polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: W poniedziałek w Warszawie odbyło się spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z premierem Węgier Viktorem Orbanem. Politycy rozmawiali o sytuacji wokół mechanizmu budżetowego UE. Warszawa i Budapeszt są krytyczne wobec propozycji powiązania wypłaty środków europejskich z oceną stanu praworządności – takie rozwiązanie odebrałoby niezależność mniejszym krajom europejskim. W opinii premiera Morawieckiego, propozycja Unii nie chroni, ale łamie zasady praworządności. * * * AUSTRALIA: Koszty lotu do Australii Zachodniej wzrosły do ​​3700 AUD za bilet w jedną stronę po tym, jak stan ostatecznie ogłosił, że podróżni z NSW i Wiktorii mogą wjechać bez kwarantanny. * * * SWIAT: Irański fizyk jądrowy Mohsen Fakhrizadeh został zabity z broni sterowanej z kosmosu, poinformowała stacja telewizyjna „Al-Alam”. „Użyta do zbrodni izraelska broń była kontrolowana przy pomocy satelity” – poinformowało źródło stacji. Fizyk jądrowy Mohsen Fakhrizadeh zginął 27 listopada w zamachu w miejscowości położonej 70 km na wschód od Teheranu.
POLONIA INFO: III. Polonijny Bieg Niepodległości w Sydney - Kub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 6.12, godz. 12:00

piątek, 19 września 2014

Jakim premierem będzie Ewa Kopacz?

Ewa Kopacz - nowy premier rządu polskiego.
Fot. E.Dinka (Wikipedia CC BY-SA 2.0 )
Oszałamiająca kariera Ewy Kopacz to kolejny dowód, że sukces kobiety w polskiej polityce nieodmiennie wynika ze związku z mężczyzną. Jeżeli p. Kopacz ma jakieś cechy osobowości, które predestynują ją do objęcia stanowiska kanclerza – bo tym, w istocie rzeczy, jest w polskim systemie konstytucyjnym prezes Rady Ministrów – to nie ujawniła ich przez paręnaście lat swojej politycznej kariery.

Od przyszłego tygodnia Polską rządzić będzie pediatra spod Radomia, która jeszcze pod koniec zeszłego wieku kierowała ZOZem w Szydłowcu. W 2001 roku wykazała jednak zdrowy instynkt stadny i wraz z całym szydłowieckim kołem Unii Wolności przeszła z konającej UW (której skądinąd zawdzięczała mandat radnego sejmiku mazowieckiego) do rodzącej się Platformy Obywatelskiej. „To konsekwencja tego wszystkiego, co się działo po zjeździe krajowym Unii Wolności– tłumaczyła wówczas lokalnej prasie. – Moim kandydatem na przewodniczącego partii był pan Donald Tusk”.
I tak zostało przez następne 13 lat.

W nagrodę za żarliwość dostała pierwsze miejsce – i jedynym mandat – na radomskiej liście PO w wyborach w 2001 roku. W kadencji pod znakiem wzlotu i upadku Leszka Millera nie wyróżniła się niczym jako poseł, ale musiała dać się poznać liderowi partii, bo w następnym Sejmie była już platformianym specjalistą od zdrowia i ministrem zdrowia w gabinecie cieni PO. Co ciekawsze – stała się jednym z dwóch członków tego gabinetu, którzy po zwycięstwie PO w 2007 roku dostali obiecane resorty. To znamienne. Już tworząc swój pierwszy rząd, Donald Tusk wyeliminował z niego wszystkie indywidualności, które mogły zagrozić jego pozycji. Fakt, że Ewa Kopacz nie znalazła się w tym gronie, wiele mówi o ich wzajemnych relacjach.

Ministrem zdrowia była słabym. To opinia nie tylko opozycji, ale nawet życzliwych rządowi mediów, takich jak „Gazeta Wyborcza”, która oceniając członków gabinetu na dwulecie rządu postawiła jej dwóję z plusem. Przez cztery lata urzędowania, dwa razy wykazała się czymś na kształt stanowczości: kiedy, wbrew naciskom koncernów farmaceutycznych i rozpętanej przez media histerii odmówiła zakupu niesprawdzonej szczepionki przeciw nieistniejącej, jak się okazało, pandemii świńskiej grypy; oraz kiedy wbrew histerii Kościoła kazała przeprowadzić dopuszczalny prawem zabieg aborcji u ciężarnej czternastolatki. Niewątpliwie charakteru wymagała także jej aktywność przy identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej – ale na tym koniec. Żadnych innych odważnych i stanowczych działań minister zdrowia nie są w stanie wskazać nawet jej wielbiciele.
Z drugiej strony – to i tak więcej, niż na stanowisku marszałka Sejmu, gdzie dała się poznać jako kompletnie zależny od Tuska urzędnik. Gdyby marszałek Kopacz – wbrew życzeniom premiera – zezwoliła prof. Glińskiemu na wystąpienie podczas debaty nad konstruktywnym votum nieufności zgłoszonym przez PiS, albo dała klubom czas na pytania do rządu podczas niedawnego sejmowego koncertu życzeń ministrów – udowodniłaby swoją niezależność, a także przywiązanie do wartości demokratycznej debaty, nie zmieniając przy tym biegu historii. Pokornie kneblując na polecenie premiera Sejm, udowodniła brak samodzielności – który, skądinąd, przyniósł jej najwyższą polityczną nagrodę.

Prawdziwa rola Ewy Kopacz w PO polega na byciu „antyschetyną”. Kiedy po drugim zwycięstwie wyborczym w 2011 roku, Tusk uznał, że jest już dość silny, żeby przystąpić do dożynania watah wewnętrznej opozycji – to ona zastąpiła Schetynę na fotelu marszałka Sejmu. Dwa lata później, kiedy dożynanie watah weszło w etap kulminacyjny – zastąpiła go też na stanowisku pierwszego wiceprzewodniczącego PO. Dziś, w dość zawiłej sytuacji międzynarodowej i marnych sondażach – Platforma powinna powierzyć ster rządów politykowi samodzielnemu, racjonalnemu i skutecznemu. Takim politykiem – w zasadzie ostatnim po siedmiu latach tuskowego wyżynania konkurencji – jest w PO Grzegorz Schetyna. Oczywiście, premierem została Ewa Kopacz. Odpowiedź na pytanie, jakim premierem będzie wydaje się dość prosta: takim samym, jakim była ministrem i marszałkiem.
Jedną z niewielu niewiadomych nadchodzącego roku jest zachowanie nowego szefa Rady Ministrów wobec kryzysu na Ukrainie.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że sam wybór na „prezydenta Europy” nieco zmodyfikował postawę Donalda Tuska wobec Ukrainy i Rosji. Sygnał, jaki płynie z powierzenia steru europejskiej dyplomacji Federice Mogherini – niejednokrotnie atakowanej za zbytnią przychylność wobec Moskwy – został najwyraźniej odczytany w Warszawie. Kiedy UE zawiesiła na parę dni wprowadzenie kolejnych sankcji, Polska nie przyłączyła się do chóru oburzonych, złożonych z Litwy i Łotwy, tylko rozsądnie stała z boku. Teraz sankcje wprawdzie weszły w życie, ale wraz z zapewnieniem ustępującego szefa Rady Europejskiej, Hermana van Rompuy'a, iż realizacja podpisanego w zeszłym tygodniu porozumienia pokojowego w sprawie wschodniej Ukrainy spowoduje ich cofnięcie. Polska znowu zachowuje rozsądne milczenie, a minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, symbolizujący bojową antyrosyjskość w polskim rządzie, „zgodził się” (jak pisze „Gazeta Wyborcza”) przyjąć stanowisko marszałka Sejmu, choć przedtem ponoć odmawiał – co może wskazywać, że dostał propozycję „marszałek albo nic”.
Rację mają ci komentatorzy, którzy krzyczą, iż „podczas wojny nie zmienia się ministra spraw zagranicznych” – no, chyba, że chce się zakończyć wojnę, a minister za mocno kojarzy się z jej rozpętaniem.

Dla Sikorskiego oznacza to awans – ale także odebranie steru dyplomacji politykowi, który ukraiński proces pokojowy, popierany przez Unię Europejską, opisuje jako „pauzę na rękę Putinowi”. Ponieważ tylko osoba bardzo naiwna może uważać, że jakiekolwiek roszady w polskich władzach odbywają się dziś bez decyzji Donalda Tuska, sugerowałoby to, iż Tusk – prezydent europejski ma do Rosji zgoła inny stosunek niż Tusk – premier Polski. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż największym kapitałem polskiego daru dla Europy i świata jest elastyczność.
A ponieważ raczej trudno podejrzewać panią premier Kopacz o prowadzenie samodzielnej polityki zagranicznej – może to być pierwszy od długiego czasu dobry sygnał dla stosunków polsko-rosyjskich.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, Warszawa
Radio Głos Rosji

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja