polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: 19 lutego doszło do faktycznego rozpadu partii Polska 2050 Szymona Hołowni. Ugrupowanie to, będące dotąd częścią koalicji rządzącej, straciło znaczną liczbę parlamentarzystów. Grupa 19 parlamentarzystów (posłów i senatorów) ogłosiła odejście z Polski 2050 i powołanie nowego klubu o nazwie Centrum. * * * AUSTRALIA: Premier Anthony Albanese zadeklarował wsparcie dla brytyjskiego rządu w kwestii usunięcia byłego księcia Andrzeja z linii sukcesji do tronu. Australia jest pierwszym krajem Commonwealthu, który oficjalnie poparł ten krok. * * * SWIAT: Sytuacja na linii USA–Iran jest obecnie bardzo napięta, a doniesienia medialne z ostatnich dni wskazują na realną groźbę amerykańskiego ataku zbrojnego na Iran. Pentagon postawił swoje siły w stan gotowości. W regionie Bliskiego Wschodu trwa największa koncentracja sił powietrznych od 2003 roku, a na miejsce zmierzają grupy uderzeniowe lotniskowców, m.in. USS Gerald R. Ford oraz USS Abraham Lincoln. * „El Mencho”, lider potężnego kartelu narkotykowego w Meksyku został zlikwidowany. Śmierć lidera wywołała natychmiastowy odwet kartelu. W całym Meksyku (w około 20 stanach) doszło do blokad dróg, podpaleń pojazdów i ataków na służby, w których zginęły dziesiątki osób, w tym cywile i funkcjonariusze Gwardii Narodowej.
POLONIA INFO:

niedziela, 12 kwietnia 2020

Ryszard Opara: AMEN - Sovereign Islands

DOM na Wyspie – Sovereign Islands. Taki prawdziwy Raj na Ziemi. Chociaż...prawdziwy Raj trwa wiecznie...a ziemski jest czasowy.

AMEN - Autobiografia Naukowa Ryszarda Opary. Odcinek 58

DOM na Wyspie – Sovereign Islands

Wycieczki po morzach, oceanach, skrajach, krajobrazach i wyspach, stanowią taką Odyseję Życia, na co dzień. Odmiennego od każdej rzeczywistości. Ale kiedyś, trzeba też wrócić to swojej Itaki; tego kawałka - gdzieś na ziemi, które w naszym życiu, oznaczają DOM. On zawsze, gdzieś musi istnieć, być. Nawet jeżeli on fizycznie istnieje w naszej wyobraźni...

Dla naszej rodziny Domem wtedy była Australia – Gold Coast - Sovereign Island.

Mieszkając tam, żartowałem tak... wśród wszystkich znajomych rodowodu anglosaskiego, że: „We are more British, then The Quenn”. (Jesteśmy bardziej Brytyjczykami niż Królowa Angielska).
Na ich pytający wzrok odpowiadałem: "Listen...Our home, we are living-in is Queensland; on Sovereign Island; and street is: Brittanic Crescent"  (Uważaj, Nasz dom, w którym my mieszkamy jest w Queensland (Ziemia Królowej); na Sovereign Island (Wyspa Królewska), przy ulicy Brittanic Crescent (Ulica Brytyjska).
A Królowa Brytyjska... a to gdzie ona mieszka: w jakimś...tam... Buckingham Palace.
A co ta nazwa wskazuje – Nic – absolutnie nic... brytyjskiego!!!

Mówiłem im też czasami (po paru szklankach whisky), że za chwilę zadzwonię do "Elki tej Drugiej", i powiem jej - co ona traci - nie będąc z nami. Tu w k...raju królowej.

Madison, zbudował ktoś inny; ale ja go przerobiłem całkowicie według własnej wyobraźni. Właściwie każdy dom, w którym mieszkałem dłużej sam czy też z rodziną, po pewnym czasie remontowałem, aby odzwierciedlić stan uczuć mojej duszy. W danym, innym czasie. A jak wiadomo; jedyna w życiu rzecz stała – to ciągła zmiana.

Do Madison zakupiłem wspaniałe, mauretańskie, starodrewniane, olbrzymie odrzwia wejściowe, które znalazłem na sprzedaży - podczas naszej wycieczki - wokół zamków Loary. Każde otwarcie tych wrot, cudownych drzwi, wciskało w nasze pielesze - nieznane zapachy historii a trzeszczenie zawiasów oraz łomoty przeszłości - tradycje wielu wieków i cywilizacji minionych – z historii. Wrota były ponoć z trzynastego wieku, tak oznajmił nam sprzedawca, chociaż nie wydał zaświadczenia. Nieważne - wrota były wielkie - robiły na każdym wrażenie, przy każdym otwarciu.

Potem znalazłem cudowny, majestatyczny i kryształowy żyrandol barokowy zawierający... bagatela 365 żarówek, który idealnie z wrotami... harmonizował. Oświetlał nasze "foyer" każdego dnia w roku.

Do tych cudów historii dołożyłem, wielką białą, marmurową rzeźbę z Florencji – XVIII wiek - (Szkoła Canovy), która zdobiła - od 1807roku, fronton pierwszego banku w Australii (Colonial Mutual).  Przedstawiała Davida, broniącego matkę z dziecięciem na ramieniu, atakowaną przez dzikie bestie. Kiedyś to były bestie, dzisiaj to są inne dziekie stworzenia w każdym Banku świata - banksterzy.

Tak ułożyłem wszystkie elementy, kompozycji spektakularnego wejścia do domu -naszego Madison. Tuż za drzwiami było obszerne foyer; w nim marmurowe schody, które po obu stronach dużego hallu, prowadziły na pierwsze piętro - na poziom sypialni (których tam było osiem) oraz domowego kina stereo – na 30 osób. Ekran w kinie - był pełnowymiarowy – 2.5 x 5 metrów.

Sufit naszego Foyer o powierzchni 100m2, ozdobiłem sztukaterią i kopią obrazu „Narodziny Venus”- Boticelliego. Foyer Madison wyglądało rewelacyjnie. Choć być może nie w guście każdego. Szczególnie ludzi - wielbicieli nowoczesności. Nawet nasze dzieci, mówiły na Madison – "Muzeum...ojców".

Wszyscy wizytujący rezydencję zachwycali się foyer/wejściem a to było preludium pozostałej części parteru. Na wprost była duża sala koncertowa z antycznym fortepianem, na którym grał podobno dawno kiedyś Chopin i obrazami polskich romantyków; Brandta, Malczewskiego (oraz kopia obrazu "Rejtana" - Matejki, namalowana przez jego ucznia Czesława Moniuszkę, syna słynnego kompozytora - Stanisława)

Dalej była oranżeria roślin tropikalnych z basenem krytym błękitem, spa oraz obowiązkowo - duża klatka pamiętajaca czasy Ostatniej Dynastii Persji (Reza Pahlavi) - wraz z papugami i innymi egzotycznymi ptakami. W lewo alabastrowe łuki, kolumnada prowadziła do salonu z barem, który był zwieńczony owalną, formalną salą jadalną, (na „oficjalne” przyjęcia, z onyxowym stołem, dla 24 osób).

Wszystkie okna wychodziły na zatokę zachodów słońca, które były muzyką i poezją spędzanych tam wieczorów. A było ich wiele, i czasem były one co dzień...choć po zachodzie.

Prawa strona foyer miała mój gabinet i bibliotekę, obłożoną książkami; za tym była kuchnia z jadalnią „codzienną”, pomieszczenia gospodarcze, dalej gymnasium, sauna i sala do masażu. Wszystko było otoczone tropikalną roślinnością, która spływała łagodnie do zatoki oceanu. Czasem o różnych porach podpływały do nas delfiny, czasem nawet i rekiny z wizytą - "memento mori".  Nie były one groźne, bo wszelkich ryb była w oceanie taka obfitość...,że człowiek był bezpieczny.

Na marginesie trzeźwości... Rozmawiałem kiedyś na marze nocnej z rekinem, który stwierdził, że "podnieca go jedynie krew ludzka"... ale mięso ryb jest bardziej świeże i ekologiczne. No cóż, trudno kłócić się z gustami natury.

Kąpałem się w oceanie wielokrotnie i nigdy, nie widziałem żadnego zagrożenia. A wody były czyste i ciepłe. Czasem zmącone wiatrem i odpływami, przypływami ale nigdy takie same.
Aby zakończyć podróż po Madison - dodadam tylko, że na piętrze było osiem sypialni, każda z własną łazienką oraz tarasem/balkonym - przeglądających się w wodach zatoki.
Plac wokół domu - zaprojektowany przez specjalistę, rodem z Edenu; był pełen kolorowych egzotycznych drzew i kwiatów; rosły palmy, kokosy, mango i inne cuda - wianki tropików Australii. Był oczywiście też kort tenisowy - no i przystań dla naszej łodzi - "EuroPak 8".

Tak właśnie, kolejny raz spełniło się marzenie mojego dzieciństwa... Aby zbudować duży dom...


Mieszkaliśmy w Madison od 1.04.2003 roku i przez kilka lat mieliśmy wymarzony, absolutny spokój. Ponieważ była to wyspa, mieliśmy zawszę ciszę, spokój i codzienny szum fal, bardzo rzadko zmącone cywilizacją. Taki prawdziwy Raj na Ziemi. Choć podobno ten prawdziwy Raj trwa wiecznie...a ziemski jest czasowy.
 
Ale czym jest wieczność? Czy ona następuje wtedy kiedy stają zegary – czy też wieczność jest wtedy, gdy się czasu nie liczy... Tak było może tym razem.
No bo przecież Raj – na tej naszej ziemi...nie może trwać wiecznie. W końcu przyjdzie ktoś albo stanie się coś... co zniszczy Twój spokój, ciszę, błogość... no i własny Raj...

Ryszard Opara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy