polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Prezydent Andrzej Duda przebywał w Stanach Zjednoczonych z pięciodniową wizytą. W jej trakcie poprowadził debatę wysokiego szczebla w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, w związku z objęciem przez Polskę przewodnictwa w tym gremium. W Millennium Park w Chicago para prezydencka spotkała się z przedstawicielami Polonii mieszkającymi w USA. * * * AUSTRALIA: Rząd Federalny ogłosił budżet, który uwzględnia obniżkę podatku dochodowego. Zieloni sprzeciwiają się tym planom. Ich lider Richard Di Natale wzywa do odrzucenia projektu ustawy na rzecz zwiększenia finansowania opieki zdrowotnej, edukacji i walki ze zmianami klimatu.* * * SWIAT: W Soczi Władimir Putin spotkal się z kanclerz Niemiec Angelą Merkel i prezydentem Syrii Baszarem al-Asadem, któremu pogratulowal znaczących sukcesów w walce z terrorystycznymi formacjami. Z Merkel rozmawial o Ukrainie, wycofaniu się USA z porozumienia nuklearnego z sojusznikiem Rosji i Syrii, Iranem, oraz o Nord Stream 2.
EVENTS INFO: Tribute to Freedom. Celebration of Poland's Independence - Sydney Town Hall, 1.06, godz. 18:30 * * * Dzień Dziecka: Bajkowy Swiat - Klub Polski w Bankstown, 2.06, godz. 10:00 * * * Otwarcie Wystawy „Drogi do Niepodległości" - Klub Polski w Ashfield, 2.06, godz. 17:30 * * * Wieczór z Poezją i Muzyką: „W hołdzie Wolnej i Niepodległej... i Tym którzy odważyli się marzyć” - Klub Polski w Ashfield, 2.06, godz. 19:00

niedziela, 7 maja 2017

Prof. Raźny: Czy Francja musi przegrać?

W programie politycznym globalistów, karmionych ideami pochodzącymi nie tylko z osławionej CFR (Council of Foreign Relations), ale również związanych z nią wielu innych amerykańskich think-tanków – przedstawicieli światowej finansjery, atlantystów i ponadnarodowych korporacjonistów – nie ma miejsca na silną, opartą na swej tradycji, suwerenną   Francję, do której dąży Marine Le Pen.  W ich polityce globalnego dominowania taka silna Francja oznaczałaby nie tylko zmianę status quo, ale również  początek niebezpiecznego trendu w Unii Europejskiej – antyglobalnego. Trendu otwierającego epokę suwerenności i państw narodowych.

Główne cele  polityczne i zarazem cywilizacyjne w programie M. Le Pen sprowadzają się bowiem do tych dwóch ostatnich idei i słów-kluczy, zanegowanych przez neoliberalizm i posthumanizm globalizmu. Dlatego jego wyznawcy błyskawiczne wykreowali z pomocą mediów, a nade wszystko ich propagandowych technologii, Manuela Macrona  jako przeciwnika liderki Frontu Narodowego w walce o fotel prezydencki. Macron – człowiek znikąd i bez właściwości, pozbawiony własnego zaplecza politycznego efemeryczny minister rządu F. Hollanda, prywatnie mąż starszej od niego o 25 lat nauczycielki –  z przypisywaną mu homoseksualną orientacją – okazał się idealnym typem na quasi-pozasystemowego kandydata na prezydenta Francji. Takiego prezydenta, który nie tylko zaakceptuje status quo Unii Europejskiej i sprawowany nad nią – kontrolowany przez USA – dyktat Niemiec, ale jednocześnie prezydenta  reprezentującym układ elit, odciętych od zubożałego społeczeństwa francuskiego.


Ten rzekomo pozasystemowy kandydat do fotela prezydenckiego – podobnie jak Donald Trump w Ameryce – ma przyciągnąć do siebie wszystkich kontestujących panujący układ polityczny we Francji, a jednocześnie w UE. Ma wykorzystać falę  niezadowolenia społecznego w interesie zagrożonych elit globalnych. Ten pozasystemowy przewrót nad Sekwaną nie jest  w żadnym stopniu ruchem oddolnym, jest dziełem tych samych środowisk globalistycznych, które  wykreowały wcześniej na fali niezadowolenia społecznego obecnego prezydenta USA i powoli pokazują, w jakim stopniu jest od nich zależny. Oto bowiem nagle odchodzi on od swojego programu wyborczego w polityce światowej – rezygnuje ze środków dyplomatycznych i rozpoczyna w ich interesie nową wojnę hybrydową, której elementami  są: atak na Syrię, zrzucenie bomby MOAB w Afganistanie, przemieszczenie grupy uderzeniowej lotniskowca amerykańskiej marynarki pod wybrzeże Półwyspu Koreańskiego, przyspieszenie przygotowań do wojny z Rosją poprzez umocnienie wschodniej flanki NATO. Brexit, Trump na czele administracji Białego Domu i być może Macron jako prezydent Francji to owoce nowej generacji kolorowych rewolucji typu soft – nie tylko zewnętrznych, ale również – co pokazuje przykład USA – wewnętrznych. Brexit był potrzebny globalistom dla osłabienia Unii, w której nie ma miejsca na  podwójne przywództwo: niemieckie i brytyjskie. To oni – nade wszystko światowa finansjera, z którą Macron był zawodowo związany m.in. jako współpracownik finansisty J. Attali, a następnie jako pracownik Rotschild & Cie Banque (2008-2012) – wynieśli przeciwnika M. Le Pen na szczyty polityki francuskiej. Stało się to możliwe na gruncie gniewu społecznego, jaki ogarnął podupadającą gospodarczo Francję, pogrążoną dodatkowo w kryzysie religijnym i  cywilizacyjnym, zagrożoną islamem. Sytuacja, w jakiej się znalazła,  jest wynikiem sprzecznej z jej interesem narodowym polityki rządzących nią na zmianę „prawicowych” demoliberałów i socjalistów. I jedni i drudzy zrobili wszystko, aby podporządkować Francję programowi globalistów, zaś jej bezpieczeństwo związać z prowojenną doktryną NATO. Aby odrzucić jej chrześcijańskie korzenie i narodową tradycję oraz otworzyć ją z jednej strony na zniewolenie antropologią genderyzmu i posthumanizmu, z drugiej na islamizację, będącą wyłącznie silnym instrumentem mondialistów w walce z państwami narodowymi i ich kulturą. Dlatego jedynie wykreowany przez nich Macron – obywatel świata,  polityczny oraz finansowy kosmopolita, bliski w negowaniu wszelkich granic nie tylko globalistom, ale także różnym formacjom i ruchom anarchistycznym oraz trockistowskim – jest gwarancją status quo.

Wybór kandydatki Frontu Narodowego – w którym na czas kampanii przed drugą turą wyborów zawiesiła ona taktycznie swoje członkostwo – oznaczałby nie tylko wyrwanie Francji spod kontroli globalistów-atlantystów, ale dodatkowo destabilizację UE, strefy euro i – co najważniejsze – osłabienie NATO. Wiadomo bowiem, że M. Le Pen zapowiada po wyborze na prezydenta wyjście Francji z UE i budowę w jej miejsce nowej integracji: aliansu europejskiego, łączącego suwerenne państwa narodowe na polu współpracy w różnych sferach – zgodnie z ich własnym interesem. Dąży do przywrócenia franka i mówi o wyjściu Francji z NATO oraz konieczności podjęcia współpracy z Federacją Rosyjską. Le Pen odwróciłaby w ten sposób podporządkowaną globalistom  antycywilizacyjną politykę Europy, dającą się ująć w krótkiej formule: eksport „demokracji” i import terrorystów oraz wojującego islamu –  poprzez NATO. W wyniku tej polityki Europa nie tylko nie jest wolna i suwerenna, ale stała się zakładnikiem światowego terroryzmu, który wraz z grożącą Europie islamizacją jest jednym z ważniejszych instrumentów globalizacji starego kontynentu.

Równie ważnym elementem tej walki o Francję i zarazem Europę jest antyniemieckie nastawienie M. Le Pen, która oficjalnie krytykuje hegemonię Berlina w UE, jego proamerykańską i zarazem antyrosyjską politykę oraz głośni mówi, że nie uznaje Angeli Merkel w roli europejskiego kanclerza.

Wątek Polski w tej francuskiej walce – mimo że się pojawia – jest niestety, nieistotny dla jej wyniku – zwłaszcza w wymiarze europejskim. Polska, wbrew hasłom patriotycznym obecnej i poprzednich rządzących nią ekip – jest politycznie, gospodarczo, militarnie, a nade wszystko cywilizacyjnie podporządkowana globalistom. Do wartości chrześcijańskich i własnej tradycji kulturowej odwołuje się bowiem jedynie w wąskim obszarze polityki wewnętrznej. Jest to eksperyment globalistów, przypominający ruch Solidarności  –  koncesjonowana przez nich zredukowana polska suwerenność kulturowa. Zredukowana, gdyż nie obejmuje np. polityki historycznej, teatrów profanujących najwyższe dla nas wartości, posthumanistycznej literatury nicości, środków masowego przekazu, w których króluje nie tylko zmakdonaldyzowana popkultura i hollywoodzkie produkcje filmowe z pogranicza pornografii i kiczu, ale również wojenna propaganda natowska. Polska suwerenność kulturowa przypomina nie tylko historię Solidarności – dzięki której zjednoczyły się Niemcy bez żadnego referendum  – ale również  historię Księstwa Warszawskiego, które było jedynie kaprysem Napoleona oraz jego masońskiego otoczenia, a nie należnym podziękowaniem Polakom za ich oddanie i daninę krwi – w mikroskopijnym stopniu zaspokajającym oczekiwania polskiego narodu. Nasza kulturowa suwerenność, którą się  tak chwalą prezydent Duda, premier Szydło i prezes J. Kaczyński jako pełną suwerennością, nie istnieje przecież na arenie międzynarodowej, gdzie Warszawa służalczo popiera wszystkie poczynania globalistycznego układu USA-UE-NATO.

Najbardziej ujmującą godności naszego narodu  – o której także grzmią na państwowych i religijnych uroczystościach przedstawiciele rządzącej ekipy – jest służalczość Polski w cywilizacyjnym programie globalistów, negującym chrześcijaństwo i chrześcijańskie wartości. Haniebnymi symbolami tej służalczości jest podpisanie przez Polskę traktatu lizbońskiego, nasz udział w amerykańsko-natowskich wojnach na Bliskim Wschodzie, obejmujących zaplanowaną likwidacje chrześcijaństwa i ludobójstwo chrześcijan na tym obszarze, a ostatnio – przygotowania do wojny z Rosją, wykluczające nas z obszaru cywilizacji chrześcijańskiej, ukierunkowanej na pokój.

Polski wątek we francuskich wyborach prezydenckich ma jedynie takie znaczenie, że uzmysławia wielu Polakom znaczenie naszego kraju dla polityki gospodarczej globalistów w kontekście międzynarodowym. Jest to znaczenie półkolonii, ważnej dla ponadnarodowych korporacji  tylko ze względu na tanią siłę roboczą – tańszą od francuskiej, na co zwróciła uwagę M. Le Pen, sprzeciwiając się przeniesieniu amerykańskiej fabryki Whirpoola z Amiens do Polski, co pozbawi wielu Francuzów pracy.

Na inny natomiast aspekt wątku polskiego we francuskiej kampanii prezydenckiej zwrócił uwagę przedstawiciel globalistów – Macron. Na czekające nas w ręku ich ekspozytury w Brukseli sankcje za wybijanie się na suwerenność w innej sferze niż reglamentowana na użytek krajowy mikroskopijna suwerenność kulturowa. Nawet próba ustawienia J. Kaczyńskiego w jednym szeregu z prezydentem Putinem, z którym sympatyzuje M. Le Pen, była zwykłą manipulacją propagandową, mającą zastraszyć nie tylko pisowskiego prezydenta i pisowski rząd, ale również  – czy nade wszystko – tych wszystkich w Polsce, którzy odważyliby się zbudować taki front walki z globalizmem, jaki powstał we Francji w postaci Frontu Narodowego i wykreować jego przywódcę na miarę M. Le Pen. Polska pod tym względem jest spóźniona o wiele lat. Niezależnie bowiem od tego, czy wygra Macron, poparcie dla przywódczyni frontu antyglobalnego jest tak duże, iż można mówić, że we Francji widoczny jest świt Europy, podczas gdy Niemcy i Bruksela przeżywają jej Spenglerowski zmierzch. Warszawa natomiast, niestety, tonie w mroku przygotowań do wojny, która byłaby nie tylko naszym, ale również europejskim i światowym przekleństwem.

Anna Raźny
Konserwatyzm.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

Promocja