polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Jedynie 51 tys. osób spośród ponad 5,5 mln zaszczepionych wykazało pozytywny wynik testu na COVID-19 – poinformował minister zdrowia Adam Niedzielski. To 0,9 proc. zaszczepionych – podkreślił. Jak wynika z raportu szczepień opublikowanego na oficjalnej stronie internetowej rządu, do tej pory w kraju zostało wykonanych 7 635 264 szczepień. Pierwszą dawkę otrzymało 5 529 714 osób, a drugą – 2 105 550 Polaków. * * * AUSTRALIA: Rząd dokonał radykalnej zmiany we wdrożeniu szczepionki AstraZeneca po wielu śmiertelnych zakrzepach krwi w Europie. Premier Scott Morrison oglosił, że AstraZeneca może być podawana tylko osobom powyżej 50. roku życia w Australii. Młodsi będą szczepieni preparatem firmy Pfizer. * * * SWIAT: Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden poinformował, że do 1 maja zacznie się proces wycofywania amerykańskich wojsk z Afganistanu, który potrwa kilka miesięcy. O wyprowadzeniu z tego kraju oddziałów innych państw szefowie Ministerstw Obrony NATO porozumieli się na naradzie w środę wieczorem.
POLONIA INFO: „Barwy z palety naszego życia”: Występ Kabaretu Vis-a-Vis - Klub Polski w Bankstown, 25.04, godz. 15:00; Sala JP2 przy Kościele Polskim w Marayong, 6.06, godz. 12:30

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Wybory prezydenckie 2020: Duda i Trzaskowski w II turze

W niedzielnych wyborach na prezydenta Polski żaden z kandydatów nie zdobył 50 procent głosów wyborców. Oznacza to , że za dwa tygodnie odbędzie się druga tura. Batalię o najwyższy urząd w państwie rozegrają między sobą dwaj najmocniejsi kandydaci, którzy w niedzielę zdobyli najwięcej głosów: obecnie urzędujący prezydent Andrzej Duda i obecny prezydent Warszawy - Rafał Trzaskowski. 

Państwowa Komisja Wyborcza podała dziś dane z 99,78 proc. obwodów głosowania. Andrzej Duda uzyskał 43,67 proc. głosów, a Rafał Trzaskowski 30,34 proc. Trzeci jest Szymon Hołownia z 13,85 proc. poparcia. Frekwencja wyniosła 64,4 proc i jest najwiekszą w historii III RP. Zob. Częsciowe wyniki głosowania podane przez PKW.



W Australii Polacy oddali swoje głosy w większosci zdecydowanie na Rafała Trzaskowskiego. Jak podaje PKW w dwóch obwodach w Canberze i Sydney oddano 3016 ważnych glosów. Rafal Trzaskowski zdobyl 54,08% (1631) glosów a Andrzej Duda 21,65% (653). W dalszej kolejnosci poparcie Polaków w Australii zdobył Szymon Hołownia - 10,05%, Krzysztof Bosak - 8,39% i Robert Biedroń - 4,05 glosow. Pozostali kandydaci uzyskali poparcie  poniżej 1%.   Zob. szczególowe wyniki Państwowej Komisji Wyborczej - Australia



Wieś za Dudą, miasta za Trzaskowskim

Zgodnie z wynikami Rafał Trzaskowski zdobył najwięcej głosów w trzech zachodnich województwach: lubuskim, pomorskim i zachodniopomorskim. Z kolei Andrzeja Dudę poparło pozostałe 13 województw centralnej i wschodniej Polski.
Z kolei, jeśli chodzi o głosy oddane na wsiach, mniejszych miastach i dużych ośrodkach miejskich, to Andrzej Duda uzyskał najwięcej głosów na wsiach i małych miastach do 50 tys. mieszkańców oraz miastach między 50 a 200 tys. mieszkańców. Na Rafała Trzaskowskiego zagłosowali przede wszystkim mieszkańcy dużych polskich miast, pisze TVP Info.
na podst. PKW, Sputnik Polska 



Komentarz:


Zgodnie z przewidywaniami: przed nami druga tura. Nie jest jednak tak, że wyniki I tury wyborów prezydenckich są bez znaczenia. Nie tylko zresztą dla dwójki bijącej się o stanowisko Prezydenta RP. Poza nimi dwoma, wśród całej reszty znajdują się bowiem wygrani i przegrani.

Przegrali, ale wygrali

Piątka kandydatów niezwiązanych z żadną sejmową siłą polityczną odniosła sukces poprzez sam start. Znaleźli się oni bowiem wśród jedenastu nazwisk, które wymawiane były przez ostatnie tygodnie przez całą Polskę. Co więcej, mogą oni jeszcze raz zabłysnąć, jeśli zdecydują się udzielić poparcia Rafałowi Trzaskowskiemu bądź Andrzejowi Dudzie czy w ogóle przekazać jakiekolwiek instrukcje swoim wyborcom. Stworzyli także swoje pozycje polityczne, którą mogą zdyskontować choćby poprzez akces do którejś z większych partii.
Szymon Hołownia apelował w ostatnich tygodniach do rozsądku Polaków, których przekonywał, że to on ma największe szanse na zwycięstwo w II turze z Andrzejem Dudą, ale chyba zapomniał, że wyborcami przy urnach kierują emocje, a nie kalkulacje. Niemniej jednak, choć „polskiego Zełenskiego” póki co mieć nie będziemy, Hołownia przed następną rundą został właśnie głównym rozgrywającym, a swój dwucyfrowy wynik może przekuć w siłę polityczną. Nie ma on „szczęścia” Pawła Kukiza, który zaraz po wyborach prezydenckich miał te parlamentarne, ale jego wynik pozwala przypuszczać, że posiada potencjał na stworzenie samodzielnej formacji partyjnej.
Jednym z największych „wygranych pośród przegranych” jest chyba jednak kandydat Konfederacji – Krzysztof Bosak. Po pierwsze dlatego, że w niecały rok zwiększył poparcie, którym dysponowało jego polityczne zaplecze. Po drugie dlatego, że zrobił to w bardzo trudnych warunkach polaryzacji wyborców, jako jedyny obchodząc obecnego prezydenta z prawej strony. Skuteczna kampania pozwoliła mu też zdystansować innych kandydatów wystawionych przez parlamentarne formacje, konkretnie Władysława Kosiniaka-Kamysza i Roberta Biedronia. Na dzień dzisiejszy Konfederacja  staje się więc trzecią siłą w polskiej polityce.

Przegrali, a niektórzy nawet poważnie

Choć urzędujący prezydent w liczbach bezwzględnych zwyciężył, to jednak w stosunku do tego czego można było oczekiwać jeszcze kilka miesięcy temu – Andrzej Duda stracił naprawdę wiele. Sondaże nie raz i nie dwa dawały mu spore szanse na zwycięstwo w ogóle już w pierwszej turze, tymczasem mimo sporej mobilizacji i swoistego „pole position” w kampanii wyborczej, poparcie dla Dudy przekroczyło zaledwie 40%. Trochę to przypomina jednak porażkę Bronisława Komorowskiego sprzed 5 lat. Czy efekt będzie podobny, to pokaże czas, ale na ile obecny prezydent jest w stanie przekonać do siebie wyborców konkurencji? Wydaje się, że do 50% może zabraknąć.

Ogromną porażkę poniósł Robert Biedroń, kandydat lewicowej koalicji. Poparcie w granicach błędu statystycznego, w sytuacji gdy jego zaplecze partyjne, w sondażach oscyluje wokół 10% wyniku, to jednak wyraźny znak, że Biedroń nie potrafił przekonać nawet wyborców własnej formacji. A przecież nie było to niemożliwe, co pokazał świetnie przykład Krzysztofa Bosaka. To oznacza, że notowania Biedronia na lewicy spadną do minimum. Paradoksalnie więc, dzięki złamaniu obietnicy i zachowaniu mandatu europosła – w ogóle w polityce pozostanie on jeszcze obecny, przynajmniej przez kilka lat.
Równie nieszczęśliwy powinien być Władysław Kosiniak-Kamysz. Jeszcze dwa miesiące temu, przy kolejnych porażkach sondażowych Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, bywał jednym z kandydatów do drugiej tury, co mogłoby dać potężny zastrzyk siły Polskiemu Stronnictwu Ludowemu. Od niepamiętnych już lat PSL nie miał tak silnych notowań w wyborach prezydenckich. A jednak coś się załamało w kampanii Kosiniaka-Kamysza, zwłaszcza po ogłoszeniu startu Trzaskowskiego. Wynik ostateczny jest, tak jak w przypadku Biedrona, dużo mniejszy od sondaży Koalicji Polskiej, którą Władysław Kosiniak-Kamysz reprezentował.

Głosowanie, ale czy wybór?

Czeka nas więc kolejny odcinek serialu, w którym dwie postsolidarnościowe formacje będą się bić o kluczowe stanowisko w państwie polskim. To już 15 lat jak nikt spoza tych obozów nie może przełamać duopolu. Wpływa to na kształt debaty publicznej, ale też na jakość naszego życia politycznego. Brak świeżości nigdy nie robi dobrze, a tymczasem ciągle pozostajemy jako Polacy w okowach wyobrażeń ludzi żyjących w poprzedniej epoce. Za stosunkowo młodymi twarzami Dudy i Trzaskowskiego stoją bowiem stare interesy i stare podziały, które nijak się mają do wyzwań stojących przed Rzeczypospolitą.

Na poziomie międzynarodowym to kolejne starcie między Niemcami, a Stanami Zjednoczonymi. Z jednej strony reprezentant opcji, która nie ukrywa, że chce podążać za niemieckim głosem w Unii Europejskiej i odgrywać rolę awangardy berlińskich interesów, z drugiej strony prezydent, który nawet tuż przed głosowaniem woli płaszczyć się przed przywódcą USA, zamiast spotkać się z wyborcami. Dla którego dowodem na „sukces” jest ściągnięcie do Polski obcych wojsk.
Przy tym zetrą się ze sobą także dwie partie polskiej rusofobii. Jedna, agresywna, podważająca w ogóle prawo Rosji do własnej polityki, a nawet do istnienia. Szanująca co prawda rosyjską siłę, ale tylko dlatego, że siłą chciałaby tę Rosję zniszczyć przy pomocy amerykańskich żołdaków – i druga, która oficjalnie nawet Rosjan lubi i pewnie słucha czasem Czajkowskiego, ale chce by Federacja Rosyjska stała się takim samym „trzecim światem zachodu” jak Polska i nie potrafi pojąć, że Rosjanie są w tej materii od nas po prostu mądrzejsi.
Taki to przed nami „wybór”...


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja