polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Rosja zagroziła, że Polskę spotkają zdecydowane konsekwencje, jeśli nasz kraj naruszy jej nieruchomości dyplomatyczne należące do Federacji Rosyjskiej. Chodzi o budynek byłego konsulatu w Gdańsku.Radosław Sikorski w listopadzie 2025 r. ogłosił, że wycofał zgodę na funkcjonowanie ostatniego rosyjskiego konsulatu, który znajdował się w Gdańsku. Placówka zaprzestała działalności w grudniu ubiegłego roku. * * * AUSTRALIA: Gwałtowny wzrost poparcia dla partii One Nation pod przywództwem Pauline Hanson stał się jednym z najważniejszych wydarzeń na australijskiej scenie politycznej po wyborach federalnych w 2025 roku. W pierwszej połowie 2026 roku partia ta odnotowała bezprecedensowy skok popularności, zyskując miano najszybciej rosnącego ugrupowania we współczesnej historii Australii. One Nation osiągnęła 31% poparcia, wysuwając się na prowadzenie w kraju i wyprzedzając rządzącą Partię Pracy (28%).Pozycja polityczna samej 72-letniej Pauline Hanson znacząco wzrosła – zyskuje ona wysokie wskaźniki aprobaty społecznej we wszystkich grupach wiekowych. * * * SWIAT: Prezydent USA ogłosił sfinalizowanie warunków rozejmu z Iranem, co ma zakończyć trwające od lutego działania wojenne. Główne założenia wynegocjowanej umowy obejmują: odblokowanie Cieśniny Ormuz, natychmiastowe usunięcie blokady morskiej irańskich portów przez Marynarkę Wojenną USA oraz 60-dniowe zawieszenie broni. Czas ten ma zostać wykorzystany na wypracowanie ostatecznych szczegółów i porozumienia nuklearnego. * Ustępująca dyrektor wywiadu narodowego USA Tulsi Gabbard ujawniła informacje o finansowaniu przez Waszyngton ponad 120 laboratoriów broni biologicznych w ponad 30 krajach w tym aż 40 na Ukrainie, w których według amerykańskich służb mogły znajdować się niebezpieczne patogeny.
POLONIA INFO: Kabaret Vis-a-Vis - Koktail Retro - Sala JP2 w Marayong, 14.06, godz. 12:30; Klub Polski w Bankstown, 21.06, godz. 15:00

piątek, 19 września 2014

Jakim premierem będzie Ewa Kopacz?

Ewa Kopacz - nowy premier rządu polskiego.
Fot. E.Dinka (Wikipedia CC BY-SA 2.0 )
Oszałamiająca kariera Ewy Kopacz to kolejny dowód, że sukces kobiety w polskiej polityce nieodmiennie wynika ze związku z mężczyzną. Jeżeli p. Kopacz ma jakieś cechy osobowości, które predestynują ją do objęcia stanowiska kanclerza – bo tym, w istocie rzeczy, jest w polskim systemie konstytucyjnym prezes Rady Ministrów – to nie ujawniła ich przez paręnaście lat swojej politycznej kariery.

Od przyszłego tygodnia Polską rządzić będzie pediatra spod Radomia, która jeszcze pod koniec zeszłego wieku kierowała ZOZem w Szydłowcu. W 2001 roku wykazała jednak zdrowy instynkt stadny i wraz z całym szydłowieckim kołem Unii Wolności przeszła z konającej UW (której skądinąd zawdzięczała mandat radnego sejmiku mazowieckiego) do rodzącej się Platformy Obywatelskiej. „To konsekwencja tego wszystkiego, co się działo po zjeździe krajowym Unii Wolności– tłumaczyła wówczas lokalnej prasie. – Moim kandydatem na przewodniczącego partii był pan Donald Tusk”.
I tak zostało przez następne 13 lat.

W nagrodę za żarliwość dostała pierwsze miejsce – i jedynym mandat – na radomskiej liście PO w wyborach w 2001 roku. W kadencji pod znakiem wzlotu i upadku Leszka Millera nie wyróżniła się niczym jako poseł, ale musiała dać się poznać liderowi partii, bo w następnym Sejmie była już platformianym specjalistą od zdrowia i ministrem zdrowia w gabinecie cieni PO. Co ciekawsze – stała się jednym z dwóch członków tego gabinetu, którzy po zwycięstwie PO w 2007 roku dostali obiecane resorty. To znamienne. Już tworząc swój pierwszy rząd, Donald Tusk wyeliminował z niego wszystkie indywidualności, które mogły zagrozić jego pozycji. Fakt, że Ewa Kopacz nie znalazła się w tym gronie, wiele mówi o ich wzajemnych relacjach.

Ministrem zdrowia była słabym. To opinia nie tylko opozycji, ale nawet życzliwych rządowi mediów, takich jak „Gazeta Wyborcza”, która oceniając członków gabinetu na dwulecie rządu postawiła jej dwóję z plusem. Przez cztery lata urzędowania, dwa razy wykazała się czymś na kształt stanowczości: kiedy, wbrew naciskom koncernów farmaceutycznych i rozpętanej przez media histerii odmówiła zakupu niesprawdzonej szczepionki przeciw nieistniejącej, jak się okazało, pandemii świńskiej grypy; oraz kiedy wbrew histerii Kościoła kazała przeprowadzić dopuszczalny prawem zabieg aborcji u ciężarnej czternastolatki. Niewątpliwie charakteru wymagała także jej aktywność przy identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej – ale na tym koniec. Żadnych innych odważnych i stanowczych działań minister zdrowia nie są w stanie wskazać nawet jej wielbiciele.
Z drugiej strony – to i tak więcej, niż na stanowisku marszałka Sejmu, gdzie dała się poznać jako kompletnie zależny od Tuska urzędnik. Gdyby marszałek Kopacz – wbrew życzeniom premiera – zezwoliła prof. Glińskiemu na wystąpienie podczas debaty nad konstruktywnym votum nieufności zgłoszonym przez PiS, albo dała klubom czas na pytania do rządu podczas niedawnego sejmowego koncertu życzeń ministrów – udowodniłaby swoją niezależność, a także przywiązanie do wartości demokratycznej debaty, nie zmieniając przy tym biegu historii. Pokornie kneblując na polecenie premiera Sejm, udowodniła brak samodzielności – który, skądinąd, przyniósł jej najwyższą polityczną nagrodę.

Prawdziwa rola Ewy Kopacz w PO polega na byciu „antyschetyną”. Kiedy po drugim zwycięstwie wyborczym w 2011 roku, Tusk uznał, że jest już dość silny, żeby przystąpić do dożynania watah wewnętrznej opozycji – to ona zastąpiła Schetynę na fotelu marszałka Sejmu. Dwa lata później, kiedy dożynanie watah weszło w etap kulminacyjny – zastąpiła go też na stanowisku pierwszego wiceprzewodniczącego PO. Dziś, w dość zawiłej sytuacji międzynarodowej i marnych sondażach – Platforma powinna powierzyć ster rządów politykowi samodzielnemu, racjonalnemu i skutecznemu. Takim politykiem – w zasadzie ostatnim po siedmiu latach tuskowego wyżynania konkurencji – jest w PO Grzegorz Schetyna. Oczywiście, premierem została Ewa Kopacz. Odpowiedź na pytanie, jakim premierem będzie wydaje się dość prosta: takim samym, jakim była ministrem i marszałkiem.
Jedną z niewielu niewiadomych nadchodzącego roku jest zachowanie nowego szefa Rady Ministrów wobec kryzysu na Ukrainie.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że sam wybór na „prezydenta Europy” nieco zmodyfikował postawę Donalda Tuska wobec Ukrainy i Rosji. Sygnał, jaki płynie z powierzenia steru europejskiej dyplomacji Federice Mogherini – niejednokrotnie atakowanej za zbytnią przychylność wobec Moskwy – został najwyraźniej odczytany w Warszawie. Kiedy UE zawiesiła na parę dni wprowadzenie kolejnych sankcji, Polska nie przyłączyła się do chóru oburzonych, złożonych z Litwy i Łotwy, tylko rozsądnie stała z boku. Teraz sankcje wprawdzie weszły w życie, ale wraz z zapewnieniem ustępującego szefa Rady Europejskiej, Hermana van Rompuy'a, iż realizacja podpisanego w zeszłym tygodniu porozumienia pokojowego w sprawie wschodniej Ukrainy spowoduje ich cofnięcie. Polska znowu zachowuje rozsądne milczenie, a minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, symbolizujący bojową antyrosyjskość w polskim rządzie, „zgodził się” (jak pisze „Gazeta Wyborcza”) przyjąć stanowisko marszałka Sejmu, choć przedtem ponoć odmawiał – co może wskazywać, że dostał propozycję „marszałek albo nic”.
Rację mają ci komentatorzy, którzy krzyczą, iż „podczas wojny nie zmienia się ministra spraw zagranicznych” – no, chyba, że chce się zakończyć wojnę, a minister za mocno kojarzy się z jej rozpętaniem.

Dla Sikorskiego oznacza to awans – ale także odebranie steru dyplomacji politykowi, który ukraiński proces pokojowy, popierany przez Unię Europejską, opisuje jako „pauzę na rękę Putinowi”. Ponieważ tylko osoba bardzo naiwna może uważać, że jakiekolwiek roszady w polskich władzach odbywają się dziś bez decyzji Donalda Tuska, sugerowałoby to, iż Tusk – prezydent europejski ma do Rosji zgoła inny stosunek niż Tusk – premier Polski. Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż największym kapitałem polskiego daru dla Europy i świata jest elastyczność.
A ponieważ raczej trudno podejrzewać panią premier Kopacz o prowadzenie samodzielnej polityki zagranicznej – może to być pierwszy od długiego czasu dobry sygnał dla stosunków polsko-rosyjskich.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, Warszawa
Radio Głos Rosji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy