego po polsku i na dodatek mieszkającego w Australii - Jana Maszczyszyna pt " Światy Solarne".  Okazało się, że autor nie potrafi na dobre uciec od wyimaginowanej rzeczywistości i powraca wraz z nią w najnowszym steampunku  wydanym wlaśnie tydzień  temu  pt. " Światy Alonbee".  

"Światy Alonbee " są drugą częścią trylogii. Trzecia, zamykająca  całość będzie miała premierę w listopadzie. I nosi tytuł " Hrabianka Asperia".

Do znanych z poprzedniej części bohaterów i kosmicznych ras dołączają nowe. - czytamy w opisie najnowszej pozycji steampunkowej Maszczyszyna. Oto czeka nas druga odsłona porywającej steampunkowej przygody pośród rybopodobnych Alonbee, Houlotee i Ludzi. Główny bohater Sir Ashley Brownhole, jego córka Asperia wraz z niezłomnym i pomysłowym baronem Vanhalgerem prowadzą nas przez planetarne głusze Plutona, wzlatują ku jego satelicie Hamaii, by w pełnym napięcia splocie wydarzeń uratować podziemne cywilizacje Plutonarchów i dotrzeć w finale do zrujnowanego przez wojenną pożogę Marsa. To jednak tylko drobnostka. Jest więcej akcji, szersza perspektywa, bogatsze grono bohaterów i zróżnicowania środowisk planetarnych. Są gwiezdne okręty i bitwy bez precedensu. I, co więcej będzie część trzecia, która w finałowym akordzie galaktycznej epopei zamknie całość tej steampunkowej trylogii.

O steampunkowej twórczości Jana Maszczyszyna pisaliśmy już w Bumerangu w poprzednich latach. Zob: Jan Maszczyszyn: Światy Solarne" , W dzikim buszu Australionu , Zakręcona fantastyka Jana Maszczyszyna .
Przypomnijmy: Jan Maszczyszyn urodził sie w 1960 roku w Bytomiu.  Jest laureatem pierwszego konkursu literackiego ogłoszonego przez miesięcznik "Fantastyka" (obok Sapkowskiego i Huberatha). Debiutował na łamach "Nowego Wyrazu" w 1977 roku opowiadaniem "Strażnik". Swoje teksty publikował również w takich czasopismach jak "Fantastyka", "Politechnik", „Fakty”, ”Bez retuszu”,„Merkuriusz","Odgłosy", „"Somnambul”, „Fikcje”, „Kwazar”, „Feniks ”, „Spectrum”. Wydał również antologię własnych opowiadań "Testimonium" 2013.
W kwietniu roku 2015 nakładem Wydawnictwa Solaris ukazała się jego powieść utrzymana w klimatach steampunku „ Światy Solarne”.
Był wspózałożycielem klubu fantastyki "Somnambul" na Śląsku, wydającego pierwszy w Polsce fanzin zawierający twòrczość własną.
W 1989 roku wyemigrował do Australii, gdzie mieszka do dzisiaj. Powrócił po latach do pisania SF-zainspirowany ideą portalu Nowej Fantastyki. Jego teksty można również odnaleźć w postaci elektronicznej na łamach różnych portali fantastyki i grozy, takich jak; Niedobre Literki, Fantastyka Polska PL, Szortal, Ex Fabula, Herbatka u Heleny, Carpenoctem, Nowa Fantastyka, Qfant a także  Bumerang Polski ( anonsowaliśmy "Testimonium" i "Światy Solarne"), Sadurski PL, Horror online oraz Sofa i Nowe Myśli.
W związku z wydaniem nowej pozycji steampunkowej  pytanie do autora tak  dla przypomnienia: czym jest steampunk?
- Mógłbym posłużyć się definicją steampunku i tak cytując znakomitą Polską Retrostację: Steampunk łączy stare mity z nowymi - spogląda z nostalgią na Wiek Pary (STEAM), ale z przekornej, obrazoburczej perspektywy końca XX i początku XXI wieku (PUNK). Jego nazwa wywodzi się od cyberpunku, futurystycznej mody z lat 1980.: cyberpunk to mroczna industrialna przyszłość, a steampunk - mroczna industrialna przeszłość.
Ale skorzystam z okazji i podpowiem coś od siebie. Czy znają państwo może atmosferę towarzyszącą paryskiej wystawie z roku 1900? Ten entuzjazm, rozmach i dumę z bycia człowiekiem?
Rozpalała wówczas umysły do białości. Dopiero horror pierwszej wojny światowej ściągnął nas z powrotem na ziemię i zdeptał górnolotne marzenia o wspaniałości rasy ludzkiej. No więc zapragnąłem powrotu do radości i entuzjazmu z przynależności do rasy rozumnej. Zażyczyłem sobie ucieczki od natłoku ponurych wizji katastroficznych. Przecież można inaczej myśleć o przyszłości nawet paradoksalnie uciekając wizją do przeszłości.
 Skąd inspiracja do tego gatunku pisarstwa?
- Przez niemal trzydzieści lat pobytu na emigracji zaczytywałem w  literaturze popularno naukowej- po prostu była łatwiejsza w percepcji i zawsze wspaniale aktualna. Nie trzeba było czekać na czyjeś wybory, a potem tłumaczenia. Pewnego dnia wpadłem na pomysł napisania czegoś w strukturze dramatycznej , czy konstrukcji logicznej przypominającego powieść Juliusza Vernea. Otóż mistrz niejednokrotnie w przygodowej akcji przemycał fascynujące pejzaże idei, wynalazki nauki i techniki. Pomyślałem, co gdyby pod płaszczykiem przygody przemycić jakieś inspirujące mnie witalne teorie kosmologiczne? I tak pojawiły się wizje współczesnej astronomii, a w szczególności światopogląd Carla Sagana, którego jestem entuzjastą, czy koncepcja "Gaji" Jamesa Lovelocka ucieleśniona w postaci wielopokoleniowych Istot Ekosferycznych. . Nie zabrakło też odniesień do historycznych wizji naukowych; szczególnie tych XIX wiecznych, które użyte w konwencji wiktoriańskiej brzmią może dość staroświecko i nonsensownie, ale oczywiście są dla niektórych bohaterów współczesne i witalne. Co więcej potrafią niezmożonym wysiłkiem koncepcje uwspółcześnione wspierać i popularyzować.
 * * *
 
A oto specjalnie dla czytelników Bumeranga Polskiego,  fragment "Światów Alonbee"
Miejsce akcji: Pluton.
Rozbitkowie odkrywają, że nie są sami.
Do dziś nie pojmuję, co bardziej mną wzburzyło: treść wiadomości, ton jego głosu, czy nieswoja mina? Przeszedł mnie dreszcz aż po koniuszki palców i zimno pleców wprost niespotykane. I wtedy właśnie doleciał do nas ten okropny, wibrujący w powietrzu wrzask.
Brzeg rzeki był oddalony o jakieś piętnaście metrów od naszego siedziska, więc przebyliśmy tę drogę w kilku skokach, chwytając po drodze każdy przedmiot nadający się na broń. Obaj wyobrażaliśmy sobie najgorsze.
Krokodyl kładowy lub żółw z zasysaczem próżniowym ciągnący o arę pod skorupę, nie wspominając o wszelkich innych wodnych drobnych nieszczęściach z topielicą plutońską ciągnącą miękkie kobiece nogi włącznie!
Panna stała sina i prawie od przestrachu nieprzytomna, wskazując ręką piaszczystą łachę i dalej na błoto ciągnące się wzdłuż brzegu i trzciny. Z boku nadbiegł Vanhalger, równie roztrzęsiony z nerwów.
– Co się stało? – spytał pierwszy.
– Widziałam zjawę – wymamrotała Lagris. – Tam uciekła.
Znów wskazała trzcinę.
– Diabeł! Czarny diabeł.
– Dawno mówiłem, żeby wznieść palisadę – mruknął baron groźnie.
Vanhalger tymczasem już zeskoczył ze skarpy i po- czął przepatrywać ślady. W miarę jak posuwał się w stronę błot, robił się coraz bardziej kredowy na twarzy.
Zeszliśmy z Shankbellem i my. Ruszyłem po mokrym piasku. Obraz jaki ujrzałem sprawił, że zaniemówiłem.
– Przecież to ślad ludzkiej stopy? – niemal wrzasną- łem. – Tutaj, na Plutonie ludzie? – Podniosłem głowę i zawołałem w stronę brzegu: – Panno Lagris, jak wyglądał stwór, czy był naprawdę dwunożny?
Szum wody zagłuszył odpowiedź. Pobiegłem więc na skarpę wzburzony i gniewny. Odepchnęła mnie, bo cisnąłem się w jej pobliże i rozkazywałem, czego u mnie wprost nie znosiła.
– Widziałam ducha ludzkiego pokrytego rytualnym rysunkiem lub wielkim skórnym przeszczepem – wyjaśniła. – Patrzył się na mnie nomada, bez domu, zły, ubogi i rozczarowany. Wykropkowany białą farbą był tu na pewno sam. – Zdawała się powtarzać niezmordowanie, co wrzuciłem na karb przeżytego szoku. – Podchodził i cofał się, a w dłoniach jego widziałam rzeźnicze noże.
– A może się pani przywidziało? Ktoś z naszej paczki tu dreptał, a pani po prostu roztrzęsiona od porannej gorączki nadinterpretuje fakty? Nie ma przecież żadnych ludzi na Plutonie – stwierdziłem, sam wątpiąc w to, co mówię.
– To nazbyt wielka stopa jak na naszą kompanię – zauważył wdrapujący się na brzeg Shankbell. – Na oko szesnastka.
– Wobec tego tylko Vanhalger może tu stanąć i przystawić własną nogę. To olbrzym i pokraka – monitowałem, bo włosy powoli stawały mi dęba.
– Ależ ja przenigdy nie ściągnąłem moich alonbijskich oficerek – wyjaśnił spokojnie nadchodzący baron. Wskazał przy tym na podeszwy pełne aktywnych zębatych kółek wystających poza powierzchnię progumy. – Wolałbym uszyć nową cholewkę niż stąpać boso po tym pełnym robactwa plutońskim bagnie.
Staliśmy przez chwilę w zupełnym milczeniu, wsłu- chując się z niepokojem w szemrzące wody. Baliśmy się, czy czasem nie dojdzie do nas dźwięk nowych bandyckich kroków.
– Proponuję przejść się wzdłuż brzegu. Tam dalej są błota i ślad może się okazać wyraźniejszy.
Posłuchaliśmy rady barona i przemknęliśmy pomiędzy drzewami, gubiąc oddech. Przywykliśmy do naszej samotności i związanego z nią pokoju myśli. Przeczuwaliśmy, że od teraz nasze życie będzie wyglądać inaczej. Czekał nas strach i niepewność na każdym kroku.
Jakieś dwadzieścia metrów dalej zauważyliśmy na brzegu nowe ślady. Jako że jedyny byłem uzbrojony w broń palną, zdecydowałem się udać na samotny reko- nesans. Z bijącym sercem, uzbrojony dodatkowo w długi nóż Shankbella z rzeźbioną w drewnie rękojeścią, przebrnąłem przez gęstwinę trzciny. Wreszcie rozchyliłem ostatnie łodygi wysokiej trawy i wyjrzałem na błot- nistą lagunę. Widok ukazał się mym oczom okropny. Oto od brzegu do wody i wzdłuż płycizny i po darni rozbiegały się głębokie ludzkie ślady we wszystkich możliwych kierunkach. Jakby zerwało się stąd stado przerażonych, wielkich gęsi. Ktoś odrywał stopę, ktoś inny podskakiwał i bez ekwipunku lekko lewitował, a wtedy już oderwany od powierzchni całą mocą teleportacyjnej diody transportował się w odległą krainę, pozostawiając woń spalenizny i okropnego pomieszanego ze świeżą krwią potu.
Z obrzydzeniem pomyślałem o tych dzikich. Myślałem, że dostrzegam ich tchórzliwe cienie przekradające się przez nisko zwieszone chmury w kierunku ogromniejącego satelity. I groza się na mnie wylała, rodząc myśl, że już nie jesteśmy sami na naszej kosmicznej wyspie. Że aby przeżyć, przyszło mi na starość zabijać.
(...)
Książka dostępna w księgarni internetowej solarisnet .
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja