polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński oświadczył podczas niejawnych obrad Sejmu, że Rosja ma gotowy plan ataku na Polskę. Wg niego argumentem przemawiającym za zbliżającą się inwazją są niedawne ataki hakerskie skierowane w stronę czołowych, polskich polityków. Rząd poinformował, że hakerzy przejęli ponad 4 tysiące kont wraz z 70 tys. wiadomości mailowych. * * * AUSTRALIA: W Australii doszło do „wielkiej porażki w zakupie i dostawie” szczepionek przeciw Covid-19 , powiedział czołowy ekspert ds. zdrowiaw Australii - prof. Bill Bowtell z UNSW. Od czasu ogłoszenia, że szczepionka AstraZeneca nie jest już zalecana dla Australijczyków poniżej 60. roku życia , odsetek zaszczepionych spadł. Właśnie w czasie, gdy mamy już niebezpieczny wariant Delta potrzebujemy wzrostu liczby szczepionek - powiedział ekspert. W pełni zaszczepionych jest zaledwie 3 proc. mieszkanców co stanowi jeden z najgorszych wyników na świecie. * * * SWIAT: Podczas sobotniego spotkania z diakonami stałymi diecezji rzymskiej i ich rodzinami papież Franciszek apelował o przezwyciężenie w Kościele „plagi klerykalizmu, która stawia kastę kapłanów ponad ludem Bożym”.
POLONIA INFO: Projekcja filmu "Kongres" wg powieści Stanisława Lema - Klub Polski w Bankstown, 19.06, godz. 18:00
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oscar Kantor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oscar Kantor. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lutego 2012

Oscar Kantor: Zakończenie lata na Górze Kościuszki

Pół roku temu, wspólnie z Pawłem Gospodarczykiem, prezesem „Strzelecki Heritage Inc”, postanowiliśmy zorganizować imprezę na szczycie najwyższej góry w Australii, na Górze Kościuszki, imprezę o nazwie „Zakończenie lata na Górze Kościuszki”.
Bez wsparcia ze strony innych organizacji polonijnych w Australii, wymierzone zadanie wyglądało na nie możliwe. Jednak po paru miesiącach ciężkiej pracy, udało nam się zebrać wokół siebie dużą grupę pomocników i co najważniejsze fundusze potrzebne na organizację tak wielkiej imprezy.
Do współpracy przyłączyły się wielkie firmy, m.in. National Geographic Polska, która obok naszego lokalnego Bumeranga Polskiego została patronem medialnym całej imprezy.
W repertuarze imprezy znalazły się 4 sportowe wydarzenia: wspinaczka trasą Strzeleckiego, 11 kilometrowy bieg na Górę Kościuszki, jazda na rowerze oraz wspólny spacer malowniczą trasą „Main Range Walk”.

Strzelecki Hike

Impreza rozpoczęła się w piątek, 10 lutego, od przejścia szlakiem Edmunda Strzeleckiego.
Prognoza pogody, opady deszczu, niskie temperatury i silnie wiejący wiatr, zmniejszył 15 osobową grupę do 3 najwytrwalszych. W grupie tej znalazł się David Broadfield, Patryk Wasilewski i Oscar Kantor.

Na szlaku Strzeleckiego (od lewej:Patryk Wasilewski, David Broadfield i Oscar Kantor)

Przygoda rozpoczęła się w piątek rano, w Geehi, w małej miejscowości górskiej, która znajduje się 400 km na południowy wschód od Sydney i 80 km od Jindabyne (cywilizowana wioska w Górach Śnieżnych Australii, gdzie są sklepy, stacje paliw, kino oraz regionalny oddział Parku Narodowego Kościuszko).
Geehi znajduje się nieopodal górskiego strumienia Swampy Plain River, który aby kontynuować podróż należy przekroczyć wpław. Nie jest to głęboki strumień, więc nie ma większego problemu aby przedostać się na drugą stronę. Głębokość strumyka nie przekracza 1m.
Po przekroczeniu pierwszej przeszkody, rozpoczęliśmy naszą wyprawę.
Prognoza pogody na nasze szczęście nie sprawdziła się i do wieczora mieliśmy świetną pogodę.
Trasa zaczyna się na wysokości 400m n.p.m. i kończy się na 2228, w książkach i przewodnikach turystycznych odcinek ten nazywany jest najbardziej stromym podejściem w Australii.
Śmiało mogę tu stwierdzić, że to nie jest zwykły „bushwalking” a raczej wspinaczka, ponieważ w wielu miejscach używa się rąk do podciągania na skałach i powalonych przez pożary wielkich drzewach.


Szlak Strzeleckiego


Szlak czy raczej pozostałości po szlaku nazywany jest przez władze lokalne, dziką strefą.
Przez większą część trasa prowadzi dawnym szlakiem „Hannels Spur Track”, który niestety został zaniedbany przez władze lokalne i porósł dużą ilością drzew i krzaków.
Przez co nawigacja w terenie jest dosyć trudna i aby nie zgubić się na dobre, koniecznie należy mieć ze sobą kompas i mapę topograficzną terenu.
Szczerze mówiąc, cieszyłem się, że miałem ze sobą tak małą grupę ludzi w tym roku, bo technicznie nie byłoby możliwe przeprowadzenie większej grupy tą trasą.
Z informacji udzielonych mi przez zaprzyjaźnionego przewodnika górskiego i instruktora narciarskiego, Bruca Eastona, dowiedziałem się, że znakowanie tej trasy i ostatnia przecinka odbyła się  w 2001...
Myślę, że to już chyba najwyższy czas aby Parki Narodowe zajęły się serwisowaniem tej przepięknej trasy, którą 12 marca, 1840 roku, Paweł Edmund Strzelecki wspinał się na najwyższy punkt Australii, na Górę Kościuszki.
Niestety natura też nie pomaga w utrzymaniu tego szlaku w dobrej kondycji. Duże opady deszczu i regularne pożary, zamieniają ten teren w dżunglę nie do przebycia. Nasz klub „Strzelecki Hiking Club” regularnie od 2009 roku „przechadza” się tą trasą i niestety muszę stwierdzić, że z roku na rok trasa jest coraz gorsza, bardziej zarośnięta, jest wręcz w opłakanym stanie.
Mam nadzieję, że nasze próby wywarcia presji na władzach lokalnych, w sprawie wycinki lasu i jak również oznakowaniem szlaku, przyniosą już wkrótce oczekiwane efekty i już niedługo każdy będzie mógł „przejść się” to historyczną trasą.
Pod wieczór w piątek, w pierwszy dzień naszej wyprawy, znaleźliśmy się w miejscu gdzie planowaliśmy nocować, w miejscu gdzie można rozbić namioty i rozpalić ogień. Miejsce to nazywa się „Moires Flat”. Można tam również uzupełnić zbiorniki z wodą. Woda płynąca w górskim
strumieniu „Kosciuszko Creek” jest zdatna do picia bez przegotowania.



Rozbicie namiotów było pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy na polance „Moires Flat”. Doskonale wiedzieliśmy, że nadchodzi wielka burza z gradem i tak też się stało po dosłownie paru minutach od rozbicia naszego pierwszego obozu.

Przez to posunięcie, które było z logicznego punktu widzenia priorytetowym, niestety nie zdążyliśmy nazbierać suchego drewna na ognisko... i tu właśnie zaczęła się nasza prawdziwa przygoda, która trwała do niedzieli.

Pierwszy obóz

Po paru godzinach deszcz przestał padać, jednak pojawił się kolejny problem. Przymrozek...
Temperatura spadła gwałtownie do 0 st.C. Nie było innego wyjścia jak tyko rozpalić ogień, ale jak? Kiedy wszystko było zamoczone, zapałki, zapalniczki i przede wszystkim drewno.
Na pomoc przyszedł nam nóż „survivalowy” reklamowany przez znanego poszukiwacza przygód – Bear Grylls. Nóż ten ma w sobie zainstalowaną nowoczesną rozpałkę, która działa nawet w deszczu. System jest bardzo prosty, a mianowicie aby uzyskać iskrę wystarczy potrzeć specjalny materiał „Ferrocerium” -  (mieszanka wielu metali: Żelazo:19%, Cer:38%, Lantan:22%, Neodymowy:4%, Prazeodym:4%, Magnez: 4%) o stal.
Przez potarcie o stal czyli ostrze noża, możemy wywołać iskry o temperaturze 1650 st. C, co w zupełności wystarcza aby rozpalić ogień. Aby jednak iskra zajęła się ogniem potrzeba mieć coś suchego na rozpałkę... Na szczęście zabrałem ze sobą watę, która świetnie się pali i co najważniejsze jest lekka jak piórko i zbytnio nie dodaje dodatkowej wagi do i tak już bardzo ciężkich plecaków.
15 kilogramów, to maksymalny limit ciężaru plecaka na tego typu wycieczki, my jednak postanowiliśmy zmniejszyć to do 10 kg, co nie było łatwe. Każdy z nas musiał mieć przy sobie 3 litry wody, namiot, śpiwór, trochę jedzenia i parę podstawowych rzeczy potrzebnych do przeżycia w lesie. Stwierdziliśmy, że aby udało się wszystko spakować do 10 kg, jedynym wyjściem było zabrać jak najmniej jedzenia. Bez jedzenia człowiek może przeżyć nawet kilkanaście dni ale bez wody tylko parę. Więc naszym priorytetem była woda, natomiast „prawdziwe jedzenie” zastąpiliśmy energetycznymi batonikami, żółtym serem, orzeszkami ziemnymi, pestkami dyni, suchą kiełbasą oraz dietą aborygeńską tzw. „bush tucker”. Dieta ta opiera się na owocach, które rosną w lesie, dzikie pomidory, papperberry-odmiana jagód, czernice, dziki górski pieprz, „Blue Flax Lily” (niebieskie jagody) oraz „Bogong Moth” - w wolnym tłumaczeniu - ćmy, które zalegają jaskinie w wyższych partiach gór.

„Bogong Moth”

Owe ćmy, nie wyglądają zbyt apetycznie i nie każdy ma ochotę je spróbować, ale jak się je odpowiednio przyrządzi to uwierzcie mi, że smakują jak masło orzechowe.
„Bogong Moth” przez tysiące lat były konsumowane przez Aborygenów, którzy regularnie odwiedzali Góry Śnieżne Australii. Aborygeni przemierzali setki kilometrów, większość z nich przybywała z odległych i gorących terenów północnego Queensland, aby się ochłodzić i najeść do syta owymi ćmami, które są świetnym surowcem protein i kalorii.
Ciekawostką jest to, że owe ćmy, pokonują tysiące kilometrów, aby dolecieć do jaskiń w Górach Śnieżnych. Są dalekodystansowcami, co rzadko się zdarza w świecie owadów.
Przez wielotysięczne migracje, ćmy nieraz już zakłóciły rożnego rodzaju koncerty czy imprezy np. Australia Open, wielkoszlemowy turniej tenisa ziemnego, wielokroć nie oszczędziły też Parlamentu australijskiego w Kanberze, który stoi dokładnie na ich drodze lotu.
Do dzisiaj nie jest pewne dlaczego „Bogong Moth” przemieszczają się w tak odległe Góry Śnieżne.
Wracając do naszej wyprawy, po około półgodzinnych próbach udało nam się rozpalić ogień, mogliśmy zagotować wodę na herbatę, osuszyć się i co najważniejsze ogrzać przy ogniu.
W sobotę, był plan aby wyruszyć bardzo wcześnie, jednak deszcz po raz kolejny pokrzyżował nam nasze plany. Niestety musieliśmy poczekać do 10-tej, kiedy to przestało padać.
Teren stawał się coraz trudniejszy i trudniejszy. Ostatnie pożary lasu, pomogły w szybszym rozwoju drzew i krzewów (popiół po spalonych drzewach jest świetnym naturalnym nawozem, więc krzaki i zarośla rosną jak grzyby po deszczu).
Z moich obserwacji, mogę stwierdzić, że chaszcze są wyższe o ponad 1 metr w porównaniu z rokiem 2011.

 3 metrowe chaszcze, na dodatek mokre od deszczu, nie przypadły nam zbytnio do gustu... 
Już po godzinie wspinaczki, okazało się, że z północy nadchodzi kolejna burza i kieruje się dokładnie w naszą stronę, na południowy zachód.
Mieliśmy dwa wyjścia, jedno to rozbić obóz gdzieś w krzakach na 60 procentowej pochylni albo po prostu uciekać przed deszczem.
Wybraliśmy to drugie rozwiązanie, zaczęliśmy się kierować na południowy zachód, w innym  kierunku niż nasz cel – Góra Kościuszki.

Przez zmianę kierunku naszej wyprawy, wiedzieliśmy, że nasza wyprawa może się opóźnić nawet do paru godzin. Jak się okazało później, ucieczka przed deszczem opłaciła się. A spóźnienie było minimalne, spóźniliśmy się na metę tylko jedną godzinę, co przy 2.5 dniowej wyprawie jest niczym. Piszę spóźnienie, ponieważ nasza wyprawa była częścią „Zakończenia lata na Górze Kościuszki” imprezy zorganizowanej wspólnie z organizacja „Strzelecki Heritage Inc” i na mecie mieliśmy się zameldować w granicach godziny 10 rano aby powitać innych uczestników imprezy.


Drugi obóz, David i Oscar w jaskini

Tymczasowy dach w jaskini













Kolejną noc spędziliśmy tym razem w... jaskini... nieopodal „Byatts Camp”, jakieś 200 metrów od oryginalnego szlaku „Hannels Spur Track”. Jaskinia była na tyle duża, że pomieściła naszą grupę wraz z plecakami. Jedynym problemem była szczelina w „dachu”, którą musieliśmy w jakiś sposób zakryć aby do środka nie dostał się potencjalny deszcz. Wykorzystaliśmy starą metodę Aborygenów, kamienie, liście i mech.

Jaskinia miała dwa wejścia, czyli była perfekcyjnym kominem, więc bez obaw mogliśmy rozpalić w niej ognisko, na którym przysmażyliśmy sobie ostatnie porcje polskiej kiełbaski.
  
Patryk  pilnuje ognia w jaskini

Ognisko posłużyło nam również do gotowania wody na inne posiłki czy napoje.
Nie zabrakło śpiewu i opowieści o Górach Śnieżnych. Jeden z uczestników wyprawy, Australijczyk, David Broadfield okazał się świetnym piosenkarzem, który co raz serwował nam australijskie piosenki i przeboje, m.in. "Waltzing Matilda" (nieoficjalny hymn Australijski) czy „Beds Are Burning” (hit lat 80-tych Midnight Oil).

Widok z jaskini


W trzeci dzień naszej wyprawy, postanowiliśmy wyruszyć bardzo wcześnie, już o godzinie siódmej byliśmy w dalszej drodze na Górę Kościuszki.
„Linia lasu” w Górach Śnieżnych kończy się na wysokości 1800 m n.p.m., co w dużym stopniu ułatwia dalszą wędrówkę, więc dalsza podróż była już dla nas przyjemnością.

 
Coraz bliżej do celu,
w tle Góra Kościuszki





Aby podążać dokładnie jak Edmund Strzelecki, nie ominęliśmy również drugiego co do wysokości szczytu w Australii – Mt Townsend (2209 m n.p.m.) To właśnie z tego wierzchołka Strzelecki stwierdził, że jeszcze nie odkrył najwyższego szczytu Australii i udał się w kierunku Góry Kościuszki, którą później nazwał na cześć bojownika o wolność i suwerenność, bohatera narodowego – Tadeusza Kościuszki.

Spotkanie na "dachu Australii"

Przepiękne widoki, roztaczające się wokół nas, dodawały nam otuchy i po paru godzinach wolnego marszu znaleźliśmy się na szczycie „dachu Australii”, gdzie powitał nas Konsul Generalny RP w Sydney – Daniel Gromann, wraz z przedstawicielem Rady Naczelnej Polonii w Australii i Nowej Zelandii – Włodzimierzem Wnukiem.
Na szczycie Kościuszki, spotkali się również inni uczestnicy imprezy „Zakończenia lata na Górze Kościuszki”, biegacze Kosciuszko Run, rowerzyści oraz piechurzy, którzy „podchodzili” górę z dwóch stron, jedna grupa z Charlotte Pass, natomiast druga z Thredbo.
Kiedy wszyscy spotkali się na szczycie, Paulina Caine, znana australijska piosenkarka, polskiego pochodzenia, odśpiewała hymn Australii i Polski.



Do całości akompaniowała nam gitara, „przyciągnięta” na górę przez „Koło miłośników wycieczek”, którego założycielem jest Darek Plust i bez którego nie byłoby tak wesoło i tak skocznie podczas całej imprezy.
Po blisko godzinnym wspólnym śpiewie, wszyscy razem udali się do Jindabyne, gdzie Paulina Caine wraz z Sylwestrem Gładeckim przygotowali muzyczny koncert i gdzie zostały również rozdane nagrody i medale dla zwycięzców trzeciego już z rzędu biegu na Kościuszkę – Kosciuszko Run.

Zwycięzcy biegu:  Hannah Flannery i  Paul Flannery; medale Kosciuszko Run 2012 oraz organizatorzy Zakończenia lata na Górze Kościuszki wraz z Pauliną Caine.

Podziękowanie

Na koniec chciałbym w imieniu organizatorów „Zakończenia lata na Górze Kościuszki 2012”, podziękować wszystkim, którzy zaszczycili nas swoją obecnością na szczycie, wszystkim tym, którzy pomagali nam przy organizacji tej imprezy i którzy przyczynili się do tego wielkiego sukcesu jakim była ta impreza.

Dziękuję i do zobaczenia za rok.

Pełna lista osób i firm zaangażowanych w imprezę znajduje się na naszej stronie internetowej www.strzeleckiclub.com/endofsummer

Oscar Kantor
zdjęcia:David Broadfield,Oscar Kantor i Chris Bajkowski

 


wtorek, 25 października 2011

Historia Szkół Polskich w Wiktorii - film Oscara Kantora

 Sydnejski filmowiec, Oscar Kantor zrobił nowy film dokumentalny. Tym razem o historii polskich szkół w Wiktorii. Pierwsze szkoły polskie w tym stanie, które przetrwały do dzisiaj powstały  w latach pięćdziesiątych w  St. Albans, Dandenong, Glenroy i Melbourne.

W Kronice Federacji Polskich Organizacji w Wiktorii z lat  1962-1992 czytamy:
"Ważnym odcinkiem działalności federacji było szkolnictwo polskie w Wiktorii. Pracę szkół koordynował referent szkolny Tomasz Ostrowski. Istniało wówczas 10 szkół sobotnich prowadzonych przez organizacje zrzeszone w Federacji. Skupiały one w 1964 roku około 480 dzieci i 25 nauczycieli. Referat sprowadzał dla szkól pomoce naukowe, organizował konferencje nauczycielskie, ustalał programy nauczania i uczestniczył w pracach Komisji Oświatowej Polonii Australijskiej. Referat Szkolny wydawał okólniki - komunikaty i publikował artykuły propagujące szkolnictwo polskie w Australii. Rozpowszechniał poradnik pedagogiczny "Wychowanie Ojczyste" wydawany przez Polską Macierz Szkolna i pisemko "Dziatwa".


poniedziałek, 14 lutego 2011

Biegacze z Canberry zdominowali tegoroczny Kościuszko Run

Start Kosciuszko Run  w Charlotte Pass


Już drugi raz z rzędu odbył się w minioną sobotę Kosciuszko Run, czyli bieg górski (11km) na najwyższy szczyt w Australii, na Górę Kościuszki(2228m n.p.m).
Zawodnicy wystartowali  rano  z Charlotte Pass(1740m n.p.m.) w słonecznej aurze i przez większą część biegu pogoda utrzymywała się w miarę dobrze, na poziomie zachmurzonym z delikatnym wiatrem, jednak na wysokości 2030m n.p.m., jak to często bywa w górach, zmieniła się raptownie w zamgloną zawieruchę, która towarzyszyła biegaczom już do końca biegu.

W kategorii mężczyzn zwyciężył Rob Walter, były mistrz Australii w biegach na orientację, a w kategorii kobiet wygrała Shannon Jones.
Zwyciężczyni z przed roku Hannah Flannery zajęła drugie miejsce.

Rob Walter(1miejsce w kat.mężczyzn) i Stephanie Eriksson(reporterka)

Shannon Jones(1 miejsce w kat. kobiet)


Rozdanie medali-od prawej-Daniel Gromann (konsul RP),Rob Walter, David Deany, David Osmond, Pawel Gospodarczyk (organizator biegu)

Po zakończeniu biegu, w domowej i przytulnej atmosferze, w górskim schronisku, o bardzo skromnych warunkach, zwycięzcom medale wręczył Konsul Generalny Daniel Gromann. Oprócz drobnych upominków w postaci książek, płyt DVD i biletów na koncert Mezo (Polski Klub w Ashfield 26 Luty, godz.19) najlepsi otrzymali również skromne czeki o wartościach $400(I), $200(II) i $100(III).

Bieg był częścią „Kozzie Fest”, imprezy, która odbywa się co roku w Górach Śnieżnych i organizowana jest przez „Fundację Kulturalną Pulsu Polonii”
Głównymi sponsorami biegu byli:  „Strzelecki Heritage Inc.”, „Snowy Mountains National Parks and Wildlife Service”  i  „NPWS Visitors Centre” w Jindabyne.
Całość imprezy została sfilmowana przez firmę Oski Pictures dla Australijskiej telewizji FoxSports.


Na koniec należy jeszcze wspomnieć, że cała impreza wisiała na włosku, ponieważ przez ostatnie dwa dni, padał mocny deszcz i obawiano się, czy aby dla bezpieczeństwa zawodników, nie odwołać biegu...
Całe szczęście deszcz przestał padać z samego rana w dzień zawodów i Kosciuszko Run rozpoczął się bez opóźnienia o godzinie 8:30.
Nie odbyło się bez drobnych wpadek organizatorów i paru niedociągnięć... jednak patrząc obiektywnie, jakiekolwiek błędy były, zostały przyćmione duchem walki i sportu oraz świetną zabawą.
Moja ogólna ocena imprezy – 6/10.

 Oscar Kantor
Zdjęcia: Mark Kamma, John Harding, John Kennedy


*Przy okazji chciałbym podziękować mojej ekipie filmowej za świetnie wykonaną pracę podczas imprezy. Ekipa w składzie:
STEPHANIE ERIKSSON, KASIA STELMACH, NATALIA STRZELECKI, MARK KAMMA, DAVID BROADFIELD, KRISTOPHER KAMMA I LUKASZ KARPNISKI.
Również duże podziękowania dla Fundacji Pulsu Polonii, która była głównym sponsorem naszej ekipy.


Mt. Kościuszko we mgle
Kosciuszko Run na Mt. Kosciuszko



Oto oficjalne wyniki biegu (wg Australian Mountain Running Association)
 
MĘŻCZYŹNI:
                                            WIEK    CZAS                           
1          Rob     Walter              34        50.17
2          David  Osmond          36        52.50
3          David  Deany              29        57.06
4          Tim      Doyle              34        58.57
5          Greg    White              28        58.57
6          Graham Duggan          40        1.05.03
7          James   Knight             24        1.08.19
8          Peter    Mcleod            52        1.09.24
9          Arnulf Riedl               41        1.13.47
10        Scott    Yates               40        1.17.46
11        Robert Mason             45        1.22.53
12        Henryk Klocek            46        1.25.57
13        Jarek    Odwazny        48        1.26.23
14        Geoff  Barker             66        1.27.14
15        Michael Burt               52        1.28.55

KOBIETY:                                           
1          Shannon Jones            31       54.57
2          Hannah Flannery         22       56.56
3          Vanessa  Haverd         33       57.22
4          Louise Sharp                28       58.03
5          Elizabeth Humphries   25       58.30
6          Carla    Zijlstra              41       1.09.09
7          Susan   Jury                  40       1.23.09
8          Katarzyna  Ostrowska 27       1.23.16
9          Kasia   Swaczynski     46       1.33.13

Pamiątkowe medale Kościuszko Run 2011


niedziela, 16 stycznia 2011

Z kamerą wśród australijskich krokodyli

W położonym 90 km na południe od Cairns w Queensland - Johnstone Crocodile Park, slynnym z posiadania największych rozmiarów krokodyli,  Oscar Kantor zagląda kamerą w ich paszcze.
Oto pierwsza częśc cyklu reportaży filmowych "Around Australia" produkcji Oski Pictures.

niedziela, 26 grudnia 2010

Filmowa relacja z Polish Christmas Festival

Oscar Kantor przesłał swoją relację filmową z tegorocznego Polish Christmas Festival na Darling Harbour z zapowiedzią organizatorów, że nastepna edycja tego festiwalu odbędzie się za rok,  4 grudnia.




Bumerang Polski był sponsorem medialnym Polish Christmas Festival 2010.
Zobacz nasze ralacje fotograficzne: Polish Christmas Festival

Promocja

Promocja

Promocja