polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Pochód Marszu Równości, który odbył się wczoraj w Lublinie, przeszedł przez centrum miasta otoczony kordonem policji. Przed policjantami szli przeciwnicy marszu, którzy usiłowali blokować pochód. W stronę uczestników parady poleciały m.in. kamienie i petardy. Policja użyła gazu oraz armatki wodnej. W Marszu Równości udział brało ok 1,5 tys. osób. Jego uczestnicy skandowali: "Lublin miastem akceptacji!", "Lublin wolny od faszystów!". * * * AUSTRALIA: Szef rządu Scott Morrison zasugerował, że nowi migranci powinni trafiać do mniejszych stanów, takich jak np. Tasmania. Morrison otrzymał list od lidera opozycji, Willego Shortena, który wzywa go do zawarcia ponadpartyjnego porozumienia w celu uporania się z problemami rosnącej populacji Australii. W sierpniu sięgnęła ona 25 mln, o 33 lata szybciej, niż zakładano. * * * SWIAT: Ulicami stolicy Ukrainy, Kijowa, przeszedł w niedzielę doroczny marsz neobanderowców wychwalających chwały Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Według mediów w marszu uczestniczyło ok. 10 tys. osób. Zorganizowała go nacjonalistyczna partia Swoboda.
EVENTS INFO: Wystawa "KORZENIE" - Victorian Artists Society Art Gallery, 20.10, godz. 19:00 * * * Otwarcie wystawy pt. „Time For Heroes” - Parlament House, Perth, 9.11, godz. 11:00

czwartek, 27 grudnia 2012

I już po

„Po” nie jest nie­orto­gra­ficz­nym skró­tem nazwy par­tii poli­tycz­nej. „Święta, święta i już po świę­tach” – mawiał zawsze mój ojciec 27 grud­nia rano, a ja popra­wia­łem: „Święta, święta i po świę­tach, bez już”. To nale­żało do rodzin­nego rytu­ału i nie mam wąt­pli­wo­ści, że jesz­cze do tego dia­logu wró­cimy. A na razie korzy­stam z moż­li­wo­ści, żeby sobie wes­tchnąć wśród przy­ja­ciół, choć pew­nie wszy­scy to zauwa­żyli i bez mojej pomocy (no, może poza naj­bar­dziej skacowanymi):

Święta, święta i po świętach.

Koniec sen­ty­men­tal­nej por­cji wspo­mnień. Czas przejść do reflek­sji, choć nie wia­domo co gorsze.
Po wigi­lij­nym roz­gar­dia­szu nade­szły te dwa cudow­nie puste dni, kiedy przed czło­wie­kiem roz­po­ściera się bez­miar nie­rób­stwa, a orga­nizm odrzuca wszel­kie infor­ma­cje o zale­gło­ściach, rze­komo cze­ka­ją­cych aż się za nie wezmę. „Pomy­ślę o tym jutro” – jak mawiała Scar­lett O’Hara, a nie była to głu­pia baba, choć może nieco nadpobudliwa.
Posta­no­wi­łem pooglą­dać tele­wi­zję, ale, broń Boże, nie to co pod­czas Świąt leci na wszyst­kich kana­łach i co mógł­bym opo­wie­dzieć bez oglą­da­nia. Tylko filmy. Z całej tele­wi­zji naj­bar­dziej lubię wcią­ga­jące, nie­am­bitne filmy i ame­ry­kań­skie seriale: kry­mi­nalne, naj­chęt­niej żeby część działa się na sali sądo­wej, albo medyczne.
Dla­czego ame­ry­kań­skie, a nie pol­skie? Bo są lep­sze. Wyja­śnię na pro­stym przy­kła­dzie pro­fe­sjo­na­li­zmu, na który skła­dają się: pomysł reży­sera, kasa pro­du­centa i wysi­łek aktorki. Moim ulu­bio­nym seria­lem medycz­nym był „Ostry dyżur”. W jed­nej z wcze­snych serii zagrała kil­ku­od­cin­kowy epi­zod Gosia Dobro­wol­ska, nie­gdyś pol­ska aktorka, od stanu wojen­nego w Austra­lii. Kul­mi­na­cją roli był moment, kiedy grana przez nią postać musi zde­cy­do­wać czy zary­zy­kuje depor­ta­cję, ratu­jąc życie wyma­ga­ją­cego natych­mia­sto­wej ope­ra­cji pacjenta. Chwila dra­ma­tycz­nego namy­słu – naciąga chi­rur­giczne ręka­wiczki – sięga po narzędzia…
W jed­nym z wywia­dów pod­czas wizyty w Pol­sce aktorka opo­wia­dała, jak przy­go­to­wy­wała się do roli: na żąda­nie reży­sera pro­duk­cja opła­ciła jej dwu­ty­go­dniowy staż w chi­ca­gow­skim szpi­talu, gdzie obser­wo­wała chi­rur­gów i pod ich kon­trolą setki razy wkła­dała i ścią­gała latek­sowe ręka­wiczki. Cho­dziło o to, żeby w cza­sie krę­ce­nia sceny zro­biła to wia­ry­god­nie i machi­nal­nie, zaj­mu­jąc się tym co ma do zagra­nia, a nie walką z rekwi­zy­tem. No i scena wypa­dła znakomicie…
Spo­śród pol­skich seriali zain­te­re­so­wał mnie „Komi­sarz Alex”. Nie­stety, już w pierw­szym odcinku i jesz­cze przed czo­łówką poja­wił się kiks mon­ta­żowy, za który stu­dent 1. roku Szkoły Fil­mo­wej wyle­ciałby z uczelni – w dodatku kiks łatwy do usu­nię­cia nawet po całej post­pro­duk­cji. Tylko musiałby go ktoś a) zauwa­żyć, b) chcieć wyciąć. Obej­rza­łem cały odci­nek, ale nie byłem w sta­nie się wcią­gnąć. Widzia­łem „kuch­nię”. Czy udało mi się wyja­śnić, dla­czego oglą­dam ame­ry­kań­skie seriale, a pol­skie omijam?
Mój spo­sób na oglą­da­nie fil­mów w tele­wi­zji jest pro­sty, genialny i chęt­nie się nim podzielę: nigdy nie oglą­dam ich w cza­sie, kiedy są emi­to­wane. Włą­czam tele­wi­zor tylko raz dzien­nie, za to sta­ran­nie stu­diuję pro­gram wszyst­kich kana­łów, do któ­rych mam dostęp i nagry­wam to, co wydaje mi się w sam raz dla mnie. W ten spo­sób: to ja decy­duję kiedy chcę oglą­dać, zawsze mam zapas fil­mów bez wypo­ży­cza­nia i, co naj­waż­niej­sze, mogę prze­la­ty­wać reklamy. Oglą­da­łem sobie więc w cza­sie dwóch roz­le­ni­wio­nych dni pood­kła­dane na zapas filmy, ale zamiast pła­wić się w dolce far niente, powoli wra­ca­łem do rze­czy­wi­sto­ści. Nie tylko poli­tyka wku­rza. Zdolni ludzie potra­fią sko­pać każdą rzecz, do jakiej się wezmą.
Ot, taki ame­ry­kań­ski film „Kazno­dzieja z kara­bi­nem”, nakrę­cony na pod­sta­wie auten­tycz­nych wspo­mnień nie­zwy­kłego czło­wieka. Sam Chil­ders potra­fił nie tylko pod­nieść się z cał­ko­wi­tego upadku, ale stał się spon­so­rem, a potem opie­ku­nem i obrońcą sudań­skich dzieci, nie­ludzko doświad­cza­nych przez wojnę domową. Można mieć pre­ten­sje do nie­któ­rych aspek­tów roboty fil­mo­wej, ale dwa pod­sta­wowe wątki: walka czło­wieka z samym sobą i okrutny los dzieci w Suda­nie, przy świa­do­mo­ści że to wszystko zda­rzyło się naprawdę, uwal­niają duże emocje.. .
A kiedy wpły­wają napisy koń­cowe, obok nich widzimy zdję­cia praw­dzi­wych boha­te­rów opo­wie­ści. To robi ogromne wra­że­nie. I wresz­cie, kiedy napisy dobie­gają końca, ożywa stop-klatka z auten­tycz­nym boha­te­rem filmu, auto­rem opo­wie­ści. Praw­do­po­dob­nie to co powie­dział było jego dewizą i sen­ten­cją filmu. Nie wiem. Nie przetłumaczyli.
A to ozna­cza, że w nikomu w Pol­sce, ani przed­sta­wi­cie­lom dys­try­bu­tora, ani sta­cji tele­wi­zyj­nej która film wyemi­to­wała – nie chciało się obej­rzeć go do końca. Szew­cowi ode­chciało się roboty, zanim zro­bił pode­szwy. Praw­do­po­dob­nie pro­du­cent dołą­czył do kopii listę dia­lo­gową – czyli pierw­szym win­nym był tłu­macz, co jed­nak nie uwal­nia od winy następ­nych odpo­wie­dzial­nych osób. Sprze­dali widzom nie­spraw­dzony pro­dukt, nie wie­dząc czy zamiast Sama Chil­dersa nie ukaże się na zakoń­cze­nie goła dupa, którą zazwy­czaj obej­rzał­bym chęt­niej niż obro­śnięte obli­cze nie­zbyt schlud­nego faceta, ale nie w tym przypadku.
Zamiast poroz­my­ślać o mean­drach wiary i o losie sudań­skich dzieci, zaczą­łem zasta­na­wiać się nad trak­to­wa­niem widzów przez tele­wi­zje. Wszyst­kie tele­wi­zje. Nie wiem, czy tak jest i poza Pol­ską, czy też to kolejna nasza spe­cjal­ność, że ci, któ­rzy zara­biają na mnie duże pie­nią­dze, trak­tują mnie jak ćwoka. Bo rozu­miem, że naj­waż­niejsi są rekla­mo­dawcy, ale rekla­mo­dawcy poja­wiają się dzięki mnie, jeśli jestem widzem danej sta­cji. Poza tym uwa­żam, choć nie jest to pogląd popu­larny, że jeśli coś się robi, to powinno się to robić do końca i to naj­le­piej jak się potrafi.
Przy takim zało­że­niu nale­ża­łoby wycią­gnąć np. wnio­sek, ze osoby odpo­wie­dzialne za emi­sję seriali w TVN nie potra­fią liczyć do dzie­wię­ciu. Po nada­niu ósmej serii kry­mi­nal­nego serialu sta­cja roz­po­częła nada­wa­nie… szó­stej. Po trzech odcin­kach emi­sję wstrzy­mano, po czym roz­po­częto emi­sję tej szó­stej serii od początku i tak sobie ona leci. Praw­do­po­dob­nie bez widzów, któ­rzy, klnąc z ruty­no­wym spo­ko­jem, cze­kają na dziewiątą.
Dys­ku­tu­jąc o tele­wi­zji, naj­czę­ściej bie­rzemy pod uwagę pro­gramy infor­ma­cyjne i publi­cy­styczne, cza­sem roz­rywkę, a wła­ści­wie nigdy nie mówimy o tym, co moloch wypra­wia z dzie­łami fil­mo­wymi. Aż dziw, że nie pro­te­stują naj­bar­dziej pokrzyw­dzeni, czyli auto­rzy zdjęć do filmów.
Każdy kto spę­dził kilka dni na pla­nie fil­mo­wym wie, że naj­wię­cej czasu zabiera eki­pie praca ope­ra­tora, który odpo­wiada rów­nież za świa­tło. To godziny usta­wia­nia lamp i blend, łapa­nie świa­tła natu­ral­nego, dobie­ra­nie fil­trów, a potem próby z kamerą i żmudne usta­la­nie szcze­gó­łów każ­dego kadru. To cza­sem trwa w nie­skoń­czo­ność, ale jeśli ope­ra­tor jest dobry, jego praca może pod­nieść war­tość dzieła o kilka poprze­czek. Dla­tego auto­rzy zdjęć są na spe­cjal­nych pra­wach, nikt ich nie popę­dza, i być może dla­tego nigdy nie sły­sza­łem, żeby jakiś reży­ser zabił ope­ra­tora, który za długo się cackał.
A co robią tele­wi­zje? Wszyst­kie tele­wi­zje, nie tylko nasze? Ano, po pierw­sze w gór­nym rogu kadru walą swoje logo. To zro­zu­miałe, że jest potrzebne ze względu na prawo nadawcy do wyłącz­no­ści, ale moim zda­niem nie musi być wiel­kie i ozdobne. Wagę nie­któ­rych scen pod­kre­śla się pod­jaz­dem do dużego zbli­że­nia aktora czy aktorki. A wtedy na mordę jemu czy jej wpływa wiel­kie koło zębate, albo chmurka, ewen­tu­al­nie może być pro­sia­czek (pro­siaczka na razie nie widzia­łem, ale w każ­dej chwili może się poja­wić). W prze­ciw­le­głym gór­nym rogu mamy ozna­czony limit wieku, a dołem nie­które sta­cje dają reklamy. Czę­sto wła­snych pro­gra­mów, które pokażą w przy­szło­ści. Czyli prze­szka­dzają w oglą­da­niu jed­nego pro­gramu żeby zachę­cić do obej­rze­nia innego. Nie­które sta­cje przy samym zakoń­cze­niu filmu, kiedy wła­śnie mamy dowie­dzieć się czy zła­pią mor­dercę, czy boha­ter prze­żyje ope­ra­cję albo czy ona zgo­dzi się mu wyba­czyć, wrzu­cają w kadr dużą infor­ma­cję o następ­nej pozy­cji pro­gramu. A pomię­dzy tymi wszyst­kimi napi­sami lecą sobie jakieś obrazki (bywa, że nagro­dzone Osca­rem). Nie ocze­kuj, biedny tele­wi­dzu, że film cię wcią­gnie albo wzru­szy. My tu zała­twiamy sobie swoje sprawy, a ty ciesz się, jeśli nie zgu­bi­łeś wątku.
Ile razy widzę taki zabź­dziany obraz (czło­wiek kul­tu­ralny powie­działby w tym momen­cie „prze­pra­szam za kolo­kwia­lizm”, ale nie zamie­rzam prze­pra­szać: jest zabź­dziany i już) – serce mi pęka na myśl o tym, jak ope­ra­tor dopiesz­czał każdy szcze­gół kadru.
Ale w tym psu­ciu fil­mów jest też aspekt naj­groź­niej­szy, aż dziw, że dotąd nie wywo­łał dys­ku­sji – takich jakie wywo­łują reklamy z roze­bra­nymi kobie­tami i ubra­nymi gospoch­nami. Tym aspek­tem jest wraż­li­wość dzie­cia­ków, które powinny z fil­mów pozna­wać te uczu­cia i wzru­sze­nia któ­rych nie miały oka­zji zaznać, powinny uczyć się empa­tii. Ale jeśli w głę­boko wzru­sza­ją­cych momen­tach wska­kuje pro­szek do pra­nia, to, jak sądzę, po kilku takich wal­nię­ciach o zie­mię orga­nizm przyj­muje że uczu­ciami lepiej się nie przej­mo­wać, bo może zabo­leć. Chłod­nieje. Moim zda­niem strata nie jest mniej­sza od tej, którą może spo­wo­do­wać poka­za­nie dzie­cia­kowi gołej kobiety lub butelki piwa.
Na świe­cie auto­rzy fil­mów tele­wi­zyj­nych wyzna­czają spe­cjalne miej­sca na wkle­ja­nie reklam: łatwo zauwa­żyć słu­żące do tego wyciem­nie­nia obrazu. Ale my, dumni Polacy, byle czym się nie przej­mu­jemy. My wrzu­camy bloki rekla­mowe według kodów cza­so­wych, w okre­ślo­nych ustawą odstę­pach czasu, tzn. kiedy tylko upływa wyma­gana prze­rwa mię­dzy rekla­mami. Może koleje w Pol­sce się spóź­niają, może spóź­niają się ludzie oraz insty­tu­cje. Ale przy­naj­mniej w tej jed­nej dzie­dzi­nie jeste­śmy w czo­łówce punk­tu­al­nych naro­dów świata.
Czy sprawa jest bez­na­dziejna? Ależ nie! Zmu­szony do prze­my­śle­nia tych spraw w cza­sie świą­tecz­nego nie­rób­stwa, wpa­dłem na pomysł który może rady­kal­nie zmie­nić sytu­ację: rekla­mo­dawcy będą pła­cili za to, żeby nie prze­ry­wano fil­mów. Wystar­czy im wytłu­ma­czyć, że kobieta, która z powodu bloku rekla­mo­wego nie popła­kała sobie nad losem boha­te­rów – z opóź­nie­niem kupi nowy tusz do rzęs, dziecko zużyje mniej chu­s­tek do nosa, a pozba­wiony adre­na­liny męż­czy­zna wypije mniej piwa.
Pro­duk­tywne nie­rób­stwo. Oto na czym upły­nęły mi święta.

Cezary Bryka
Studio Opinii

1 komentarz:

  1. To sam jest w Australii. Komercjalne telewizje przescigają się w durnowatym wrzucaniu reklam calkowicie niszcząc odbior filmu. Dlatego takich telewizji już nie ogladam.

    OdpowiedzUsuń

Promocja

Promocja

Promocja