polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan przyjechal z oficjalną wizytą do Polski. Rozmowy z preydentem Andrzejem Dudą dotyczą przede wszystkim współpracy w ramach NATO oraz kluczowej roli Turcji w powstrzymywaniu fali uchodźców z Bliskiego Wschodu. Polska jest pierwszym krajem Unii, jaki Erdoğan odwiedza po puczu w 2016 roku.* * * AUSTRALIA: Australia zmaga się z kryzysami w dostawach energii elektrycznej. Minister energetyki, Josh Frydenberg ogłosił nowy plan dla Nowej Południowej Walii. Tysiące gospodarstw domowych będą mogły dobrowolnie zmniejszyć swoje rachunki za prąd dzięki premiom finansowym, które otrzymają za zmniejszenie zużycia prądu w godzinach szczytu. * * * SWIAT: Zastępca ambasadora Korei Północnej, zwracając się do zgromadzenia generalnego ONZ, powiedział, że wobec jego kraju USA zastosowały "ekstremalną i bezpośrednią groźbę nuklearną". Ostrzegł, że sytuacja na Półwyspie Koreańskim osiągnęła stan krytyczny i "wojna nuklearna może wybuchnąć w każdej chwili".
EVENTS INFO: Polski Festiwal - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 3.12, godz. 11:00- 18:00

piątek, 17 czerwca 2016

Drugi tom trylogii steampunkowej Jana Maszczyszyna wydany


Równo rok temu nakładem wydawnictwa Solaris ukazała się powieść  najbardziej zakręconego steampunkowego autora piszącego po polsku i na dodatek mieszkającego w Australii - Jana Maszczyszyna pt " Światy Solarne".  Okazało się, że autor nie potrafi na dobre uciec od wyimaginowanej rzeczywistości i powraca wraz z nią w najnowszym steampunku  wydanym wlaśnie tydzień  temu  pt. " Światy Alonbee".  

"Światy Alonbee " są drugą częścią trylogii. Trzecia, zamykająca  całość będzie miała premierę w listopadzie. I nosi tytuł " Hrabianka Asperia".

Do znanych z poprzedniej części bohaterów i kosmicznych ras dołączają nowe. - czytamy w opisie najnowszej pozycji steampunkowej Maszczyszyna. Oto czeka nas druga odsłona porywającej steampunkowej przygody pośród rybopodobnych Alonbee, Houlotee i Ludzi. Główny bohater Sir Ashley Brownhole, jego córka Asperia wraz z niezłomnym i pomysłowym baronem Vanhalgerem prowadzą nas przez planetarne głusze Plutona, wzlatują ku jego satelicie Hamaii, by w pełnym napięcia splocie wydarzeń uratować podziemne cywilizacje Plutonarchów i dotrzeć w finale do zrujnowanego przez wojenną pożogę Marsa. To jednak tylko drobnostka. Jest więcej akcji, szersza perspektywa, bogatsze grono bohaterów i zróżnicowania środowisk planetarnych. Są gwiezdne okręty i bitwy bez precedensu. I, co więcej będzie część trzecia, która w finałowym akordzie galaktycznej epopei zamknie całość tej steampunkowej trylogii.

O steampunkowej twórczości Jana Maszczyszyna pisaliśmy już w Bumerangu w poprzednich latach. Zob: Jan Maszczyszyn: Światy Solarne" , W dzikim buszu Australionu , Zakręcona fantastyka Jana Maszczyszyna .
Przypomnijmy: Jan Maszczyszyn urodził sie w 1960 roku w Bytomiu.  Jest laureatem pierwszego konkursu literackiego ogłoszonego przez miesięcznik "Fantastyka" (obok Sapkowskiego i Huberatha). Debiutował na łamach "Nowego Wyrazu" w 1977 roku opowiadaniem "Strażnik". Swoje teksty publikował również w takich czasopismach jak "Fantastyka", "Politechnik", „Fakty”, ”Bez retuszu”,„Merkuriusz","Odgłosy", „"Somnambul”, „Fikcje”, „Kwazar”, „Feniks ”, „Spectrum”. Wydał również antologię własnych opowiadań "Testimonium" 2013.
W kwietniu roku 2015 nakładem Wydawnictwa Solaris ukazała się jego powieść utrzymana w klimatach steampunku „ Światy Solarne”.
Był wspózałożycielem klubu fantastyki "Somnambul" na Śląsku, wydającego pierwszy w Polsce fanzin zawierający twòrczość własną.
W 1989 roku wyemigrował do Australii, gdzie mieszka do dzisiaj. Powrócił po latach do pisania SF-zainspirowany ideą portalu Nowej Fantastyki. Jego teksty można również odnaleźć w postaci elektronicznej na łamach różnych portali fantastyki i grozy, takich jak; Niedobre Literki, Fantastyka Polska PL, Szortal, Ex Fabula, Herbatka u Heleny, Carpenoctem, Nowa Fantastyka, Qfant a także  Bumerang Polski ( anonsowaliśmy "Testimonium" i "Światy Solarne"), Sadurski PL, Horror online oraz Sofa i Nowe Myśli.
W związku z wydaniem nowej pozycji steampunkowej  pytanie do autora tak  dla przypomnienia: czym jest steampunk?
- Mógłbym posłużyć się definicją steampunku i tak cytując znakomitą Polską Retrostację: Steampunk łączy stare mity z nowymi - spogląda z nostalgią na Wiek Pary (STEAM), ale z przekornej, obrazoburczej perspektywy końca XX i początku XXI wieku (PUNK). Jego nazwa wywodzi się od cyberpunku, futurystycznej mody z lat 1980.: cyberpunk to mroczna industrialna przyszłość, a steampunk - mroczna industrialna przeszłość.
Ale skorzystam z okazji i podpowiem coś od siebie. Czy znają państwo może atmosferę towarzyszącą paryskiej wystawie z roku 1900? Ten entuzjazm, rozmach i dumę z bycia człowiekiem?
Rozpalała wówczas umysły do białości. Dopiero horror pierwszej wojny światowej ściągnął nas z powrotem na ziemię i zdeptał górnolotne marzenia o wspaniałości rasy ludzkiej. No więc zapragnąłem powrotu do radości i entuzjazmu z przynależności do rasy rozumnej. Zażyczyłem sobie ucieczki od natłoku ponurych wizji katastroficznych. Przecież można inaczej myśleć o przyszłości nawet paradoksalnie uciekając wizją do przeszłości.
 Skąd inspiracja do tego gatunku pisarstwa?
- Przez niemal trzydzieści lat pobytu na emigracji zaczytywałem w  literaturze popularno naukowej- po prostu była łatwiejsza w percepcji i zawsze wspaniale aktualna. Nie trzeba było czekać na czyjeś wybory, a potem tłumaczenia. Pewnego dnia wpadłem na pomysł napisania czegoś w strukturze dramatycznej , czy konstrukcji logicznej przypominającego powieść Juliusza Vernea. Otóż mistrz niejednokrotnie w przygodowej akcji przemycał fascynujące pejzaże idei, wynalazki nauki i techniki. Pomyślałem, co gdyby pod płaszczykiem przygody przemycić jakieś inspirujące mnie witalne teorie kosmologiczne? I tak pojawiły się wizje współczesnej astronomii, a w szczególności światopogląd Carla Sagana, którego jestem entuzjastą, czy koncepcja "Gaji" Jamesa Lovelocka ucieleśniona w postaci wielopokoleniowych Istot Ekosferycznych. . Nie zabrakło też odniesień do historycznych wizji naukowych; szczególnie tych XIX wiecznych, które użyte w konwencji wiktoriańskiej brzmią może dość staroświecko i nonsensownie, ale oczywiście są dla niektórych bohaterów współczesne i witalne. Co więcej potrafią niezmożonym wysiłkiem koncepcje uwspółcześnione wspierać i popularyzować.
 * * *
 
A oto specjalnie dla czytelników Bumeranga Polskiego,  fragment "Światów Alonbee"
Miejsce akcji: Pluton.
Rozbitkowie odkrywają, że nie są sami.
Do dziś nie pojmuję, co bardziej mną wzburzyło: treść wiadomości, ton jego głosu, czy nieswoja mina? Przeszedł mnie dreszcz aż po koniuszki palców i zimno pleców wprost niespotykane. I wtedy właśnie doleciał do nas ten okropny, wibrujący w powietrzu wrzask.
Brzeg rzeki był oddalony o jakieś piętnaście metrów od naszego siedziska, więc przebyliśmy tę drogę w kilku skokach, chwytając po drodze każdy przedmiot nadający się na broń. Obaj wyobrażaliśmy sobie najgorsze.
Krokodyl kładowy lub żółw z zasysaczem próżniowym ciągnący o arę pod skorupę, nie wspominając o wszelkich innych wodnych drobnych nieszczęściach z topielicą plutońską ciągnącą miękkie kobiece nogi włącznie!
Panna stała sina i prawie od przestrachu nieprzytomna, wskazując ręką piaszczystą łachę i dalej na błoto ciągnące się wzdłuż brzegu i trzciny. Z boku nadbiegł Vanhalger, równie roztrzęsiony z nerwów.
– Co się stało? – spytał pierwszy.
– Widziałam zjawę – wymamrotała Lagris. – Tam uciekła.
Znów wskazała trzcinę.
– Diabeł! Czarny diabeł.
– Dawno mówiłem, żeby wznieść palisadę – mruknął baron groźnie.
Vanhalger tymczasem już zeskoczył ze skarpy i po- czął przepatrywać ślady. W miarę jak posuwał się w stronę błot, robił się coraz bardziej kredowy na twarzy.
Zeszliśmy z Shankbellem i my. Ruszyłem po mokrym piasku. Obraz jaki ujrzałem sprawił, że zaniemówiłem.
– Przecież to ślad ludzkiej stopy? – niemal wrzasną- łem. – Tutaj, na Plutonie ludzie? – Podniosłem głowę i zawołałem w stronę brzegu: – Panno Lagris, jak wyglądał stwór, czy był naprawdę dwunożny?
Szum wody zagłuszył odpowiedź. Pobiegłem więc na skarpę wzburzony i gniewny. Odepchnęła mnie, bo cisnąłem się w jej pobliże i rozkazywałem, czego u mnie wprost nie znosiła.
– Widziałam ducha ludzkiego pokrytego rytualnym rysunkiem lub wielkim skórnym przeszczepem – wyjaśniła. – Patrzył się na mnie nomada, bez domu, zły, ubogi i rozczarowany. Wykropkowany białą farbą był tu na pewno sam. – Zdawała się powtarzać niezmordowanie, co wrzuciłem na karb przeżytego szoku. – Podchodził i cofał się, a w dłoniach jego widziałam rzeźnicze noże.
– A może się pani przywidziało? Ktoś z naszej paczki tu dreptał, a pani po prostu roztrzęsiona od porannej gorączki nadinterpretuje fakty? Nie ma przecież żadnych ludzi na Plutonie – stwierdziłem, sam wątpiąc w to, co mówię.
– To nazbyt wielka stopa jak na naszą kompanię – zauważył wdrapujący się na brzeg Shankbell. – Na oko szesnastka.
– Wobec tego tylko Vanhalger może tu stanąć i przystawić własną nogę. To olbrzym i pokraka – monitowałem, bo włosy powoli stawały mi dęba.
– Ależ ja przenigdy nie ściągnąłem moich alonbijskich oficerek – wyjaśnił spokojnie nadchodzący baron. Wskazał przy tym na podeszwy pełne aktywnych zębatych kółek wystających poza powierzchnię progumy. – Wolałbym uszyć nową cholewkę niż stąpać boso po tym pełnym robactwa plutońskim bagnie.
Staliśmy przez chwilę w zupełnym milczeniu, wsłu- chując się z niepokojem w szemrzące wody. Baliśmy się, czy czasem nie dojdzie do nas dźwięk nowych bandyckich kroków.
– Proponuję przejść się wzdłuż brzegu. Tam dalej są błota i ślad może się okazać wyraźniejszy.
Posłuchaliśmy rady barona i przemknęliśmy pomiędzy drzewami, gubiąc oddech. Przywykliśmy do naszej samotności i związanego z nią pokoju myśli. Przeczuwaliśmy, że od teraz nasze życie będzie wyglądać inaczej. Czekał nas strach i niepewność na każdym kroku.
Jakieś dwadzieścia metrów dalej zauważyliśmy na brzegu nowe ślady. Jako że jedyny byłem uzbrojony w broń palną, zdecydowałem się udać na samotny reko- nesans. Z bijącym sercem, uzbrojony dodatkowo w długi nóż Shankbella z rzeźbioną w drewnie rękojeścią, przebrnąłem przez gęstwinę trzciny. Wreszcie rozchyliłem ostatnie łodygi wysokiej trawy i wyjrzałem na błot- nistą lagunę. Widok ukazał się mym oczom okropny. Oto od brzegu do wody i wzdłuż płycizny i po darni rozbiegały się głębokie ludzkie ślady we wszystkich możliwych kierunkach. Jakby zerwało się stąd stado przerażonych, wielkich gęsi. Ktoś odrywał stopę, ktoś inny podskakiwał i bez ekwipunku lekko lewitował, a wtedy już oderwany od powierzchni całą mocą teleportacyjnej diody transportował się w odległą krainę, pozostawiając woń spalenizny i okropnego pomieszanego ze świeżą krwią potu.
Z obrzydzeniem pomyślałem o tych dzikich. Myślałem, że dostrzegam ich tchórzliwe cienie przekradające się przez nisko zwieszone chmury w kierunku ogromniejącego satelity. I groza się na mnie wylała, rodząc myśl, że już nie jesteśmy sami na naszej kosmicznej wyspie. Że aby przeżyć, przyszło mi na starość zabijać.
(...)
Książka dostępna w księgarni internetowej solarisnet .
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja