polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Polska znalazła się wśród krajów wskazanych przez Rosję jako miejsce produkcji dronów dla Ukrainy. W opublikowanym przez rosyjskie Ministerstwo Obrony wykazie pojawiły się adresy firm z Europy, które wspierają ukraiński przemysł zbrojeniowy. "To lista potencjalnych celów" - oświadczył Dmitrij Miedwiediew wiceszef Rady bezpieczenstwa FR. * * * AUSTRALIA: Rząd federalny mierzy się z krytyką po ogłoszeniu kampanii o wartości 20 mln USD, która ma zachęcać Australijczyków do oszczędzania paliwa. Rośnie niepokój dotyczący niestabilności dostaw paliw. Premier Anthony Albanese oraz minister spraw zagranicznych Penny Wong udają się w tym tygodniu z wizytą do Brunei i Malezji. Celem podróży jest zabezpieczenie dostaw ropy i oleju napędowego. * * * SWIAT: "Jeśli Stany Zjednoczone będą kontynuować blokadę morską, Iran uzna to za naruszenie zawieszenia broni i zamknie cieśninę Ormuz" - poinformowała w piątek irańska agencja państwowa Fars. Tymczasem prezydent Donald Trump zapewnił w piątek, że cieśnina Ormuz pozostaje "całkowicie otwarta", ale blokada irańskich portów nadal obowiązuje. Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi poinformował z kolei, że ruch statków handlowych przez cieśninę będzie dozwolony do końca obowiązywania rozejmu z USA i Izraelem, który wszedł w życie 8 kwietnia i ma potrwać do 22 kwietnia. Dodał, że otwarcie cieśniny jest powiązane z obowiązującym zawieszeniem broni w Libanie. Po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran z 28 lutego Teheran zablokował ruch przez Ormuz, którym transportowano około jednej piątej światowego wolumenu ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego.
POLONIA INFO:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katastrofa smoleńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katastrofa smoleńska. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Prof. Kowaleczko obala tezy kolejnego "eksperta Macierewicza"

Fot. Faktysmolensk.gov.pl
Tu-154M po utracie końcówki skrzydła wykonał półobrót i jednocześnie "górkę", odchylając tor lotu w lewo - wynika z symulacji ostatnich sekund lotu przeprowadzonej przez jednego z najlepszych polskich specjalistów w dziedzinie mechaniki lotu prof. Grzegorza Kowaleczko. Jego zdaniem obliczenia potwierdzają ustalenia raportów MAK i komisji Millera.
 

Liczące 103 strony opracowanie opublikował na swojej stronie zespół smoleński przy kancelarii premiera, którym kieruje Maciej Lasek. Prof. Kowaleczko - jak zaznaczył Lasek - wykonał swoje opracowanie z własnej inicjatywy i przekazał je bezpłatnie zespołowi.
Całą analizę można przeczytać na stronie
faktysmolensk.gov.pl 

sobota, 2 listopada 2013

Nowy Kaszpirowski

Adin, dwa, tri… hipnotyzował dwadzieścia lat temu z ekranu telewizora rosyjski uzdrowiciel Anatolij Kaszpirowski. Przed milionami odbiorników ludzie ustawiali butelki z wodą, którą energia płynąca od uzdrowiciela miała zamieniać w cudowny lek na każdą bodajże dolegliwość, od wypadania włosów po nowotwory. Wielu Polaków drapało się w głowę, próbując zrozumieć skąd taka fascynacja podejrzanym uzdrowicielem, ale przynajmniej część z nich dochodziła do wniosku, że skoro transmitują jego seanse w telewizji i śledzą je miliony, to coś musi być na rzeczy.

Rosyjski uzdrowiciel zniknął z anteny po serii skandalów, a wraz z nim na jakiś czas zapanowała pustka na polu seansów zbiorowej hipnozy. Rzeczywistość jednak nie znosi próżni, więc z czasem pojawiali się tu i ówdzie podobni manipulanci, nie odnosząc jednak już takich sukcesów. Do czasu. Po tragicznym w skutkach locie do Smoleńska z kwietnia 2010 r. swoje ukryte talenty zaprezentował całej Polsce poseł PiS Antoni Macierewicz. W charakterystyczny dla siebie sposób, z niezachwianym przekonaniem o gloszonej „jedynej prawdzie”, prowadzi regularne seanse hipnozy nazywane posiedzeniami Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 roku, w skrócie nazywanym po prostu zespołem Macierewicza.

niedziela, 22 września 2013

Kompromitacja ekspertów Maciarewicza

Antoni Maciarewicz lansujacy hipotezy o zamachu jako
 przyczyny katastrofy smoleńskiej. Fot YouTube
Eksperci  Antoniego Macierewicza przedstawili w prokuraturze swe kompetencje, ale  nie przedstawili dowodów na wybuch tupolewa w katastrofie pod Smolenskiem, w której zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński  – donosi Gazeta Wyborcza.  Wojskowa prokuratura, która bada katastrofę smoleńską, przesłuchała autorów najgłośniejszych hipotez o zamachu. - Żaden nie przekazał materiałów i danych, które stanowiły podstawę do prezentowanych wcześniej wniosków – poinformował  rzecznik prokuratury kpt. Marcin Maksjan. We wtorek Gazeta Wyborcza opisała część zeznań ekspertów Maciarewicza.

Prokuratura pytała o dowody na to, że: * to nie była katastrofa lotnicza, ale zamach, * samolot rozpadł się z powodu wybuchów, * skrzydło nie mogło się rozpaść w zderzeniu z brzozą.
Jeden z ekspertów na pytanie o doświadczenie w badaniu katastrof wyznał, że od dziecka interesuje się lotnictwem, w młodości sklejał modele samolotów i siedział kiedyś w kokpicie Su-33 (samolot myśliwsko-bombowy). No i że latając samolotami, obserwuje, jak zachowują się skrzydła. Zapytany o doświadczenie w dziedzinie materiałów wybuchowych wyznał śledczym, że był świadkiem eksplozji w szopie. Zob art. w GW: "Sklejałem modele"..

czwartek, 16 maja 2013

Ernest Skalski: Szemranie w pułkach smoleńskich

Zbigniew Girzynski, poseł PiS
Rafał Rogal­ski, czło­wiek do wyna­ję­cia. Naj­mi­morda wedle potocz­nych okre­śleń. Skoń­czył mu się kon­trakt u Kaczyń­skiego, to zwi­nął swoje 250, czy 300 tysięcy i przej­rzał na oczy. Już wie, że to żaden zamach, i że naj­bar­dziej odpo­wie­dzialni za kata­strofę zgi­nęli w niej. Ma wszakże przy­naj­mniej tyle przy­zwo­ito­ści, że przy­znaje się do swo­jej wcze­śniej­szej schi­zo­fre­nii i, przy dobrej woli, można to nawet uznać za skruchę.

Spo­wiedź i skru­cha mece­nasa Rogal­skiego nie jest waż­nym wyda­rze­niem poli­tycz­nym. Ważne są wystą­pie­nia posła PIS Zbi­gniewa Girzyń­skiego i świeżo wybra­nego sena­tora, a do nie­dawna posła, tej par­tii, Bole­sława Pie­chy. Obaj są pro­mi­nent­nymi człon­kami PIS. Pano­wie, podob­nie jak mece­nas, stwier­dzili, mówiąc w uprosz­cze­niu, że w Smo­leń­sku nie doszło do zama­chu, a miała miej­sce kata­strofa. Obaj pod­wa­żają prze­ko­na­nie Anto­niego Macie­re­wi­cza o wybu­chach w samo­lo­cie. W ten spo­sób doko­nują swo­istej apo­sta­zji, wypi­sa­nia się ze smo­leń­skiego kościoła, ofi­cjal­nej reli­gii ich par­tii. Dlaczego ?
To, że to nie był zamach jest oczy­wi­ste dla ludzi o zdro­wych zmy­słach, więc może nale­ża­łoby spy­tać dla­czego się wcze­śniej opo­wia­dali za wer­sją zama­chu, czy godzili się na nią. Ale odpo­wiedź wydaje się pro­sta; wdzieli w tym inte­res par­tii i swój. Co zatem się stało, że prze­stali go widzieć ?

niedziela, 14 kwietnia 2013

Dyktatura ciemniaków wiecznie żywa

Ste­fan Kisie­lew­ski wła­dzę swo­ich cza­sów nazwał „dyk­ta­turą ciem­nia­ków”. Dzi­siaj taki dyk­tat i taką wła­dzę nad spo­łe­czeń­stwem mają media.

Wła­dy­sław Gomułka, który za cza­sów Kisie­lew­skiego spra­wo­wał wła­dzę, i par­tia, któ­rej prze­wo­dził, mieli przed sobą wielki cel: komu­nizm. Do tego wio­dła dyk­ta­tura pro­le­ta­riatu, któ­rego awan­gardą była PZPR.
Jaki cel mają dzi­siaj media? Powszechne szczę­ście i pano­wa­nie Pol­ski nad świa­tem osią­gnięte poprzez dyk­ta­turę PiS-u?
Pre­zes Jaro­sław Kaczyń­ski jest do niej gotowy. Według danych, które do niego docie­rają, może liczyć na 58% w następ­nych wybo­rach do Sejmu. Media mu w tym poma­gają. I to nie tylko jaw­nie pisow­skie. Ale także te dla nie­po­znaki przez jego zwo­len­ni­ków pięt­no­wane. Choć dające np. pełne trans­mi­sje z poru­sza­ją­cych publikę obrad zespołu posel­skiego pod przy­wódz­twem posła Macie­re­wi­cza, który oka­zał się wysoko oce­nia­nym show­ma­nem. Ostat­nio dołą­czyła do nich także TVP. Może prze­jęta moż­li­wym zwy­cię­stwem PiS-u, a może z gospo­dar­no­ści, licząc przy­chody rekla­mowe (podobno blok reklam mię­dzy smo­leń­skimi fil­mami był sąż­ni­sty; nie wiem, bo nie oglądałam).
Pro­gramy o dziw­nej zawar­to­ści, big­bro­thery itp. są chęt­nie oglą­dane z róż­nych powo­dów. Psy­cho­lo­gia i socjo­lo­gia tłu­ma­czą ludz­kie zami­ło­wa­nie do dziw­no­ści, życio­wo­ści, pod­glą­dac­twa, wpa­try­wa­nia się w ułom­no­ści i maka­bry. Dopóki jest to w jakimś jed­nak stop­niu fik­cja, to w porządku. Kto lubi, niech ogląda. Ale skoro w tę stronę idzie infor­ma­cja o świe­cie nas ota­cza­ją­cym, coś chyba jest nie tak. Bo infor­ma­cja staje się kre­acją. Kłam­stwo smo­leń­skie, powta­rzane przez posła Macie­re­wi­cza sto razy, staje się smo­leń­ską prawdą. A ta prawda ma obro­dzić kart­kami wybor­czymi w urnach.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Beneficjenci Smoleńska


 

 Trzy lata temu wyda­rzyła się kata­strofa, która wstrzą­snęła kra­jem. Pre­mier Tusk, skła­da­jąc w rocz­nicę rano kwiaty na cmen­ta­rzu, wyra­ził nadzieję, że każ­dego z nas stać będzie na oso­bi­stą refleksję.

A oto moja.

Tam­tego dzie­sią­tego kwiet­nia chyba nie było w Pol­sce czło­wieka, który – nie­za­leż­nie od swo­ich poglą­dów poli­tycz­nych – nie czułby się poru­szony i przy­gnę­biony. Dzi­siaj nie­wiele z tych uczuć pozo­stało – nie tylko dla­tego, że czas w spo­sób natu­ralny leczy rany i zaciera pamięć. Sprawa przy­brała cha­rak­ter ponu­rej, ści­śle poli­tycz­nej gro­te­ski. Kilka osób poru­sza­ją­cych sznurki w tym teatrze, wciąga w jałowe roz­wa­ża­nia pół narodu, usi­łu­jąc udo­wod­nić światu, że pra­wie setka osób, w tym pre­zy­dent Rze­czy­po­spo­li­tej, padła ofiarą zamachu.
Ana­lizy i eks­per­tyzy mnożą się jak grzyby po desz­czu, jedna dziw­niej­sza od dru­giej. Nigdy jed­nak nie sły­sza­łam, aby w tym PiS-owskim docho­dze­niu otwar­cie sfor­mu­ło­wano pod­sta­wowe pyta­nie zada­wane w śledz­twach doty­czą­cych zbrodni: CUI BONO?
Może więc warto je zadać?

Kto odniósł korzyść z kata­strofy tupolewa?
A zatem: kto zde­cy­do­wał się na tak straszny czyn?

Czyżby Donald Tusk w oba­wie, że potężny pre­zy­dent dopro­wa­dzi do oba­le­nia jego rządu? Wielka to musiała być obawa, skoro, decy­du­jąc się na zamach, odża­ło­wał dzie­więć­dzie­siąt pięć osób, w tym paru wła­snych przy­ja­ciół. A efekt mizerny, jak dotąd bowiem z powodu kata­strofy tupo­lewa ma wyłącz­nie problemy.
A może win­nym jest Putin, który tak wystra­szył się Lecha Kaczyń­skiego, że nie zawa­hał się przed doko­na­niem zbrodni? Dla rosyj­skiego satrapy, jak wia­domo, setka ludzi wię­cej, setka mniej, to małe piwo. Tylko co mu z tego przy­szło? Poczuł się lepiej? Bez­piecz­niej? Bezkarniej?
Nie­za­leż­nie od tego, któ­rego z tych dwóch panów wyty­pu­jemy na sprawcę i bene­fi­cjenta zama­chu (zakła­damy, że główną ofiarą miał być pre­zy­dent) – żaden z nich głupi nie jest i gdyby naprawdę chciał fizycz­nie usu­nąć Lecha Kaczyń­skiego z drogi, zna­la­złby na to prak­tycz­niej­szy spo­sób, cich­szy i bez nie­po­trzeb­nych fajerwerków.

Kto więc naprawdę sko­rzy­stał na smo­leń­skiej katastrofie?

środa, 10 kwietnia 2013

W trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej

Telewizja Polska pokazała dwa filmy o katastrofie smoleńskiej: „Śmierć prezydenta" National Geographic i „Anatomia upadku" Anity Gargas. Tezy przedstawione w obu produkcjach są rozbieżne. Tak jak stanowiska co do przyczyn katastrofy w polskim społeczeństwie, co pokazała gorąca dyskusja w studio z udziałem naukowców i publicystów. Filmy i dyskusja po ich emisji zostały przedstawione  z okazji trzeciej rocznicy katastrofy w której  zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką. 
Samolot Tu-154M 10 kwietnia 2010 roku o godzinie 8.41, rozbil się  tuż przed lotniskiem Smoleńsk-Północny. Dochodzenia na temat przyczyn i okoliczności wydarzeń, które rozegrały się tego mglistego poranka mocno podzieliły polską opinię publiczną. To był wypadek czy zamach? Co dziś, po trzech latach, wiemy o tym tragicznym wydarzeniu?

Oficjalnie przyczyny katastrofy smoleńskiej badały dwie komisje: rosyjska (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy - MAK) oraz polska (Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego). Jako pierwszy swój raport opublikował MAK. Został on zaprezentowany na konferencji prasowej w Moskwie, 12 stycznia 2011 roku. Polska komisja, która pracowała pod przewodnictwem ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera przedstawiła swoje ustalenia kilka miesięcy później, 27 czerwca 2011 roku.



środa, 30 stycznia 2013

Światowa premiera filmu w NatGeo o katastrofie smoleńskiej



W niedzielę na National Geographic Channel  odbyła się światowa premiera specjalnego odcinka serii Katastrofa w przestworzach pt. "Śmierć prezydenta".  Odcinek specjalnie ważny dla Polaków,  gdyż opowiada o katastrofie rządowego TU-154M z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie  10 kwietnia 2010 roku.  
Choć oceny filmu są różne - przeważnie niezbyt pochlebne - to faktem pozostaje, że premiera filmu o katastrofie smoleńskiej zgromadziła przed telewizorami blisko 2 miliony widzów co pozwoliło tematycznej stacji pokonać  takich popularnych gigantów jak TVP1 i TVP2. Jedno jest pewne:  na podstawie tego filmu miliony ludzi na całym świecie ukształtują swoją wiedzę o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

niedziela, 4 listopada 2012

Ponowny pochówek prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego

Ponowne uroczystości pogrzebowe
 ostatniego prezydenta Polski na
uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego
 3 bm. w Świątyni Opatrzności Bożej
w Warszawie. (PAP/Fot. Jacek Turczyk)
W Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie Polacy oddawali hołd ostatniemu prezydentowi Polski na uchodźstwie, Ryszardowi Kaczorowskiemu. "Twoje życie to testament dla przyszłych pokoleń" - żegnał prezydenta bp Antoni Dydycz i apelował o dążenie do prawdy.

Bp Dydycz przeprosił zmarłego prezydenta i jego rodzinę "za wcześniejsze bolesne doświadczenia i ostatnie upokorzenia".
"Jesteśmy przekonani, że ideał, który pod Smoleńskiem sięgnął bruku, powinien się odbić i wznieść się wysoko. Sursum corda" - mówił w czasie sobotnich uroczystości bp Dydycz.
"Te dodatkowe dwa i pół roku niepokojów chcemy jak najgłębiej przemyśleć, aby jak najlepiej odczytać i przekazać nowym pokoleniom jako Twój testament" - mówił Antoni Dydycz o czasie, jaki minął od tragicznej śmierci prezydenta w katastrofie smoleńskiej.
Biskup podkreślił, że "w tym testamencie odnajdujemy wszystko to, co było i być powinno najszlachetniejszego w naszym narodzie". "Ten testament uczy nas jednego - że ci, którzy wiernie służyli narodowi, zawsze starali się pamiętać o jego tożsamości, tożsamości zbudowanej na trzech kolumnach, które wyrażają słowa: Bóg, honor i ojczyzna, a treści, które w nich się zawierają, odnajdujemy wyjątkowo czytelnie zapisane w Twoim testamencie, w Twoim życiu" - zaznaczył w mowie pożegnalnej.
"Pełni wdzięczności wciąż postrzegamy Ciebie jako harcerza, żołnierza, przywódcę, męża i ojca, a przede wszystkim jako jednego z najgodniejszych miana Polaka" - dodał bp Dydycz.
"Ponowne uroczystości pogrzebowe nasza rodzina przyjmuje z wielkim smutkiem. Wszyscy byliśmy przekonani, że państwo dopilnuje tej sprawy. To, co się stało, wydaje się niedopuszczalne. Dla nas, a zwłaszcza da cioci Karoliny to wielka rozpacz" - powiedział dziennikarzom po wyjściu ze świątyni krewny zmarłego prezydenta Grzegorz Kaczorowski.

czwartek, 1 listopada 2012

Cele i prawdy czyli trotylowa bomba polityczna

Dziś (31.10), dzień po publikacji materiału redaktora Cezarego Gmyza w „Rzeczpospolitej” o odnalezieniu na pokładzie wraku Tu 154M, który dalej stroi na smoleńskim lotnisku, stawiane jest kilka pytań. Nie dotyczą one wątłych przesłanek i dowodów, że odnaleziono na nim ślady – ponoć obszerne – trotylu i nitrogliceryny, lecz tego, jakie były jego prawdziwe motywy. Bo że jakieś były, tak sądzi wielu komentatorów, poza, co oczywiste, autorem tego materiału, który ponoć opierał się o wiarygodne ekspertyzy – ale tylko do wczesnych godzin popołudniowych.
Jedno tłumaczenie jest takie, że chodziło o „rozhuśtanie” polskiej sceny politycznej. To się udało znakomicie. Jeden krótki tekst, bez konkretów, za to z gorącymi deklaracjami autora, spowodował szeroki rezonans mediów i polityków. Pojawiają się komentarze i ich dementi, konferencje prasowe polityków – ta ze strony Prawa i Sprawiedliwości nie tylko przygotowana doskonale, ale także brzmiąca jako zapowiedź dalszych działań i otwartych oskarżeń zbrodni. Wszystko w „chmurze” sensacji i zapowiedzi eskalacji. Do czasu, kiedy naczelny „Rzeczpospolitej”, Tomasz Wróblewski, trzeźwieje i zaczyna rozumieć, że bomba odpalona w jego gazecie ma krótką spłonkę, jeszcze mniej trotylu, za to śmierdzącą klasę dziennikarską i polityczną.

sobota, 29 września 2012

Anna "Solidarność" pochowana powtórnie


Anna Walentynowicz - zdjęcie na nagrobku,
na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku. Fot.CC
Na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu odbył się w piątek pogrzeb Anny Walentynowicz, która zginęła 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie pod Smoleńskiem. Był to jej drugi pochówek po tym, jak okazało się, że jej ciało zostało zamienione z ciałem innej ofiary.

W ostatniej drodze legendarnej działaczce Solidarności towarzyszyło kilkaset osób; obecni byli m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz kilku parlamentarzystów tej partii, Andrzej i Joanna Gwiazdowie, b. I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku Tadeusz Fiszbach. Była też Marta Kaczyńska, córka zmarłych w katastrofie smoleńskiej Lecha i Marii Kaczyńskich.
Podczas pogrzebu pojawiły się transparenty - m.in. "Żądamy prawdy o Smoleńsku", "To był zamach". Ten ostatni transparent dwóch mężczyzn trzymało też na placu przed kościołem, gdzie wcześniej odbyła się msza żałobna w intencji Walentynowicz. Gdy nabożeństwo się rozpoczęło, przeszli oni główną nawą świątyni i stanęli za pocztami sztandarowymi w pobliżu ołtarza.
Walentynowicz w trakcie pogrzebu wspominał m.in. Jarosław Kaczyński. Anna Walentynowicz nie miała w życiu żadnych szans, a stała się współtwórcą największego ruchu społecznego w dziejach Polski i jednego z dwóch największych ruchów społecznych na świecie. Nie szła na żadne kompromisy - mówił Kaczyński.

wtorek, 22 maja 2012

Amerykańskie echa smoleńskich teorii spiskowych

Naj­pierw notka historyczna

Pierre-Simon de Laplace (1749 -1827) był, podob­nie jak poseł Macie­re­wicz, naj­pierw mini­strem spraw wewnętrz­nych Napo­le­ona (sic!), a po dymi­sji par­la­men­ta­rzy­stą. Nie wszy­scy wie­dzą, przy­naj­mniej ja nie pamie­ta­łem, że w tym roku mamy okra­głą rocz­nicę dwu­krot­nych odwie­dzin Napo­le­ona w Smo­leń­sku. Jechał szosą Kutu­zowa (choć tak się jesz­cze nie nazy­wała pod­czas pierw­szej wizyty), koło obec­nego lot­ni­ska Sie­wier­nyj, naj­pierw w jedną stronę, a po paru mie­sią­cach w drugą, w mniej­szym towa­rzy­stwie. Dokład­nie nad tą szosą, jak sądzi 200 lat póź­niej 18% Pola­ków, doko­nano zama­chu na pol­skiego pre­zy­denta i towa­rzy­szace osoby.
Jed­nak jakaż nie­sły­chana róż­nica! To wła­śnie wybitny nauko­wiec Laplace powie­dział, że im bar­dziej szo­ku­jąca teza, tym moc­niej­sze potrzebne są na nią dowody. Pierw­szy podobne rze­czy mówił Imma­nuel Kant (1724 - 1804). To powie­dze­nie stało się słynne po roz­po­wszech­nie­niu w XX w. przez Carla Sagana (1934 - 1996): extra­or­di­nary cla­ims requ­ire extra­or­di­nary evi­dence, czyli nie­sły­chane twier­dze­nia wyma­gają nie­sły­cha­nie sil­nych dowodów. Scep­tyk Mar­cello Truzzi mógł pod­su­nąć mu pomysł tego sfor­mu­ło­wa­nia. Ame­ry­ka­nie to w każ­dym razie dosko­nale rozu­mieją i dla­tego przed­kła­dają fizycz­nie dowie­dzione stwier­dze­nia ponad nała­do­wane emo­cją mity. Mają więc kilka ulu­bio­nych teo­rii spi­sko­wych, ale nie odwo­łują się do prze­są­dów ani uro­jeń. Pre­zen­tują mocne dowody lub odkła­dają sprawę na tylną fajerkę.
A w zespole Macie­re­wi­cza, jak zawsze, cze­goś nie zro­zu­miano… Lost in trans­la­tion! Pro­du­kują hipo­tezy, grzeją atmosferę.

A teraz już o ame­ry­kań­skich echach

niedziela, 29 kwietnia 2012

Czy Tu 154M uderzył w brzozę?

Przedstawiamy wywiad  z polskim naukowcem pracującym w Kanadzie, profesorem Pawłem Artymowiczem jaki przeprowadzil kilka dni temu dla portalu na:temat  Azrael Kubacki.  Rozmowa nie dotyczy polityki ale  realnych przyczyn fizycznych katastrofy smoleńskiej. Zasadnicze pytanie polega na tym  czy na podstawie realnych założeń naukowych i dostępnej wiedzy,  polski samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim i pozostałymi 95 osobami na pokładzie rozbił się 10 kwietnia 2010 roku w wyniku zderzenia z drzewem, czy jednak możliwe są inne przyczyny katastrofy? W rozmowie prof. Artymowicz odnosi się do opracowań specjalistów pracujących dla zespołu parlamentarnego Antoniego Maciarewicza – Wiesława Biniendy, Kazimierza Nowaczyka i Grzegorza Szuladzińskiego.

piątek, 20 kwietnia 2012

A więc...wojna!




Antoni Macie­re­wicz na spo­tka­niu klubu „Gazety Pol­skiej” w Kro­śnie stwier­dził, że  „Prze­cież zamach w Smo­leń­sku był wypo­wie­dze­niem Pol­sce wojny”. Uważa, że kata­strofa smo­leń­ska (zamach) to część szer­szego planu ataku Rosji na Pol­skę. Szkoda jed­nak, że nie pamięta, kto zapro­sił całe dowódz­two pol­skiego woj­ska na pokład tupo­lewa i kto jest odpo­wie­dzialny, że po kata­stro­fie woj­sko­wej samo­lotu CASA nie zre­ali­zo­wał zale­ceń upo­rząd­ko­wa­nia lot­nic­twa, w tym 36. pułku specjalnego…

sobota, 14 kwietnia 2012

Donald Tusk: Nie budujmy kariery politycznej na grobach zmarłych

Na zdjęciu: Premier Donald Tusk przemawia 13 bm.
przed głosowaniem nad wprowadzeniem do porządku obrad
 projektu uchwały, autorstwa PiS, ws. zobowiązania rosyjskiego
rządu do przekazania Polsce wraku Tu-154M.
Premier zwrócił się do posłów o nierozszerzanie porządku
 obrad o ten punkt. ( PAP/Fot. Leszek Szymański)
Nie budujmy kariery politycznej na grobach zmarłych - apelował w piątek w Sejmie premier Donald Tusk. Jego zdaniem, działania takie, jak uchwała PiS w sprawie zwrotu wraku Tu-154M, przeszły do historii zdrady narodowej. Zapewnił, że polskie władze robią wszystko, by szczątki tupolewa wróciły do kraju. Sejmowa większość nie zgodziła się, by obecne posiedzenie izby zostało poszerzone o pierwsze czytanie projektu uchwały, autorstwa PiS, wzywającej władze rosyjskie do zwrotu wraku. W tej uchwale napisano, że Sejm RP zwraca się do władz Federacji Rosyjskiej, "ponieważ polskie władze nie podejmują zdecydowanych kroków prawnych".

"W historii Polski tego typu działania przeszły do historii zdrady narodowej. Tylko ludzie opętani nienawiścią do własnego państwa, pogardą do swoich oponentów, pozbawieni naturalnego szacunku do ojczyzny, w której żyją tu i teraz, dzisiaj, są gotowi wnosić projekt uchwały, adres do władz Federacji Rosyjskiej, adres do Dumy, adres do cara, po to, by stwierdzić, że państwo polskie źle działa" - powiedział premier Tusk występujac przeciwko projektowi ustawy proponowanej przez partię Jarosława Kaczyńskiego..
"Ta uchwała, ten język, ten pomysł, to zwierciadlane odbicie tych naiwnych, lub podłych działań, które kiedyś, w dawnej historii Polski doprowadziły ją do upadku. To są naprawdę te kroki, te myśli, te emocje" - ocenił.
Przekonywał, że zadaniem dla wszystkich ludzi odpowiedzialnych jest wyciąganie wniosków, także politycznych, z każdego dramatu. Jego zdaniem, najważniejszym politycznym wnioskiem jest "rezygnacja z pokusy, aby budować pozycję polityczną na grobach naszych wszystkich, wspólnych ofiar".
"Jeśli chcemy osiągnąć efekty, także w naszych relacjach z Rosją, w kontekście śledztwa smoleńskiego, tym bardziej musimy być razem" - przekonywał premier.

Wystąpienie szefa rządu przerywały okrzyki posłów PiS: "Chcemy prawdy o Smoleńsku".

"Tej prawdy o Smoleńsku nie zagłuszy ani skandowanie pod Pałacem Prezydenckim, nie zagłuszy krzyk PiS, ani innych radykalnych polityków, którzy z tej katastrofy robią machinę polityczną" - odpowiadał Tusk. "Możecie krzyczeć 10 kwietnia, 11, przez cały rok, nie zakrzyczycie prawdy" - mówił.
Dodał, że dzisiaj prawdziwy problem polega na tym, że w imię prawdy o Smoleńsku buduje się polityczne kłamstwo. "Tak, rzeczywiście mamy dzisiaj w Polsce do czynienia z wielkim kłamstwem smoleńskim - tym kłamstwem jest codziennie formułowany zarzut pod adresem władz Rzeczypospolitej, państwa polskiego, o zdradę" - ocenił premier.
kb/BumerangMedia/PAP

Całe wystąpienie premiera Donalda Tuska w Sejmie - VIDEO:
  

piątek, 13 kwietnia 2012

Prokuratura przypomina: Nie ma podstaw do teorii o zamachu

W związku z pojawiającymi się ostatnio teoriami jakoby katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem nastąpiła w wyniku zamachu a Polska oddała śledztwo Rosji, prokuratury - generlna i wojskowa zabrały głos w tej sprawie.
W debacie publicznej dotyczącej śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej pomijane bądź zniekształcane są istotne fakty - ocenili rzecznicy prasowi obu prokuratur we wspólnym oświadczeniu przekazanym w czwartek PAP.

"Pomimo przekazywania przez prokuraturę na bieżąco, w rozmaitych formach, wszelkich istotnych informacji na ten temat, dostrzec należy, że fundamentalne ustalenia tego postępowania przygotowawczego są pomijane w debacie publicznej; sprzyja to tworzeniu rozmaitych hipotez najczęściej nieodnoszących się do dowodów śledztwa" - głosi oświadczenie podpisane przez prok. Mateusza Martyniuka z PG i płk. Zbigniewa Rzepę z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Prokuratorzy wskazali, że taka sytuacja powoduje "powstawanie w odbiorze społecznym fałszywego obrazu nie tylko stanu tego postępowania, lecz również nietrafnych ocen poziomu profesjonalnego prokuratorów je prowadzących".

Prokuratorzy przypomnieli, że według obecnych ustaleń śledztwa nic nie wskazuje, aby katastrofa smoleńska była wynikiem zamachu. Ponadto, jak dodali, badania polskich specjalistów nie wykazały żadnych ingerencji w zapisy "czarnych skrzynek" samolotu.
Pozbawione wszelkich podstaw, jak podkreśliła prokuratura, jest też twierdzenie o "oddaniu śledztwa" dotyczącego tragedii stronie rosyjskiej. Z kolei odnosząc się do ustaleń parlamentarnego zespołu kierowanego przez posła Antoniego Macierewicza (PiS) prokuratorzy wskazali, że zespół ten nie miał dostępu do pełnego materiału dowodowego - w tym rejestratorów i wraku samolotu.
"Wszystkie te fakty wymagały przypomnienia, skoro w obecnej debacie są one pomijane bądź zniekształcane" - zaznaczyli prokuratorzy.

W komunikacie przypomniano m.in., że już rok temu prokuratura informowała, iż zgromadzony w sprawie materiał dowodowy "nie dostarczył podstaw do przyjęcia, by katastrofa była wynikiem zamachu". "Kolejny rok śledztwa nie przyniósł jakichkolwiek ustaleń, które powodowałyby konieczność zmiany tego stanowiska" - napisali prokuratorzy.
Śledczy dodali, że mimo iż rejestratory Tu-154M przechowywane są w Rosji, to polscy specjaliści mieli do nich dostęp i przeprowadzili ich badania przy użyciu własnego sprzętu. Biegli - jak wskazała prokuratura - uznali, że utrwalone zapisy rozmów w kokpicie "nie noszą żadnych śladów ingerencji, bądź manipulacji", jednoznacznie uznano także autentyczność zapisów zachowanych na rejestratorze ATM zawierającym parametry lotu.
"Członkowie zespołu biegłych, liczącego łącznie 21 osób, dokonali również stosownych badań i pomiarów wraku i szczątków samolotu, przeprowadzili też odpowiednie badania geofizyczne. W skład tego zespołu weszli specjaliści z różnych dziedzin, z odpowiednim doświadczeniem w zakresie badań katastrof lotniczych" - napisała prokuratura.

Martyniuk i Rzepa przypomnieli też, że dokonane do tej pory trzy ekshumacje ofiar katastrofy spowodowane były wątpliwościami dotyczącymi dokumentacji medycznej przekazanej przez Rosjan. Dotychczas biegli wydali opinię odnośnie ciała jednej z ekshumowanych ofiar Zbigniewa Wassermanna - wynika z niej, że obrażenia są charakterystyczne dla ofiar katastrof lotniczych.
"Uwadze opinii publicznej umknęła wielokrotnie podawana informacja, iż polscy biegli przy użyciu najnowocześniejszych metod sporządzili opinię fizykochemiczną, badaniom poddano przedmioty osobiste i odzież ofiar katastrofy, nie wykazały one śladów użycia jakichkolwiek materiałów wybuchowych" - wskazała prokuratura.

Po raz kolejny prokuratura powtórzyła także, że na pokładzie Tu-154M nie było żadnych dokumentów ani urządzeń zawierających niejawne informacje, zaś jeszcze w 2010 r. na podstawie opinii ABW została zdementowana wiarygodność "rzekomo wypowiadanych w krótkim filmie prezentowanym w internecie kwestii sugerujących strzelanie do pozostałych przy życiu ofiar katastrofy".

Prokuratura poinformowała też, że wielokrotnie zwracała się do zespołu parlamentarnego Antoniego Maciarewicza o przekazanie materiałów będących podstawą prezentowanych przez ten zespół konkluzji. "Otrzymano jedynie materiały, które zespół zaprezentował opinii publicznej, nie dostarczono natomiast precyzyjnych wyliczeń, ani też określenia metod badawczych, a więc danych umożliwiających merytoryczną weryfikację założeń przyjętych przez zespół" - głosi komunikat prokuratury.

Rzecznicy prokuratur dodali, że polska prokuratura prowadzi suwerenne śledztwo w oparciu o przepisy obowiązującego prawa i podobne śledztwo w ramach własnych uprawnień toczy strona rosyjska. "Nie było i nie jest możliwe utworzenie wspólnego zespołu śledczego z prokuratorami rosyjskimi, bowiem tamtejsze przepisy nie znają takiej instytucji" - zaznaczono w komunikacie.

W zeszłym tygodniu prowadzone przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej przedłużono o kolejne pół roku - do 10 października.
(PAP)

środa, 11 kwietnia 2012

Posmoleńska wojna domowa

Pomnik ku czci ofiar katastrofy lotniczej
pod Smoleńskiem na warszawskich Powązkach.
 Fot. A.Kubacki
O drugiej rocznicy katastrofy smoleńskiej można pisać w wielu aspektach, trudno jest jednak pisać o wszystkim, tym bardziej, że taki dzień i pamięć zmarłych powinna powstrzymać przed zbyt ostrymi sądami. Skupiając się na jednych sprawach, zapomina się o innych. I dlatego nie powinno się mówić o katastrofie tylko przez pryzmat Lecha Kaczyńskiego. To jest domena Jarosława Kaczyńskiego, Prawa i Sprawiedliwości i obecnie obowiązującej, już całkowicie oficjalnie, narracji o zamachu.

Wielomiesięczne dyskusje o tym, kto jest winny katastrofie, kto za nią i jej wyjaśnienie odpowiada, zapomniano o najważniejszym – o ludziach. Tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku smoleńskim, i tych, którzy pozostali. Rodziny tragicznie zmarłych zostały przez ten czas poddane traumatycznym doświadczeniom, naciskom, manipulacjom, w części zostały zostawione same sobie. Niektórzy z nich jednak sami uczestniczą w medialnych i politycznych spektaklach. Część zupełnie świadomie i bez skrupułów. Są wśród rodzin tacy, którzy gotowi są na bezczeszczenie zwłok swoich zmarłych, tylko dlatego, aby udowodnić swoje prawdy. Bezskutecznie.

Katastrofa smoleńska podzieliła Polaków, zamiast ich połączyć. Nieodwracalnie. Politycy nie odrobili lekcji nowoczesnego pojmowania interesu społecznego i patriotyzmu. Cynicznie wykorzystują tę tragedię dla celów przyziemnej polityki. Jarosław Kaczyński od dnia kiedy zdecydował się na kandydowanie w wyborach prezydenckich robi wszystko, aby budując mit swojego brata zbijać doraźny kapitał polityczny. Kilka dni temu, tuż przed drugą rocznicą tragedii powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że znów będzie kandydował na urząd prezydenta. Dziś na Krakowskim Przedmieściu nie będzie czczona pamięć zmarłych, lecz odbędzie się pierwszy mityng wyborczy. I będzie to swoista wersja „przemysłu nienawiści” wobec władzy, ale również wobec państwa. Dla Jarosława Kaczyńskiego katastrofa jest kolejnym dowodem na to, że III RP jest bękartem. Nie ma jednak żadnych skrupułów, aby tragedię wykorzystać do przejęcia władzy i wykorzystuje wszelakie mechanizmy, także medialne, aby swojego celu dopiąć.

Polskę dotknęła wielka tragedia, największa tragedia społeczna i polityczna w czasach pokoju. W jednej chwili zginęło 96 osób, Prezydent RP z małżonką, wielu znakomitych działaczy, senatorowie, posłowie, urzędnicy administracji publicznej, ludzie kultury, praktycznie całe najwyższe dowództwo polskiej armii. Nie było nigdzie w czasach pokoju tak wielkiego nieszczęścia w wymiarze państwa, tragedia jest tak wielka śmiercią wielu uczestników życia społecznego, publicznego. W samolocie lecącym do Smoleńska znaleźli się ludzie mający ważny, znaczący wpływ na funkcjonowanie państwa. Obserwując jednak to, co się działo przez pierwsze dni po katastrofie, widać było wyraźnie, że państwo poradziło sobie z tym, w wymiarze stabilności. Ani przez moment nie czuło się żadnych zagrożeń wewnętrznych, nie mówiąc o zewnętrznych. Demokracja polska potrafiła przez 20 lat wypracować procedury, które działały w warunkach ekstremalnych.


Katastrofa i tragedia nie przewartościowała podejścia do polityki, odpowiedzialności za sprawy państwa i społeczeństwa. Nie nastąpiło mityczne porozumienie narodowe ponad podziałami. Wprost przeciwnie – katastrofa tylko pogłębiła, w sposób nieodwołalny, podziały społeczne, polityczne. To, co się stało w Stanach Zjednoczonych, gdzie pod wpływem traumy ataków na WTC i Pentagon, nastąpiło zjednoczenie i polityków i społeczeństwa, w Polsce nie mogło mieć miejsca. Emocje i tragedia, poza krótkotrwałym okresem żałoby narodowej i do czasu wyborów prezydenckich, szybko opadły i nie przerodziły się w trwałą wartość polityczną i społeczną. Doświadczenia polskie po śmierci papieża Jana Pawła II wskazują, że Polacy doskonale wczuwają się w atmosferę tragedii – i szybko zapominają, jakie nauki powinni z niej wyciągnąć.

​Przez wiele miesięcy wśród zwolenników Lecha Kaczyńskiego, panowała opinia, że winą za to należy obarczyć premiera Donalda Tuska, który dał się „rozegrać” Władimirowi Putinowi. Krańcowym poglądem, wygłaszanym przez Jarosława Kaczyńskiego był ten, że gdyby nie doszło do podziału wizyt i premier i prezydent polecieliby razem, do katastrofy by nie doszło. Dziś, pod wpływem Antoniego Macierewicza i mediów „smoleńskich”, czyli takich, które budują swoją pozycję na tej tragedii, dominuje pogląd o zamachu. Zamachu mieliby dokonać Rosjanie, za wiedzą i zgodą Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska.

Jeżeli dziś do dyskusji społecznej, także w mediach mainstreamu dopuszcza się i takie dywagacje, można również zadawać inne pytania. Na przykład takie, czy za katastrofę smoleńską nie odpowiada w jakiejś części Lech Kaczyński, jego brat i środowisko Prawa i Sprawiedliwości? Czy przypadkiem nie było tak, że polityczne rachuby reelekcji Lecha Kaczyńskiego stały za wyjazdem 10 kwietnia 2010 roku? I czy nie jest tak, że również polityczne rachuby nie instrumentalizują działań i opinii Jarosława Kaczyńskiego w kwestii wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy? Obarczanie winą Bronisława Komorowskiego, Donalda Tuska, rządu, a także Rosjan, to łatwa droga i łatwa ucieczka od własnej odpowiedzialności. Jarosław Kaczyński stracił swojego brata, który była dla niego jak lustro. I powinien stanąć przed prawdziwym lustrem i zadać sobie pytanie, czy cząstka odpowiedzialności za śmierć brata nie spoczywa na nim. A ci, którzy go otaczają, powinni się zastanowić, czy żerowanie na tragedii nie jest po prostu objawem paranoi.

Azrael Kubacki  (10.04.2012, rano)

Kilka godzin później pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu (VIDEO):

wtorek, 10 kwietnia 2012

2. rocznica katastrofy smoleńskiej


Tablica odsłonieta 1.04.2011r.  ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej. Sydney-Marayong.  Fot.K.Bajkowski

Dziś mija druga rocznica katastrofy smoleńskiej, tragicznego wydarzenia w najnowszej historii Polski, które tylko na kilka dni zjednoczyło Polaków bez względu na orientacje polityczne, by potem jeszcze bardziej ich podzielić.  10 kwietnia 2010 r. w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginęło 96 osób - wśród nich prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią, parlamentarzyści, dowódcy wojskowi, duchowni i przedstawiciele rodzin polskich obywateli pomordowanych przed 70 laty w Katyniu.
Dziś o 8.41, w godzinę tego tragicznego wydarzenia , upamiętniono minutą ciszy ofiary wypadku prezydenckiego Tu-154M. Na cmentarzu wojskowym na warszawskich Powązkach trwają uroczystości, w których biorą udział m.in. premier Donald Tusk, szef MON Tomasz Siemoniak i szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Cieniuch. Opozycyjna partia PiS Jarosława Kaczyńskiego, brata zabitego w katastrofie prezydenta RP organizuje oddzielne obchody. Przed Pałacem Prezydenckim gromadzą się ludzie. Pojawiły się kwiaty oraz ułożony ze zniczy krzyż.


  Z okazji 2. rocznicy tej tragedii,  portal  Onet.pl przedstawia graficznie trzy wersje przyczyn tego tragicznego wypadku: wg rosyjskiego MAK, komisji Jerzego Millera i zespołu Antoniego Maciarewicza. Tymczasem Prokuratura przedluzyła śledztwo w sprawie katastrofy o kolejne pół roku.



sobota, 10 marca 2012

NIK: Tu-154M nie miał prawa lecieć do Smoleńska

Samolot Tu-154M nie miał prawa wykonać lotu (10 kwietnia 2010 r) z zamiarem lądowania w Smoleńsku, ponieważ brakowało jasnych procedur, a istniejące nie były przestrzegane - uważa prezes NIK Jacek Jezierski. Raport o bezpieczeństwie lotów VIP w latach 2005-10 Najwyższa Izba Kontroli przesłała do Sejmu.

"Chyba najważniejszym czy jednym z istotnych ustaleń kontroli jest to, że ten samolot zgodnie z polskim systemem prawnym nie miał prawa wykonać tego lotu z zamiarem lądowania w Smoleńsku, ponieważ to było lotnisko nieistniejące w rejestrze lotnisk, w związku z czym traktowane jako nieczynne" - powiedział prezes NIK Jacek Jezierski w piątek rano w "Sygnałach Dniach" na antenie Polskiego Radia.
W rozmowie z PAP Jezierski wyjaśnił, że polskie prawo nie zna pojęcia "lotniska tymczasowo czynnego". "Samolot mógł wykonać lot tylko na lotnisko czynne - czyli nie do Smoleńska" - sprecyzował.
Prezes NIK poinformował, że raport z kontroli dotyczącej organizacji transportu lotniczego najważniejszych osób w państwie i zapewnienia ich bezpieczeństwa podczas tego transportu w piątek rano w wersji ostatecznej został zamieszczony na stronach internetowych Izby i w tej wersji został przesłany Sejmowi. Jezierski wyjaśnił też, że celem raportu nie było wyjaśnienie wszystkich przyczyn, ale "pokazanie pewnego tła, na którym ta katastrofa mogła zaistnieć".
"Opinia publiczna dowie się tak naprawdę, jaki był stan w całym państwie, bo to w zasadzie całe państwo odpowiada za brak spójnego systemu procedur, który by zabezpieczał te najważniejsze osoby w państwie. Ta kontrola - chyba największym jej uzyskiem ma być zmiana - stworzenie systemu pełnego, który by spinał wszystkie procedury, który by usytuawiał pełną odpowiedzialność w jednym miejscu tak, żeby nie mogła się powtórzyć sytuacja, jaka miała miejsce 10 kwietnia 2010 r." - tłumaczył prezes NIK.
Wstępną wersję raportu PAP opisała 25 stycznia. NIK uznała w nim, że wyjazdy najważniejszych osób w państwie, korzystających z wojskowego lotnictwa transportowego, były w latach 2005–10 organizowane w sposób niegwarantujący należytego poziomu bezpieczeństwa. Jeszcze w styczniu podano, że zastrzeżenia do wniosków NIK zgłosiła kancelaria premiera, a MON nie podziela wielu z tamtejszych ocen.
Z ustaleń NIK wynika, że w kontrolowanym okresie istniało nawet ryzyko zagrożenia życia i zdrowia osób korzystających z lotnictwa transportowego Sił Zbrojnych RP. Ryzyko to zwiększały nieprawidłowości występujące zwłaszcza w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego.
Wiele ustaleń NIK pokrywa się z ustaleniami komisji Jerzego Millera, która stwierdziła braki w kadrach i wyszkoleniu lotników z tej jednostki - do czego przyczyniło się także Dowództwo Sił Powietrznych i MON, które nie zbudowały "przejrzystych ścieżek kariery zawodowej". Dlatego piloci odchodzili z Pułku - stwierdza NIK.

Według Izby w kontrolowanym okresie aż do katastrofy smoleńskiej ani MON, ani kolejne rządy nie wypracowały spójnej koncepcji organizowania transportu lotniczego dla najważniejszych osób w państwie, która stanowiłaby punkt wyjścia dla zapewnienia im odpowiedniego bezpieczeństwa. "Kolejni ministrowie obrony i dowódcy sił powietrznych wiedzieli od dowódców SPLT o problemach kadrowych, szkoleniowych oraz jakości sprzętu, jakim pułk dysponował, nie podejmowali jednak wystarczających działań, aby sytuację zmienić" - ustaliła Izba.

10 kwietnia 2010 roku o godz. 8.41 pod Smoleńskiem rozbił się samolot Tu-154M, którym polska delegacja udawała się do Katynia na uroczystości związane z 70. rocznicą zamordowania tam polskich oficerów przez radzieckie NKWD.
W katastrofie, do której doszło w pobliżu lotniska Smoleńsk-Północny zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński i jego małżonka Maria. Wraz z parą prezydencką zginęli także ministrowie, parlamentarzyści, szefowie centralnych urzędów państwowych, dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a także oficerowie Biura Ochrony Rządu i członkowie załogi Tupolewa.
(PAP)

czwartek, 19 stycznia 2012

Bez głosu generała

Kilka dni temu „Rzecz­po­spo­lita” i „Gazeta Pol­ska Codzien­nie” podały, jako sen­sa­cję, że z odsłu­cha­nych taśm z reje­stra­to­rów samo­lotu Tu 154M wynika, że gene­rała Andrzeja Bła­sika w kabi­nie pilo­tów tuż przed kata­strofą smo­leń­ską nie było. Ma to ozna­czać, że nie było naci­sków na pilo­tów, aby lądo­wali za wszelką cenę. Na pod­sta­wie tych infor­ma­cji, jakie wycie­kły z pro­ku­ra­tury, naj­praw­do­po­dob­niej przy udziale adwo­ka­tów rodzin smo­leń­skich, zaczęto budo­wać nową nar­ra­cję. Brzmi ona – raport komi­sji mini­stra Mil­lera (Komi­sji Bada­nia Wypad­ków Lot­ni­czych Lot­nic­twa Pań­stwo­wego) jest z gruntu fał­szywy, należy powo­łać nową, naj­le­piej międzynarodową.
Dziś odbyła się kon­fe­ren­cja pra­sowa pro­ku­ra­tury, pro­wa­dzona przez pro­ku­ra­tora gene­ral­nego, Andrzeja Sere­meta. Omó­wił on sprawy śledz­twa smo­leń­skiego, swo­jej wizyty w Rosji, roz­mów z rosyj­ską pro­ku­ra­turą. Ale dzien­ni­ka­rze cze­kali na potwier­dze­nie swo­ich rewe­la­cji. I docze­kali się – rze­czy­wi­ście, słowa do tej pory przy­pi­sy­wane gene­ra­łowi Bła­si­kowi, odczy­tane ze ste­no­gra­mów przez bie­głych z Kra­kow­skiego Insty­tutu Eks­per­tyz Sądo­wych imie­nia J. Sehna, zostały fak­tycz­nie wypo­wie­dziane przez kogoś innego – członka załogi, dru­giego pilota, mjr Roberta Grzywę. Pro­ku­ra­tura stwier­dziła, że nie może podać dowo­dów, że w ostat­niej fazie lotu Bła­sik był w kok­pi­cie samo­lotu, poda­wał komendy, lub odczyty przy­rzą­dów i wywie­rał nacisk na załogę, aby ta lądo­wała w warun­kach nie­do­zwo­lo­nych (a takie były w dniu 10 kwiet­nia 2010 roku). Odczyty labo­ra­to­rium kra­kow­skiego przy­po­rząd­ko­wały – uwaga – wszyst­kie odczy­tane i roz­po­znane głosy kon­kret­nym komen­dom i roz­mo­wom. Ale są rów­nież w ste­no­gra­mach głosy i frazy, któ­rych przy­po­rząd­ko­wać się nie da. Ozna­cza to, że obec­no­ści gene­rała Bła­sika w kabi­nie pilo­tów wyklu­czyć nie można.
Pro­ku­ra­tor Ire­ne­usz Sze­ląg podał jesz­cze jedną ważną infor­ma­cję – kopie taśm znaj­du­jące się w Pol­sce są zgodne w 100% z ory­gi­na­łami z reje­stra­to­rów samo­lotu, a ory­gi­nały po kata­stro­fie nie pod­le­gały żad­nym zabie­gom. Ozna­cza to, że kopie taśm i ich ste­no­gramy mogą być zali­czone jako dowód w postę­po­wa­niu prokuratorskim.
Czy rewe­la­cje dzien­ni­ka­rzy „Rzecz­po­spo­li­tej” i „GPC”, dziś w pew­nym stop­niu potwier­dzone przez pro­ku­ra­to­rów woj­sko­wych, mają jakie­kol­wiek zna­cze­nie dla zmiany naszego osądu o bez­po­śred­nich przy­czy­nach kata­strofy smo­leń­skiej? Nie, nie mają prak­tycz­nie żad­nego zna­cze­nia. Pod­sta­wowe przy­czyny kata­strofy, czyli błędy załogi były już wia­dome prak­tycz­nie dwa tygo­dnie po kwiet­nio­wej kata­stro­fie. Dalej nie znamy odpo­wie­dzi na pyta­nia z pogra­ni­cza tech­niki, orga­ni­za­cji i poli­tyki, czyli na te, kto i dla­czego pod­jął probe lądo­wa­nia (czy prób­nego podej­ścia, jak chcą nie­któ­rzy) w warun­kach skraj­nie nie­sprzy­ja­ją­cych, poni­żej poziomu bez­pie­czeń­stwa lot­ni­ska, a przede wszyst­kim poni­żej poziomu upraw­nień i wyszko­le­nia załogi. Nie wiemy rów­nież tego, co, lub kto zmu­sił załogę do startu z War­szawy, pomimo infor­ma­cji o złych warun­kach pogo­do­wych, nie wiemy dla­czego załoga już w trak­cie lotu nie ode­szła na lot­ni­ska zapa­sowe, pomimo potwier­dze­nia dra­ma­tycz­nie złych warun­ków nad pasem lądo­wi­ska. We wszyst­kich tych pyta­niach, jako pod­miot domyślny może wystę­po­wać gene­rał Andrzej Bła­sik, jako fak­tyczny dowódca tego lotu. To on prze­cież przyj­mo­wał ran­kiem 10 kwiet­nia na pły­cie lot­ni­ska Okę­cie pre­zy­denta Lecha Kaczyń­skiego, mel­du­jąc samo­lot i załogę gotową do lotu.
Raport komi­sji mini­stra Jerzego Mil­lera jest rze­telny, opie­rał się na dostęp­nych mate­ria­łach i nic nie prze­ma­wia za tym aby powo­ły­wać nową komi­sję. I będzie on zali­czony jako dowód w postę­po­wa­niu pro­ku­ra­tor­skim. Nie do pod­wa­że­nia jest teza, oparta o ana­lizę doku­men­tów, zeznań i wła­śnie odczyty reje­stra­to­rów samo­lotu, że główną i bez­po­śred­nią przy­czyną kata­strofy były błędy w szko­le­niu pol­skiej załogi. W rapor­cie wyraź­nie jest zazna­czone, że poziom wyszko­le­nia załogi zagra­żał bez­pie­czeń­stwo lotów. I do tego załoga pre­zy­denc­kiego samo­lotu została zesta­wiona dzień przed wylo­tem. Raport komi­sji stwier­dził lek­ce­wa­że­nie pro­ce­dur, norm, a przede wszyst­kim brak szko­leń, w tym na symu­la­to­rach. Łamano prze­pisy w pułku, który miał zapew­nić bez­pie­czeń­stwo naj­wyż­szym urzęd­ni­kom pań­stwa. Lot­nicy nigdy nie tre­no­wali awa­ryj­nych sytu­acji na symu­la­to­rze lotów. Byli to mło­dzi wie­kiem i sta­żem żoł­nie­rze, o zbyt sła­bym wyszko­le­niu i małym doświad­cze­niu do pilo­to­wa­nia cięż­kiego samo­lotu pasa­żer­skiego w tak skraj­nych warun­kach. I powi­nien zda­wać sobie z tego sprawę ich prze­ło­żony, dowódca lot­nic­twa, gene­rał Andrzej Bła­sik. Jak rów­nież z tego, że załoga nie miała waż­nych upraw­nię for­mal­nych do lotu samo­lo­tem Tu 154M.
10 kwiet­nia 2010 roku na pokła­dzie samo­lotu znaj­do­wał się zwierzch­nik sił zbroj­nych, pre­zy­dent RP, Lech Kaczyń­ski i naj­wyż­sza kadra ofi­cer­ska Woj­ska Pol­skiego. Warto przy­po­mnieć, że raport komi­sji Mil­lera stwier­dza, że nie odno­to­wano w dostęp­nych mate­ria­łach bez­po­śred­nich naci­sków na załogę. Arka­diusz Pro­ta­siuk i jego zastępca, Robert Grzywa, mieli jed­nak tę świa­do­mość, na jaką uro­czy­stość lecą, że spóź­nieni wyle­cieli z War­szawy, że nie­wy­lą­do­wa­nie może mieć poważne reper­ku­sje. Dla nich, pilo­tów i ofi­ce­rów, ale rów­nież dla osób będą­cych na pokła­dzie. Kapi­tan Pro­ta­siuk pod­dany był, być może nie­zwer­ba­li­zo­wa­nej, ogrom­nej pre­sji, ponie­waż dowódcą tego statku powietrz­nego nie był on, lecz pre­zy­dent Lech Kaczyń­ski i dosko­nale zda­wał sobie sprawę z tego, jakie będą reper­ku­sje, nie tylko dla niego, jeżeli samo­lot nie przy­ziemi na smo­leń­skim lot­ni­sku. Być może piloci nie mieli czasu na to, aby po pro­stu zasta­no­wić się nad tym, aby pod­jąć wła­sną, w pełni auto­no­miczną decyzję.
To co się działo po kon­fe­ren­cji pro­ku­ra­tury woj­sko­wej, czyli szyb­kie kon­fe­ren­cje Jaro­sława Kaczyń­skiego z przy­bocz­nym, Anto­nim Macie­re­wi­czem, a także brie­fing w Sej­mie Zbi­gniewa Zio­bro, szefa Soli­dar­nej Pol­ski, świad­czą o tym, że w tym wszyst­kim dalej głów­nie cho­dzi o poli­tykę. Usta­le­nie w innym brzmie­niu kilku lini­jek ste­no­gramu taśm reje­stra­tora Tu154M, jakie doko­nali bie­gli z Kra­kowa, nic nie zmie­nia. Honor pol­skiego gene­rała? Nie ucier­piał. Zarówno piloci Tu 154M, jak i samo­lotu CASA, który roz­bił się pod Miro­sław­cem w stycz­niu 2008 roku, byli jego pod­wład­nymi. Warto o tym pamię­tać, ponie­waż do obu kata­strof, jak się dziś wydaje, dopro­wa­dziły błędy pilo­tów, któ­rymi gene­rał dowo­dził.

Azrael Kubacki
Studio Opinii