polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Prezydent Karol Nawrocki podpisał rządową ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych jednocześnie kierując ją w trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego ze względu na wątpliwości prawne. W specjalnym orędziu prezydent wezwał premiera Donalda Tuska i koalicję rządzącą do natychmiastowego obniżenia cen paliw do poziomu 5,19 zł za litr, powołując się na obietnice składane w kampanii wyborczej.. * * * AUSTRALIA: Mieszkańcy stanu NSW zmagają się z masowym nalotem milionów ciem Bogong. Owady wciskają się w każdą szczelinę w domach i na przedmieściach, pozostając tam znacznie dłużej niż podczas typowych migracji w poprzednich latach. * * * SWIAT: We Francji trwają masowe protesty i brutalne zamieszki z udziałem licealistów oraz studentów. Według oficjalnych szacunków na ulice wyszło około 250 tysięcy osób (organizatorzy mówią o dwukrotnie wyższej liczbie), a skala zatrzymań i starć z policją jest określana jako największa we Francji od czasów II wojny światowej.Od początku protestów zatrzymano ponad 5–6 tysięcy osób (w większości nieletnich). Rannych zostało ponad 700 policjantów oraz kilkuset uczniów. Protestujący krytykują ograniczanie wydatków na edukację przy jednoczesnym zwiększaniu nakładów na zbrojenia.
POLONIA INFO: Polski Teatr Stary: Lekkomyślna siostra - 10.10, godz. 17:00; 11.10, godz 15:00 - THE PARKS THEATRE 46 Cowan St, Angle Park

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Przemyslaw Piasta: Polska Tupolewem świata

Tu-154. Fot. Wikimedia commons / D. Karpezo (adopt.)
Dobrze się stało, że w cieniu około-epidemicznych obostrzeń nie doczekaliśmy się znaczącej fety dziesiątej rocznicy katastrofy prezydenckiego Tu-154. Choćby dlatego, że na dziesięć lat po tym wydarzeniu ciągle nie jesteśmy w stanie rozmawiać o nim w cywilizowany sposób. Szkoda, gdyż taki dyskurs miałby dla naszego społeczeństwa właściwości wysoce terapeutyczne. Tymczasem zamiast wymiany poglądów mamy z jednej strony wulgarny rechot w rodzaju prostackiego skeczu Stuhra juniora, z drugiej zaś parareligijny kult z własną mitologią, świętymi a nawet kapliczkami. Pamięć została rozmyta i zmieniona w tragifarsę.
 
Warto jednak spróbować porozmawiać, bo Smoleńsk jest dla nas ważny. Choćby dlatego, że zdeterminował naszą politykę na dekadę. Podzielił scenę na dwa zwaśnione na śmierć i życie obozy: PiS i anty-PiS. Rozpoczął wojnę. A gdy świszczą kule (na szczęście jak dotąd w jedynie w przenośni) nie ma miejsca na spokój, umiar, rozsądek. Są tylko emocje, i to wyłącznie negatywne: pogarda i nienawiść. W przewrotny sposób wszyscy staliśmy się więc ofiarami katastrofy smoleńskiej. I jej zakładnikami.

Katastrofa smoleńska nie nauczyła nas zbyt wiele. Po dziesięciu latach wciąż żyjemy w państwie z dykty, gdzie procedury są tylko pustym hasłem a prawo stosowane jest wyłącznie gdy jest to na rękę władzy. Samo prawo jest też marnej próby. Pełne wewnętrznych sprzeczności, uchwalane nocą, bezrefleksyjnie i na szybko, podpisywane na kolnie przez bezwolnego Prezydenta. Zresztą jakiego prawa i jakich procedur oczekiwać po państwie gdzie nie rządzą konstytucyjne organy, państwie sterowanym z tylnego siedzenia przez szefa jednej z partii?
 
Tą słabość bezwzględnie obnażył pierwszy poważniejszy kryzys. Około-epidemiczna histeria pozwoliła rządzącym rozwinąć skrzydła. Zakazy i nakazy wydawane bez wyraźnej podstawy prawnej, często przez nieuprawnione do tego organy. Sprzeczne pomysły i sygnały. Wariacka legislacja pełna prawnych bubli i anty-obywatelskich obostrzeń. Tracza kryzysowa tak dziurawa, że tuż po jej uchwaleniu trzeba było natychmiast przygotować kolejną. I tak dalej, i tak dalej…
 
Po dziesięciu latach od katastrofy smoleńskiej okazuje się, że wszyscy jesteśmy wewnątrz wielkiego Tupolewa. Samolot lata to tu to tam, w nieznanym nikomu kierunku. Załoga ignoruje wszelkie procedury i polecania wierzy kontroli lotów. Pilotuje nas kapitan, lecz realne polecenia wydaje jeden z pasażerów – stary zgorzkniały człowiek otoczony garstką klakierów. Nie wiemy gdzie lecimy i czy lecimy gdziekolwiek. Co jakiś czas samolot trafia na turbulencje, na szczęście jak dotąd łagodne. Czasami lekko przerywa jeden silnik. Nic poważnego.
 
Czas zabijamy kłócąc się ze współpasażerami. Dyskretnie naprowadzani sugestiami pasażerów pierwszej klasy podzieliśmy się na dwa obozy. Teraz wzajemnie się nienawidzimy i zwalczmy się na wszystkie możliwe sposoby. Jeśli ktoś nie chce się z nami kłócić (wszędzie jest pełno marud) natychmiast łączymy siły przeciwko niemu. Zabawa jest tak przednia, że determinuje całą naszą uwagę. Pierwsza klasa też się z sobą czubi, ale mniej zaciekle. Co jakiś czas pasażerowie przesiadają się na drugą, zwaśnioną stronę i nikomu to nie wadzi. To pewnie dlatego, że w pierwszej klasie są lepsze drinki i przekąski.
 
Większość z nas nie pamięta już jak lata się innymi, normalnymi liniami. Nie zważa na drobne nieścisłości, cieszy się lotem. Są jednak tacy, którzy trochę się niepokoją. Wiedząc, że nasz samolot jest już leciwy drżą przy każdej większej turbulencji. Psują humor innym współpasażerom. Raz na jakiś czas ktoś żartuje, że zaraz wylądujemy. Tymczasem bezpiecznego lądowiska nie widać. Wszędzie tylko mgła. Ale przecież nie będziemy lądować we mgle. Prawda. Prawda?
 
 
Przemysław Piasta
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy