polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Sejm uchwalił w czwartek ustawę, która ma umożliwić chorym dostęp do marihuany leczniczej – będą mogły być wytwarzane w aptekach na podstawie recepty od lekarza; surowiec ma być sprowadzany z zagranicy. Za ustawą opowiedziało się 440 posłów, dwóch było przeciw. * * * AUSTRALIA: Australia wstrzymała swoje naloty na terytorium Syrii po tym jak USA zestrzelilo syryjski samolot wojskowy a Rosja poinformowała, że każdy obcy obiekt latający nieleglnie nad obszarami Syrii, gdzie operują siły rosyjskie, będzie traktowany jak cel. * * * SWIAT: Rosja zrywa współpracę z USA w Syrii w ramach memorandum o zapobieganiu incydentom w przestrzeni powietrznej nad Syrią po tym jak USA zestrzeliły syryjski Su-22 w prowincji Rakka. Damaszek poinformował, że samolot wypełniał misję przeciwko PI.
EVENTS INFO: Noc Świętojańska przy ognisku - Klub Sportowy POLONIA w Plumpton - 24.06, godz. 18:00

piątek, 25 listopada 2016

Wojciech Malajkat: Aktor nie może się bać

Wojciech Malajkat. Fot. J.Fryta (Wikimedia
Commons)
– Jeśli decyzje podyktowane są polityką, czyli propagandą, albo tym, że coś ma być jedynie słuszne i tylko tego możemy się trzymać, no to szkodzi wolności, którą powinna się charakteryzować sztuka. Wszystko, co jest kajdanami, okowami, dybami jest dla sztuki szkodliwe – mówi Wojciech Malajkat w rozmowie z Magdą Jethon z portalu Koduj24 .

Magda Jethon: Od kiedy PiS przejęło media publiczne, w TVP nie wolno wyświetlać „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego, „W imię…” Małgorzaty Szumowskiej i „Obywatela” Jerzego Stuhra. Jak Pan myśli, czym artyści podpadli władzy?

Wojciech Malajkat: Nie mam zielonego pojęcia. Myśli pani, że z powodu jakiegoś „podpadnięcia” można nie wyświetlić czyjegoś filmu? Nie wiem… A może jest to przekonanie i potrzeba ludzi, którzy mają większość w Sejmie, że po latach życia w opozycji mogą teraz wszystko. Może chcą pokazać, jak wiele od nich zależy i co potrafią, żeby przestraszyć tych, którzy – w ich mniemaniu – nękali, nie dawali prawa głosu i nie wysłuchiwali ich. Nie wiem… Może to jednak jakiś rodzaj frustracji i tłumionych przez lata emocji, znajduje teraz ujście. Może to jest potrzeba udowodnienia, że ci wybitni, jeżeli stali po przeciwnej stronie barykady, są teraz niewybitni…


– Pamięta Pan pisarzy na indeksie w PRL-u? Kiedy przyszłam do radia, to nie wolno było mówić o Konwickim, Mrożku czy Gombrowiczu…
– Pamiętam, oczywiście. Zastanawiam się tylko, czy to jest to samo. Wtedy był inny wróg, inna ideologia… I nie było też innych mediów. Teraz zakaz wydany na Stuhra, Pasikowskiego czy Szumowską może być natychmiast wykorzystany przez media niezależne.


– Są to więc decyzje groteskowe, czy wręcz głupie…
– To prawda. Przecież Jacek Kurski, prezes telewizji narodowej, musi wiedzieć, że jak on wyda zakaz, to inni otworzą wszystkie furtki.


– W Polskim Radiu odsuwa się od anteny… za sformułowanie „wybitny reżyser Andrzej Wajda”, wiedział Pan o tym?

– Nie. Jestem zaskoczony…

– A w Akademii Teatralnej używacie określenia wybitny reżyser Andrzej Wajda?
– Oczywiście! O wszystkich wybitnych mówimy, że są wybitni, to nam wolno. Poza tym uczelnia jest jednak autonomiczna. Wydaje mi się, że to się jeszcze nie zmieniło.


– Jest Pan Rektorem Akademii Teatralnej w Warszawie. Czy ze studentami próbuje Pan rozmawiać o tym, jak żyć w obecnych czasach? Oni stają przed różnymi wyborami, mogą liczyć na Pana głos, opinię?
– Studenci wręcz pytają mnie o radę. Jest niestety trochę tak, jak za czasów bojkotu w stanie wojennym. Młodzi ludzie sami mają wiele wątpliwości. Ostatnio grupa studentów dostała propozycję zagrania w filmie o żołnierzach wyklętych. Przyszli zapytać, czy mają w tym wziąć udział. Nie podejmowałem tej rozmowy sam, doprosiłem Andrzeja Domalika. Tak jak podczas bojkotu, nikt nikomu niczego nie zabraniał, wszyscy wiemy, że to nadal muszą być wybory indywidualne tych ludzi. Ja nie wiem, w co wierzą moi studenci, czy wierzą w Boga, czy wynieśli z domu wychowanie prawicowe czy liberalne. Powiedzieliśmy im, że muszą wybrać sami, że nie możemy im niczego kazać, ani też doradzać. Przyjmując tę funkcję wiedziałem, że muszę zachować jak najdalej idący obiektywizm. Sam nie obnoszę się ze swoimi poglądami, muszę być rektorem wszystkich. Ale powiedziałem, że jeżeli dojdą do wniosku, że nie wezmą w tym udziału, to ja im pomogę, pisząc usprawiedliwienie, że to jest w tym czasie niemożliwe ze względu na zajęcia w szkole. Oni się w sposób oczywisty boją o swoje kariery, o swoje życie zawodowe. Odmawiając teraz udziału w jakimś przedsięwzięciu, mogą mieć obawy, że już nigdy więcej niczego nie zagrają. Ta pomoc została im z naszej strony zaoferowana. Ale nie dokonam za nich wyboru.


– Podoba się Panu taki rodzaj uprawiania sztuki, kultury poprzez rekonstrukcje?
– Nawet za czasów komunistów przeprowadzano rekonstrukcje, a to Lenin przemawiał… a to coś innego, teraz znów jest taka tendencja. Ta forma wyrazu była mi zawsze obca, nigdy nie brałem udziału w niczym takim.


– Co to znaczy, że nawet za czasów komunistów…?
– To oznacza, że każdy czas potrzebuje jakiejś rekonstrukcji. Tylko może teraz ich liczba jest większa. Widocznie ten środek wyrażania emocji jest teraz potrzebny.


– Kto wybiera rektora akademii?
– Kolegium elektorów złożone z nauczycieli, profesorów, studentów i pracowników niedydaktycznych akademii.


– Czy możliwe jest, żeby minister powiedział, nie podoba mi się Malajkat, proszę go odwołać?
– To nie jest możliwe. Chyba że jest podejrzenie o popełnieniu ciężkiego przestępstwa.


– Rząd jednak chce wymienić elity. Mówi o tym otwartym tekstem. Wie Pan, że może być Pan wymieniony?
– Nigdy nie słyszałem o czymś takim.


– Myśli Pan, że tego się nie da zrobić? Nie da się powiedzieć, że ty od dziś będziesz wybitnym aktorem, a ty nie będziesz?
– Chyba się nie da. Oczywiście można powiedzieć, że Andrzej Wajda nie był wybitnym reżyserem i próbować to z dużym zaangażowaniem wmawiać. Sześćset razy powtórzona informacja być może zacznie żyć swoim życiem. Ale to nie jest możliwe, żeby od dzisiaj nie było Janusza Gajosa, Jerzego Stuhra, Jerzego Radziwiłłowicza, Treli, Jandy, Szczepkowskiej, a zaczęła być Buraczkowska, Pietrusińska, pan Jabłko czy Marchewka. Czy rzeczywiście ktoś chce elity wymieniać?


– No niech Pan nie udaje, to nie jest tajemnica. Klasa rządząca ma już dość starych elit i musi je po prostu wymienić…
– No to być może to był powód odsunięcia Jerzego Stuhra i jego „Obywatela”, może to jest początek wymiany elit w naszym środowisku?


– To się już dzieje w różnych środowiskach, na przykład w mediach. Bardzo łatwo się wymienia, jednego dnia można wszystkich wyrzucić i powołać nowych.
– Tak, tylko u nas ten proces trwa. Janusz Gajos dochodził do swojej pozycji ponad pięćdziesiąt lat, nie można nagle skreślić Janusza Gajosa i w to miejsce wstawić jakiegoś Porzeczkowskiego i wmówić ludziom, że on jest tak samo dobry, jak Gajos. U nas trzeba to udowodnić.


– Jest Pan pewien?
– Nie.


– W Trójce po Zbyszku Zamachowskim dżingle czyta Marcin Kwaśny, był bardzo dobrym rotmistrzem Pileckim, brał ślub w rekonstrukcji.
– Nie wiedziałem. Chyba go nie znam…


– Wy, aktorzy, ciągle nie wierzycie, że można was podmienić. Dowodem na waszą niewiarę niech będzie fakt, że tak mało było artystów na proteście „Nie oddamy wam kultury”.
– Ja byłem.


– Nikt nie wierzy, że to naprawdę może się stać, albo wręcz przeciwnie, niektórzy myślą, że jak przyjdą protestować, to dopiero ich wymienią.
– Ja wierzę, że tak naprawdę można wszystko. Ale myślę, że w moim środowisku samego szczytu nie da się wymienić. Można próbować, że się tak wyrażę – od podstaw, tak właśnie działają mechanizmy w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Jest odcinany powoli kręgosłup, Krystian Lupa sam się zwolnił, najlepsi aktorzy odchodzą z zespołu, no i w ten sposób można wymienić jeden Teatr Polski na inny Teatr Polski.


– I jeszcze można powiedzieć, że się sami wymienili.
– Można wmawiać różne rzeczy, jeśli ma się dostęp do mediów. A w tym wypadku się ma.


– Artur Barciś swego czasu przyznał, że kiedyś opowiedział się po jakiejś stronie politycznej i wtedy jego wierna fanka napisała, że do dziś go uwielbiała, ale teraz go nienawidzi. I on doszedł do wniosku, że ludzie nie chcą, żeby on się określał politycznie, więc postanowił przyhamować. Trudno uznać, czy zrobił słusznie, czy nie. Bo przecież może zdarzyć się inna pani, która napisze: wierzyłam, że zajmie pan jakieś stanowisko…
– No właśnie, że się pan nie ugnie… No tak. Dostajemy takie listy. Ale ja nie mam z tym problemu, bo ja się wypowiadam.


– Wrócę do studentów, mówicie im, że są dorośli i muszą sami podjąć decyzję. Kiedy ostatni raz był Pan świadkiem takich dylematów w waszym środowisku?
– Ostatni taki moment to był bojkot tuż po ogłoszeniu stanu wojennego. Czyli z pełną odpowiedzialnością mówię, że od tamtej pory nie było takich wątpliwości. To dla sztuki jest fatalne – to, że młodzi ludzie mają obawy i że muszą opowiedzieć się po jakiejś stronie.


– Aktorowi opłaca się opowiedzieć po jakiejś stronie?
– Aktor nie powinien mieć takich dylematów. Nie może mieć wątpliwości: jeśli nie wezmę udziału w filmie o partyzantce ludowej, to mnie już nikt, nigdy nie zaangażuje. On powinien wziąć udział i w filmie o partyzantce ludowej, i o prawicowym podziemiu w stanie wojennym, bo na tym polega zawód aktora. Aktor nie może się bać, że na ulicy ktoś go opluje lub wyśle taki list, jak do Barcisia.


– Kiedy Marian Opania odmówił zagrania roli Kaczyńskiego, to różni na niego pluli, ale gdyby wziął tę rolę, to też by go opluli, tylko inni.
– Tak, czyli stało się coś bardzo niedobrego w tym polskim pęknięciu. Wiemy przecież, że w wielu domach rodziny kłócą się politycznie nawet przy stole wigilijnym, od którego odchodzą śmiertelnie obrażeni do końca życia. To są w tej chwili wybory fundamentalne, a każdy fundamentalizm jest ogromnym niebezpieczeństwem. To, że żyjemy w takim pęknięciu jest fatalne dla wszystkich, również dla artystów. Ten podział jest rozpadem między nami. Kiedyś mieliśmy innego wroga, albo za granicą wschodnią, albo na szczycie władzy. Teraz mamy siebie, każdy szczuje na siebie nawzajem, teraz wróg czai się wszędzie, za każdym płotem, za każdym krzakiem. W kościele możemy stać koło wroga i w teatrze siedzieć obok wroga.


– Wkurza to Pana?
– Wkurza! Ale to nie znaczy, że się nie wkurzałem wcześniej. Ale to wkurzenie teraz jest oczywiście silniejsze.


– Rok rządów PiS za nami, jeszcze pół roku temu wielu artystów mówiło, że się boi. Dziś wszyscy się przyzwyczaili do tego, co się dzieje, nawet do takich krzyków rozpaczy, jak w Teatrze Polskim we Wrocławiu…
– Tam już jest po wszystkim, jak to się mówi – pozamiatane, bo wszystko już zostało zrobione, zaklejone usta aktorów i widzów, światło zgaszone, manifestacje, demonstracje, pisanie, to już koniec. Mówiłem o tym od początku protestu, że musi być, albo od razu dramatyczny, albo się nie powiedzie. No i się nie powiódł, bo właśnie już się przyzwyczailiśmy do tego, że oni tam krzyczą, a my mamy już inne sprawy na głowie. Może jeszcze chwilę pokrzyczą… i koniec.


– Tak jak z radiową Trójką.
– Tak jest. Odcina się kręgosłup i wtedy usypiamy.


– We Wrocławiu zaczęło się od przedstawienia „Śmierć i dziewczyna”. Chodziło o to, że ktoś był nagi, czyli sprawa obyczajowa, a nie polityczna.
– Nie. Wielokrotnie ludzie rozbierali się w teatrze i nigdy nikomu to nie przeszkadzało. Ale ponieważ głos zabrał Kościół, który sobie nagle przestał życzyć, żeby się akurat w tym przedstawieniu ktoś rozebrał, to rozpoczęła się dyskusja polityczna. Kościół jest niestety ogromnie ważnym elementem polityki w naszym kraju.


– Uważa Pan, że w Polsce nie rządzi naczelnik, prezes, tylko Kościół z tylnego siedzenia?
– Zawsze są co najmniej dwa tylne fotele.


– W konflikcie wrocławskim aktywny był pan Gliński. Czy minister kultury zna się na kulturze?
– Nie mam zbyt wielu kontaktów z panem profesorem, nie miałem szans przekonać się, czy się zna. Wiem, że ruchy z blokowaniem przedstawienia „Śmierć i dziewczyna” we Wrocławiu, czy list do festiwalu w Gdyni to były gesty polityczne. Dlatego nadal nie wiem, czy profesor Gliński zna się na kulturze. Na pewno uczestniczy w polityce.


– Jaką chce robić kulturę Gliński? Któryś z aktorów powiedział, że rozmarynową.
– Nie wiem, bo na razie we wszystkich działaniach pana premiera przeważa polityka. To nie jest rozmowa o kulturze. Być może zna się na niej świetnie, ale jak dotąd trudno to zaobserwować.


– Grzegorz Jarzyna głośno nazwał Glińskiego ministrem propagandy, a nie ministrem kultury…
– No tak, bo ciągle jesteśmy w polityce.


– Czy środowisko jest podzielone?
– Tak, na pewno jesteśmy podzieleni. To środowisko też nigdy nie było jakąś opoką, to nigdy nie był idealny model. Nawet w bojkocie z czasów stanu wojennego, obok wierzących w idee, było sporo konformistów, którzy na wszelki wypadek siedzieli cicho.


– Ciągle o tym stanie wojennym…
– Tak, bo konflikt jest równie silny, wtedy też był, choć z innego powodu. I wtedy i teraz to poważny wstrząs. To jest porównywalne. Później, po 89 roku nie było w naszym środowisku ani też w Polsce takiego trzęsienia ziemi, jakie jest teraz.


– Czy ingerencja ministra w różne projekty kulturalne, może szkodzić polskiej kulturze, może ją hamować?
– Jeśli decyzje podyktowane są polityką, czyli propagandą, albo tym, że coś ma być jedynie słuszne i tylko tego możemy się trzymać, no to szkodzi wolności, którą powinna się charakteryzować sztuka. Wszystko, co jest kajdanami, okowami, dybami jest dla sztuki szkodliwe.


– Wolna sztuka może być odbierana jako lewacka, czyli niepatriotyczna.
– Ale to znowu wchodzimy w politykę.


– No dobrze. Czy Pan uważa się za patriotę?
– Jak najbardziej.


– No to dlaczego Pan nie chce, żeby sztuka była patriotyczna?
– Ale sztuka patriotyczna to jaka? Rekonstrukcja?


– Na przykład.
– No to ja inaczej, jako patriota, wyobrażam sobie moje życie w sztuce. Kiedy grałem Konrada-Gustawa w „Dziadach” w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego, to mówiliśmy o rzeczach fundamentalnych, wadząc się z Bogiem, ale nie musieliśmy zamieniać tego w rekonstrukcję.


– A co to jest właściwie patriotyzm w sztuce? Czy jak robimy coś, czym świat może się zachwycić, coś, co olśni świat, to to jest patriotyzm?
– Oczywiście. Dlatego mamy Grotowskiego, z powodu którego ludzie z całego świata przyjeżdżają, by zobaczyć miejsca, w których choć przez chwilę pracował. Tak, to jest patriotyzm w sztuce. Oczywiście, można porozwieszać symbole i wszystko ustroić biało-czerwono, ale to jest wtedy zwykły, powierzchowny, prymitywny przekaz. Cały czas się zastanawiam, jak ich zrozumieć, co trzeba zrobić, żebyśmy zaczęli rozmawiać, a nie obrażać się i mówić uogólnieniami – ty jesteś Cepelia, a ja wyższa kultura. Nikt nie chce rozmawiać, tylko wszyscy chcą kogoś ugodzić.


– Liczy Pan na coś, czeka? Kiedy to się skończy?
– Bardzo bym chciał, żebyśmy się już przestali kłócić, ale nie wiem, czy nie jestem naiwniakiem, ponieważ to, co się stało tak szybko, będzie się bardzo długo goiło. Nie wiem, czy doczekam.


– No nie…
– No tak, proszę pomyśleć, rodziny nie rozmawiają przy stole. W mojej rodzinie nie rozmawia się o pewnych rzeczach, a kiedyś się rozmawiało o wszystkim.


– Kto mógłby pogodzić Polaków?
– Dziś nie wiem, kiedyś taką osobą był Karol Wojtyła, z tego okresu, kiedy obejmował tron w Rzymie. Gdyby objął tron w Polsce w tej chwili, będąc w sile wieku i mając ten wspaniały niekościelny, paradoksalnie, światopogląd, który się oczywiście zmieniał z wiekiem, to myślę, że byłby jedynym człowiekiem, który mógłby nas pogodzić.


– A obecny papież?
– Świetna osoba, tylko nic nas z nim nie łączy. Dla rzeszy katolików w naszym kraju papież Franciszek jest na biało ubraną głową Kościoła. Nic nie zmieniła jego wizyta u nas w kraju, nic. Chociaż jest to super gość.


– A może któregoś dnia Jarosław Kaczyński obudzi się, wstanie i powie: dosyć tego, chcę, żebyśmy się wszyscy pogodzili?
– Ale oni przecież co chwila to mówią.


– Żeby się pogodzić?
– No jakżeż? Co chwila słyszę, że zasypujemy te dzielące nas przepaści, ale boję się, że to są deklaracje, które nie mają pokrycia. No niechżeż się obudzą wszyscy. My też. Ja sam chętnie któregoś ranka wyjdę na ulicę i powiem – pogódźmy się. Tylko ktoś musi zacząć.


– Czyli jest potrzebny przywódca, który porwie ludzi…
– Tak, ale boję się, że wśród polityków nie ma takiego, wszyscy są już zbyt zaangażowani w to, co się dzieje. Potrzebny byłby taki, który właśnie się pojawia znikąd, wszyscy mu wierzymy, jest autorytetem, ma charyzmę… ale nie ma takich. To się nie zbuduje na pstryknięcie palcem.


– Jakie Pan znajduje pocieszenie dla siebie…?
– Robię swoje. Młynarski już dawno o tym mówił. Wobec tego, co się dzieje można tylko robić swoje, żeby to wszystko miało jakiś sens, przynajmniej lokalny.


– I to jest Pana rada dla ludzi, którzy nie wytrzymują?
– Róbmy swoje, róbcie swoje… Może to coś da – kto wie?


Z Wojciechem Malajkatem rozmawiała Magda Jethon
Koduj24. pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja