polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: W Warszawie odbywa się największa w Europie konferencja poświęcona prawom człowieka corocznie zwoływana przez Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE. * * * AUSTRALIA: W Australii rozpoczął się pilotażowy program tzw. kart socjalnych. Beneficjenci systemu socjalnego nie będą otrzymywać pieniędzy, a specjalną kartę, dzięki której dokonają bezgotówkowych operacji. Pieniądze będą mogły być wydane na jedzenie, ubranie, mieszkanie i inne rzeczy niezbędne, natomiast nie będzie można za nie kupić alkoholu oraz uprawiać hazardu. * * * SWIAT: Jeśli Korea Północna użyje broni atomowej przeciwko USA, Japonii lub Korei Południowej to "będziemy musieli całkowicie zniszczyć Koreę Północną" - powiedział Donald Trump na forum ONZ. Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un nazwał przemówienie Trumpa „szalonym”, a jego samego „chuliganem i gangsterem, który igra z ogniem”, i oświadczył, że rozważa "superciężkie środki zaradcze".
EVENTS INFO: Australian Celebration of Bicentenary of Kosciuszko’s Death - The Connection Community Centre, Rhodes, 3.10, godz. 17:30

sobota, 7 lutego 2015

Agnieszka Perepeczko: Kocham życie. Kocham je uwodzić

Agnieszka Perepeczko i Michal Olejnik. Fot.prywatne/FB
W miniony czwartek w Konsulacie RP w Sydney  odbyło się promocyjne spotkanie z autorką kulinarnej książki wykreowanej wspólnie z Michałem Olejnikiem pt. „Romantczna kolacyjka” - Agnieszką Perepeczko. Książka ukazała się w ubiegłym roku i stała się sensacją.  

Wbrew pozorom, nie jest to  jedynie książka z 41 przepisami kulinarnymi na romantyczny wieczór przy stole. To także kulinarny ukłon w stronę różnicy wieku między jej autorami i ich własny hołd oddany wyjątkowej przyjaźni.
 Z Agnieszką Perepeczko rozmawia Filip Cuprych z Polarity International.

Filip Cuprych: Wielu ludziom romantyczna kolacja kojarzy się z wyjściem do restauracji, a Wam chyba nie o to chodziło?

Rzeczywiście, nie o to. Kiedy jeszcze byłam młodą dziewczyną, moja mama powiedziała mi, że kobieta, która potrafi z niczego wykreować romantyczną kolacyjkę dla kogoś, kto w pewien sposób ją uzupełnia, podoba się jej, która potrafi stworzyć odpowiedni nastrój, błysnąć oczami, pięknie nakryć stół, czarować i prowadzić sympatyczną rozmowę, ma łatwiejsze życie. Dlatego, że umie stwarzać niecodzienną atmosferę, potrafi kokietować i uwodzić życie. To tajemnica romantycznej kolacyjki. Staraliśmy się w tej książce pokazać, że nie wszystko musi być "na bogato", choć i takie przepisy są też w niej zawarte. Ale dla nas najważniejszy był człowiek, który siedzi naprzeciwko i atmosfera, w której pyszne dania i bardzo dobre wino potrafią ją ulepszyć, uwznioślić.

Czyli czuć się jak w domu, gdziekolwiek by to nie było?

Tak. Chociaż muszę przyznać, że kiedy tworzyliśmy z Michałem szkielet tej książki , skrzętnie notowaliśmy nasze najróżniejsze spostrzeżenia i uwagi. Między innymi dotyczące tego, gdzie się taką romantyczną kolacyjkę podaje. Uwielbiam swoją werandę. Ona zawsze czeka na gości, na moich znajomych, przyjaciół. Otacza ją wyjątkowa atmosfera, piękne rośliny i ich cudowne zapachy, ptaki i ich wieczorne śpiewy. Wystarczy tylko usiąść naprzeciwko siebie, żeby już było dobrze. Ale chodziło nam też i to, że wszędzie, pod każdą szerokością geograficzną, w każdym miejscu można stworzyć i rozkoszować się romantyczną kolacyjką. Przygotowując książkę, zjeździliśmy okolice, wyjeżdżając nawet kilkaset kilometrów od domu, odwiedzaliśmy znane miejsca w Australii, do których chętnie przyjeżdżają turyści, jak choćby "Wiszącą skałę"czy "12 Apostołów". I na przykład właśnie tam postanowiliśmy taką kolacyjkę zorganizować. Pomyśleliśmy sobie "Jak nas ktoś przepędzi, to trudno". Wyjęliśmy z samochodu mały stoliczek, dwa krzesełka, koronkową serwetę i tam robiliśmy też zdjęcia do książki. Jedno z nich znajduje się na okładce. Nie było ono ani robione przez profesjonalnego fotografa, ani retuszowane. Tak, jak wyszło, tak pojawiło się na okładce książki. W pewnym momencie podszedł do nas strażnik i spytał "A co wy tu robicie? To jest miejsce publiczne, dla turystów. Tu nie wolno się rozkładać z jakimiś posiłkami". Wytłumaczyłam mu, że oczywiście, rozumiemy to, ale robimy zdjęcia do naszej książki, turyści sami też robią sobie zdjęcia z nami i z naszymi dekoracjami, więc w pewnym sensie ubarwiamy okolicę." Zaczął się śmiać i zostawił nas w spokoju. Razem z Michałem, na zmianę opowiadamy w książce o miejscach, w których delektowaliśmy się tymi naszymi kolacyjkami, o ludziach, których spotkaliśmy, o różnych sytuacjach, dołączamy do tego nasze wspomnienia z domów.

Co w ogóle znaczy "romantyczna kolacyjka"? Co takiego musi jej towarzyszyć, żeby ta romantyczność była zachowana?

Musi być ten drugi człowiek, który siedzi naprzeciwko nas, nieważne czy to mężczyzna, czy kobieta. Ten drugi człowiek musi nas interesować dzięki swojemu intelektowi, swojej fizyczności. Musi być między ludźmi to "coś", co ich do siebie zbliża, co ich w sobie wzajemnie interesuje i pociąga. Między ludźmi musi być jakieś porozumienie, wzajemne zainteresowanie czy pasja. I nie chodzi o to, żeby ta kolacyjka miała "dalszy ciąg", chociaż może mieć i te "dalsze ciągi" są czasami bardzo interesujące, ale nie jest to najważniejsze. Nam chodzi o wyjątkowy nastrój przy sobie.

A czy jest możliwa romantyczna kolacja w pojedynkę?

Według mnie, tak. Ja uwielbiam swoje towarzystwo, lubię siebie i darzę siebie sympatią. Jeżeli siadam sama ze sobą do stołu, to albo rozmyślam, przywołuję wspomnienia, albo zmieniam się w łakomczucha, któremu szaloną przyjemność sprawia jedzenie tego, co przygotuję. Nie wiem czy jest to wtedy typowa, w powszechnym odczuciu romantyczna kolacyjka, ale jest ona poświęcona czemuś. Myślom, marzeniom, wspomnieniom, planom i ma ona sens w samotności. Kiedy zmarł Marek Pepereczko, przygotowałam taką właśnie wigilijną kolację. Byłam wtedy w Warszawie, sama, ubrałam się w czarną suknię, którą Marek uwielbiał i przygotowałam maleńką wigilię dla dwojga. Byłam tylko ja i miejsce dla Marka. Kolacja miała niezwykły nastrój, nie była smutna. Musisz mieć pozytywne podejście do sytuacji, żeby było wzniośle, romantycznie. Nawet jeśli jesteś sam. Doły i depresje nie sprzyjają takim kolacyjkom. Zalewane łzami nie mają sensu.

Na pewno zdajesz sobie sprawę z tego, że dzisiaj ludzie mówią częściej "...znowu muszę coś ugotować"? To częściej obowiązek, niż przyjemność.

Tak, ale w naszej książce potrawy są naprawdę proste. I nie zabierają zbyt wiele czasu. Na przykład sałatka z wędzonego pstrąga. Kupuje się wędzonego pstrąga, oddziela się mięso od ości i miesza się ze szparagami, dodatkami i już jest świetnie. Albo proponujemy sorbet cytrynowy z melonem. Ile czasu to może zająć? Może z 10 minut? Jest też "kolacyjka wiejska z przytupem", czyli kopiec z kaszy gryczanej z dodatkami, który robi się sam. No i koszt niemal żaden. Naprawdę, proponujemy głównie potrawy, które nie zabierają zbyt wiele czasu. Usłyszałam już kilkakrotnie, że ta książka pobudza wyobraźnię, pokazuje, że przygotowanie potraw nie musi być koszmarem i że może sprawiać przyjemność.

No dobrze, to w takim razie czy zamówienie jakiejś chińszczyzny, hamburgera czy pizzy też może być zaczątkiem romantycznej kolacji?

Może być. Oczywiście. Uwielbiam pizzę na cienkim spodzie, do tego czerwone winko, obrus w kratę, na środku stołu zapalona świeca, my naprzeciwko siebie i jest naprawdę romantycznie. Co z tego, że zamówione? Z tym, że my pizzy nie proponujemy, bo to było zbyt proste. My przygotowywaliśmy wszystko sami. O 6 rano jechaliśmy na rynek, ponieważ mięso, warzywa, owoce, słowem wszystko  na rynku jest szalenie świeże i wiesz od kogo kupujesz. Za każdym razem robiliśmy zakupy na 3 kolacyjki, była precyzyjnie przygotowana lista. Potem przygotowywanie, fotografowanie i dokumentowanie, bo Michał robił zdjęcia potrawom, a ja jemu, uwieczniając go w pracy. Dzięki temu książka daje pewien obraz tego, jak nad nią pracowaliśmy.


Agnieszka Perepeczko podczas prezentacji książki
w Konsulacie RP w Sydney. Fot.T.Koprowski
Skąd pochodzą przepisy? Twoje własne, zasłyszane, czy może przepisy Waszych mam, babć, przyjaciół?

Zdecydowanie nasze własne. Jak choćby przepis na łososia, który wymyśliłam podczas któregoś wieczoru. Zastanawiałam się jak go przygotować, żeby nie był nudny. I wymyśliłam łososia zapiekanego ze szparagami, anchovies, pomidorkami, cytryną, wielkim pękiem bazylii. Robi się z tego taki "bałagan" w żaroodpornym naczyniu, polewa oliwą i piecze się do momentu, kiedy dodaje się pancettę lub prosciutto i piecze się jeszcze kilka minut. Nikt mi nie powie, że to zabiera dużo czasu.

Odwieczna walka na argumenty: "kto jest lepszym kierowcą - kobieta czy mężczyzna" często przenosi się do kuchni. Kto jest lepszy w kuchni: kobieta czy mężczyzna?

No... mężczyźni twierdzą, że oni. Ja uważam, że jestem dobra w kuchni. Potrafię znaleźć dobry smak, docenić jeśli ktoś dobrze gotuje. Jedna łyżka zupy u kogoś wystarczy mi, żeby wiedzieć z kim mam do czynienia, czy ktoś potrafi gotować czy nie. Wyrafinowanymi kucharzami w wielkich restauracjach są zazwyczaj mężczyźni. Ale kobiety chyba im jednak nie ustępują? No... może mają problem z ilością. Z precyzją matematyczną może nie być już tak dobrze (śmiech).

To może w takim razie bardziej osobiście: kto jest lepszy w kuchni: Agnieszka czy Michał?

Ja uważam, że ja. A on uważa, że on. Ten konflikt nie jest rozstrzygnięty (śmiech). Oboje gotujemy dobrze. Przy jednym z przepisów opisaliśmy sytuację, w której ja zadeklarowałam, że zrobię dla niego naleśniki crepe suzette, które uwielbiam. Umiem je zrobić, ale tego dnia coś z proporcjami mi nie wyszło. Były strasznie kruche. Pomyślałam sobie wtedy, że jak Michał wróci, to nie mogę mu pokazać żadnego śladu, że coś mi nie wyszło, więc zjadłam to, co się nie udało. Michał wrócił, spytał czy naleśniki są gotowe, bo już był czas je fotografować i musiał sam zrobić. Potem w książce opisałam atmosferę, wspomniałam o ostatnich promieniach słońca, o pomarańczach, a Michał dopisał "Przyszedłem. Nic nie zrobiła. Zjadła wszystko, co nie wyszło. Gotować musiałem ja." (śmiech).

Wracając do ilości zawartych w książce potraw... czy ta książka to także pewnego rodzaju celebracja 41 lat różnicy między Wami?

Na pewno tak. Sama książka to poniekąd efekt mojego buntu. W prasie internetowej czytałam tak wiele strasznych komentarzy. A zawsze interesowało mnie analizowanie ludzkich namiętności i emocji, kiedy mogą anonimowo wyrazić swoje zdanie na jakiś temat. Ludzie potrafią być niezwykle brutalni, ale mimo to czytam niemal wszystkie komentarze. Wiele wulgarnych nie robi już na mnie żadnego wrażenia. Michał się zmartwił tym wszystkim, a mniei wydało się, że to świetny powód do tego, żeby te 11 lat naszej znajomości opisać w sposób niekonwencjonalny, ubrać w najróżniejsze historyjki i okrasić potrawami i przepisami na nie. Pewnego wieczora, ot tak wrzuciłam na facebooka zdjęcie, które zrobił Michał, przedstawiające zupę z grillowanych pomidorów z papryką i fetą, w niezwykle apetycznych czarkach. Pojawiło się bardzo wiele komentarzy i ktoś stwierdziłł, że powinniśmy napisać książkę. To mnie przekonało. Ilość przepisów wymyślił Michał. Zastanawialiśmy się ile ma ich być... 100? 50? I Michał nagle wpadł na pomysł, żeby było ich 41. To było świetne. Pamiętam, że kilka godzin spędziliśmy w jednej z księgarni w Melbourne. Tam są wszystkie kulinarne książki świata i nie znaleźliśmy ani jednej, która byłaby w jakikolwiek sposób podobna do naszej. Myślę, że to świetna lektura dla każdego, kto uwielbia życie, uwielbia towarzystwo, uwielbia ugotować i zjeść. Napisaliśmy to, co w ciągu 11 lat przydarzyło się nam dwojgu. Wszystko jest autentyczne. Takiej książki po prostu nie było.

Agnieszko, dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Filip Cuprich
Polarity International

Zapraszamy na profil www.facebook.com/romantycznakolacyjka

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja