polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Błażej Spychalski poinformował dziś, że prezydent Andrzej Duda jest zarażony koronwirusem. Wykonany wczoraj u prezydenta test na obecność koronawirusa dał wynik pozytywny. Prezydent opublikował na Twitterze nagranie, w którym zapewnia, że czuje się dobrze i nie ma żadnych niepokojących objawów. Przeprasza też osoby, które przez kontakt z nim zostały narażone na procedury kwarantanny. * * * AUSTRALIA: Australijczycy mogą nie otrzymać szczepionki na koronawirusa przez ponad rok, mimo że rząd twierdzi, że zabezpieczył miliony dawek. Prognozy budżetu federalnego na ten miesiąc zakładają dostępność szczepionki na koronawirusa dopiero pod koniec 2021 roku. * * * SWIAT: Druga fala pandemii koronawirusa przechodzi przez Europę. W Niemczech, Czechach, w Polsce i na Ukrainie odnotowano największą liczbę nowych zachorowań od rozpoczęcia pandemii. W Europie odnotowano już 8 367 423 zakażeń SARS-CoV-2.
POLONIA INFO: Polish Film Festival w Sydney 2020: Palace Cinema, Norton Street w Leichhardt, 25.10 - 8.11

niedziela, 27 września 2020

Ryszard Opara: AMEN - Impresje środziemnomorskie

Myślę, że w dzisiejszych, coraz bardziej niezrozumiałych dla mnie czasach, nie ma czasu ani miejsca na uczucia czy sentymenty. Liczy się tylko to... co tu i teraz. Nieważna jest całkowicie historia ani to co było – bo przecież, tego nie można wysłać sms-em na Facebooka, Youtube ani zamienić na pieniądze. A w takiej sytuacji człowiek jest zmuszony trzymać się faktów teraźniejszości.

AMEN - Autobiografia Naukowa Ryszarda Opary. Odcinek 81.

Reszta Śródziemnomorza Europy – w moich impresjach.

Europejskie wybrzeża Morza Śródziemnego to cała historia cywilizacji łacińskiej. Tutaj wszystko się zaczęło – wszystko to co mamy obecnie, w każdej gamie kolorów naszego życia.

Począwszy od Morza Egejskiego...ale o Grecji, już pisałem. Przepiękne jest wybrzeże Adriatyku a koniecznością jest zobaczyć Dubrownik, przejść się murami obronnymi, wokół całego miasta a potem napić się lokalnego wina Dingac – wyruszyć (najlepiej jakąś łódką) wokół półwyspu, który winem płynie...Wspaniałe ciche morze, błękitne niebo oraz białoskaliste wybrzeża Chorwacji – to najlepsze miejsce do spokojnych wakacji. Przynajmniej moim zdaniem - w Europie.


W dniu dzisiejszej wycieczki, przeskoczymy śródziemnomorskie cuda „włoskiego półbuta”- prosto na Rivierę Francuską, której na pewno nie można pominąć milczeniem.
Południowe wybrzeża Francji są „widokowo” rzeczywiście przeurokliwe...
Zaczynają się właściwie od Księstwa Monaco – bardzo sztucznego tworu arystokracji „żabojadów”, które zawsze było ucieczką od rzeczywistości; bazą rozmaitych kombinatorów i malwersantów systemowych. Wbrew rozmaitym pogłoskom i wbrew pozorom... Monaco – to najbardziej sztuczny kraj świata. Warto tam pojechać, aby osobiscie poczuć wszelkie niesmaki i smrody dziwactwa.



O wiele ciekawsza jest Nicea; zawsze pełna życia i normalności a spacer po bulewarze nadmorskim (Promenada des Anglais) – zwłaszcza o zachodzie słońca... to prawdziwa poezja najpiękniejszych obrazów życia.

Jest wiele innych, bardzo ciekawych (i znanych) miast na wybrzeżu śródziemnomorskim Francji a szczególnie polecam wizytę w: Cannes, St. Tropez (moje ulubione St. Maxime), Tulon, Perpignan.
Przejechałem kiedyś samochodem, właśnie tym wybrzeżem z Monaco – do Andory – trasa w sumie ok 600 km, a więc nie tak dużo. Ale wrażeń było naprawdę wiele. Na pewno należy unikać Marsylii, która moim zdaniem, szczególnie obecnie, jest jednym z najbardziej niebezpiecznych miast Europy.


Pomimo rozmaitych atrakcji i cudów Francji – to jednak, (jak pisałem wcześniej), kraj zupełnie nie dla mnie. Nigdy bym nie chciał tam mieszkać a nawet nie mam zamiaru tam wracać...

I - Beria – Hiszpania/Portugalia


„Nie ma większego nieszczęścia niż być ślepcem w Granadzie” – napisał kiedyś hiszpański poeta - Francisko de Icazy, i te słowa zawsze chodziły mi po głowie, odkąd patrzyłem na mapę tego kraju, rozważając odwiedziny. Dokładnie poeta napisał: „Jeżeli tu spotkasz niewidomego żebraka, daj mu jałmużnę, bo nie ma nic gorszego, niż być ślepcem w Granadzie”). Ja to tylko trochę spolszczyłem.

Wiele razy myślałem o podróżach do Hiszpanii; wiedziałem, że muszę tam kiedyś pojechać ale kiedy wreszcie to się stało...prawdę mówiąc, byłem raczej rozczarowany.
Tak to piękny kraj, malownicze okolice; cudowny staroarabskie Pałace np. Alhambry, bardzo ciekawe uliczki, różnych starych miast -zupełnie z czasów średniowiecza. Ale dla mnie, to jednak były tylko obrazki z historią ale bez ducha. Dla mnie o urodzie kraju – decydują ludzie...a Hiszpanie... a zwłaszcza Hiszpanki... jakoś nigdy nie przypadli mi do gustu - nie potrafiłem zrozumieć ich mentalności. Próbowałem nawet przez kilka miesięcy pouczyć się ich języka...w nadziei na pokonanie dziwnej niechęci umysłowej...

I też mi jakoś nic hiszpańskiego nie chciało wchodzić mi do głowy...Tak samo było z Portugalskim...  Dla mnie to zupełnie inne, nieznane mi, może nieprzyjazne albo wprost alergiczne fale energii.

Byłem w Hiszpanii kilka razy. Najbardziej przypadła mi do gustu Barcelona - dobrze zbilansowane, duże miasto, gdzie przeszłość i historia jakoś harmonijnie miesza się z teraźniejszością.

Spacerując po głównej ulicy miasta (La Ramla); zaczynając od portu, z którego Kolumb wypłynął – odkrywać Amerykę (i gdzie jeszcze stoi...zacumowana Santa Maria); poprzez zaułki wielowiekowe; Muzeum Picassa- do Placu Katalonii. Wszystko prawdę mówiąc rewela – inny rzadko spotykany dzisiaj świat. No i budynki, bUdowle słynnego architekta Barcelony – geniusza Gaudiego (Casa Mila, Casa Batllo, Pałac Guella) – to wszystko prawdziwe cuda wyobraźni... Koniecznie trzeba to zobaczyć, pomyśleć tam w środku, o czym myślał Gaudi – jak „dziwny jest ten świat” – dzisiaj...
Tak czy inaczej – Hiszpania to jednak, przynajmniej dla mnie dziwny, niezrozumiały kraj...

Pamiętam pierwszą wizytę w Barcelonie; wylądowaliśmy po długim locie z Australii, była sobota wieczór. Chcieliśmy trochę rozprostować kości spacerem po centrum miasta (słynną La Rambla). Pierwsze wrażenia były sympatyczne ale potem głód zaczął nam doskwierać, jako że zbliżała się 19-ta - pora kolacji. Weszliśmy do jednej restauracji... pusta. Pomyślałem..., pewnie marne tam jedzenie. Zaczęliśmy chodzić po innych knajpach - wszystkie były puste... W końcu pragnienie i niecierpliwość przekonały nas do restauracji o nazwie „Amorino”. Szczególnie, że mojej żonie, spodobało się słowo.
Była też pusta...ale niech tam...


Zamówiliśmy najdroższą potrawę (My nie znaliśmy hiszpańskiego – oni angielskiego ani polskiego). Były to różne i duże kawałki mięsa, grilowanego...na szpadzie; wszystko podane na dużym półmisku. Bardzo smaczne, brakowało tylko jarzyn – za to wino czerwone było wyśmienite (uzupełniło braki). Siedzieliśmy tam sami gdzieś do 21.00; dopiero wtedy zaczęli schodzić się ludzie. Tak, to właśnie jest z kolacją w Hiszpanii – ludzie zaczynają jeść dopiero ok 22.00 – piją i bawią się do północy... a rano, biorą tylko filiżankę mocnej kawy i lecą, z wielką niechęcią...do jakiejś pracy. Myśląc...aby do kolacji.

Innym razem, mój przyjaciel Pedro, biznesmen mieszkający w Australii; Hiszpan z urodzenia, przekonał mnie, że muszę przyjechać do Madrytu i zobaczyć prawdziwą „corridę”. To była jego pasja i co roku jeździł tam to oglądać. W końcu, za namową żony pojechałem – no i „veni, vici...fugi”. (Pojechałem, zobaczyłem i uciekłem) - w połowie przedstawienia. Walczył podobno słynny torreador – Victor de la... Byk podobno największy mocarz od lat, specjalnie hodowany, pieszczony niezwykle – w luksusach. Tłumy widzów corridy, w tym elegancko ubrane, dostojne panie...żądne krwi byka...albo przeciwnika - piały wprost z zachwytów. Wszyscy wokół byli wniebowzięci...
Dla mnie to było niesłychanie przykre, żałośne widowisko... Wyszedłem zdegustowany i ku zdumieniu wszystkich pasjonatów tej nieludzkiej głupoty, aby się napić kieliszek koniaku...Dla otrzeźwienia. Jak się później dowiedziałem – wygrał Victor de la...a ze wspaniałości byka, pozostała kupa mięsa...


Mój przyjaciel Pedro, przestał mnie lubić i już nigdy więcej w życiu...się do mnie nie odezwał...
Dziwny jest ten świat. A Hiszpania, pomimo wielu różnych zalet natury, sztuki i muzyki, moim zdaniem - na górze bzdur niezrozumienia.

Portugalia:

Kraj ponad trzy razy mniejszy od Polski: obszarowo i ludnościowo. Lisbona jest przeurocza a obok moje ulubione miasteczko Atlantyku - Estoril. Jest jeszcze tam gdzieś Fatima, gdzie ukazał się wiernym Cud Słońca; trzy przepowiednie dotyczące przyszłości świata – ale myślę, że nie trzeba tam nawet jechać... aby to wszystko wiedzieć. Z przekazów, manipulacji medialnych.
Portugalia to też kraj nie dla mnie.

Nigdy nie mogłem uwierzyć w to - jak tak niewielki kraj mógł kiedyś tam, zostać jedną z głównych potęg morskich świata; skolonizować taką potęgę jak Brazylię, dać jej w spadku albo prezencie język.

Raz jeszcze te słowa cisną się w moje pióro: - Dziwny jest ten świat. 

Ryszard Opara


CDN

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Promocja

Promocja

Promocja