polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan przyjechal z oficjalną wizytą do Polski. Rozmowy z preydentem Andrzejem Dudą dotyczą przede wszystkim współpracy w ramach NATO oraz kluczowej roli Turcji w powstrzymywaniu fali uchodźców z Bliskiego Wschodu. Polska jest pierwszym krajem Unii, jaki Erdoğan odwiedza po puczu w 2016 roku.* * * AUSTRALIA: Australia zmaga się z kryzysami w dostawach energii elektrycznej. Minister energetyki, Josh Frydenberg ogłosił nowy plan dla Nowej Południowej Walii. Tysiące gospodarstw domowych będą mogły dobrowolnie zmniejszyć swoje rachunki za prąd dzięki premiom finansowym, które otrzymają za zmniejszenie zużycia prądu w godzinach szczytu. * * * SWIAT: Zastępca ambasadora Korei Północnej, zwracając się do zgromadzenia generalnego ONZ, powiedział, że wobec jego kraju USA zastosowały "ekstremalną i bezpośrednią groźbę nuklearną". Ostrzegł, że sytuacja na Półwyspie Koreańskim osiągnęła stan krytyczny i "wojna nuklearna może wybuchnąć w każdej chwili".
EVENTS INFO: Koncert Organowy z okazji Swięta Niepodleglosci - St.Andrew's Cathedral, Sydney, 10. 11, godz. 18:30 * * * Polski Festiwal - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 3.12, godz. 11:00- 18:00

poniedziałek, 4 lipca 2016

EURO 2016. Czas obrachunku

Fot. Drabik Press Photo ( Creatice Commons)
EURO trwa, my mamy czas obra­chunku. Takiego, gdy już opa­dły skrzy­dła wzru­szeń, emo­cji, eufo­ria rado­ści (nie pole­mi­zuję z tezą, że gro­mad­nej, praw­dzi­wej), gdy prze­brzmiały okla­ski (jakże zasłu­żone), a głowy nam się ochło­dziły… Piłka do dołka – była taka gra…

Pozwa­lam sobie już zosta­wić na boku reflek­sje i baja­nia, że np.:

 – Zawio­dło nas szczę­ście, bo Por­tu­gal­czycy nie musieli wygrać „w kar­nych”… Nie musieli, bo prze­cież zawsze można chy­bić, albo prze­grać z bram­ka­rzem…
Pamię­tam, że w zwy­cię­skim meczu ze Szwaj­ca­rami – ich zawiódł naj­lep­szy gracz, bo spu­dło­wał z „11”, a wcze­śniej Hel­weci mieli wię­cej tzw. oka­zji… Pamię­tam, że i Ukra­ińcy nas zdrowo przy­ci­snęli, ale nasz bram­karz sta­nął na wyso­ko­ści zada­nia… Itd. Nie wtrą­cajmy więc szczę­ścia do realiów, które… także bywały dla nas szczę­śliwe…


 – Gdyby tre­ner Nawałka zmie­nił przed kar­nymi bram­ka­rza, mogło być ina­czej, czyli lepiej. Bo wspa­niały w akcjach Fabiań­ski – w „11” bywa słab­szy od kole­gów.
Może tak, może nie. Tre­ner prze­cież widział, czy inni byli bar­dziej gotowi niż już nie­siony powo­dze­niem pan F. A gdyby doko­nał zmiany, a powo­dze­nia też nie było – pew­nie odważni po cza­sie by powie­dzieli, że zemścił się wyłom w tezie, że dru­żyny, któ­rej dobrze idzie raczej się nie zmie­nia? Z boku cza­sem widać wpraw­dzie lepiej, ale gdy się ryzyka nie dzieli… Gdyby bab­cia miała wąsy… I tak dalej.

 – Nawet zosta­wię tro­chę na aucie poucza­jącą reflek­sję, którą zacy­tuję. Z komen­ta­rzy do mojego wpisu na Face­bo­oku:
Piotr Gąszcz: Słaba ta inte­rak­cja z kibi­cami na Okę­ciu. Tłum ludzi, a pano­wie pił­ka­rze w ciem­nych oku­la­rach, ze słu­chaw­kami na gło­wie. Pół auto­grafu, uści­sku ręki. Słabe to. Tak przy­naj­mniej podają wredne media. Umówmy się było faj­nie, ale nie są mistrzami Europy, a moim zda­niem, to nie uspra­wie­dli­wia­łoby takiego zacho­wa­nia. Prze­cież nawet wredny Cri­stiano Ronaldo po meczu pocie­szał i wyści­skał.
Piotr Som­mer­feld: Nie­stety, wielu z nich ma zdrowo poprzew­ra­cane w gło­wie. Robią za cele­bry­tów. Wyso­kie dochody, zdrowy tryb życia (!?),; – popu­lar­ność… robią swoje. Trzeba mieć mocny cha­rak­ter by się tej fali nie dać ponieść, nie­stety!
Jest w tych sło­wach coś skła­nia­ją­cego do myśle­nia. O takiej zaro­zu­mia­ło­ści „piłki”, że jej rola „słu­żebna” staje się dys­ku­syjna. Ale takie tło nie do końca jest przy­datne do zim­nego obra­chunku z EURO. Bo prze­cież nie sami zawod­nicy nadmu­chują ów balon ponad miarę! Czy­nią to media (pro­szę przy­po­mnieć sobie tematy i pro­por­cje – w dzien­ni­kach, por­ta­lach), dzia­ła­cze, poli­tycy chcący dla sie­bie uszczk­nąć coś z popu­lar­no­ści idoli dnia; kibice i w ogóle ludzi­ska mający w dniu powsze­dnim marze­nie święta, które powsze­dniość roz­barwi… To prze­cież nor­malne, że suk­ces nie­sie, a porażka spad­kiem nastroju pro­cen­tuje… Na mar­gi­ne­sie: fut­bol, jak żaden inny sport, a PZPN pew­nie jak żaden z pozo­sta­łych związ­ków, umie zadbać o tzw. publi­city. Na wspa­niale reagu­ją­cych „pol­skich try­bu­nach” (i w por­ta­lach oraz mediach) widzia­łem wiele tzw. osób publicz­nych pierw­szego, dru­giego i pią­tego rzędu, które pew­nie na zapro­sze­nie uświet­niały gra­nie i splen­doru lożom vipow­skim przy­da­wały… Nie wyty­kam, zauwa­żam… Taka moda, taki oby­czaj…

Z chłodną głową, dzie­ląc więc radość ogromną i klasz­cząc, co sił:
 – Odrzu­cam tezę o wiel­kiej nie­spra­wie­dli­wo­ści, że dru­żyna, która nie prze­grała ani jed­nego meczu (w golach, bo w kar­nych jed­nak tak) nie awan­so­wała, a taka Por­tu­ga­lia ani spo­tka­nia nie wygrała i poszła wyżej… Uśmie­chy for­tuny i jej ewen­tu­alne gry­masy to jedno, a zimne zasady eli­mi­na­cji – dru­gie. I równe dla wszyst­kich.

Pozwa­lam sobie zwró­cić uwagę, że nie prze­gry­wa­jąc „w pod­sta­wo­wym i doli­czo­nym cza­sie gry” (cytat za TV) – jed­nak w tych fazach zwy­cię­stwa przy­da­rzyły się tylko dwa. Oba jed­no­bram­kowe, i oba m.in. za sprawą świet­nej gry wła­snego bram­ka­rza. Co pod­po­wiada prze­wagę myśli o grze destruk­cyjno-obron­nej nad ofen­sywną. Goli „z gry” – na lekar­stwo.

Nie czy­nię z tego zarzutu, bo jed­nak ta kon­cep­cja zapro­cen­to­wała awan­sami. Poza tym – czy w sto­sun­kowo krót­kim okre­sie skle­ja­nia i szko­le­nia nowej repre­zen­ta­cji można było wszystko zmie­nić? W sztuce, stra­te­gii, tak­tyce i w sfe­rze men­tal­nej? Toż stan naszego bogac­twa (raczej klu­bo­wego ubó­stwa – bez zaciągu zagra­nicz­nego już nic by tam nie było) kadro­wego nie jest taki, by się dało zro­bić dużo wię­cej w tak krót­kim cza­sie.

Powiem wię­cej, dobrze, że to były mistrzo­stwa Europy, jesz­cze nie mistrzo­stwa świata, bo zamiast rado­ści mogły być chłodne prysz­nice. A tak – jest kolejne pię­tro budowy, która może być wysoka… Może…
 – Wno­szę byśmy w emo­cjach i rado­ści nie prze­sa­dzali, gło­sząc, że już mamy dru­żynę, która:
  1. Była sen­sa­cją tur­nieju. Była? Toż sen­sa­cje w peł­nym tego słowa zna­cze­niu to Islan­dia, która wykop­sała Anglię, Walia – z miej­scem w pół­fi­nale. My – raczej jako solidni rze­mieśl­nicy, co nie jest anty­kom­ple­men­tem… Z rze­mieśl­ni­ków wywo­dzą się prze­cież mistrzo­wie zawodu…
  2. Wszyst­kich napawa stra­chem (jak gło­sili media­li­ści). Stra­chu raczej nie widzia­łem w oczach i grze rywali. Sza­cu­nek – tak, ale to prze­cież jedna z pod­sta­wo­wych zasad we współ­za­wod­nic­twie spor­tow­ców. Nie róbmy w przy­szło­ści z igły wideł – Kole­dzy Redak­to­rzy. Nie tylko w for­mie donie­sień, co na śnia­da­nie, co na obiad, w co była ubrana pani mał­żonka… Pro­win­cjo­na­lizm nie przy­stoi mediom spo­rego pań­stwa…
Na tym – nie koń­czę. Wiem, że dys­ku­sja potrwa, a namięt­no­ści też się w niej ukażą. Ba, z góry jestem pewien, że nawet Igrzy­ska Olim­pij­skie tylko tro­chę i przej­ściowo, co pił­kar­skie wytłu­mią… Ale też wie­rzę, iż Paweł Faj­dek, Anita Wło­dar­czyk, Adam Ksz­czot i „spółka” też będą mieli rów­nie żar­liwą widow­nię, gdy staną do walki o tytuły naj­lep­szych w świe­cie… Bo Igrzy­ska to w spo­rcie świat świa­tów… Raz na cztery lata.

Andrzej Lewandowski
Studio Opinii




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja