polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLONIA: Do Sydeny zawinął polski samotny żeglarz kpt. Grzegorz Węgrzyn, który plynie dookoła Ziemi. * * * POLSKA: Skonczyl się protest posłów Platformy Obywalelskiej, który trawal od 16 grudnia. w sali sejmowej. Opozycja nic nie ugrala w sporze z partią rządzącą PiS. Prezydent podpisal ustawe budżetową bez zastrzeżeń. * * * AUSTRALIA: Premier Nowej Poludniowej Walii Mike Baird niespodziewanie oglosil swoją rezygnację i wycofanie się z polityki. * * * SWIAT: Donald Trump na ceremonii inauguracji pod budynkiem Kapitolu w Waszyngtonie objął dziś stanowisko 45. prezydenta USA. Zapowiedzial uczynienie Ameryki na nowo wielkiej.
EVENTS INFO: Final Wielkej Orkiestry Świątecznej Pomocy - Ferdydurke Bar, Melbourne, 15.01, godz. 12:00 - 16:00

piątek, 26 sierpnia 2016

Imperatyw na dziś: Cierpliwość i wytrwałość

Waldemar Kuczyński
Rozmowa Jolanty Pędziwiatr z Waldemarem Kuczyńskim, ekonomistą, publicystą, działaczem opozycji demokratycznej w PRL, ministrem rządu Tadeusza Mazowieckiego.

Dla PiS, III Rzeczpospolita to był kraj zagarnięty przez antypolskie siły, który trzeba było odbić.

– Czy możemy być spokojni o przyszłość Polski?
– Do niedawna sądziłem, że tak, że nad Ojczyzną pierwszy raz od kilku wieków czyste niebo. Ale dziś już nie jestem tak spokojny. Od dwóch lat mamy znów widmo zimnej wojny, a od roku poważny problem z demokracją w kraju. W ubiegłorocznych wyborach do władzy doszła formacja, która nie uznawała powstałego po 1989 r. państwa. Prawo i Sprawiedliwość, a przede wszystkim sami Kaczyńscy, od początku tego kształtu państwa i tej Polski nie akceptowali. Nie uznawali też konstytucji z 1997 roku. Dla nich III Rzeczpospolita był to kraj zagarnięty przez wrogie polskości siły, który trzeba odbić. Nie szczędzili więc przez 8 lat wysiłku, by to zrobić i w ubiegłym roku im się wreszcie udało. Cierpliwość i wytrwałość, trzeba powiedzieć budząca wrażenie, dały im efekt.



– W tym sukcesie bardzo im pomogliśmy, nie idąc do wyborów…
– Tak, ale nie tyle przez to. Od 1989 r. prawie połowa, a czasem więcej niż połowa, wyborców nie głosuje. Problem polega na tym, że po stronie PiS jest zwarty, wierny elektorat, a Polska nie-pisowska jest różnorodna i podzielona. Część partii tej Polski nie przekroczyło progu i te głosy wyborców przepadły bez efektu. To matematyczny wyraz wyborczego naszego krajobrazu, ale jest coś bardziej merytorycznego – ocena ośmiu lat rządów PO. Tak długich, że mogły nużyć, choć to były lata dla Polski pomyślne. PO wiele zrobiła dobrego, ale wiele zaniedbała, w czynach i w komunikacji. Zatraciła świeżość w kontaktach z wyborcami, jej język nabrał sztampy partyjnej, dosięgnęła ją też pycha i niefrasobliwość, co udowodniła afera taśmowa. Swój udział, w tym co się stało, ma również prezydent Bronisław Komorowski i jego najbliższe otoczenie polityczne. Wspólnie dopuścili do tego, że zaczynając jako wysoko notowany faworyt – wybory przegrał.


– Wygrani szybko nabrali wiatru w żagle i uzasadniając swoje często szokujące posunięcia, mówią dziś otwarcie o tej niepisowskiej Polsce: nasi współobywatele są z innej cywilizacji …
– To stara teza J. Kaczyńskiego, że społeczeństwo polskie składa się z Polaków i „nie-Polaków”, z elementu obcego, z „najeźdźców”. W drastycznej formie wyraził ją Jarosław Marek Rymkiewicz, mówiąc, że Polacy to jest 25 proc, a resztę to pies może j….ć. Prezes PiS takiego języka publicznie nie używa, ale właściwie to powtarza, a kryterium selekcji jest proste – kto nie uznaje kierowniczej roli prezesa jest „gorszym sortem”, sąsiadem ZOMO, komunistą i złodziejem itp. Istotą polityki dla Kaczyńskiego jest nigdy nieustająca konfrontacja, z sąsiadami na zewnątrz, z częścią rodaków wewnątrz. To wielki, ale bardzo zły talent polityczny – do dzielenia społeczeństwa i rozsiewania klimatu rozbratu oraz nienawiści. Owoce tego talentu obserwujemy. Potencjał nienawiści w narodzie, który narasta od 10 lat wszędzie – w mediach, na ulicy, nawet w rodzinach – od niego bierze początek. Oczywiście, dzisiaj to istnieje po obu stronach, bo zaatakowani się bronią i sięgają po podobne sposoby, co napastnicy. Wojna to wojna.


– Z pańskiej oceny sytuacji jednoznacznie wynika, że jest się o co martwić…
– Warto mieć świadomość intencji i planów szefa PiS, jeśli się chce rozumieć wydarzenia. Jego ideałem jest państwo, które nazywam „państwem narodu”, czego nie należy mylić z pojęciem państwa narodowego. W państwie Kaczyńskiego podmiotem praw nie ma być obywatel, jak to jest w obecnej Konstytucji, lecz naród. Naród, w odróżnieniu od obywatela, to jako podmiot praw enigma i musi być zdefiniowany. Oczywiście przez przywódcę, wodza. Ideałem Kaczyńskiego jest system polityczny, w którym za parawanem instytucji demokratycznych, wypranych z treści, kryje się jednolita, niepodzielna władza na czele z nim. Ten system PiS próbowało wprowadzać, kiedy miało władzę poprzednio i próbuje to robić ponownie, w dużo korzystniejszych dla takich poczynań warunkach. To jest zmiana ustroju, na co PiS nie dostał od wyborców mandatu, w postaci większości konstytucyjnej. By mimo braku mandatu, PiS zaczęło od rujnowania głównego bezpiecznika – Trybunału Konstytucyjnego, który już raz w latach 2005 – 2007 stanął mu na drodze. Usiłuje przekonywać, że konflikt wokół tej instytucji zaczęła PO, powołując pięciu sędziów w poprzedniej kadencji. To kłamstwo, w które uwierzyła część komentatorów. Prawda jest taka, że gdyby PO wybrała tylko 3 sędziów, prezydent Duda też by ich nie zaprzysiągł… To jednoznacznie zasygnalizował Kaczyński w wywiadzie dla Rzeczpospolitej z 17 stycznia br. Plan był wcześniejszy i klarowny: obezwładnienie TK i przeprowadzenie zmian ustroju w oparciu o ustawy, powstałe z pominięciem zapisów konstytucyjnych. Treść tych zmian nie zostawia wątpliwości.To próba tworzenia władzy absolutnej jednego człowieka, bez mandatu konstytucyjnego, mimo oporu części społeczeństwa i sprzeciwu całej społeczności euroatlantyckiej. Ale to się nie uda. W finale zrobią z Polski ni to ni owo, jakąś pokrakę, ponurą groteskę. Żadną tam dyktaturę. Polska wiele na tym straci.


– Jak więc społeczeństwo powinno się zachować w tej sytuacji? Czy jakikolwiek ruch obywatelski ma szanse?
– Społeczeństwo żywe jest zawsze wartością. Dziś szczególnie. W obronie zagrożonej demokracji może nam pomóc Unia, ale nie obroni jej za nas. Opór społeczny jest niezbędny – maksymalnie szeroki front różnych środowisk. I to, jak silny się on stanie, będzie też o wiele bardziej wiarygodnym niż słowne zaklęcia. Będzie testem, jak bardzo my Polacy jesteśmy do wolności przywiązani i czy rozumiemy, na czym demokracja polega. Mam nadzieję, że go zdamy.


– Jaką drogą winien ów ruch kroczyć, skoro rządzący lekceważą wszelki sprzeciw i robią swoje?
– Potrzebna jest cierpliwość i spokojne, przemyślane działanie. Nic nagle się nie stanie. W 12 miesięcy po wyborach, z punktu widzenia wielkich mas społeczeństwa, właściwie nic złego się nie dzieje, a nawet odwrotnie. Duża część rodzin, która była w dramatycznej sytuacji finansowej, została w sposób niebiański wprost wyprowadzona z tego stanu przez 500+.


– Czy trzeba się liczyć z tym, że PiS dotrwa do końca kadencji?
– Na razie nic nie wskazuje na to, by miało być inaczej. Z jakiego powodu?


– A kłamstwa wyborcze, a niespełnione obietnice, a podwyżki cen?
– Ale w sondażach PiS ma ciągle powyżej 30 proc poparcia. To, o czym pani mówi, to są zjawiska, które występują od 27 lat. Co i raz jakaś grupa społeczna jest niezadowolona i stawia żądania. Żadna władza tego nie uniknie. Nic nie wskazuje obecnie, by w najbliższym czasie mogło dojść do masowych protestów społecznych. Być może KOD-owi będzie się udawało przez dłuższy czas gromadzić ludzi na manifestacjach, ale tego rodzaju wydarzenia nie wstrząsną władzą. Może nią wstrząsnąć „pęknięcie” wewnątrz rządzącej ekipy, która nie jest jednolita. Gdyby PiS stracił w Sejmie większość bezwzględną i musiał negocjować swe posunięcia, to byłaby zasadnicza zmiana sytuacji na lepszą. Na razie tzw. przystawki jak za panem tatą – idą z nim ręka w rękę. Na razie nie widzę zagrożeń dla tej władzy. Powtarzam – na razie!


– Wizję Pan kreśli jednak pesymistyczną, bo temu stanowi, w którym mamy trwać przez najbliższe lata, towarzyszą wielkie przykrości, a to np. apele smoleńskie, a to tortury psychiczne wobec powstańców, samowola budowlana, tablice przed pałacem, pomniki itp… Stoimy bezradni wobec tych faktów… To tak teraz, jak będziemy żyć?
– Nie bardzo właściwie wiem, co na to powiedzieć. Oczywiście, wiele z tych i podobnych rzeczy znacznej części Polaków się nie podoba, ale tej drugiej części, też bardzo przecież dużej, się podoba.


– Jest to jednak burzenie dotychczasowego porządku, działanie wbrew umowie społecznej.
– Kaczyński chce mieć pomniki na Krakowskim Przedmieściu… Hm, jeżeli on potrafi załatwić to zgodnie z prawem, a pewnie potrafi, bo może zmienić ustawę i nie sądzę, by była ona niekonstytucyjna. On zdobył władzę i w ramach tego, co konstytucyjne ma prawo robić, co mu się podoba. Części ludzi może to nie odpowiadać i on może za to zapłacić politycznie, ale ma prawo to robić. Mnie się nie podoba apel smoleński i to, co Kaczyński wygaduje, ale pretensje mam o te działania, które ewidentnie gwałcą Konstytucję RP. To sprawia, że tę władzę traktuje jako władzę uzurpatorską. Proszę spojrzeć, kogo mianują do spółek skarbu państwa, jak obsadzają media. Może mi się to nie podobać, ale na to mają glejt wyborczy. Mogę uważać, że mianowanie człowieka bez kwalifikacji na stanowisko menadżerskie w wielkiej firmie to bezsens i to się w końcu zemści, ale to jest działanie prawne. Nigdy nie byłem wyborcą PiS, ale jako wręcz wrogie odbieram działania przekraczające mandat wyborczy i gwałcące Konstytucję. To dotyczy Kaczyńskiego, prezydenta, premiera i rządu. Gwałcą Konstytucję Rzeczpospolitej, a to jest moje państwo!


– Jakby Pan zdefiniował postawę prezydenta?
– Chwilami robi wrażenie klona Kaczyńskiego, który myśli i odczuwa, jak on, więc żadna szczelina między nimi powstać nie może. Ale to raczej błędna hipoteza. Myślę, że on i przynajmniej część otoczenia wie, że uczestniczą aktywnie w niszczeniu porządku w państwie, że łamią Konstytucję i popełniają przestępstwa. I czują się z tego powodu bardzo niekomfortowo. Ale z jakiegoś powodu prezydent jest w działaniu całkowicie uległy, bezwolny, chwilami jak robot. Łykający też bez skrzywienia, ostentacyjne, obraźliwe i pogardliwe traktowanie przez prezesa PiS. Niestety, Andrzej Duda ten urząd degraduje i poniewiera. W swych zachowaniach to nie jest prezydent RP, lecz prezydent Jarosława.


– Andrzej Duda to człowiek młody, przez lata funkcjonujący w środowisku intelektualnych elit. Co się z nim stało, że uległ takiemu złu?
– Poza epizodem w Unii Wolności, związał swoją karierę z PiS. Najpierw wyniosło go ono do Parlamentu Europejskiego, potem Kaczyński – bez wiary w jego sukces – wybrał go do rywalizacji z Bronisławem Komorowskim. Duda musi mieć poczucie, że choć wygraną zawdzięcza też sobie, to jednak urząd zawdzięcza Jarosławowi i partii. A także tym rzeszom „ludu pisowskiego”, który witał go z nieudawanym entuzjazmem i jeszcze większym witał jego zwycięstwo. On przecież ma tę Polskę przed oczami. Pamięta tych ludzi i dobrze wie, że jeśli zrobi coś przeciwko Kaczyńskiemu, a więc i przeciw nim, to ta Polska PiS-owska nie tylko się od niego odwróci, ale odsądzi go od czci i wiary i okrzyknie zdrajcą. Niełatwo jest się z takich uzależnień uwolnić. Trzeba mieć ogromne przekonanie o racji i potężną siłę woli.


– Ale gdyby zaryzykował i sprzeciwiłby się poczynaniom PiS w sprawie konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego – wtedy też?
– Ależ oczywiście, że tak. Jeżeli Andrzej Duda ustąpiłby w sprawie TK, np. przyjął przysięgę od 3 sędziów, to załamałby plan swego mocodawcy i ostatnią szansę na zrealizowanie jego celu życiowego – zrobienia Polski na swój obraz i podobieństwo. Najpierw obezwładnienie, a potem podporządkowanie Kaczyńskiemu TK jest warunkiem przebudowy ustroju bez konstytucyjnego mandatu. To sprawa dla Prezesa PiS najważniejsza. Niełatwo więc podjąć Dudzie taką decyzję. Ona byłaby bohaterstwem i zapewniłaby prezydentowi godne miejsce w historii. No, ale bohaterstwo, jak wiadomo, drogo kosztuje.


– Jaki będzie finał rozgrywki z TK? Co obecnie chciano osiągnąć, publikując 21 z 23 wyroków? Czy to kolejna gra na zwłokę?
– Publikacja 21 wyroków nie jest wycofaniem się przez PiS. Bezprawie trwa nadal, bo nie opublikowano dwóch wyroków, a rząd nie ma prawa ich selekcjonować. Powód, dla którego to zrobili, jest klarowny – formalnie na podstawie tej ostatniej ustawy, którą TK w części zakwestionował. Ale ona sama została tak pomyślana, by maksymalnie zmniejszyć, obciążające PiS, zjawisko dwóch porządków prawnych, które się zarysowało po tym, jak duża część środowiska sędziowskiego, a także samorządy zadeklarowały przestrzeganie wyroków TK, nawet nieopublikowanych. Publikacja tych wyroków zmniejsza potencjalną skalę takiej dwutorowości, a więc bałaganu prawnego. I ukrywa także skalę konfliktu z wymiarem sprawiedliwości, zarówno w odbiorze krajowym, jak i co także ważne – zagranicznym. To jest więc unik, a nie rozwiązanie, ale także zwycięstwo środowiska sędziowskiego. Niepełne, walka więc powinna być dokończona. Opór i sprzeciw powinny nadal trwać.


– Na 4 września zapowiedziano nadzwyczajny kongres sędziów, którzy zapowiadają stworzenie „Białej księgi” nadużyć, które kiedyś mogą być rozpatrywane przez Trybunał Stanu. Czy PIS się przestraszył?
– To nie jest sytuacja zero – jedynkowa; przestraszył się, czy nie. Nawet jak się nie przestraszył, to warto. Miejmy w pamięci piękny wiersz Jacka Kaczmarskiego: „Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni, jak nie rzeka podziemna? Groty w skałach wypłucze, żyły złote odkryje. Bo źródło, bo źródło wciąż bije”. Każdy taki obywatelski czyn, takie źródło, drąży, rysuje i uszkadza niecny zamiar zafundowania nam Polski, która, za parawanem obezwładnionej demokracji, będzie pod dyktatem jednego polityka, właściwie będzie jego dyktaturą. Każdy taki czyn ma sens. Życzę sędziom, by im się kongres udał i by jak największa część środowiska sędziowskiego miała świadomość tego, że są też na celowniku, ich niezależność i oni sami. Muszą wiedzieć, że PiS będzie dążyło do sparaliżowania niezależnych ośrodków władzy i wpływu. Kaczyński nie toleruje różnorodności, ma wiele cech osobowości totalitarnej. Kierowana przez niego formacja będzie dążyła do władzy coraz mniej podzielonej, skupionej w jednym ręku. Każda inicjatywa, która temu stawia barierę, nawet jeśli z pozoru wydaje się to bezskuteczne, ma sens i powinna być kontynuowana. Trzeba wytrwałości i cierpliwości. Taki jest dziś imperatyw.


Z Waldemarem Kuczyńskim rozmawiała Jolanta Pędziwiatr
Koduj24.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

REKLAMA