polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Po kilkudziesięciogodzinnym zamknięciu nieba do Polski przyleciały samoloty z Dubaju i Omanu z Polakami wracającymi do kraju.Tysiące obywateli Polski wciąż zablokowane jest w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i innych państwach regionu. Wiele połączeń lotniczych pozostaje zawieszonych, a decyzje o wznowieniu ruchu uzależnione są od sytuacji bezpieczeństwa i ewentualnego otwarcia przestrzeni powietrznej. * Prezydent Karol Nawrocki podczas spotkania z prezesem NBP Adamem Glapińskim przedstawił propozycję "Polski SAFE 0%". Celem jest sfinansowanie 185 mld zł na wzmocnienie sił zbrojnych bez odsetek i bez zaciągania długu, jako suwerenna alternatywa dla unijnego, warunkowego programu SAFE, forsowanego przez rząd Donalda Tuska. * * * AUSTRALIA: Władze Australii oficjalnie poparły działania militarne USA i Izraela podjęte przeciwko Iranowi. Trwa akcja sprowadzania obywateli Australii utkniętych na Bliskim Wschodzie z powodu zamknięcia przestrzeni powietrznej. Rząd zaplanował kolejne loty komercyjne, aby umożliwić powrót tysiącom osób przebywających m.in. w Dubaju. * * * SWIAT: Sytuacja na Bliskim Wschodzie gwałtownie eskalowała po rozpoczętej 28 lutego 2026 r. wspólnej operacji USA i Izraela (nazywanej m.in. „Epic Fury” lub „dekapitacją”). W wyniku nalotów w Teheranie zginął Najwyższy Przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei.Nad kopułą Meczetu Jamkaran w prowincji Qom wzniesiono „czerwoną flagę”. To symbol zemsty za śmierć Chameneiego, W odwecie Iran przeprowadził zmasowany atak rakietowy na terytorium Izraela i bazy USA na Bliskim Wschodzie.
POLONIA INFO:

Thursday, January 16, 2020

Premiera "Carmen" w SOH z udziałem Łukasza Golińskigo

Łukasz Goliński (torreador z Granady) podczas
premiery  Carmen w Sydney Opera House. Fot. K.Saunders 
W sobotę, dnia 11 stycznia b.r., w Sydnejskim Teatrze Operowym im. Joan Sutherland odbyła się premiera dzieła George'a Bizeta - Carmen. Opera w trzech obsadach będzie wystawiana do 26 marca, a polski bas-baryton Łukasz Goliński występować będzie do 22 lutego.  (Trwa ona ok. 2 i pół godziny; śpiewana w języku francuskim z tłumaczeniem widocznym ponad sceną i w kilku miejscach na widowni.)

Konia z rzędem temu kto wymieni tytuły oper, gdzie akcja toczy się w malowniczym hiszpańskim mieście Sewilli.  Dla ułatwienia podaję, że wśród kompozytorów tych oper znajdziemy tak wybitne nazwiska jak Rossini, Mozart, Beethoven, Verdi czy wyżej wymieniony Bizet.

Otóż francuski kompozytor George Bizet idąc śladem swoich znakomitych kolegów wziął tym razem na warsztat nowelę Prospera Merimee i wbrew swoim najśmielszym oczekiwaniom stworzył dzieło iście ponadczasowe, bijące wszelkie rekordy, jeśli chodzi o częstotliwość wystawiania go w największych teatrach operowych.

Niestety Bizet zmarł w wieku lat 36 i nie doczekał ani jednego z triumfów jakie już od lat 145 święci jego Carmen.
Reżyser sydnejskiej produkcji - John Bell (znany bardziej jako reżyser spektakli teatralnych niż operowych) pokusił się o przeniesienie akcji z hiszpańskiej Sewilli na Kubę, prawdopodobnie do Hawany.

Akurat musiało mu pasować, że Kuba słynie z produkcji cygar i że przemyt tytoniu - jako (równoległy do wątku romantycznego) wątek operowy mógł tu zaistnieć dzięki światowej renomie tego towaru. 
Nader oszczędna scenografia Michael'a Scott'a-Mitchell'a zasadza się na niezmiennym zestawie obskurnych, ciemnych bram otaczających scenę, które jak kobieca kultowa czarna sukienka mogą być 'ubierane' na najróżniejsze okazje pod warunkiem że uzupełnią je pomysłowe dodatki.

W tym wypadku dodatkami są przede wszystkim efekty świetlne.  A mianowicie lampki sugerujące rozgwieżdżone niebo (Akt 2), różnobarwne lampiony i balony, a nawet dwa pokolorowane na  modłę hiszpańską Lajkoniki (początek Aktu 4).  Tak, Lajkoniki ... Kto od kogo zapożyczył to "stworzenie" nie wiadomo ...
Resztę scenografii uzupełniają dostosowane do akcji światla w oknach ponad bramami oraz samochody elektryczne, które dowożą na tańce rozochoconych gości (Akt 2), a potem już całkiem trzeźwych ładowaczy nielegalnego towaru (Akt 3).

Największym jednak efektem wizualnym są wszechobecne "zabójcze" stroje, zupełnie nie-cygańskie, ale "kubańskie': obcisłe garnitury i mini-sukienki w kolorach bynajmniej nie-pastelowych, czyli: neonowo-żółtym, jasno-różowym, jasno-pomarańczowym, pomieszane z odblaskowymi: zielonym, niebieskim, brązowym i fioletowym.

Dlatego pewnym ukojeniem dla oka jest koniec Aktu 4, kiedy na słabo oświetlonej scenie została już tylko para głównych bohaterów: on w czarnym wyświechtanym płaszczu i takowyż spodniach, ona w czarnej bajecznie eleganckiej sukience otoczeni murem ... bram.  Wszystko to stwarza atmosferę jakiejś makabrycznej korridy, gdzie Don Jose jako domniemany torreador po ciężkich zmaganiach powala trupem swoją ofiarę -  Carmen.
Chór Opery Sydnejskiej wraz z Children Chorous w Carmen George'a Bizeta w SOH. Fot. K. Saunders

Opera ta jako widowisko pełne werwy i energii, tudzież wysokiej klasy doświadczenie muzyczne, odniosła i tym razem pełny, i zasłużony sukces.

Odtwórcy głównych ról: Veronica Simeoni (Carmen) i Roberto Aronica (Don Jose) byli świetnie zgrani.  Znakomici również byli odtwórcy ról drugoplanowych: Claudia Pavone (Micaela), Łukasz Goliński (Escamillo, torreador z Granady), Simona Mihai (Mercedes) i Agnes Sarkis (Frasquita).
Nawiasem mówiąc torreador z Granady, cieszący się powszechnym uwielbieniem z wielką gracją obdarowywał swoje wielbicielki autografami (nawet jeśli - z braku karteczki - proszony był o podpis na zgrabnej "hawańskiej" nóżce).  Ponadto wzbudzał na scenie niekłamany entuzjazm, gdy witając płeć piękną popisywał się galanterią, nie zapominając  o całowaniu panienek w rękę.  Nic też dziwnego że impulsywna Carmen zakochała się w nim od razu, bez najmniejszego wahania; z wzajemnością ....

Kończąc te rozważania, należy podkreślić mistrzostwo dyrygenta, Christiana Badei.  Pod jego batutą cały zespół operowy: soliści i chór brzmieli wspaniale.  A orkiestra ?  Otóż dzięki niemu właśnie mieliśmy okazję upajać się wstępami orkiestrowymi przed każdym aktem, przy opuszczonej kurtynie.  Dzięki temu publiczność skupiwszy się tylko na muzyce, nie była prowokowana do oglądania czegokolwiek na scenie (jak to się na ogół zdarza), ale mogła całkowicie oddać się niebiańskim dźwiękom melodii, które - chcąc nie chcąc - może nieświadomie, może bez znajomości całej historii Carmen, nucimy sobie od wielu, wielu lat.

Sabina Skrzypczak Full


Zobacz też:  Polacy w sydnejskich przedstawieniach operowych w Sydney

No comments:

Post a Comment

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy