polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Raport NIK oceniający organizowane przez PiS wybory kopertowe okazał się ogromnym ciosem dla Mateusza Morawieckiego. Prezez NIK Marian Banaś jasno stwierdził, że szef rządu złamał prawo. W obozie PiS zapanował chaos, a premierowi grozi Trybunał Stanu. Z przeprowadzonego śledztwa wynika, że kopertowe wybory widmo zostały zorganizowane bezprawnie. * * * AUSTRALIA: Wojna na słowa toczy się między grupami branży turystycznej a rządem federalnym w sprawie ponownego otwarcia międzynarodowej granicy Australii. Prognozuje się, że międzynarodowe zamknięcie granic będzie kosztować Australię co najmniej 17 miliardów dolarów z powodu nieudanego programu szczepień. Koszt dla gospodarki poniesiony przez izolację Australii od reszty świata, według nowego modelu przeprowadzonego przez McKell Institute, wynosi 203 milionów dolarów dziennie. * * * SWIAT: Konflikt na Bliskim Wschodzie przybiera na sile, a liczba ofiar stale rośnie. Po poniedziałkowym ostrzale rakietowym we wtorek siły izraelskie odpowiedziały nalotami na pozycje Hamasu. Ponad 1000 rakiet zostało wystrzelonych od poniedziałku ze Strefy Gazy w kierunku Izraela, z czego 850 przechwyciła tarcza antyrakietowa lub spadło na Izrael, a 200 spadło po stronie palestyńskiej.
POLONIA INFO: „Barwy z palety naszego życia”: Występ Kabaretu Vis-a-Vis - Klub Polski w Bankstown, 25.04, godz. 15:00; Sala JP2 przy Kościele Polskim w Marayong, 6.06, godz. 12:30 * * * Teatr Prób Miniatura: Program słowno-muzyczny pt. „Grunt to rodzinka” - Klub Polski w Albion, 1.05, godz. 16:00; Klub Polski Syrena w Rowville, 16.05, godz. 18:00.

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Transatlantyckie rozstaje

 Niestety, pomimo wesołości, jaką mogą wywoływać współczesne Stany Zjednoczone, są one dzisiaj tak naprawdę problemem dla świata, a kto wie, czy nie zagrożeniem. Nie tylko dlatego, że amerykańska demokracja jest w stanie wygenerować kolejnego ekscentrycznego, gotowego na wszystko prezydenta, ale przede wszystkim dlatego, że nie wiadomo, czym są tak naprawdę dzisiejsze Stany Zjednoczone i jak będą się pozycjonować w najbliższej przyszłości.

A jest to kluczowa sprawa, bo wciąż mamy do czynienia z wiodącym mocarstwem światowym, które długo jeszcze nim będzie, wbrew licznym sugestiom, że za chwilę palmę pierwszeństwa dzierżyć będą Chiny. Amerykańska mocarstwowość, to nie tylko imponujący potencjał militarny i najnowocześniejsza technika, pozwalające Stanom Zjednoczonym operować w każdym punkcie globu, ale także wciąż pulsujące światowe centrum nauki i innowacji, choć mocno podgryzane w tym obszarze przez azjatycką konkurencję.


Ostatnie wydarzenia na Kapitolu niewątpliwie zachwieją wizerunkiem USA. Obrazy niczym z bananowych parlamentów jakie mogliśmy oglądać, trwale zapiszą się w historii świata. Historii, dodajmy, w której jedną z czołowych ról – przynajmniej w jej nowożytnej odsłonie – pełnią właśnie Stany Zjednoczone, uchodzące za przysłowiowy „metr z Sevres” światowej demokracji. W tym kontekście Ameryka, taka jaką znaliśmy i za jaką uchodziła, właśnie się skończyła.

Tąpnięcie wizerunkowe Stanów Zjednoczonych, a właściwie ich kompromitacja, odebrało im praktycznie mandat do ustalania i implementowania standardów demokratycznych w przestrzeni międzynarodowej. Od dzisiaj każde państwo, będące na bakier z demokracją, skakać będzie na USA niczym koza na pochyłe drzewo. Nikt nie będzie zważał na opinie, że nic takiego się nie stało, bo amerykańska demokracja przecież się obroniła i że tak naprawdę mieliśmy jedynie do czynienia z „incydentem” wywołanym przez niepogodzonego z porażką prezydenta.

W dobie polityki medialnej opartej na sterowanej kakofonii informacyjnej, krótkotrwały „para-Majdan” na Kapitolu, będzie żyć własnym życiem. Analizowany będzie przez dziesięciolecia, jako koronawirus, który przeniknął przez system immunologiczny amerykańskiej demokracji. Będzie też poręcznym obuchem, którym tłuc będą w Stany Zjednoczone wszyscy dyktatorzy i dyktatorkowie, wskazując nie bez racji, że zanim zacznie się komuś meblować ustrój, trzeba go najpierw poprawić u siebie.

I na koniec mała uwaga dotycząca Polski. Groteskowy koniec prezydentury Donalda Trumpa w wymowny sposób kończy polsko-amerykańskie „partnership in leadership” w wydaniu prezydenta Andrzeja Dudy. Protrumpowskie zauroczenie, bezalternatywny, głęboko podległy, by nie rzec poddańczy stosunek pałacu prezydenckiego w relacjach z administracją odchodzącego w niesławie prezydenta, obnażył miałkość i nicość takiej polityki, po której, poza niesmakiem, niewiele pozostanie.

Już za chwilę nowy prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden pokaże Andrzejowi Dudzie jego miejsce w szeregu. Bardzo szybko zdemontuje buńczuczny w swojej nazwie „Fort Trump”, resetując przy okazji wyobrażenia polskiego prezydenta o roli jaką pełni on w relacjach transatlantyckich. Reset dotknie także koncepcji tzw. „Trójmorza”, która poza Polską, Węgrami i częścią nawiedzonego republikańskiego establishmentu nie wzbudza w nikim zachwytu.

Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że Stany Zjednoczone zmniejszą swoje zaangażowanie w Polsce. W żadnym wypadku. Polska dla administracji amerykańskiej, to kraj niezwykle przyjazny i uczynny. To kraj awanturniczy na odcinku wschodnim, a ten w optyce amerykańskiej nie ulegnie przecież zmianie. Nadal więc będziemy amerykańską forpocztą lub jak kto woli jaczejką, oddelegowaną do „kłapania” w sprawach ukraińskich i białoruskich oraz wygrażającego pięścią Rosji.

Nigdzie indziej na starym kontynencie Stany Zjednoczone nie znajdą tak posłusznego sojusznika, który z takim wyczuciem, a właściwie uczuciem, byłby zestrojony z kierunkami polityki amerykańskiej w tej części Europy.

Niestety, kiedy Andrzej Duda wydusi w końcu z siebie formułę „umarł król, niech żyje król”, zrywając pępowinę łączącą go z Donaldem Trumpem, przyjdzie Polsce zapłacić wysoki domiar za utrzymanie amerykańskiej obecności wojskowej oraz kontynuowanie reorientacji surowcowo-energetycznej, które są głównymi koordynatami naszej polityki transatlantyckiej. By uniknąć kłopotów dodatkowy trybut zostanie przez nas skwapliwie zapłacony do ostatniego dolara.

Ale nie przejmujmy się, możemy przecież za św. Pawłem, lekko parafrazując jego słowa, zawołać: „Si USA pro nobis, quis contra nos”! Czyż nie genialnie opisują one naszą politykę transatlantycką?

Maciej Eckardt
Myśl Polska, nr 3-4 (17-24.01.2021)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja