polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński oświadczył podczas niejawnych obrad Sejmu, że Rosja ma gotowy plan ataku na Polskę. Wg niego argumentem przemawiającym za zbliżającą się inwazją są niedawne ataki hakerskie skierowane w stronę czołowych, polskich polityków. Rząd poinformował, że hakerzy przejęli ponad 4 tysiące kont wraz z 70 tys. wiadomości mailowych. * * * AUSTRALIA: Australijczycy w pełni zaszczepieni przeciwko COVID-19 mogą teraz używać cyfrowego certyfikatu jako dowodu szczepienia. Certyfikat jest generowany automatycznie i dostępny w aplikacji Express Plus Medicare. Dotychczas w Australii w pełni zaszczepionych jest zaledwie 3 proc. mieszkanców co stanowi jeden z najgorszych wyników na świecie. * * * SWIAT: W willi La Grange w Genewie, odbywa się spotkanie prezydenta Rosji Wladimira Putina z amerykańskim przywódcą Joe Bidenem. Rozmowy mają trwać cztery godziny. W pierwszej części Putinowi towarzyszy szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow, a Bidenowi sekretarz stanu Antony Blinken. Na początku spotkania w bibliotece, w którym uczestniczyli dziennikarze z zagranicy, Putin podziękował swojemu amerykańskiemu odpowiednikowi za inicjatywę i zaproszenie na rozmowy. Prezydent USA odpowiedział prezydentowi Rosji, że spotkanie twarzą w twarz jest korzystne.
POLONIA INFO: Projekcja filmu "Kongres" wg powieści Stanisława Lema - Klub Polski w Bankstown, 19.06, godz. 18:00

niedziela, 8 marca 2020

Ryszard Opara: AMEN - Wigilia z Mikołajem

Kolejna moja Wigilia 2002, była w zupełnie innych nastrojach. Smutna, choć jeszcze nadal miałem cichą nadzieję na jakiś pozytywny finał.

Odcinek 53 Autobiografii Naukowej Ryszarda Opary - AMEN

Przypomnijmy: Dr Ryszard Opara wyemigrował do Australii w 1980 roku. Najpierw pracował jako lekarz, potem zaczął budować szpitale i domy opieki. W krótkim czasie osiągnął w pewnym, przynajmniej materialnym sensie, niemal wszystko. Na początku "transformacji ustrojowej" wrócił do Polski i tam z powodzeniem inwestował. Potem nagle, wprost niespodziewanie to wszystko utracił.  W wigilię Bożego Narodzenia 2002 roku przyszedł do niego Św. Mikołaj i...

Pod koniec 2002 roku, jako wiceprezes Elektrimu, wiedziałem już dokładnie wszystko: Moja inwestycja w Elektrimie skończy się całkowitą stratą. Klęska  była tylko kwestią czasu...


Wprawdzie, kiedy jeszcze miałem nadzieje współpracując z Prezesem W. Kostrzewą z BRE Banku, udało mi się go przekonać, aby mi pomógł częściowo spłacić mój kredyt w Pekao. Zgodził się, ale przejął jednocześnie „de facto” kontrolę nad moimi akcjami, w formie tzw. „zastawu rejestrowego”. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, o tajnym porozumieniu Elektrim - DT, że walczyłem z wiatrakami.

Dziwnym zbiegiem okoliczności Pan Prezes Kostrzewa, jak się później zorientowałem, był także dyrektorem Commerzbanku, a stąd do Deutsche Banku i DT – już naprawdę było bardzo blisko. To przecież te same interesy, ta sama kasa - tak ręka - rękę myła, myje i będzie nadal tak działać. Wszystko w „białych rękawiczkach”...Jakie to dziwne i niezbadane są meandry świata pieniądza. Straciłem na całej inwestycji ponad 100 milionów złotych, w tym kilkadziesiąt milionów własnych, (plus oczywiście różne koszty, no a na koniec „dołożono mi” olbrzymie odsetki karne). „Na deser” - z całej inwestycji... pozostał mi jeszcze niespłacony dług około 20 mln zł. Tak to właśnie Banki w Polsce liczą słupki kredytów...

W rezultacie, o ile na początku roku miałem wielką kasę – pod koniec roku miałem egzekucję. Próbowałem oczywiście cały czas dogadać się z Pekao, podnosząc różne zgodne z prawdą fakty, że Bank: nie informował mnie w ogóle o rozmaitych zagrożeniach, że działał całkowicie niezgodnie z moimi interesami - wbrew interesom swojego klienta, depozytariusza. Czyli, że krótko mówiąc przedstawiłem fakty prawdy - zostałem kompletnie przez Bank oszukany.

Wszystko "bez echa". Ze strony banku stała... ściana braku zgody - na polubowne zakończenie sprawy. Dla Banku Pekao SA liczyło się tylko jedno – pieniądze. Tylko ich własne interesy, pieniądze, inwestycje.

WIGILIA z Mikołajem, który przyniósł mojej rodzinie, w prezencie...BTE !

Kolejna moja Wigilia 2002, była w zupełnie innych nastrojach. Smutna, choć jeszcze nadal miałem cichą nadzieję na jakiś pozytywny finał. Był wtorek, mroźna pogodna noc. Kolację Wigilijną zjedliśmy z rodzicami żony oraz z dziećmi ok. 19.00 i czekaliśmy na Św. Mikołaja, którego zamówiłem na 20.30. Dokładnie o tej godzinie z dyżurki naszego domu, zadzwonił do mnie ochroniarz, że... ktoś przyszedł do nas - z wizytą.

Byłem przekonany, że to gość z białą brodą i prezentami dla dzieci, rodziny. Nasza szóstka, całe małe potomstwo jak to usłyszało, rzuciło się pędem do drzwi wejściowych, w oczekiwaniu na dary nieba, od kogo trzeba...

Powiedziałem więc ochroniarzowi – „Proszę tego pana wpuścić”. No i tutaj niespodzianka... bo był to...komornik – działający na zlecenie Banku Pekao SA. Pracował po godzinach!
Przeniósł nam wszystkim w prezencie BTE (Bankowy Tytuł Egzekucyjny). Żeby...nie było żadnych wątpliwości - prawomocny.

Do Wigilii, nic o tym nie wiedziałem. Wszystko w Sądzie zrobiono, bez powiadomienia mnie i bez mojego udziału. Cała sprawa trwała kilka dni. Sąd po prostu „podstemplował” wniosek wierzyciela (Bank dla "Polskiego Sądu" był i jest absolutnie wiary godny). Po 7 dniach wyrok był prawomocny. A Mikołaj - Komornik taki prezent dał naszej rodzinie, na Wigilię. Tak działają Polskie Banki, Polskie Sądy, no i BTE.

A ja, moja rodzina, nasze obywatelskie prawa do obrony, są całkowicie bez znaczenia. Tak tylko może być chyba... w III RP.

A ponieważ wigilia była we wtorek, właściwie cały ten tydzień był dla wszystkich świąteczny.
Nikt w piątek nie pracował i tak naprawdę dopiero 6 stycznia, mogłem się zorientować jakie były super efekty działań pracowitego, sumiennego komornika. Okazało się, że wszystkie nasze konta w różnych Bankach „są puste” - przedtem zostały zablokowane.

A MY, właściwie za pomocą pstryczka palców Prezesa Banku i komornika, straciliśmy jakąkolwiek zdolność normalnego funkcjonowania. Równo rok przedtem, byłem dość zamożny, miałem dużo pieniędzy w banku, jeździłem na narty do Francji. Teraz praktycznie nie miałem żadnych pieniędzy w Polsce aby normalnie zapłacić rachunki za cokolwiek, np. energię, telefony, benzynę. Musiałem więc szybko zlikwidować, sprzedać za bezcen wszelkie ruchomości – aby mieć na chleb! Gdybym tego natychmiast nie zrobił – komornik, położyłby na tym wszystkim...też swoje łapy.

No a moja najbliższa rodzina – czyli bracia oraz wszyscy przyjaciele znajomi...nagle gdzieś zniknęli.

Problemów było wiele – choć najważniejszy, jak wszystko wytłumaczyć żonie, no i...dzieciom. Do tej pory żyły jak w bajce. Miały wszystko, chodziły do szkoły amerykańskiej, woził ich kierowca. Każde miało swój pokój i łazienkę – a teraz, sytuacja rodzinna mogła być diametralnie inna. Pierwszy, jedyny raz w życiu żałowałem decyzji o adopcji dzieci (o tym potem).

Analizując sprawy, żal mi było przede wszystkim dzieci. Najmłodszy miał 4 lata; najstarszy 13. Jak to im (dzieciom) wszystko wytłumaczyć – tak żeby zrozumieli.

Próbowałem nadal, wszystkiego co możliwe by rozwiązać problemy z Pekao SA oraz BTE.
Tłumaczyłem „wpuściliście mnie w maliny” z Elektrimem...spróbujmy może, jakoś się dogadać. Nie wiedziałem dlaczego z jakichś powodów było to niemożliwe. Bank nie chciał ze mną gadać.

Powiedziałem wprost - jeżeli nie uda nam się znaleźć kompromisu wyjeżdżam do Australii.
Bank pozostał głuchy, na próby ugody. Teraz wiem, Bank chciał sie mnie pozbyć, mogłem być niewygodnym świadkiem, przeszkadzać w dalszych działaniach i głównie dalszych oszustwach. Ale dla nas nie było wyjścia.

Musieliśmy wyjechać. Miałem w Australii dom nieobciążony kredytem, trochę rezerw.
Myślałem trudno, stało się... zrobiłem duży błąd z Elektrimem. Dałem się oszukać jak kompletnie naiwny, niedoświadczony dureń. Muszę więc zacząć... wszystko od nowa.

Podjęliśmy decyzję wyjazdu możliwie najszybciej. Trzeba było jednak najpierw, załatwić paszporty i... obywatelstwo australijskie - dzieciom. Zabrało to parę tygodni czasu i wyjaśnień. Ale udało się.

W końcowym rozdziale tego etapu mego życia, kiedy BTE był prawomocny i rozpoczęto egzekucję, zrozumiałem, że nie mam szans na jakąkolwiek, sensowną formę funkcjonowania w interesach oraz w „polskiej” codzienności. Okazało się bowiem, że nie ma żadnych szans na sprawiedliwość.

Nie było nawet żednego wyjścia awaryjnego. Wiele osób doradzało mi, jak żyć i jak np. unikać komornika, ale to wszystko było na pograniczu prawa. Doszedłem do wniosku, że Polska jest domeną złodziei i oszustów, a ja – prosty wniosek - nie potrafię tak żyć, nie nadaję się do życia w Naszym Kraju.

„Post factum”, wiele osób pytało mnie, dlaczego, kiedy zrozumiałem rozmaite oszustwa PEKAO oraz kiedy wszystko wyszło na jaw, natychmiast nie rozpocząłem zdecydowanych działań prawnych – przeciwko... Bankowi - tej rzekomo „instytucji zaufania publicznego”.
Powód był prosty. Nie miałem pieniędzy w Polsce, wszystkie moje konta zostały zablokowane. Wysyłanie pieniędzy z Australii, na moje konto było więc niemożliwe a na inne konta obarczone bardzo dużym "polskim" ryzykiem. Przekonałem się o tym bardzo szybko osobiście... Wysłane tam (na konta firm prawników) pieniądze też znikały...
No i wszyscy, jakoś wtedy zaczęli mi doradzać...abym jak najszybciej...wyjechał.

Tak na marginesie „Polskiej Rzeczywistości”...

Poznałem w kraju, poprzez swoją działalność w dużych interesach i np. Elektrimie, bardzo wielu prawników. Wielu z nich, dzięki mnie/poprzez mnie, zarobiło naprawdę duże pieniądze. Byłem z wieloma na Ty, w dobrych towarzysko - przyjacielskich relacjach. Ale to było przedtem. Teraz w 2002 r., kiedy zwracałem się do nich o jakąś radę, pomoc, po wyjaśnieniu sytuacji zawsze, niezmiennie i... przysłowiowo - „jak jeden mąż” - wszyscy... zadawali jedno, to samo pytanie:
„Ryszard... ale jak Ty... i z czego Ty kurwa - za nasze usługi i pomoc prawną...- zapłacisz”?

Niektórzy zaczęli się tłumaczyć „konfliktem interesów”, bo wykonywali dla Banku jakieś zadania, inni mieli nadzieję, czekali na takie zlecenia. Czasem to były czyste fikcje - odłożone w przyszłość. Pewnością było jedno. Pekao SA może być w przyszłości zleceniodawcą... każdej „kancelarii prawa”. No i cóż to za problem dla Banku...przekupić jakiegokolwiek prawnika - dając mu poważne zlecenie...

Klient walczący o prawdę i prawo, który jest bez pieniędzy...jest też bez szans na wygraną w Sądach. Sprawiedliwość i prawo, tak samo jak honor i przyjaźń - to tu w kraju nad Wisłą, czysta semantyka.

W ostateczności, mając dużą rodzinę na głowie, koszty utrzymania domów i koszty normalnego życia – chociaż w zupełnie innych już okolicznościach – mając do wyboru – zostać „trędowatym” w biedzie  albo wyjechać...do kraju - raju obfitości...zdecydowałem wyjechać...

Zostały mi jednak w pamięci - waliły mocno w głowę – szczególnie w czasie naszego długiego lotu - powrotu do Australii słowa:
„Rysiu...ale jak Ty...i z czego Ty, kurwa nam za naszą pomoc - zapłacisz?”

Ryszard Opara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja