polish internet magazine in australia

NEWS: POLSKA: Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości stał się faktem. 24 lipca prezes partii Jarosław Kaczyński oficjalnie ogłosił, że około 30-kilku posłów zrezygnowało z członkostwa w PiS. Bezpośrednią przyczyną rozpadu jest konflikt wokół wewnątrzpartyjnego stowarzyszenia „Rozwój Plus”, stworzonego przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Kierownictwo PiS wyznaczyło parlamentarzystom ultimatum, które upłynęło w czwartek 23 lipca o północy. Politycy mieli podpisać specjalne deklaracje („lojalki”) o nieprzynależeniu do zewnętrznych stowarzyszeń pod groźbą wyrzucenia z partii. * Trybunał Konstytucyjny orzekł 28 lipca, że rozporządzenie Ministra Cyfryzacji ws. wzorów dokumentów umożliwiających transkrypcję "małżeństw jednopłciowych" jest niezgodne z Konstytucją. * * * AUSTRALIA: We wtorek, 11 sierpnia 2026 roku, w Australii odbywa się powszechny spis ludności i mieszkań (Census of Population and Housing). Udział w nim jest obowiązkowy dla każdej osoby przebywającej w kraju w tym dniu, w tym turystów, studentów i osób na wizach czasowych. Dotyczy to wszystkich obecnych w gospodarstwie domowym w dniu spisu (włączając dzieci i gości). Wypełnienie formularza odbywa się online lub na papierze. Rzetelne zadeklarowanie polskiego pochodzenia (w pytaniu o ancestry) oraz języka polskiego używanego w domu pozwala określić realną liczebność naszej społeczności. * * * SWIAT: Katastrofalne trzęsienie ziemi w Kolumbii – Zachodnią część kraju nawiedziły potężne wstrząsy o magnitudzie 7,4. Prezydent Abelardo de La Espriella potwierdził śmierć co najmniej 111 osób, a bilans ofiar stale rośnie. Trwa dramatyczna akcja ratunkowa w ruinach zawalonych budynków.
POLONIA INFO:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Internet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Internet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 października 2016

Chiny: Życie na punkty za dobre sprawowanie

Wangfujing Snack Street, Pekin. Fot. N.Gray (Flickr)
Partia Komunistyczna chce zachęcać do dobrego sprawowania oceniając wszystkich obywateli przy pomocy danych z Internetu. Słaby wynik będzie oznaczał pozbawienie podstawowych praw, jak możliwość uzyskania pożyczki czy prawo do podróżowania.

W takim świecie, w którym każdy aspekt życia podlega kontroli, ranking decyduje, czy możecie pożyczyć pieniądze, posłać dzieci do dobrych szkół, czy wyjechać za granicę; za niski ranking uniemożliwi wynajęcie pokoju w luksusowym hotelu, zarezerwowanie stolika w dobrej restauracji, a nawet umówienie się na randkę!

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Internet, hakerzy i australijski spis powszechny

fot. Twitter
Australijczycy obawiający  się, że zostaną ukarani grzywną za nie wzięcie udziału 9 sierpnia  w powszechnym spisie ludności  z powodu awarii witryny  Australijskiego Biura Statystycznego powinni spać spokojnie.  Nie będzie ustawowych kar  za opóźnienie.  Na wysłanie formularzy spisu przedłużono czas do 23 września. Tymczasem fiasko internetowego spisu ludności spowodowało dalszy  spadek zaufania  opinii publicznej do władzy. Komentatorzy medialni analizują w tym kontekście  kontrakt  ABS z  techniczną obsługą IBM.

W tegorocznym odbywającym się co 5 lat powszechnym spisie ludności  - Census, Australijskie Biuro Statystyczne postanowiło skorzystać  po raz pierwszy  z  możliwości Internetu zwłaszcza, że w wielu rejonach miejskich działa on  w szybkiej  wersji szerokopasmowej.  Umożliwiono więc wypełnienie formularzy spisu online.  Okazało się , ze w dniu spisu, 9 sierpnia  strona ABS zaatakowana została przez hackerów  i system padł. Miliony Australijczyków nie mogły udzielić  odpowiedzi na pytania dotyczące siebie i swych rodzin.  Apogeum nerwowości nastąpiło po 11 wieczorem, kiedy strona, gdzie należało wypełnić ankietę została całkowicie zablokowana.  Wielu  miało nieprzespaną noc  wiedząc, że za niewypełnienie formularza  spisu grożą wysokie kary. Ci, którzy wybrali tradycyjną opcję wysłania formularzy ankietowych pocztą zaoszczędzili nerwów.  

czwartek, 7 kwietnia 2016

Zwolnienie tempa w świecie mediów

Fot. David Castillo Dominici (FreeDigitalPhotos.net)
Wszyscy już wiemy jak to jest w dobie wszędzie obecnego Internetu, portali społecznościowych i urządzeń mobilnych mogących rejestrować wszystko w dowolnym momencie. Liczy się przede wszystkim szybkość dostarczenia każdej informacji do odbiorców na całym świecie. Ktoś kto się spóźnił, jedynie odtwarza newsy wcześniej opublikowane.

 Najlepiej ten pęd obrazują Internauci walczący o to kto pierwszy skomentuje dany artykuł, w zasadzie nie wiedząc dlaczego (przecież to nie jest żaden konkurs). Jednak gdzieś tam w Wielkiej Brytanii pojawiła się właśnie iskierka nadziei, na zwolnienie tego zatrważającego tempa.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Chorobliwi w Internecie

Fot. imagerymajestic (FreeDigitalPhotosNet)
Co robić gdy coś nas boli lub jesteśmy chorzy? Chyba każdy zna odpowiedź na to pytanie. Wystarczy umówić się na wizytę i pójść do lekarza. Problem w tym, że wielu rodaków za największego eksperta medycyny uznaje wujka Google i to nie tylko z powodu szukania oszczędności. Jednak jeszcze większym absurdem wydaje się uzewnętrznianie się ze swoimi chorobami i informowanie o nich możliwie jak największą ilość swoich, nie zawsze bliskich, znajomych na portalach społecznościowych.

Blisko 1/3 Polaków w wieku od 18 do 34 lat jasno wskazuje, że bez Internetu nie mogłaby żyć (poza tym odsetek Internautów w wieku 14-18 lat to już prawie 100%). Średnio każdy z nas w ciągu miesiąca spędza w sieci 73 godziny. Problem w tym, że spędza go często na zupełnych głupotach, bo i tak przeważnie nie mamy jakiś wyższych kompetencji z zakresu korzystania z cyfrowych narzędzi (tak wynika z badania IBRIS dla Fundacji Orange).

czwartek, 21 stycznia 2016

Wikipedia. Piętnaście lat minęło...

To będzie kiedyś – a zapewne już jest – jedna z najważniejszych dat w historii Internetu, a być może (przepraszam za patos, ale uważam go za uzasadniony) w historii cywilizacji. 15 stycznia 2001 roku narodziła się Wikipedia. Najpopularniejsza obecnie witryna w Sieci, wykorzystywana miliardy razy.

Sama Wikipedia o swojej historii pisze tak:
Wikipedia powstała jako projekt uzupełniający dla Nupedii, darmowej encyklopedii internetowej, w której artykuły mogły być pisane przez każdego, ale miały być sprawdzane i recenzowane przez grupę ekspertów, podobnie jak to się dzieje w przypadku edycji encyklopedii tradycyjnych (książkowych).

środa, 18 listopada 2015

Trzy lata linkowania do Polski

Dokładnie trzy lata temu został uruchomiony Link to Poland. Pomysłodawca portalu i jednocześnie menadżer zarządzający, Mariusz Soltanifar podkreśla, że “redakcja portalu Link to Poland, na przestrzeni minionych trzech lat, dołożyła wszelkich starań aby informacje o wielu szczytnych inicjatywach organizowanych przez i dla Polaków, w Polsce oraz poza jej granicami, trafiły do jak najszerszego kręgu odbiorców i by były przygotowywane także w języku angielskim bądź niderlandzkim.

Polacy osiągają sukcesy na świecie, są autorami unikalnych projektów, ale informacja o nich może być znacznie lepiej rozpowszechniana tylko poprzez wielojęzyczne publikacje, które dotrą do osób nie posługujących się językiem polskim. Dzięki temu możemy przyczynić się do budowania pozytywnego wizerunku Polski w świecie, bądź jego poprawy” – zaznacza.

piątek, 21 listopada 2014

Link to Poland pokazuje kreatywną stronę Polaków za granicą

Fot. A.Wiktor/PAP, Archiwum
Czy ktokolwiek czyta w sieci o polskich przedsięwzięciach za granicą? Portal Link to Poland przekonuje, że ma czytelników, którzy czytają i wracają. - Chodziło o stworzenie miejsca pokazującego, co ciekawego robią nasi rodacy poza granicami kraju - mówi Polskiej Agencji Prasowej Mariusz Soltanifar, pomysłodawca portalu.

On sam opuścił Polskę pięć lat temu, najpierw wyjechał do Malezji, by po roku zamieszkać w Holandii. Tam dwa lata temu wpadł na pomysł założenia portalu skierowanego do Polonii i Polaków za granicą oraz obcokrajowców zainteresowanych Polską. Udało mu się zarazić tym pomysłem kilku przyjaciół oraz zwrócić uwagę na tę inicjatywę b. prezydenta Polski i przywódcy "Solidarności" Lecha Wałęsy, który objął patronat honorowy nad portalem. I tak po kilku miesiącach przygotowań pojawił się w sieci portal Link to Poland.

sobota, 18 lutego 2012

Tusk: ACTA nie odpowiadają rzeczywistości XXI wieku.

Po Warszawie demonstracje przeciw ACTA
 rozlały się na inne stolice europejskie.
Demonstracja w Wiedniu ,11 lutego.
Fot. Haeverl (Creative Commons)
Premier Donald Tusk zmienił zdanie ws. budzącej kontrowersje umowy ACTA i zapowiedział, że Polska nie ratyfikuje jej w obecnym kształcie. Zwrócił się w tej sprawie do polityków frakcji, w której PO jest w Parlamencie Europejskim. Według opozycji premierem powodują słabnące notowania.

"Nie miałem racji" - przyznał premier w piątek na konferencji prasowej, na której poinformował o zmianie swojego stanowiska ws. ACTA.
Powiedział też, że wysłał list do przywódców partii, które współpracują z PO i PSL w ramach Europejskiej Partii Ludowej z propozycją odrzucenia przez PE ACTA w tym kształcie, jaki został wynegocjowany przez Komisję Europejską.
W liście, do którego dotarła PAP, premier apeluje o "paneuropejską debatę" w sprawie wątpliwości i kontrowersji, jakie pojawiły się wokół ACTA, która objęłaby wszystkie aspekty związane z zagadnieniem praw własności intelektualnej.
"W moim przekonaniu dopiero po dogłębnym rozważeniu powyższych kwestii możemy odpowiednio dokonać ponownej oceny ACTA. Bez takiej oceny i głębszej refleksji nasi eurodeputowani nie powinni ratyfikować ACTA" - napisał Tusk.
Podczas konferencji premier mówił, że ACTA nie odpowiadają rzeczywistości XXI wieku. Przyznał ponadto, że przygotowane przez polskich urzędników w ostatnich miesiącach stanowisko w sprawie tej umowy było nieprzemyślane.
Tusk wyjaśnił też, że choć "nikt nie lubi zmieniać zdania", to "grzechem jest trwać w błędzie", a nie zmienić opinię.
Zapowiedział też przygotowanie polskich przepisów, które "w dużo bardziej adekwatny" sposób podejdą do problemu wolności w internecie niż przewidywały to ACTA.
"Bardzo dobra decyzja, potwierdza ona, że premier jest osobą niezwykle odpowiedzialną, która umie przyznać się do błędu" - ocenił sekretarz klubu PO Paweł Olszewski. Dodał, że wokół ACTA pojawiało się coraz więcej wątpliwości.
Słowami premiera nie był zaskoczony europoseł PSL Jarosław Kalinowski. "Od tygodnia w PE jest już wiadomo, że problem (związany z ACTA) jest rozpatrywany mniej w kontekście merytorycznych zapisów i zagrożeń, które niosą ze sobą poszczególne zapisy, a bardziej przez pryzmat polityki" - zaznaczył.
Europoseł SLD Wojciech Olejniczak ocenił, że premier "zapewne zorientował się, że w Parlamencie Europejskim powstała bardzo szeroka koalicja w celu odrzucenia ACTA". Podkreślił, że tę koalicję zaczęli budować socjaliści. "Witamy premiera w klubie" - dodał.
Zdaniem młodego posła PiS Mariusza Antoniego Kamińskiego deklaracja premiera to "ruchy pozorowane" spowodowane spadkiem poparcia dla PO. "Gdyby intencje premiera były szczere, to wycofałby podpis Polski pod ACTA. Tego od premiera oczekujemy" - powiedział.
Również według lidera Ruchu Palikota Janusza Palikota premier kieruje się własnym interesem politycznym. Jego zdaniem taka zmiana decyzji wynika z "kalkulacji wyborczej" i jest "bardzo wdzięczną PR-owo operacją".
Szef klubu Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk uważa, że Tusk ugiął się pod naporem niekorzystnych dla PO sondaży oraz argumentu siły protestujących przeciwko temu dokumentowi. Z samej decyzji premiera Mularczyk się cieszy.
Zmartwiła ona z kolei prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacka Bromskiego. Jego zdaniem, decyzja ta została podjęta "pod wpływem populistycznych ruchów, które z kolei zostały zmanipulowane przez telekomy". W ocenie Bromskiego ACTA nie są takie groźne, jak je przedstawiano; nie wnoszą niczego nowego do polskiego prawa autorskiego, natomiast pozwalają ścigać tych, którzy kradną polskie filmy poza granicami Polski.
Dyrektor generalny Stowarzyszenia Autorów ZAiKS Krzysztof Lewandowski powiedział, że decyzja premiera nie ma dla stowarzyszenia aż tak zasadniczego znaczenia. "To nie jest tak, że bez ACTA będziemy rwali włosy z głowy i mówili: +Stop. W Polsce twórczość nie będzie chroniona+. Biorąc pod uwagę polskie przepisy dotyczące ochrony praw autorskich, takiej reakcji z naszej strony być nie może" - powiedział.
Bardzo pozytywnie propozycję apelu Tuska ocenia zaś prezes Fundacji Panoptykon Katarzyna Szymielewicz. "Wręcz jest to działanie, do którego premiera zachęcaliśmy" - powiedziała.
Z kolei zdaniem socjologa internetu dr Dominika Batorskiego z Uniwersytetu Warszawskiego widać, że oddolne ruchy i protesty, jakie miały miejsce ws. ACTA, będą miały coraz większe przełożenie na to, co się dzieje w sferze publicznej, w tym w polityce.
Polska podpisała ACTA razem z 21 innymi krajami unijnymi 26 stycznia w Tokio. Już wcześniej w Polsce rozpoczęły się protesty internautów przeciwko tej umowie. Szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej (EPL) w Parlamencie Europejskim, Francuz Joseph Daul, mówił w tym tygodniu dziennikarzom, że "ACTA jest martwa". Ratyfikacja przez PE jest niezbędna do wejścia w życie umowy w Unii Europejskiej, tymczasem coraz więcej europosłów jest przeciwko. (PAP)

wtorek, 7 lutego 2012

Ratyfikacja ACTA zawieszona. Wielka debata u premiera

W poniedziałek w kancelarii Rady Ministrów  odbyła się wielka debata nt. ACTA, której podpisanie również przez rząd polski (Australia podpisała ACTA już w październiku ub.r.) wzburzylo polskich internautów.  Premier  Donald Tusk oświadczył, że nie będzie wycofania podpisu spod ACTA, ale nie będzie też ratyfikacji dopóki będą wątpliwości ws. tej umowy. Uczestnicy debaty spierali się m.in. o konsekwencje ACTA dla wolności w internecie i ochrony praw autorskich. Premier  zapewniał, że Polska nie chce służyć Hollywood i koncernom, a rząd chce bronić polskich użytkowników internetu, ale jednocześnie równie skutecznie bronić polskich twórców.

Na poniedziałkową debatę w sprawie umowy ACTA do kancelarii premiera rząd zaprosił ekspertów, przedstawicieli społeczeństwa informacyjnego i twórców. Część przeciwników ACTA zbojkotowała spotkanie, zarzucając rządowi, że dyskusję o ACTA powinno poprzedzić m.in. ujawnienie wszystkich dokumentów dotyczących negocjacji tej międzynarodowej umowy.
Tusk zapowiedział, że polski rząd nie wycofa swojego podpisu z żadnego dokumentu "dlatego, że jakaś grupa tego żąda". "Taki rząd powinien podać się do dymisji" - uznał. Jednocześnie dodał, że rząd chce rozmawiać, "bo domyślamy się - także z powodu zakresu niepokoju - że coś jest na rzeczy, czego my być może nie dostrzegamy, nie rozumiemy" - podkreślił premier.
Oświadczył też, że nie będzie wycofania podpisu spod umowy ACTA, ale - jak zapewnił - również nie będzie wniosku o ratyfikację tak długo, jak długo będzie miał wątpliwości i jak długo wątpliwości będą miały władze demokratyczne.
Premier przeprosił przeciwników ACTA za tryb konsultacji umowy. "Macie poczucie, że konsultacje społeczne, jeśli chodzi o ACTA, były niewystarczające. Padliśmy trochę ofiarą rutyny. Jest mi przykro, bo trochę czasu i dobrych chęci, energii włożyłem w to, żeby z przedstawicielami środowisk użytkowników internetu spotykać się i dość otwarcie rozmawiać" - mówił do uczestników debaty Tusk.
Zapowiedział udostępnienie wszystkich możliwych do ujawnienia dokumentów dotyczących umowy ACTA. "Jeśli będzie taka potrzeba, dziś i w najbliższych tygodniach będziemy otwierali wszystko, co jest do otwarcia w tej kwestii tak, abyście nie mieli poczucia, że ktokolwiek chce cokolwiek ukryć" - zapewnił premier. Dodał jednak, że nie wszystko może być jawne.
"Nieprzypadkowo - i to nie jest przecież kaprys polskiego rządu - negocjacje międzynarodowe, czasami o charakterze prawnym, handlowym - nie zawsze mogą czy powinny być jawne. Nie po to zbudowaliśmy cały system, który pozwala utajniać i szyfrować elementy negocjacji także przed naszymi partnerami zagranicznymi, żeby równocześnie odpowiadać na żądanie każdego internauty w tej kwestii. To byłby absurd. Nie gniewajcie się, ale nie ustąpimy w tej kwestii" - powiedział Tusk.
Premier poinformował, że najpóźniej w maju rząd odpowie na pytanie, czy umowa ACTA niesie za sobą poważne zagrożenie dla wolności internetu, czy też nie. Podana przez szefa rządu data wiąże się z tym, że w sprawie ACTA w połowie czerwca Parlament Europejski będzie rozpatrywał wniosek Komisji Europejskiej.
Debata i jej kontynuacja - w ocenie Tuska - mają przede wszystkim pozwolić na wyjaśnienie wszystkich wątpliwości dotyczących ACTA, a także pozwolić znaleźć rozwiązania, które z jednej strony będą chronić prawa twórców, a z drugiej strony - prawa użytkowników internetu.
Zaproszeni do kancelarii premiera goście nie byli zgodni, czy umowa ACTA zmieni coś w polskim prawie. Podczas dyskusji padło m.in. pytanie, czy nie należałoby wycofać podpisu Polski spod tego dokumentu, oraz uwaga, że ACTA dotyczy nie tylko internetu.
"Nie ma istotnych zmian względem obowiązującego systemu w Polsce w ACTA" - mówił Maciej Gawroński z kancelarii prawnej Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, która opracowała analizę ws. ACTA.
"ACTA nie zmienia nic lub prawie nic. To jest głównym problemem, ponieważ w naszej ocenie zmiany powinny nastąpić w kierunku pogodzenia paradygmatu społeczeństwa informacyjnego, dostępu do informacji z XIX-wiecznym systemem praw autorskich" - mówił prawnik.
Ze stanowiskiem, że "ACTA nic nie zmienia w polskim prawie" nie zgodził się Dominik Łabudziński z organizacji Internet Blackout. Odnosząc się do art. 6 ust. 4 umowy stwierdził, że stawia ona "ponad prawem urzędnika, który w ramach walki z piractwem może zrobić wszystko i nie będzie pociągnięty do odpowiedzialności".
Wiceminister spraw zagranicznych Maciej Szpunar podkreślił, że umowa ACTA nie jest obecnie częścią polskiego porządku prawnego. Przypomniał, że do tego potrzebna jest ratyfikacja umowy. "Jeśli państwo nie chce się wiązać taką umową, to jej nie ratyfikuje" - wyjaśnił. Jak dodał, podpisanie umowy to jedynie początkowy element długiego procesu ratyfikacji. Teraz - mówił Szpunar, nawiązując do ogłoszonej w zeszłym tygodniu decyzji Tuska - proces ratyfikacji został zawieszony, w celu przedyskutowania i wyjaśnienia wszelkich kwestii związanych z umową.
Liczne komentarze podczas dyskusji wywołała wypowiedź wiceszefa ZAiKS Michała Komara, który przestrzegał przed "myśleniem, że własność jest przeciwko wolności". Jak podkreślił, "tam, gdzie w imię wolności ogranicza się własność, tam zaczyna się bardzo niebezpieczny eksperyment". "Wolny dostęp do kultury - bardzo proszę, najszerzej jak to możliwe. Ale nie kosztem tego, kto go stworzył. Zastosujmy może taką dyrektywę, która ma już 6 tysięcy lat. Dyrektywę siódmą: +nie kradnij+" - powiedział.
Jeden z uczestników debaty apelował, aby nie nazywać złodziejami internautów, którzy słuchają w sieci muzyki lub oglądają filmy. "Jeśli Donald usłyszy jakąś piosenkę, zachwyci się nią i będzie się chciał tym zachwytem podzielić, przyniesie do pracy, puści Bogdanowi i Michałowi - to czy Bogdan i Michał to złodzieje, a Donald jest piratem?" - pytał.
W reakcji na to Komar podkreślił, że nie mówił o "złodziejach", a jedynie o "kradzieży". "Internet powinien być wolny w jak najszerszym zakresie. Płacić powinni nie ci, którzy słuchają muzyki w sieci, ale ci, którzy zarabiają na jej kopiowaniu i piratowaniu" - podkreślił, co sala nagrodziła oklaskami.
Podczas debaty pytano także o korzyści, jakie umowa ACTA przyniesie Polsce. "Po co było podpisane ACTA? Konkretnie co Polska uzyskała podpisując to porozumienie, czy powstaną nowe miejsca pracy, wzrośnie produkt krajowy brutto, czy ACTA będzie chronić interesy polskich przedsiębiorców?" - pytał programista Damian Zapart.
Minister kultury Bogdan Zdrojewski zaznaczył, że na razie trudno oszacować szanse, jakie ACTA daje twórcom. Podkreślił jednak, że te państwa, które "szanują własność intelektualną, dają szansę na rozwój patentów i twórczości" - jeśli te patenty chronią. Dodał, że umowa ACTA nie będzie skutkowała koniecznością dokonywania jakichkolwiek zmian w przepisach prawa krajowego. "To stanowisko towarzyszyło nam od samego początku" - mówił.
Premier zwracając się do uczestników debaty powiedział, że musimy razem, na nowo zacząć pisać prawo dotyczące własności intelektualnej, praw autorskich, ze świadomością, że nie da się go utrzymać w dotychczasowej formie. Zapewniał, że Polska nie chce służyć zagranicznym koncernom.
"Nie mam żadnych złudzeń co do tego, że internet zdewastował to XIX-wieczne, czy z połowy XX wieku przyzwyczajenie, że prawo autorskie to jest też forma monopolu" - oświadczył. Zapewniał, że Polska nie chce służyć Hollywood i koncernom, a rząd chce bronić polskich użytkowników internetu, ale jednocześnie równie skutecznie bronić polskich twórców.
Tusk zapewnił też, że rząd nie ma intencji, by wprowadzać w życie jakiekolwiek przepisy, które spowodują asymetrię pomiędzy polskimi obywatelami i państwem polskim a innym państwem, nawet jeśli to są Stany Zjednoczone.
"Na pewno nie dopuścimy i nie musicie mnie do tego namawiać, aby umowne koncerny amerykańskie miały swobodę ścigania polskich obywateli w asymetrii do naszych możliwości wobec obywateli amerykańskich i w asymetrii do naszego prawa, czy naszego obyczaju. To nie wchodzi w rachubę" - podkreślił.
Premier tłumaczył też swoje stanowisko, jeśli chodzi o przeprowadzenie referendum ws. ACTA. Jak mówił, zna odpowiedź jaka padłaby w nim, jeśli zadano by pytanie: "czy jesteś za ACTA, czy przeciw", szczególnie w panującym obecnie nastroju. Zastrzegł, że wcale nie jest pewien, czy za kilka miesięcy, po przeprowadzeniu wielu debat będzie gorącym zwolennikiem tego porozumienia.
"Czy jesteś +za+, czy +przeciw+ ACTA jest dzisiaj pytaniem zbyt prostym, bo ja zaproponuję referendum: +czy jesteś za swobodą handlu podróbkami i piractwem+ i też wygram to referendum" - mówił szef rządu. Jak podkreślił za proste pytania dają bezużyteczne odpowiedzi.
Premier zastrzegł, że rząd nie będzie zmieniać swoich decyzji, tylko dlatego, że ktoś przeciwko nim protestuje. Podkreślił, że może się tak jednak stać, jeśli protest ma jakieś uzasadnienie.
Debata o umowie ACTA ma charakter otwarty. Kancelaria premiera transmituje ją w internecie, za pośrednictwem, którego można było zadawać szefowi rządu pytania. Już w ciągu pół godziny od rozpoczęcia dyskusji na serwisie Twitter w ten sposób głos zabrało ponad tysiąc osób. Pod specjalnym wątkiem na Facebooku pojawiło się kilkaset komentarzy. (PAP)

niedziela, 29 stycznia 2012

Już nikt nie chce ACTA. Nawet rząd i...USA

Mimo przedwczorajszego podpisania przez Ambasadorkę RP w Japonii porozumienia ACTA, nie ustają protesty sprzeciwiające się tej umowie… również wśród parlamentarzystów i strony rządowej.
Ulice znów zostały przeciążone „dużą liczbą spacerujących”. Atak DDoS na polskie ulice został przeprowadzony przez protestantów w Poznaniu i Lublinie. Dziś zostaną zorganizowane protesty w innych miastach, między innymi w Warszawie, gdzie pod Pałacem Prezydenckim demonstranci chcą wyrazić swój sprzeciw wobec ACTA. Jak zapowiadają, do protestu może również dojść podczas otwarcia Stadionu Narodowego. Kolejny protest we Wrocławiu został zapowiedziany na 3 lutego. Jak mówią organizatorzy protestu, chcą być bardziej widoczni, dlatego trasa zostanie zmieniona a demonstranci rozpoczną protest przy Hali Stulecia, aby później przejść wzdłuż Placu Grunwaldzkiego.
Do dużego zaskoczenia doszło w Parlamencie Europejskim, gdzie francuski eurodeputowany Kader Arif zrezygnował ze stanowiska specjalnego sprawozdawcy ds. ACTA. Dlaczego? Jak poseł stwierdził w swoim oświadczeniu „Nie będę uczestniczył w tej maskaradzie”. Według niego, ACTA była negocjowana w sposób „niejawny” i „z całkowitym lekceważeniem społeczeństwa obywatelskiego”. Skrytykował również naciski na Parlament Europejski w sprawie jak najszybszej ratyfikacji kontrowersyjnej umowy. Na deputowanych Parlamentu Europejskiego wrażenie zrobiły protesty jakie wybuchły w Polsce.
Dymisję złożył również prof. Mieczysław Muraszkiewicz, dotychczasowy szef specjalnej rady doradczej, działającej przy MAC (Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji - przyp. red.). Do oświadczenia, jakie rozesłał do swoich współpracowników dotarł dziennik.pl: „Złożyłem na ręce Pana Ministra Michała Boniego rezygnację z funkcji Przewodniczącego Rady oraz członkostwa w tej Radzie. Rezygnacja jest reakcją na podpisanie przez Pana Premiera Rządu RP upoważnienie dla polskiej ambasador w Japonii do przyjęcia umowy ACTA oraz podpisanie tej umowy przez Panią Ambasador.”


Do nietypowych zdarzeń doszło wczoraj w Sejmie. Podczas obrad, część posłów założyła maski Guya Fawkesa, którymi posługują się obecnie Anonimowi. Nietypowe zdjęcie posłów rozgrzało wczoraj do czerwoności Twittera i było ilustracją protestów w wielu zagranicznych serwisów informacyjnych. Do mniej zabawnego wydarzenia doszło jednak o godzinie 11. Jak poinformowała wczoraj stacja TVN24, do Sejmu zadzwonił przedstawiciel ambasady USA w Polsce i pytał o szczegóły głosowania nad dezyderatem Komisji Innowacyjności do Premiera RP. Przedstawiciel wyrażał zaniepokojenie nieobecnością 3 posłów (kworum, pozwalające uchwalić dezyderat jednak było) a także tym, czy podczas głosowania obowiązywała dyscyplina partyjna. Parlamentarzyści w licznych komentarzach wyrażali zmieszanie takim postępowaniem pracownika ambasady.

Według organizacji FFII Stany Zjednoczone ogłosiły, że nie mają zamiaru ratyfikować porozumienia ACTA. Oznacza to tyle, że w USA nie będzie miało obowiązku wypełniania postanowień kontrowersyjnej umowy, właściciele praw nadal będą mogli nadal występować na drodze prawnej, zmuszając do realizacji postanowień umowy przez państwa, które podejmą decyzję o ratyfikowaniu ACTA.

Po raz kolejny okazało się również, że w Internecie nic nie ginie. Nawet sławne już 5 tysięcy komentarzy, które Kancelaria Prezesa Rady Ministrów usunęła ze swojego profilu na Facebooku, argumentując to tym, że były one wulgarne. Jak było na prawdę? Statystykę przedstawił na swoim blogu Fanpage Trender. Usunięto 7774 krytycznych komentarzy, które były pod trzema ostatnimi wpisami. Zespół Fanpage Trender poddał analizie 2547 komentarzy do jednego z usuniętych już ze strony wpisów. 53,04% komentarzy zawierało w swojej treści hasła „Stop ACTA”, „Nie dla ACTA” i podobne. Drugą największą grupą były maski Guy Fawkesa – stanowiły one 35,33% przeanalizowanej treści. Pod trzecią kategorią „inne” (6,53%) znalazły się komentarze takie jak „Hanka Mostowiak ŻYJE!”. Kolejna kategoria to „Merytoryczne”, gdzie znaleźć można było znaleźć komentarze o treści: „Zwracam się z uprzejmą prośbą o NIE PODPISYWANIE ustawy o ACTA”. Ostatnią, najmniej liczną grupą były wulgaryzmy (1,49%). Oznacza to, że tych złych komentarzy było jedynie 38.
Zagotowało się nieco w rządzie. Jak stwierdził Michał Boni Premier łajał mnie i ministra Zdrojewskiego. „Przedstawiłem premierowi gotowość do dymisji, on jej na razie nie przyjął” – stwierdził Boni w wypowiedzi dla Radia Zet. Równocześnie minister w bardzo emocjonalnej wypowiedzi po raz kolejny przeprosił za brak konsultacji ze środowiskami Internautów. „Uważam też, że nie wolno nam w ogóle wejść w procedurę ratyfikacyjną, jeśli nie rozproszymy wszystkich wątpliwości. A jeśli nie będziemy umieć ich rozproszyć, to nie powinniśmy tego dokumentu ratyfikować” – dodał minister Boni w wywiadzie. Premier wczoraj zapowiedział, że będzie oczekiwał szczegółowych wyjaśnień „z kalendarzem w ręku” ze strony ministrów w sprawie ACTA. Dziś na konferencji w Sejmie zaznaczył, że jeśli będzie uzasadniona opinia, że ACTA jest zagrożeniem dla wolności słowa to umowa nawet nie trafi do Sejmu.

Wczoraj w programie „Czarno na białym” w TVN24 ujawniono, że ABW już rok temu zwracało uwagę na fatalny stan zabezpieczeń rządowych stron internetowych. W raporcie przeprowadzonym wśród 100 stron rządowych wykryto 1,3 tys. błędów i niespełna pół tysiąca zagrożeń. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego przyznał, że Polska nie jest przygotowana na cyberatak. W zabezpieczeniu stron nie pomaga jakość haseł kont administratorów, co ujawnił atak na strony Premiera RP. Minister Boni zapowiedział kontrolę w poszczególnych resortach bezpieczeństwa sieci. Jednak zabrał się do tego trochę pechowo, ponieważ rozesłał po ministerstwach… ankiety.
ACTA traci poparcie wśród rządzących, zarówno polscy jak i europejscy politycy szybko wycofują się z prób wprowadzania kontrowersyjnych i zbyt ogólnych zapisów umowy. Podobne protesty, na wzór tych z Polski, choć w słabszej formie, pojawiły się w Austrii, Irlandii oraz Stanach Zjednoczonych. Nie jest jeszcze nic przesądzone, ale ACTA traci siłę, jaką miała na początku. Mimo wszystko pozytywnie można ocenić stopień mobilizacji Internautów, którzy dotychczas znali się jedynie z nicków, a obecnie mogli poznać się osobiście. Dobrze to też wróży na przyszłość, jeśli osoby o skrajnie różnych poglądach na świat potrafią pod jednym hasłem stanąć obok siebie, nie doprowadzając przy okazji do zamieszek.

Do dosyć zaskakującego wyznania doszło ze strony Ministra Administracji i Cyfryzacji. Michał Boni w wywiadzie dla Moniki Olejnik był uprzejmy stwierdzić: „Ja u siebie w domu poprzez świat internetu kontaktuję się z różnymi rzeczywistościami, także muzyczną, którą sobie ściągam, i filmową [...]„. Kontynuując wypowiedział się o zasadzie „dozwolonego użytku”: „Oczywiście kiedy to się dzieje na skalę komercyjną, ktoś tym handluje to trzeba go ścigać, natomiast jeśli to się dzieje indywidualnie to oczywiście nie powinno być żadnego poczucia zagrożenia.” Pytany o to, czy uda się na dzisiejszą demonstrację przeciwników ACTA odpowiedział, że się nad tym zastanawia. „Muszę najpierw skalkulować swoje dzisiejsze obowiązki. Nie odwracam się od różnych możliwości dialogowania.” – zakończył wypowiedź minister Boni. Szczerze powiedziawszy… powoli można się zgubić w różnorodności stanowisk, wypowiadanych przez przedstawicieli administracji rządowej.

Tomasz Janusz (tomick)
Wolne Media

Uwaga! Pirat!

Pro­te­sty wokół pod­pi­sa­nia umowy ACTA skła­niają do zasta­no­wie­nia: komu potrzebna jest ta umowa, w jakim celu i z jakich powodów.
Naj­prost­szą odpo­wie­dzią jest odpo­wiedź na pyta­nie w jakim celu powstała ACTA. Wyja­śnia to tytuł doku­mentu: „Umowa han­dlowa doty­cząca zwal­cza­nia obrotu towa­rami pod­ro­bio­nymi między…”
W tytule umowy nie ma nic o tzw. pirac­twie, jest o pod­rób­kach. Czy to nie­do­pa­trze­nie, czy przy­pa­dek, czy dzia­ła­nie zamie­rzone – trudno usta­lić. Ale, na samym początku umowy jest coś w rodzaju pre­am­buły, w któ­rej czy­tamy m. in.:
Stwier­dza­jąc, że docho­dze­nie i egze­kwo­wa­nie praw wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej ma decy­du­jące zna­cze­nie dla trwa­łego wzro­stu gospo­dar­czego we wszyst­kich gałę­ziach prze­my­słu oraz na całym świecie;
Stwier­dza­jąc, że roz­po­wszech­nia­nie towa­rów pod­ro­bio­nych i pirac­kich oraz usług pole­ga­ją­cych na dys­try­bu­cji mate­ria­łów sta­no­wią­cych naru­sze­nie osła­bia pro­wa­dzony zgod­nie z pra­wem han­del i zrów­no­wa­żony roz­wój świa­to­wej gospo­darki, powo­duje zna­czące straty finan­sowe dla posia­da­czy praw i dzia­ła­ją­cych zgod­nie z pra­wem przed­się­biorstw oraz, w nie­któ­rych przy­pad­kach, sta­nowi źró­dło docho­dów dla prze­stęp­czo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej oraz zagro­że­nie dla spo­łe­czeń­stwa;
(…)
Zamie­rza­jąc zapew­nić sku­teczne i odpo­wied­nie środki uzu­peł­nia­jące w sto­sunku do poro­zu­mie­nia TRIPS, słu­żące docho­dze­niu i egze­kwo­wa­niu praw wła­sno­ści intelektualnej…
Pra­gnąc zapew­nić, aby środki i pro­ce­dury słu­żące docho­dze­niu i egze­kwo­wa­niu praw wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej…
Pra­gnąc roz­wią­zać pro­blem naru­sza­nia praw wła­sno­ści intelektualnej…
(całość TUTAJ)
W pre­am­bule tej raz (słow­nie: jeden raz) wspo­mniano o pod­rób­kach, reszta doty­czy piractwa.
Tak więc cel umowy wydaje się być dość jasny: walka z pirac­twem a w szcze­gól­no­ści z pirac­twem upra­wia­nym w sieci. W związku z tym ja rów­nież pro­blem pod­ró­bek zosta­wiam na boku i sku­piam się jedy­nie na piractwie.
Według piszą­cych umowę – dziwne, ale jakoś nikt nie chce się ofi­cjal­nie i gło­śno przy­znać do autor­stwa – pirac­two jest zagro­że­niem dla roz­woju gospo­dar­czego całego świata, przy­nosi zna­czące straty finan­sowe dla posia­da­czy praw oraz – o zgrozo – sta­nowi zagro­że­nie dla społeczeństwa.
Auto­rzy umowy potrak­to­wali to jako aksjo­mat nie pod­le­ga­jący dys­ku­sji. Przyj­rzyjmy się pirac­twu z innej strony, mia­no­wi­cie z takiej, jakiej auto­rzy umowy nie chcą widzieć.
raportu GAO (jest to w USA odpo­wied­nik naszego NIK) przy­go­to­wa­nego na zle­ce­nie Kon­gresu USA, z kwiet­nia 2010, dowia­du­jemy się, że - UWAGA, pro­szę usiąść – pirac­two wpływa pozy­tyw­nie na gospo­darkę. Dzięki pirac­twu wzra­sta sprze­daż odtwa­rza­czy mp3, zara­biają na nim (na pirac­twie) firmy świad­czące usługi dostępu do tre­ści, firmy tele­ko­mu­ni­ka­cyjne, zara­bia także rząd (w tym przy­padku rząd USA) pobie­ra­jąc od tych firm poda­tek. Auto­rzy raportu stwier­dzają, że zyski (trudne do wyli­cze­nia, o czym póź­niej) mają także „okra­dane” firmy! Stwier­dzono, że w wielu przy­pad­kach piraci po wypró­bo­wa­niu gry, odsłu­cha­niu utworu muzycz­nego lub obej­rze­niu filmu decy­do­wali się na zakup legal­nych kopii.
Auto­rzy raportu kon­klu­dują, że nie da się jed­no­znacz­nie usta­lić czy pirac­two przy­nosi straty, tym bar­dziej nie da się stwier­dzić w jakiej wysokości.
Z kolei bada­nia prze­pro­wa­dzone przez BI Nower­gian School of Mana­ge­ment wska­zują, że osoby ścią­ga­jące utwory muzyczne z sieci kupują 10 razy czę­ściej, niż osoby nie „pira­cące”, legalne płyty i nagra­nia muzyczne. Jeśli tak, to kon­cerny wydaw­ni­cze zara­biały na nich 10 razy wię­cej niż na nie­ścią­ga­ją­cych muzyki.
Naukowcy z Uni­ver­si­dad Car­los III de Madrid, KOM Lab TU Darm­stadt i Uni­ver­sity of Ore­gon prze­pro­wa­dzili bada­nia pod nazwą „Is Con­tent Publi­shing in Bit­Tor­rent Altru­istic od Profit-Driven„. Bada­jąc IP ludzi udo­stęp­nia­ją­cych w sieci Bit­Tor­rent tre­ści (muzykę, filmy, opro­gra­mo­wa­nie itp) do ścią­gnię­cia odkryli, że z pierw­szych 50 tys. pli­ków naru­sza­ją­cych prawa autor­skie, 67% zostało wsta­wio­nych (udo­stęp­nio­nych do ścią­gnię­cia) przez 100 (słow­nie: sto) osób z całego świata.
Jako cie­ka­wostkę godną uwagi można tu podać, że ok. 30% pli­ków w Bit­Tor­rent zostało udo­stęp­nio­nych przez agen­cje anty­pi­rac­kie. Były to fał­szywe pliki zawie­ra­jące nie­kiedy zło­śliwe opro­gra­mo­wa­nie a naj­czę­ściej jedy­nie ostrze­że­nia antypirackie.
Zda­niem naukow­ców pro­du­cenci mogliby w dość krót­kim cza­sie skoń­czyć z pirac­twem poprzez obniżkę cen pro­duk­tów.
Podob­nego zda­nia są rów­nież naukowcy z nowo­jor­skiego Insty­tutu Badań Nauk Spo­łecz­nych. Według nich ceny mediów i opro­gra­mo­wa­nia na tzw. ryn­kach wscho­dzą­cych są 5 – 10 razy wyż­sze niż w USA.
Zwró­cili oni także uwagę na mani­pu­la­cje jakich dopusz­czają się firmy lob­bu­jące za zaostrze­niem prawa anty­pi­rac­kiego. Ich zda­niem celowo we wszel­kiego rodzaju opra­co­wa­niach i dys­ku­sjach przed­sta­wi­ciele tych firm zacie­rają róż­nicę mię­dzy pirac­twem a ścią­ga­niem pików do legal­nego użytku. Stąd biorą się osza­ła­mia­jące liczby. Fak­tem jest, że w tej kwe­stii nie ma moż­li­wo­ści na dokładne wyli­cze­nie, moż­liwe są bar­dziej tra­fione lub nie­tra­fione szacunki.
Podob­nie jest z poten­cjal­nymi zyskami firm pro­du­cenc­kich (o czym wspo­mnia­łem wyżej) jak rów­nież z wyli­cze­niem ewen­tu­al­nych strat.
Wytwór­nie pozy­wa­jące pira­tów do sądu nie podają ofi­cjal­nie jaką metodą wyli­czają straty. Auto­rzy raportu GOA stwier­dzają nawet, że w wyniku kon­troli ujaw­nili, że wytwór­nie wyli­cza­jąc straty powo­ły­wały się na nie­ist­nie­jące źró­dła.
Obec­nie stan­dar­dowa metoda wyli­cza­nia strat wygląda w ten sposób:
Legalna płyta (z tre­ścią objętą pra­wami autor­skimi) w skle­pie kosz­tuje np. 100 zł., plik z ta samą tre­ścią został ścią­gnięty 1000 razy.
Straty – 1000 x 100 = 100000 zł.
Bar­dzo to ułomny, wręcz pry­mi­tywny spo­sób wyli­cza­nia, pro­po­no­wany rów­nież w umo­wie ACTA.
Metoda ta nie bie­rze pod uwagę wielu czyn­ni­ków. Z jed­nej strony są poważne wąt­pli­wo­ści czy pirat kupiłby w skle­pie płytę, czy zde­cy­do­wałby się wydać na nią pie­nią­dze. Może raczej zre­zy­gno­wałby z kupna? Jak duża część osób ścią­gnęła pliki tylko dla­tego, że były za darmo i nie wyda­łaby na nie ani złotówki?
Z dru­giej strony brak jest danych czy, a jeżeli tak to ile osób, po ścią­gnię­ciu utworu jakie­goś wyko­nawcy stało się jego fanem i zaku­piło oraz nadal legal­nie zaku­puje ory­gi­nalne płyty, jeź­dzi na kon­certy, spo­tka­nia, kupuje gadżety itp. – jed­nym sło­wem daje zara­biać i rekla­muje twórcę. Podob­nie z grami czy fil­mami. Ile osób po obej­rze­niu filmu-pirata stało się fanem reży­sera, aktora, aktorki i teraz regu­lar­nie cho­dzi do kina i daje zara­biać? Tutaj nieco pomocne mogą być jedy­nie dane uzy­skane przez BI Nor­we­gian School of Mana­ge­ment, które poda­wa­łem wyżej.

Reasu­mu­jąc:

Po pierw­sze – wcale nie jest pewne, jak chcą tego auto­rzy ACTA, że pirac­two przy­nosi straty dla gospo­darki, według GAO jest odwrotnie.
Po dru­gie – wcale nie jest pewne, że pirac­two przy­nosi straty wytwór­niom, pro­du­cen­tom i twór­com. Według naukow­ców może być dokład­nie odwrotnie.
Po trze­cie – metoda walki z pirac­twem pro­po­no­wana przez auto­rów ACTA jest cał­ko­wi­cie nie­sku­teczna. Sto osób da się łatwo usta­lić i uka­rać, nie potrzeba do tego roz­bu­do­wa­nych umów skie­ro­wa­nych na ogra­ni­cze­nia doty­ka­jące całego spo­łe­czeń­stwa. Wystar­czy obni­że­nie ceny. Nie­stety, firmy zara­bia­jące na tym nie są skłonne do obni­żek cen. Na ile pazerne są te firmy niech świad­czy przy­kład SGAE i SDAE – orga­ni­za­cji, które miały chro­nić arty­stów przed pirac­twem a w rze­czy­wi­sto­ści okra­dały ich.
Po czwarte – zagro­że­nie i skala pro­blemu pirac­twa jest przez firmy pro­du­cenc­kie, wytwór­nie i inne lobby (w tym auto­rów ACTA) osza­co­wana w spo­sób (będę deli­katny) wysoce nie­pre­cy­zyjny, ponie­waż:
poda­wana jest ogólna liczba pli­ków do pobra­nia jako liczba pli­ków pirac­kich a w licz­bie tej miesz­czą się rów­nież (ok. 30%, jak poda­wa­łem wyżej) pliki fał­szywe; ogólna liczba ścią­gnięć poda­wana jest jako ścią­gnię­cia pirac­kie, a w licz­bie tej miesz­czą się rów­nież ścią­gnię­cia do celów legal­nych; spo­sób wyli­cza­nia strat (nie mówiąc już poda­wa­niu nie­ist­nie­ją­cych źró­deł) jest pry­mi­tywny i niewiarygodny.
O tym wszyst­kim nie chcą sły­szeć ani auto­rzy umowy ani poli­tycy popie­ra­jący tę umowę.
Jest tak jak pisa­łem poprzed­nio: stwo­rzono pro­blem, wmó­wiono ludziom, że jest on auten­tyczny i teraz kosz­tem ogra­ni­cze­nia praw jed­nostki pró­buje się ten pro­blem rozwiązać.
Komu mają słu­żyć takie roz­wią­za­nia? Arty­stom, twór­com? Pomyślmy. Film Agnieszki Hol­land jest nomi­no­wany do Oscara. W kinach całego świata będą oglą­dać go masy ludzi. Mam nadzieję, że pani Hol­land zarobi na tym porządne pie­nią­dze, bo jej się należą. Ile może stra­cić poprzez pirac­two? Ile osób ścią­gnie nie­le­gal­nie film z sieci i go obej­rzy? Ile z tych osób poszłoby na pewno do kina gdyby nie mogły ścią­gnąć filmu z netu? Jaki to będzie pro­cent w sto­sunku do tych, któ­rzy legal­nie pójdą do kina lub kupią legalną płytę? A ile z tych osób, gdyby nie pirat, nie obej­rza­łoby tego filmu w ogóle? Są prze­cież osoby, które miesz­kają w miej­sco­wo­ściach gdzie nie ma kin. A ile osób po obej­rze­niu na ekra­nie moni­tora pój­dzie potem do kina żeby zoba­czyć film w całej oka­za­ło­ści? Moim zda­niem strata pani Hol­land, jeśli będzie, to mini­malna w sto­sunku do korzy­ści. I taka jest – jeśli jest – strata każ­dego artysty.
Kto więc na tym traci? Jeśli ktoś, to tylko firmy opie­ku­jące się arty­stami, typu pol­ski ZAiKS. U nich te ewen­tu­alne mini­malne straty każ­dego poje­dyn­czego twórcy sumują się i dla nich – jeśli strata jest – jest to poważna strata. Kochani auto­rzy i kom­po­zy­to­rzy sce­niczni nie daj­cie się wpusz­czać w maliny i nie pozwól­cie, aby ci, któ­rzy żerują na Waszej twór­czo­ści usta­wiali Was w kontrze do społeczeństwa.
Ale prze­cież to nie Polacy są auto­rami umowy ACTA. Według osób obe­zna­nych z tema­tem jed­nym z głów­nych auto­rów jest RIAA. To taki ame­ry­kań­ski odpo­wied­nik ZAiKS-u. RIAA ma sporo suk­ce­sów w walce z pirac­twem: w latach 2006–2008 wywal­czył w sądach i postę­po­wa­niach polu­bow­nych odszko­do­wa­nia w wyso­ko­ści 1,4 miliona dola­rów. Nie­zła sumka, ale w tej beczce miodu jest rów­nież łyżka dzieg­ciu. W tym samym cza­sie RIAA wydał na praw­ni­ków około 64 milio­nów dola­rów (cie­kawe ile ZAiKS na to prze­zna­czył?). Tak się cał­kiem przy­pad­kiem skła­dało, że pię­ciu z  wyna­ję­tych przez RIAA praw­ni­ków pra­cuje w depar­ta­men­cie spra­wie­dli­wo­ści USA i w ame­ry­kań­skiej pro­ku­ra­tu­rze gene­ral­nej.
Kto jesz­cze może stra­cić? Stra­cić mogą por­tale inter­ne­towe, tele­wi­zje oraz wszy­scy ci, któ­rzy udo­stęp­niają usługę VOD. To roz­wi­ja­jąca się coraz pręż­niej usługa. Jeśli ich wła­ści­ciele przyjmą kąt widze­nia skut­ków pirac­twa pre­zen­to­wany przez takie orga­ni­za­cje jak auto­rzy ACTA jako praw­dziwy, mogą czuć się zagrożeni.
Kto może zyskać na umo­wie? Ci wszy­scy, któ­rych wyżej wymie­ni­łem. Gene­ra­li­zu­jąc – wszy­scy ci, któ­rzy czer­pią zyski z twór­czo­ści auto­rów. Wąt­pli­wo­ści też budzi pyta­nie czy im naprawdę zależy na likwi­da­cji pirac­twa. Prze­cież to kura, która przy tym spo­so­bie licze­nia strat, będzie zno­sić złote jajka.
Nasuwa się pyta­nie: dla­czego poli­tycy tak dążą do pod­pi­sa­nia umowy ACTA i podob­nych umów. Czy oni mogą coś z tego mieć a jeśli tak to co?
Dla poli­ty­ków z takiej umowy mogą rów­nież wyni­kać korzy­ści. I nie myślę tutaj o ”nama­cal­nych dowo­dach wdzięcz­no­ści” cho­ciaż na pewno są przy­padki, że wyklu­czyć tego nie można. Myślę raczej o zyskach fiskal­nych i poli­tycz­nych.
Jeżeli poszcze­gólni mini­stro­wie finan­sów przy­jęli optykę widze­nia orga­ni­za­cji lob­bu­ją­cych za ACTA itp. to wie­rzą rów­nież, że dra­styczne ukró­ce­nie pirac­twa spo­wo­duje więk­sze wpływy do budże­tów z tytułu podat­ków od legal­nych zaku­pów tre­ści. To by była ta korzyść finan­sowa. A korzyść poli­tyczna? Posłużę się przykładem.
W grud­niu ubie­gło roku w rzą­do­wym Por­talu Inno­wa­cji uka­zała się notka na temat umowy ACTA. W notatce tej, pod­pi­sa­nie przez Radę UE umowy ACTA zostało okre­ślone jako wielki suk­ces pol­skiej pre­zy­den­cji. Tytuł brzmiał: „ACTA suk­ce­sem pol­skiej pre­zy­den­cji”. Po tym, gdy roz­po­częły się pro­te­sty tytuł (i treść) notatki został zmie­niony na: „ACTA a pol­ska pre­zy­den­cja”. Pisze o tym por­tal pclab.pl
Załóżmy, że umowa ACTA już obo­wią­zuje. Załóżmy, że na dole rzą­do­wej strony Por­talu Inno­wa­cji umiesz­czony jest taki napis:
„Wszel­kie rodzaje kopio­wa­nia i roz­po­wszech­nia­nie moż­liwe jedy­nie po uzy­ska­niu pisem­nej zgody”.
Czy por­tal pclab.pl mógłby wtedy umie­ścić w tre­ści swo­jego arty­kułu to co umie­ścił? Chyba nie. Czy jeśli jed­nak by umie­ścił, to upo­waż­niony przed­sta­wi­ciel Por­talu Inno­wa­cji mógłby doma­gać się natych­mia­sto­wego zablo­ko­wa­nia strony? Chyba tak. Czy jest to moż­liwe w świe­tle obo­wią­zu­ją­cego obec­nie pol­skiego prawa. Być może jest ale jakie wywo­ła­łoby obu­rze­nie. Po pod­pi­sa­niu ACTA każdy przed­sta­wi­ciel każ­dego rządu mógłby wygło­sić ulu­bione przez rzą­dzą­cych uspra­wie­dli­wie­nie: „Nie chcem ale muszem, Unia każe, obo­wią­zują nas umowy międzynarodowe”.
Poli­tycz­nie bar­dzo opła­calne. Że tro­chę spi­skowe? Może i tak, ale ja nie mogę zapo­mnieć tego jak na jed­nym z ostat­nich posie­dzeń Sejmu poprzed­niej kaden­cji, tyl­nymi drzwiami został wpro­wa­dzony do ustawy zapis o moż­li­wo­ści utaj­nia­nia nie­któ­rych nie­taj­nych doku­men­tów rzą­do­wych i admi­ni­stra­cyj­nych. Nie mogę zapo­mnieć też tego, że nikt z rządu nie potra­fił wytłu­ma­czyć o jaki rodzaj doku­men­tów cho­dzi i dla­czego nie­tajne ma być tajne.

Maciej Rewicz
Studio Opinii

sobota, 28 stycznia 2012

Maska buntowników



Oryginalna maska "V". Fot. K.Bajkowski
  Można ją spotkać na ulicach, na wielu stronach internetowych i portalach społecznościowych. Teraz w Sejmie, a nawet na biurowcach. Podobizna Guya Fawkesa - główny symbol manifestacji przeciwko ACTA - coraz mocniej wpisuje się w  krajobraz polskich miast.
Charakterystyczna maska z twarzą Guya Fawkesa (jednego z angielskich katolików, który w 1605 r. postanowił przeprowadzić spisek przeciwko władzy) stała się sławna dzięki filmowej adaptacji komiksu "V jak Vendetta". W komiksie (a następnie filmie) pod maską swoją tożsamość ukrywał tajemniczy mściciel o pseudonimie "V", który walczył z panującym w Wielkiej Brytanii totalitaryzmem.
Zamaskowany mściciel stał się symbolem walki przeciwko złej władzy (podobizna Fawkesa używana jest m.in. przez "oburzonych" oraz Anonimowych). Ostatnio stała się głównym symbolem sprzeciwu przeciwko porozumieniu ACTA.
Można ją spotkać na ulicznych demonstracjach w wielu polskich miastach.

Zobacz zdjęcia: Kontakt24: Maska buntowników jest już wszędzie

piątek, 27 stycznia 2012

ACTA podpisane. Protesty na ulicach polskich miast.

Zgodnie z zapowiedzią ambasador Polski w Tokio podpisała wczoraj umowę ACTA. Efekt: na ulice polskich miast wyszły kolejne tysiące przeciwnych temu antypirackiemu porozumieniu. Eksperci są zgodni – powstaje nowy ruch społeczny w Polsce.

Jak szacują media, w ostatnich dniach udział w antyACTA-owskich demonstracjach i zgromadzeniach wzięło przeszło 100 tysięcy mieszkańców Polski. „Nie może tak być, że rząd ustala ważne dla całego narodu przepisy za jego plecami”, „To zamach na wolność internautów”, „Nie chcę, żeby policja czy urzędnicy grzebali w moim komputerze” – to tylko kilaka argumentów protestujących, które usłyszeliśmy od uczestników wiecu pod warszawską siedzibą Parlamentu Europejskiego.
Trwające protesty to zjawisko unikalne w skali kraju, bo – jak pisze dziennik „Rzeczpospolita” – Polacy nie wyszli tłumnie na ulice gdy trwały demonstracje antywojenne, czy wtedy, gdy ulice Nowego Jorku, Londynu czy Paryża okupowali tzw. oburzeni. „Do tej pory wydawało się, że internauci żyją tylko w wirtualną rzeczywistością. Tymczasem ich protesty przybierają jak najbardziej realną formę” – wyjaśnia w gazecie prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Prof. Nęcki zwraca uwagę, że młodzi ludzie nie mają przywódców i struktur, ale potrafili się zmobilizować w obliczu zagrożenia świata, w którym się wychowali i w którym poruszają się na co dzień. Zmobilizować bardziej, niż w kwestiach ideologicznych czy socjalnych – podkreśla naukowiec.
Prof. Jacek Kurzępa, socjolog młodzieży z wrocławskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej wskazuje natomiast, że protesty obudziły młodych ludzi, którzy do tej pory byli pasywni. I to nie tylko tych z Warszawy, ale i Kielc, Rzeszowa, Gorzowa. „Do tej pory nikt tam nie chodził na demonstracje” – akcentuje.
W ocenie dr Marii Nowiny-Konopki, socjologa Internetu z Akademii Ingatianum protesty internautów to „początek nowego ruchu społecznego”, tym bardziej, że protesty zjednoczyły pod jednym sztandarem osoby o bardzo różnych poglądach. „Przyszłość pokaże, czy będzie on zabierał głos i wsuwał postulaty także w innych sprawach czy szybko się znudzi” – zastanawia się.
IUVE

Wszystko o polskim proteście internautów: Bitwa o ACTA

środa, 25 stycznia 2012

Polska bitwa o ACTA w sieci




W polskim internecie trwa bitwa o ACTA - porozumienie "przeciw obrotowi podróbkami", które według jej przeciwników, w rzeczywistości ma na celu cenzurę i ograniczy wolność słowa w internecie. Przeciwko przyjęciu ACTA przez polski rząd, walczą setki tysięcy osób na czele z grupą hakerów "Anonymuos". Od soboty atakują i hakują rządowe strony internetowe. Polski rząd ma podpisać ACTA w najbliższy czwartek. Australia podpisała już tę umowę 1 pażdziernika ub.r.

W poniedziałek doszło do spotkania premiera z ministrem Michałem Bonim oraz ministrem Bogdanem Zdrojewskim. Boni na konferencji przekonywał, że Polska jest gotowa do podpisania ACTA w najbliższy czwartek w Japonii, ale podpis nie oznacza jeszcze wejścia dokumentu w życie. Do tego niezbędna jest ratyfikacja umowy przez wszystkie parlamenty europejskie, w tym polski.
-Już za późno na wycofanie się z podpisania ACTA. Nie możemy nie podpisać tego dokumentu, ale do umowy chcemy dobudować klauzulę bezpieczeństwa. Klauzula pokaże, jak my interpretujemy punkty, które należą do polskich kompetencji - mówił w RMF FM Michał Boni.
Tymczasem w  polskim internecie trwa  protest przeciw ACTA polegający na zasłanianiu stron czarną planszą. Bierze już w nim udział ponad 900 polskich witryn.
W mediach dyskusje i analizy.
Polskie Radio:
 Piotr Waglowski, zajmujący się m.in. zagadnieniami prawnymi dotyczącymi internetu, uważa, że rząd nie powinien podpisywać porozumienia ACTA. Przed podpisaniem dokumentu należało go dokładnie przeanalizować i przedstawić opinii publicznej. Jego zdaniem twierdzenie, że umowę umieszczono na stronie internetowej Ministerstwa Kultury, nie jest żadną dyskusją. – Nie znalazłem żadnego pisma w Biuletynie Informacji Publicznej Ministerstwa Kultury, a to jest miejsce na ogłaszanie takich konsultacji – mówi Piotr Waglowski w radiowej Jedynce ("Sygnały dnia").

Gazeta Wyborcza:

Kiedy dowiedzieliście się państwo, że istnieje coś takiego jak ACTA? Niewiele ważnych decyzji przygotowywanych było w tak szczelnej dyskrecji. I to nie tylko w Polsce – pisze Jacek Żakowski w Gazecie Wyborczej.

Dwa lata temu Parlament Europejski jednomyślnie przyjął rezolucję domagającą się jawności negocjacji. I nic. Pół roku temu premier obiecał otwartą debatę w tej sprawie. I też nic.

To starcza, by trudno było potępić ataki hakerów na serwery władzy. Jestem po ich stronie. Gdy władza tak uporczywie spiskuje przeciw obywatelom, jej legitymacja staje się wątpliwa, a sprzeciw jest uprawniony. Przynajmniej w granicach, w których ten atak się mieści.

Zwłaszcza gdy nielojalność władzy wobec obywateli dotyczy sprawy poważnej. A ACTA wyrasta z tego samego groźnego procesu co kryzys. Ten proces, który genewskie Obserwatorium Finansów nazywa finansjalizacją, to postępująca zamiana relacji na transakcje.
(...)
Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza - mediaworkera, z naukowca - dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.

Cały artykuł: ACTA ad acta

Jak działać będą ACTA? Zobacz poniższe video na  YouTube:


niedziela, 22 stycznia 2012

Wojna internetowa. Atak za ACTA?

Już 26 stycznia polski rząd chce podpisać kontrowersyjne porozumienie antypirackie ACTA. ACTA to chyba jeden z najbardziej tajemniczych dokumentów międzynarodowych. Negocjacje ws. porozumienia zostały  utajnione. Przez długi czas nie ujawniano jego projektu ani stanowisk negocjacyjnych poszczególnych państw.  W październiku ub.r. rzad Australii  podpisał ten układ.
Jego podpisywanie przez poszczególe rządy wzbudza protesty internautów na całym świecie. Spodziewane są w związku z tym ataki hakerskie.  Od wczorajszego wieczora   nie działa większość stron internetowych polskich ministerstw i organów rządowych. Chodzi o domeny z końcówką gov.pl.  Do ataku na strony Sejmu RP przyznali się hakerzy z Anonymous.
Po pólnocy większość stron zaczęła działać normalnie.

ACTA (Anti-counterfeiting trade agreement) to układ między Australią, Kanadą, Japonią, Koreą Południową, Meksykiem, Maroko, Nową Zelandią, Singapurem, Szwajcarią i USA. Jego nazwę można przetłumaczyć jako „porozumienie przeciw obrotowi podróbkami”. Porozumienie ma zostać wprowadzone w życie w celu chronienia przemysłu i „własności intelektualnej”, jednak eksperci oraz internauci uważają, że ściganie komputerowych piratów będzie się odbywało kosztem wolności internetu.
Członkowie stowarzyszenia ISOC Polska zwrócili uwagę, że choć porozumienie ACTA zostanie podpisane już 26 stycznia, rząd nie przeprowadził w tej sprawie konsultacji społecznych, a Rada Ministrów zdecydowała o podpisaniu paktu zaraz po wyborach „w trybie obiegowym”, a nie na posiedzeniu rady.
Rada Ministrów decyzję o podpisaniu go podjęła na odbywającym się w ramach polskiej prezydencji posiedzeniu 15-16 grudnia 2011. Posiedzenie było w głównej mierze poświęcone rolnictwu i rybołówstwu, a przewodniczył mu minister rolnictwa i rozwoju wsi Marek Sawicki.
Podpisanie porozumienia może przyczynić się do największego buntu internautów w historii. Nastroje panujące wśród internautów dobitnie pokazuje przykład zamknięcia przez FBI serwis internetowy Megaupload.com i błyskawiczny odwet hakerów.
Internauci protestują już na całym świecie. W środę angielskojęzyczna wersja internetowej encyklopedii Wikipedia została wyłączona na 24 godziny w ramach protestu przeciwko dwóm podjętym w USA inicjatywom ustawodawczym, uznanym za zagrożenie wolności internetu – podano we wtorek.
Chodzi o projekty: SOPA (Stop Online Piracy Act – ustawa o wstrzymaniu piractwa internetowego) oraz PIPA (Protect Intellectual Property Act – ustawa o ochronie własności intelektualnej). Mają one przeciwdziałać udostępnianiu w internecie pirackich kopii twórczości intelektualnej.
„W razie uchwalenia obie ustawy (w tej sprawie) miałyby niszczycielskie skutki dla wolnego i otwartego internetu” – głosi oświadczenie utrzymującej Wikipedię fundacji Wikimedia.

Rzecznik prasowy Stowarzyszenia Wikimedia Polska Paweł Zienowicz powiedział, że chociaż to prawo ma regulować rynek amerykański, to może mieć wpływ również na polski internet.
„Zapisem, który budzi spore kontrowersje jest np. pomysł, aby strony uznane za powielające cudze treści, nie mogły być obsługiwane przez wyszukiwarki. Ponieważ większość z nas korzysta z amerykańskiej wyszukiwarki Google, nasz dostęp do niektórych stron zostałby ograniczony. Może się zdarzyć, że jakaś strona padnie ofiarą włamania internetowego, pojawią się na niej treści, które ktoś uzna za łamanie prawa autorskiego, strona trafi na czarną listę i stanie się niedostępna” – tłumaczył.
Według rzecznika Wikimedia Polska europejski internet może zareagować buntem na decyzję Rady Unii Europejskiej o przystąpieniu do międzynarodowego porozumienia ACTA.
„Celem ACTA jest nawiązanie międzynarodowej współpracy, aby poprawić egzekwowanie prawa własności intelektualnej i stworzyć międzynarodowe standardy działań przeciw naruszaniu własności intelektualnej na dużą skalę. Negocjacje zakończyły się w listopadzie 2010 r.” – czytamy w komunikacie prasowym wydanym po posiedzeniu Rady Ministrów.
Rzecznik prasowy Stowarzyszenia Wikimedia Polska Paweł Zienowicz podkreśla, że największe zastrzeżenia budzi tryb negocjacji porozumienia.
„Ustalenia trwały od 2007 r., ale były tajne. Nie było żadnych konsultacji społecznych. Decyzja o podpisaniu umowy została ogłoszona na 40 stronie komunikatu prasowego, dotyczącego rolnictwa i rybołówstwa. To świadczy o tym, jak politycy nas szanują. Prawo, które ma mieć wpływ na życie wszystkich ludzi na kuli ziemskiej nie może być uchwalane w sekrecie” – powiedział.

Tymczasem minister Administracji i Cyfryzacji Michał Boni poinformował, że poprosił premiera o ponowną dyskusję ws. ACTA. Spotkanie to odbędzie się prawdopodobnie we wtorek. Jak poinformował Boni, zwrócił się on w liście do premiera o ponowną dyskusję ws. ACTA, ponieważ są pewne wątpliwości w tej sprawie. Zgłosili je uczestnicy spotkania grupy Dialog, czyli forum wymiany opinii rządu z organizacjami społecznymi i przedstawicielami pracodawców związanych z internetem.
kb/WolneMedia/Gazeta.pl/PAP/Wikipedia

Więcej: Stop ACTA!, Minuta po minucie - tvn24
O co chodzi w toczącej się wojnie? Forbes.pl