polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: TVP zapowiada pozwy lub wytaczanie spraw karnych do sądu za sugestie, że jej programy mogły przyczynić się do tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Sprawy grożą m.in. rzecznikowi praw obywatelskich Adamowi Bodnarowi, dziennikarzowi „Wyborczej” Wojciechowi Czuchnowskiemu i prawnikowi prof. Wojciechowi Sadurskiemu. * * * AUSTRALIA: Krach na rynku nieruchomości. Ceny nowych domów w Australii spadły w ostatnim kwartale 2018 r. o 14,9% i utrzymują się obecnie na najniższym poziomie od 2012 r. Eksperci oznajmiają, że spodziewali się takiej sytuacji. * * * SWIAT: Do Prajagradź (d. Allahabad) u zbiegu Gangesu i Jamuny przybyły miliony hindusów, by obmyć się w świętych wodach. W pierwszym dniu święta hinduskiego rytualną kąpiel wzięło 18 mln pielgrzymów. Święto Kumbh Mela potrwa 49 dni.
EVENTS INFO: Koncerty Marka Ravskiego - Klub Polski w Ashfield, 19.01, godz. 19:00; Sala Jana Pawla II w Marayong, 20.01, godz. 12:30; Klub Polski w Bankstown, 20.01, godz. 17:30

wtorek, 8 maja 2018

Geopolityczne skutki ustawy 447

Map CC0 Public domain
Polityka zagraniczna Polski po 1989 roku była prowadzona w sposób amatorski, często pod presją obcych ośrodków wpływu. W ostatnim czasie zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do dna, aż w końcu 24 kwietnia br., w dniu przyjęcia przez Izbę Reprezentantów Kongresu Amerykańskiego ustawy 447, spoczęła na dnie.

Polscy politycy starają się oczywiście robić dobrą minę do złej gry, a sam Johny Daniels zapewnia, że ustawa „niczego nie zmieni”. Aż chciałoby się zacytować don Corleone i powiedzieć: „nie obrażajcie mojej inteligencji”. Amerykański Kongres jest instytucją poważną i nie przyjmuje ustaw, które niczego nie zmieniają. Warto się w tym miejscu zastanowić, jakie są przyczyny spektakularnej klęski polskiej polityki zagranicznej i jakie mogą być następstwa geopolityczne realizacji w przyszłości ustawy 477.

Zimna wojna


Obserwując od długiego czasu poczynania polskich polityków i czytając opracowania eksperckie dochodzę do wniosku, że w Polsce nadal trwa zimna wojna, nadal sąsiadujemy ze Związkiem Sowieckim, polska elita polityczna odpoczywa w Jugosławii, a na piwo jeździ do Czechosłowacji. I oczywiście kocha Stany Zjednoczone nad życie, jak kiedyś stachanowcy kochali Lenina. W Waszyngtonie urzęduje dobry amerykański wujek, który jak za komuny wysyła dary w których można zaleźć czekoladowego batonika, albo dżinsy… i wtedy niebo się nad głową otwiera.

Stany Zjednoczone z tej polskiej nieodwzajemnionej miłości skorzystały, kształcąc u siebie na rozmaitych kursach część polskiej elity politycznej, wmawiając im, że punkt widzenia Ameryki jest jedynie słusznym i obiektywnym punktem widzenia. A powiem jeszcze więcej, myślę, że za niejedną piękną karierą polityczną w Polsce stoją amerykańskie służby. To spowodowało, że prawdziwa dyskusja polityczna nie funkcjonuje w przestrzeni publicznej i do dzisiaj w Polsce praktycznie nie ma niezależnej, wolnej od obcych wpływów geopolityki. I za frajer uczestniczymy w kolejnych amerykańskich eskapadach w rożnych częściach świata.

Miłość do Żydów

Kolejnym paradygmatem tzw. polskiej polityki zagranicznej jest, również nieodwzajemniona – miłość do Żydów. Widać to doskonale po ’89 roku: PRL miał bardzo dobre stosunki z państwami arabskimi, dzisiaj pozostały tylko wspomnienia. Obowiązywała oczywiście zasada, że o Żydach można mówić dobrze, albo wcale i broń Boże nie dotykać kwestii politycznych. O lobby żydowskim w USA i odszkodowaniach mówili tylko jacyś podejrzani osobnicy, za którymi jak w ukropie uwijali się dziennikarze z pewnej gazety. Nie chciano sobie zdawać sprawy, że Żydzi (szczególnie amerykańscy) stanowią wspólnotę polityczną, która posiada swoje określone interesy w Europie Śródkowo–Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem pogranicza Polski, Ukrainy i Białorusi.
Dlaczego? Bo to w większości potomkowie emigrantów z tych terenów i ta ziemia w ich tradycji jest tym, czym Dobrudża dla Rumunii, Siedmiogród dla Węgrów, a Kresy dla Polaków. Mają tutaj swoje interesy i są na tyle poważnym narodem, że potrafią je realizować. To właśnie z tych przyczyn w Dniepropietrowsku stoi największe centrum ortodoksyjnego żydostwa na świecie „Menora”, zaś Żydzi amerykańscy twierdzą, że właśnie w Polsce i na Ukrainie rozwija się antysemityzm, któremu należy położyć tamę. List 50 kongresmenów, bo o nim mowa, odbił się szerokim i pozytywnym echem wśród ukraińskich Żydów. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy.

Oenerowcy i banderowcy

Wielokrotnie zwracałem uwagę, żeby polscy politycy i polscy eksperci odcinali się od ukraińskiego banderyzmu, który naszym sąsiadom odbije się czkawką i wyjdzie bokiem. Zdaje się, że ten czas nadchodzi. Co niektórzy polscy politycy powinni wziąć w ręce nożyczki i zacząć nucić piosenkę Grzegorza Ciechowskiego: „jestem lżejszy od fotografii, z których mnie teraz będziesz wycinać”. Fotografowali się z Nadią Sawczenko, która opowiadała, że Ukrainą rządzi żydowska mafia, Pani Posłanka fotografowała się w towarzystwie wojaków, uznawanych na zachodzie za neo-nazistów. Znani eksperci twierdzili, że współczesny ruch banderowski nie jest neo-faszystowski. Ale za oceanem wychyliła się wajcha i już jest. Ponieważ przeciętny Amerykanin zna się na historii Europy Środkowo–Wschodniej jak świnia na brzoskwiniach, wmówi się mu i reszcie świata zachodniego, że Polacy i Ukraińcy to tacy sami antysemici, którzy słusznie muszą zapłacić za żydowski majątek, a ich polityczne aspiracje zagrażają cywilizowanemu światu.

Te sytuację należy rozumieć w kontekście zmian geopolitycznych na świecie i w Europie Środkowo–Wschodniej – moim zdaniem – z nieuchronnym wybudowaniem Nowego Jedwabnego Szlaku. Organizacjom z Wall Strret nie chodzi o jakieś tam kamienice w Warszawie czy Krakowie, bo na nie mogą się połasić jakieś miejscowe łapserdaki, ale o kontrolę nad infrastrukturą, dająca w przyszłości krociowe zyski. Chodzi o to, żeby ta infrastruktura była poza polską (lub ukraińską) kontrolą. I teraz jakby w nowym świetle widzimy, dlaczego JP Morgan tak sobie Polskę upodobał.

Koniec marzeń o polskim marzeniu

Myślę, że Polska ugnie się pod presją Ameryki, tak jak kiedyś ugięła się Szwajcaria. Ale to oznacza koniec, i tak mało realnego, projektu Międzymorza, który był przecież jednym z głównych celów geopolitycznych Lecha Kaczyńskiego, wokół którego buduje się legendę polskiego męża stanu. W obecnym momencie historii, jakieś twierdzenia, że Polska ma pełnić rolę zwornika w Europie Środkowo–Wschodniej, są zwykłym austriackim gadaniem. Rząd w Warszawie wycofuje się powoli ze wszystkich projektów, których celem było budowanie pozycji Polski i wstawanie z kolan. Z puszczy się wycofaliśmy, z sadów powoli też, ustawa o IPN leży, na dodatek jeszcze ta nieszczęsna ustawa.

Minister spraw zagranicznych może oczywiście twierdzić w Stanach, że Polska jest nadal adwokatem spraw ukraińskich, tylko taki adwokat, co robi w gacie, gdy kichnie sędzia, nie jest potrzebny nawet żulom na warszawskiej Pradze, nie wspominając o ukraińskich, kutych na cztery nogi oligarchach. Nasi partnerzy w tworzeniu Międzymorza siedzą cicho jak myszy pod miotłą, patrząc jakim naciskom jest poddawana Polska, której obywatele ratowali Żydów w czasie wojny. Doskonale wiedzą, kogo wówczas popierali Chorwaci, Słowacy, Rumuni czy Węgrzy. Myślę, że z perspektywy Budapesztu czy Bratysławy Polska jest po prostu partnerem niewiarygodnym.

Polska reakcja

Można by próbować zatrzeć to złe geopolityczne wrażenie jakąś ripostą ze strony rządu w Warszawie. Niczego takiego nie było. Były za to płomienne wystąpienia Premiera i Prezydenta na szczycie gospodarczym polsko–amerykańskim. I tutaj rodzi się moje przekonanie, że współczesna Polska jest bardziej politycznie i ekonomicznie zależna niż był towarzysz Wiesław od sowieciarzy. Prośbę złożoną właśnie przez polskiego ministra spraw wewnętrznych w Ameryce o zwiększenie kontyngentu wojsk amerykańskich stacjonujących nad Wisłą i wypowiedzi ministra spraw zagranicznych w Brukseli o rosyjskim zagrożeniu pozwolę sobie pozostawić bez komentarza, ponieważ w słowniku ludzi kulturalnych nie ma słownictwa, pozwalającego określić to dno upadku, i ten brak szacunku dla narodu polskiego.

Wnioski

Myślę, że twórcy polskiej myśli politycznej: Dmowski, Bocheński czy Giedroyć, przekręcają się w grobie i z politowaniem, gdzieś z zaświatów, przyglądają się tej bezładnej krzątaninie i gonitwie myśli polskiej klasy politycznej i grona ekspertów goniących za zagranicznym grantem. Wszystkie postulaty polskiej geopolityki zostały właśnie złamane. W tej części świata, opieranie się na jednym jednym egzotycznym i bardzo zamorskim sojuszniku, którego większość obywateli nie wie gdzie leży Polska, jest po prostu śmieszne i świadczy o głębokim kompleksie polskiej klasy politycznej. A brak współpracy z Polonią amerykańską, która mogłaby stanowić silne polskie lobby w Waszyngtonie, to jakieś zupełne kuriozum i amatorszczyzna na miarę Gangu Olsena.

Kluczem polskiej geopolityki jest Rosja, Niemcy i najbliżsi sąsiedzi. W obecnej sytuacji, mając poprawne stosunki z Rosją czy Białorusią, można by się próbować jakoś ratować, ale postawialiśmy na jedną kartę, więc jak tak dalej pójdzie, to przy szczęku łopat na Łączce, pieśniach Gintrowskiego i Kaczmarskiego oraz płomiennych mowach prezesów, nasz strategiczny partner i przyjaciel ściągnie nam z pewnej części ciała ostatnie gacie.

Michał Siudak
za: geopolityka.net

___________________
Dr Michał Siudak - ukrainoznawca, tłumacz przysięgłego języka ukraińskiego, adiunkt w Katedrze Ukrainoznawstwa w Uniwersytecie Jagiellońskim, członek Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego i redakcji Geopolityka.net.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

Promocja