polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Prezydent Andrzej Duda oswiadczyl w poniedziałek przed południem, że wetuje ustawy PiS o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. - Nie wolno do tego dopuścić, by prokurator generalny decydował, kto może być sędzią SN, a kto nie - podkreślil w oswiadczeniu prezydent. Przeciwko ustawie o SN odbywaly się w ostatnich dniach w całym kraju protesty. * * * AUSTRALIA: Szef rządu Australii Malkolm Turnbull, a jednocześnie współzałożyciel Australijskiego Ruchu Republikańskiego, spotkał się z królową Elżbietą II. 20 lat temu Turnbull zarzekał się, że nie wyobraża sobie spotkania z monarchinią, gdyby został premierem. * * * SWIAT: Szef Donieckiej RL Aleksander Zacharczenko oświadczył, że sytuacja na Ukrainie zabrnęła w ślepą uliczkę, wyjściem z niej jest utworzenie na okres do trzech lat nowego tymczasowego państwa — Małorosji.
EVENTS INFO: Christmas in July przy ognisku - Klub Sportowy POLONIA w Plumpton - 29.07, godz. 18:00 * * * Koncert Poetycko-Muzyczny - Powstanie Warszawskie 1944 - Klub Polski w Ashfield, 6.08, godz. 15:00

niedziela, 11 września 2016

Jeden dzień, który wstrząsnął światem

Pen­ta­gon po ude­rze­niu samo­lo­tem lotu AA 77, 11 wrze­śnia 2001
 (Zdję­cie zro­bione po uga­sze­niu pożaru. Źró­dło: Wiki­pe­dia)
Więk­szość ludzi zgo­dzi się ze stwier­dze­niem, że doko­nany pięt­na­ście lat temu zamach na Ame­rykę zmie­nił losy świata. Nadal jed­nak możemy zasta­na­wiać się w jakim stop­niu i w jaki spo­sób. Jak zmie­nił men­tal­ność ludzi w zachod­nim świe­cie, czy i na ile wzmoc­nił isla­mizm?

Poja­wia się tu jed­nak poważny pro­blem. Jaki sens ma zasta­na­wia­nie się nad wpły­wem tego jed­nego zama­chu, jeśli ska­zani jeste­śmy na spe­ku­la­cje? Wła­ści­wie niczego nie możemy powie­dzieć na ten temat z pew­no­ścią. Wszystko co wiemy, to że ten zamach nadal budzi silne emo­cje, że jest przed­mio­tem spo­rów i że sta­no­wił punkt zwrotny w rela­cjach mię­dzy Zacho­dem i świa­tem islamu.

Wiele wska­zuje na to, że tak udana ope­ra­cja, rów­no­cze­snego porwa­nia czte­rech samo­lo­tów pasa­żer­skich, zaata­ko­wa­nie nimi sym­bolu kapi­ta­li­zmu i cen­trum dowo­dze­nia ame­ry­kań­skiej armii, zabi­cie pra­wie trzech tysięcy ludzi, wywo­łała w świe­cie islamu eufo­rię rado­ści, poczu­cie suk­cesu i głę­bo­kie prze­ko­na­nie, że z Ame­ryką można wygrać.


W trzy dni po zama­chach pale­styń­skie mini­ster­stwo infor­ma­cji wyra­ziło zanie­po­ko­je­nie, że media arab­skie są cał­ko­wi­cie zajęte zama­chem i tracą z pola widze­nia sprawę pale­styń­ską. Duch tych dys­ku­sji wokół zama­chu był zdo­mi­no­wany przez radość. Tygo­dnik Hamasu dono­sił: ”Allah odpo­wie­dział na nasze modły. Miecz zemsty dosię­gnął Ame­rykę” .Naj­bar­dziej znany duchowny  zwią­zany z Brac­twem Muzuł­mań­skim, Jusuf Kara­dawi w kilka tygo­dni po zama­chu mówił:  ‚Islam­skie prawo reli­gijne naka­zuje nam dołą­cze­nie do dżi­hadu Tali­bów, a nie przy­łą­cza­nie się do ame­ry­kań­skiej koali­cji. Jest zaka­zane ata­ko­wa­nie ame­ry­kań­skich oby­wa­teli, ale dozwo­lone jest ata­ko­wa­nie ame­ry­kań­skich żoł­nie­rzy’. W dzie­siąt­kach arty­ku­łów wychwa­lano Bin Ladena, zapo­wia­dano dal­sze ataki, względ­nie zapew­niano, że zama­chy prze­pro­wa­dzili sami Ame­ry­ka­nie lub że zro­bili to Żydzi. Widocz­nym efek­tem był natych­mia­stowy wzrost nie­chęci do Ame­ryki i Zachodu i sto­sun­kowo nie­liczne oraz pełne zastrze­żeń potę­pie­nia ter­ro­ry­zmu.

Po pięt­na­stu latach możemy powie­dzieć, że mimo wojny z Al-Kaidą w Afga­ni­sta­nie, mimo wojny w Iraku, mimo walki z Pań­stwem Islam­skim, isla­mizm jest dziś wie­lo­krot­nie sil­niej­szy. Potwier­dzają to wszyst­kie ana­lizy zachod­nie i otwar­cie głosi to obecny przy­wódca Al-Kaidy, Al-Zawa­hiri, który z oka­zji rocz­nicy opu­bli­ko­wał na fil­mie swoje prze­sła­nie dla świata, chwa­ląc w nim „bło­go­sła­wione rajdy” z 11 wrze­śnia i gro­żąc, że takie ataki będą powta­rzane do Dnia Sądu Osta­tecz­nego. Zwra­ca­jąc się  do muzuł­ma­nów Al-Zawa­hiri zapew­nia ich, że siła mudża­he­di­nów wzra­sta z dnia na dzień: „Oto jest, wzra­sta­jący ruch prze­bu­dze­nia dżi­hadu – dzięki Alla­howi – wie­lo­krot­nie pomno­żony wobec tego, jaki był przed bło­go­sła­wio­nymi raj­dami”.

Dziś w muzuł­mań­skich mediach domi­nuje nega­cja zama­chów z 11 wrze­śnia 2001 przy rów­no­cze­snym dużym popar­ciu lub pośred­nim uspra­wie­dli­wia­niu dal­szych zama­chów ter­ro­ry­stycz­nych.
Cha­rak­te­ry­styczny dla tej grupy publi­ka­cji był nie­dawny arty­kuł egip­skiej publi­cystki, Nohy Al-Szar­no­ubi, w czo­ło­wej gaze­cie rzą­do­wej „Al-Ahram”. Z arty­kułu powiało mgłą smo­leń­ską. Autorka pyta:
Czy możemy wie­rzyć w ofi­cjalną wer­sję admi­ni­stra­cji USA o wyda­rze­niach z 11 wrze­śnia 2001 r.? Czy jest przy­pad­kiem, że dowódcy zama­chu 11 wrze­śnia szko­lili się w ame­ry­kań­skich szko­łach pilo­tażu? Według ofi­cjal­nej wer­sji admi­ni­stra­cji ame­ry­kań­skiej pierw­szy atak na wieżę pół­nocną był około 8:46 czasu Nowego Jorku, a wieża połu­dniowa została ude­rzona przez inny samo­lot 15 minut póź­niej, około 9:03… Ponad pół godziny póź­niej trzeci samo­lot ude­rzył w budy­nek Pen­ta­gonu, pod­czas gdy czwarty samo­lot nie tra­fił w cel i roz­bił się. Czy jest do pomy­śle­nia, że cztery porwane samo­loty latały tak swo­bod­nie, spe­ne­tro­wały prze­strzeń powietrzną USA i ude­rzyły w wieże World Trade Cen­ter i w Pen­ta­gon jeden po dru­gim z prze­rwami 15 minut i 30 minut mię­dzy ata­kami, a wszystko to miało miej­sce bez tego, by Ame­ry­ka­nie obrali te samo­loty za cel i strą­cili je, mimo całego swo­jego wywiadu, sate­li­tów i rada­rów? Czy też cała rzecz była zapla­no­wana z góry w celu uspra­wie­dli­wie­nia wojny z ter­ro­rem…?
Egip­ska dzien­ni­karka prze­ko­nuje nas, że ci muzuł­ma­nie oskar­żeni o doko­na­nie zama­chów zostali wcze­śniej zabici, że za tymi zama­chami z 11 wrze­śnia i za wszyst­kimi póź­niej­szymi zama­chami na Zacho­dzie stoją zachod­nie wywiady w ramach spi­sku zmie­rza­ją­cego do wygna­nia muzuł­ma­nów z USA i z Europy.

Sam Har­ris, w swo­jej książce Koniec wiary (napi­sa­nej w znacz­nym stop­niu pod wpły­wem tego zama­chu) pisał:
Dla­czego ktoś, tak jak Osama bin Laden – wyraź­nie pozba­wiony oso­bi­stych ura­zów czy też zabu­rzeń psy­cho­lo­gicz­nych, który nie jest ani biedny, ani nie­wy­kształ­cony, nie cierpi na uro­je­nia, ani nie był wcze­śniej ofiarą zachod­niej agre­sji – poświęca się jaski­nio­wej kon­spi­ra­cji z zamia­rem zabi­cia nie­prze­bra­nej liczby męż­czyzn, kobiet i dzieci, któ­rych nigdy nawet nie spo­tkał? Odpo­wiedź na to pyta­nie jest oczy­wi­sta  – choćby nawet dla­tego, że jest ona cier­pli­wie i do znu­dze­nia wyra­żana przez samego bin Ladena. Odpo­wiedź brzmi, że ludzie tacy jak bin Laden naprawdę wie­rzą w to, o czym mówią, że wie­rzą. Wie­rzą  w dosłowną prawdę Koranu. Dla­czego dzie­więt­na­stu wykształ­co­nych, nale­żą­cych do klasy śred­niej męż­czyzn wymie­niło swoje życie na tym świe­cie  na przy­wi­lej zabi­cia tysięcy swo­ich sąsia­dów? Ponie­waż wie­rzyli, że – robiąc to – pójdą pro­sto do raju. Rzadko udaje się wyja­śnić  zacho­wa­nie istot ludz­kich w spo­sób tak dokładny i zada­wa­la­jący. Dla­czego cią­gle bro­nimy się przed przy­ję­ciem tego wyja­śnie­nia?
(Koniec wiary, Wydaw­nic­two Błę­kitna kropka, prze­kład Dariusz Jam­ro­zo­wicz).

Pierw­sze wyda­nie książki Sama Har­risa uka­zało się w 2004 roku, zaprze­cza­nie reli­gij­nej moty­wa­cji tam­tego zama­chu (i wszyst­kich kolej­nych) nie tylko nie zma­lało, ale wręcz nasi­liło się. Smo­leń­ska mgła sza­le­jąca w umy­słach poli­ty­ków, inte­lek­tu­ali­stów, dzien­ni­ka­rzy i innych wydaje się wręcz gęst­nieć. Wielu dysy­den­tów muzuł­mań­skiego świata patrzy na tą ucieczkę od rze­czy­wi­sto­ści z nara­sta­jąca roz­pa­czą.

Egip­ski pisarz, Say­yid Al-Qemani, nie po raz pierw­szy ostrzega przed isla­mem w jego obec­nie domi­nu­ją­cej for­mie. „Pro­szę, daj­cie światu znać, że stoi przed total­nym nie­bez­pie­czeń­stwem” – mówi.

Efek­tem tej usta­wicz­nej nega­cji moty­wów zama­chu sprzed pięt­na­stu, lat jak i całego isla­mi­stycz­nego ter­roru, jest łoże­nie miliar­dów dola­rów na walkę z  ter­ro­rem i rado­sna współ­praca z orga­ni­za­to­rami szkół islam­skiego ter­roru. Na to kształ­ce­nie dzie­siąt­ków tysięcy ter­ro­ry­stów płyną miliardy dola­rów od głę­boko wie­rzą­cych naf­to­wych szej­ków, z peł­nym przy­zwo­le­nie ze strony nie tylko wład­ców muzuł­mań­skiego świata, ale i przy­wód­ców kra­jów demo­kra­tycz­nych.

Bez wąt­pie­nia zamach 11 wrze­śnia nie tylko wstrzą­snął świa­tem, ale rów­nież wtrą­cił go w jesz­cze głęb­sze zagu­bie­nie.

Tharwa Boulifi uro­dziła się pięt­na­ście lat temu, jest Tune­zyjką, a więc miesz­kanką jed­nego z naj­bar­dziej otwar­tych kra­jów muzuł­mań­skich, kilka dni temu napi­sała arty­kuł pod tytu­łem „Odzie­dzi­czona kul­tura nie­na­wi­ści”, zasta­na­wia się w nim nad pyta­niem, dla­czego tak wielu mło­dych ludzi z jej kraju jedzie do Syrii lub Iraku, żeby wal­czyć w sze­re­gach zbi­rów Pań­stwa Islam­skiego. Pisze, że reli­gia to obo­sieczny miecz, że czę­sto przy­czy­nia się do kon­flik­tów, że reli­gia jest wyko­rzy­sty­wana do ini­cjo­wa­nia prze­mocy, uczy nie­na­wi­ści i pro­wa­dzi do wojny, że sala­fici rekru­tują coraz wię­cej ludzi wzmac­nia­jąc swoją aktyw­ność na całym świe­cie.

Jej uwaga jest sku­piona na rówie­śni­kach. Zauważa, że więk­szość dżi­ha­dy­stów to ludzie od wcze­snego dzie­ciń­stwa indok­try­no­wani przez tele­wi­zję, przez przed­szkole, a potem szkołę. Przy­ta­cza wypo­wie­dzi innych pięt­na­sto­lat­ków:
W przed­szkolu nauczy­ciele mówili nam, jak będziemy karani po śmierci, że będziemy się palili w pie­kle, jeśli będziemy nie­grzeczni. Byłem tak prze­ra­żony sły­sząc te opo­wie­ści, że cią­gle te sceny poja­wiały się w mojej gło­wie – mówi pięt­na­sto­letni T.
Odzie­dzi­czona kul­tura nie­na­wi­ści do innych reli­gii pro­wa­dzi do eks­tre­mi­stycz­nego spo­sobu myśle­nia i do poczu­cia wyż­szo­ści wobec innych. Tharwa Boulifi cytuje wypo­wiedź innej pięt­na­sto­let­niej dziew­czynki:
Nie­na­wi­dzę chrze­ści­jan i Żydów. Nie wiem dla­czego. Nie mam jakie­goś szcze­gól­nego powodu, żeby ich nie­na­wi­dzić, ale zawsze sły­sza­łam moją mamu­się jak mówiła o nich złe rze­czy. Ona też ich nie­na­wi­dzi i pew­nie dla­tego ich nie­na­wi­dzę. Mamu­sia zawsze mi mówiła, że muzuł­ma­nie są uko­cha­nymi ludźmi Allaha.
Młoda tune­zyj­ska autorka zauważa, że jej rodacy nie czy­tają ksią­żek, że wie­rzą w to, co usły­szą w mecze­cie, w tele­wi­zji, w szkole.

W pięt­na­ście lat po zama­chu, który wstrzą­snął świa­tem tu i ówdzie w muzuł­mań­skich kra­jach poja­wiają się poje­dyn­cze głosy, że trzeba zmie­nić pod­ręcz­niki, pro­gramy tele­wi­zyjne, zaka­zać nie­na­wi­ści w mecze­tach.  Nie są to głosy wspie­rane przez Zachód. Pre­zy­dent Egiptu, jedyny muzuł­mań­ski przy­wódca, który otwar­cie dąży do rady­kal­nej zmiany spo­sobu naucza­nia reli­gii i zde­cy­do­wa­nego potę­pie­nia mowy nie­na­wi­ści, jest trak­to­wany z naj­wyż­szą podejrz­li­wo­ścią tak przez Ame­rykę, jak Wielką Bry­ta­nię i inne kraje zachod­nie. Oni pokła­dają swoje nadzieje w sau­dyj­skim królu, w irań­skim pre­zy­den­cie, w „demo­kra­tycz­nej” Tur­cji, w „umiar­ko­wa­nych” orga­ni­za­cjach muzuł­mań­skich takich jak Brac­two Muzuł­mań­skie.

Ist­nieje obawa, że po pięt­na­stu latach od dnia, który wstrzą­snął świa­tem, ogar­nia­jąca świat smo­leń­ska mgła irra­cjo­na­li­zmu stała się wyłącz­nie bar­dziej gęsta. Tym­cza­sem sze­regi ducho­wych paste­rzy rosną i znaj­dują coraz wię­cej wdzięcz­nych słu­cha­czy.

Andrzej Koraszewski
Studio Opinii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja