polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Prezydent USA Donald Trump poinformował, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5000 żołnierzy. Decyzję powiązał z relacjami z prezydentem Karolem Nawrockim. Sprawa relacji z USA wywołała ogromną burzę polityczną w kraju; premier Donald Tusk oficjalnie zareagował na ruch amerykańskiego prezydenta, dziękując publicznie Karolowi Nawrockiemu za skuteczność w negocjacjach. Polska jest jedynym krajem europejskim, w którym większość społeczeństwa opowiada się za obecnością amerykańskich baz wojskowych na swoim terytorium. * * * AUSTRALIA: Australia zmaga się z najpoważniejszą od dekad epidemią błonicy (dyfterytu). Minister zdrowia Mark Butler wyraził głębokie zaniepokojenie rozprzestrzenianiem się tej infekcji bakteryjnej. Ognisko choroby, które wybuchło na Terytorium Północnym, przekroczyło już granice stanowe i dotarło do Australii Zachodniej, Queensland oraz Australii Południowej. Odnotowano już około 230 przypadków i jeden zgon. Rząd przeznacza 7 milionów dolarów na przyspieszenie szczepień i wsparcie personelu medycznego. * * * SWIAT: Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko oświadczył, że jego kraj może przystąpić do wojny przeciwko Ukrainie w przypadku, gdyby doszło do „agresji” wobec jego kraju. Wyraził również gotowość do spotkania się z Wołodymyrem Zełenskim w celu omówienia problemów i perspektyw stosunków dwustronnych. Jednocześnie Białoruś wraz z Rosją prowadzi największe od ponad 30 lat ćwiczenia nuklearne.
POLONIA INFO: Kabaret Vis-a-Vis - Koktail Retro - Sala JP2 w Marayong, 14.06, godz. 12:30; Klub Polski w Bankstown, 21.06, godz. 15:00

poniedziałek, 30 maja 2022

Mateusz Piskorski: Polska. Zmierzch myślenia

Brama kampusu głównego Uniwersytetu Warszawskiego.
Fot. Minimus/Public domain
 Cenzura w polskich mediach, zorganizowane nagonki na wszystkich tych, którzy niewystarczająco entuzjastycznie popierają władze w Kijowie, to rzecz, do której zaczynamy powoli przywykać. Wydawało się jednak, że – jak to bywało w czasach minionych – ostoją obiektywizmu i oderwanej od politycznego dyktatu poprawności myśli pozostanie świat akademicki.

Tymczasem ostatnie tygodnie pokazują, że polskie uczelnie mają być w całym układzie elementem nie naukowym, lecz propagandowym.
Ducha nowych czasów doświadczają na własnej skórze kolejni wykładowcy, uczeni, analitycy. W polskiej nauce – brzmi to absurdalnie – zaczął obowiązywać całkowity zakaz myślenia.

Intelektualista, który nie może się bronić

Na jednym z profili internetowych troglodytów w mediach społecznościowych znaleźliśmy wpis o zmarłym w 2020 najwybitniejszym polskim historyku idei, humaniście, który znany był nie tylko w naszym kraju, ale przede wszystkim w świecie anglosaskim, autorze klasycznych opracowań na temat m.in. marksizmu i Rosji, prof. Andrzeju Walickim. „Kochał Rosję miłością, o której Korwin, Olszański czy Piskorski mogliby być zazdrośni. To był międzynarodowy wykładowca akademicki, który wychował całą rzeszę, a właściwie komsomoł studentów. Ilu takich rzucono na zgniły Zachód?” – pisze o profesorze jeden z owych troglodytów.
Prof. Walickiego niestety nie ma już wśród nas. Nie może się więc bronić w żaden sposób. Broni się za to z powodzeniem jego dorobek naukowy, uznawany w całym świecie akademickim za szczytowe osiągnięcie polskiej humanistyki. Czasem pojawia się przygnębiająca myśl, że może dobrze, iż Profesor nie jest świadkiem obecnej degradacji intelektualnej i prymitywizacji, schamienia polskiej debaty publicznej.

Uniwersytety na froncie walki ideologicznej

Przez ostatnie tygodnie kolejne polskie uczelnie wyższe zajmują się przede wszystkim sprawą w najmniejszym stopniu od nich niezależną: konfliktem na Ukrainie. Owszem, mogą włączyć się aktywnie w pomoc ukraińskim studentom. Mogą też i nawet powinny przyjmować więcej studentów z Ukrainy; każdy Ukrainiec podejmujący studia w naszym kraju to szansa na skrócenie zbrojnej fazy konfliktu. A dla młodych ludzi z tego kraju to szansa na przeżycie i uniknięcie smutnego losu mięsa armatniego służącego celom geopolitycznym Anglosasów. Jest też wiele innych możliwości faktycznego wsparcia ukraińskiego świata akademickiego. Bez wchodzenia w politykę, bez ideologizowania obszaru, który powinien pozostawać strefą wolności od wszelkiej polityki.
Tymczasem polskie uczelnie zwołują posiedzenia swoich senatów i innych władz (uczelnianych i wydziałowych), które podejmują ewidentnie emocjonalne uchwały w sprawie poparcia jednej ze stron toczącego się konfliktu. Zakazują oficjalnie, przyjmując stosowne dokumenty, prowadzenia badań naukowych na tematy w jakikolwiek sposób przeczące oficjalnej ideologii Warszawy lub mogące narazić na szwank wyidealizowany, sielankowy wizerunek relacji polsko-ukraińskich.
Wykreślają z programów nauczania wszystko, co ma jakikolwiek związek z rosyjską kulturą, myślą i humanistyką. Demonstracyjnie zakazują publikacji dorobku rosyjskich uczonych i rezygnują ze standardowej w świecie nauki współpracy międzynarodowej z partnerami rosyjskimi, z którymi łączyły je wieloletnie więzy.

Polowania z nagonką

Prof. Anna Raźny, prof. Włodzimierz Osadczy, prof. Bogusław Paź, prof. Andrzej Zapałowski, dr Lucyna Kulińska. To tylko niektóre nazwiska polskich uczonych, którzy padli ofiarą zakrojonych na szeroką skalę medialno-politycznych nagonek w ostatnich tygodniach. Dlaczego?
Bo ośmielili się niewystarczająco gorliwie wspierać stanowisko establishmentu. I wcale nie chodzi o to, że poszli jakoś szczególnie pod prąd. Droga pod prąd była w Polsce karana rozmaitymi represjami od wielu lat. Oni zaś jedynie nie wyrazili entuzjazmu dla stanowiska i oceny, narracji opartej na bezkrytycznej wierze w fałsz, dezinformację jednej ze stron toczącego się konfliktu.
Nie ma większego znaczenia ocena całokształtu ich dorobku i postaw w życiu publicznym. Ma znaczenie to, że dziś do nagonek na polskich uczonych z przyczyn czysto politycznych nawołują czołowe polskie media, która jeszcze nie dawno wynosiły na piedestał górnolotne hasła o wolności słowa i tolerancji. Chodzi o wykluczenie z przestrzeni publicznej jakiejkolwiek dyskusji, wymiany argumentów, krytycyzmu. Dziś dotyczy to sytuacji na Ukrainie. Ale pamiętajmy, że jednorazowe zawężenie przestrzeni wolności słowa i dociekań naukowych pozostanie z nami na dłużej. Jeśli pozwolimy na nie dziś, nie pozbędziemy się go już tak łatwo, również w przyszłych sporach na inne tematy, które przecież z pewnością się pojawią.

Mateusz Piskorski
Sputnik Polska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy