polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: - Mamy do czynienia z największą w dziejach polskiego leśnictwa klęską spowodowaną wiatrami o znamionach huraganu - powiedział dyrektor generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski. Dodał, że na terenach dotkniętych nawałnicami pokotem leży ok. 8,2 mln m sześc. drewna. * * * AUSTRALIA: Wicepremier Barnaba Joyce może stracić swoje stanowisko po tym jak rząd Nowej Zelandii potwierdził, że jest obywatelem nowozelandzkim według ustawy o obywatelstwie z 1948 r. Ojciec Joyce'a był Nowozelandczykiem. Australijska konstytucja zabrania osobom z podwójnym obywatelstwem zasiadać w parlamencie. * * * SWIAT: Do zamachu z wykorzystaniem furgonetki doszło na La Rambla w pobliżu placu Katalońskiego w Barcelonie. W ataku zginęło 14 osób, a ponad 100 jest rannych. Do zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie.
EVENTS INFO: Otwarcie wystawy Vitka Skoniecznego: "Portrety i kompozycje według Modiglianiego i Picassa" - Konsulat RP w Sydney, 8.09, godz. 18:30

piątek, 23 maja 2014

Podróż do źródła: Podniebne stworzenia Australii

Dzisiaj będzie o stworzeniach podniebych, co prawda dwóch tylko, ale za to niebagatelnych. Jedno nazywa się Cockatoo, w skrócie Koki, a drugie to Skywhale, w tłumaczeniu Podniebny Wieloryb. Oba są niezwykle widowiskowe i charakterne, oba należą do tych istot, obok których nie można przejść obojętnie i oba rozgościły się na australijskim niebie. 

Otwarta przestrzeń i porażające słońce wyolbrzymiły mi to niebo. Teraz przeglądam się w nim bez granic, ale podczas pierwszych dni spędzonych tutaj czułam jakby prześwietlało, świadome, że należy rozgrzać moje blade, zziębnięte, wschdnioeuropejskie kości.  Często mówi się o tym, jak ostre jest australijskie słońce, rzadko wspomina o współudziale nieba  w popełnianiu pogody doskonałej.

1. Cockatoo (czyt. Kokytu....)
Oto idelane tło dla lotu Cockatoo. To ogromny dochodzący do 49 cm ptak z grubym papuzim dziobem. Białe pióra, kiedy rozpostarte, odsłaniają pięknie-żółte zakończenia. Kiedy szybuje jest w nim tyle majestatu.



Co rano kilkoro z nich siada na Gumtree (to jeden z rodzajów Eukaliptusa) tuż przy naszym balkonie. Niektóre stroszą pióra,  inne siedzą z godnością, jeszcze inne czują zew zabawy i zaczynają skrzeczeć. A jest to skrzek, który mógłby zbudzić zmarłego  albo śpiącego. W tym przypadku mnie i B. Ja obracam się na drugi bok, a B. dzielnie wstaje i idzie na balkon nasypać im nieco ziaren. Kiedy tylko ziarno wyląduje na barierce balkonu a B. odsunie się nieco,  ogromny ptak  zlatuje z gałęzi prosto na balkon. Tuż przed tym jak  usiądzie na barierce, rozpościera skrzydła dla równowagi  i tymi skrzydłami przesłania  połowę naszego nieba. Śniadanie podane.

Teraz można je obserwować godzinami.  Na głowie Koki ma żółty czób i ilekroć dzieje sie coś: podejrzanego, ciekawego, niespodziewanego albo po prostu coś, stroszy go ruchem tancerki flamenco otwierającej wachlarz. Zwylke towarzyszy temu skrzek i ruch ciała, który w przypadku stworzenia wywierającego wrażenie majestatyczne,  kwalifikuje się do słownictwa z kręgu dźwiękonaśladowczego.  I tak oboje siedzimy na balkonie (bo już udało mi się wstać) i wydajemy dźwięki jak: - ło!, - a!, - o! przemieszane z krótkim - Charlie! i zwykle zacznie dłuższym – hahaha.  Przylatujące do nas ptaki mają na imię Charlie, wszystkie i każdy z osobna.

Do tego wszystkiego Charllie chodzi jak kaczka. Człapie z prawej na lewo i kołysze się,  a kiedy jest mu nudno lubi wyrzucać resztki lisci z rynny albo obedrzeć nieco kory z drzewa. Czasem sprawia mu przyjemność przeniesienie się z jednej gałęzi do drugiej za pomocą dzioba, czasem zacznie pikować szybko w dół kręcąc przy tym piruety i wrzeszcząc  jak cudownie jest w Australii. Niesamowite jest, kiedy po jednej za swoich szaleńczych zabaw usiądzie tuż obok ciebie i patrzy ... w bezruchu patrzy swoimi czarnymi oczkami prosto w twoje oczy. Myślisz wtedy kolejne dzwiękonaśladownicze, nieskoordynowane bełkoty i  przez moment istnieje nić porozumienia między Tobą a Charliem.


2. Podniebny Wieloryb

Jest 6 rano zrywamy się z łóżka. Sobota, Cockatoos jeszcze się nie pojawiły się na balkonie, a my już jesteśmy w drodze do miejsca, gdzie odbywa się doroczny festival balonów.

 Ciemne pole tuż przed starym Parlamentem oświetlaja reflektory. Balony są właśnie pompowane. Z ogromnych głośników rozchodzi się głos zapraszający, żeby zobaczyć jak wygląda wnętrze balonu. Ludzie podchodzą i zaglądają do ogromnych środków. 


 Idziemy dalej , tam gdzie ludzi jest najwięcej. Z ziemi zaczynają wyrastać piersi, tężeją sutki. Podnosi się do lotu Skywhale. Balon zaprojektowany przez Patrycję Piccini jako zlecona praca z okazji stulecia Canberry. 34 metry wysoki i 24 metry szeroki unosi sie powoli z każdym nowym centymetrem sześciennym powietrza. Widzę juz twarz, dobrą, ciepłą twarz i te ogromne piersi po bokach, co raz większe i większe. Podniebny wieloryb wstaje, unosi się w górę, jest już w pełni swojego dojrzałego życia, gotowy.
 

Macierzyństwo, kobiecość dojrzała, ociężała, dająca, ciepła i miękka unosi się nad głowami Canberran i jest im z tą obecnością trochę głupio, nie na miejscu. Bo to, co widzą nie jest naturalne, nie jest piękne w konwencji  śniadaniowej reklamy. To nie matka poranna z wybielonym zębem serwująca płatki owsiane synom i córkom o złotych włosach. To wielka matka wieloryb, podważająca konwencjonalną estetykę płaskich egipcjanek na rzecz Wenus z Willendorfu. Kiedy unosi się na głowami, zadaje pytanie swoimi ufającymi oczami – jak na mnie patrzysz? Co widzisz? Dlaczego to widzisz?

 
Odbiór balonu w Canberze nie był przychylny, ale stuprocentowy. Każdy mieszkaniec , nawet ten pochłonięty realizacją swojego wyidealizowanego żywota na przedmieściach,  wie co to Skywhale. I przyszła mi ochota na eksperyment. Zrobiłam takowego Podniebnego Wieloryba z... masy solnej.  Wystawiłam do sprzedarzy na forach  Canberyjskich.  Kupca brak, ale dyskusja pod postem była długa i soczysta.  Skywhale działa.

 
Artystka zafascynowana możliwościami alternatywnych historii ewolucji  pisze, że dopiero kiedy zobaczy się go „na żywo” efekt niedowierzania i zdumienia przekształca się w akceptację.  W sobotę rano z otwartą buzią patrzyłam więc na pobudkę wieloryba.  Przez cały czas, kiedy rozprzestrzeniał się do granic, żeby  w końcu unieść się na kilka metrów nad ziemię, stałam osłupiała. Po chwili z głośników zaczęła grać muzyka country i poczułam smażone jajka z bekonem  z namiotu obok . Zmysły opamietały się. Początek kolejnego normalnego dnia. 

Tekst  i zdjęcia: Edyta Bieniek
Podróż do źródła

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja