polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLONIA: Do Sydeny zawinął polski samotny żeglarz kpt. Grzegorz Węgrzyn, który plynie dookoła Ziemi. * * * POLSKA: Skonczyl się protest posłów Platformy Obywalelskiej, który trawal od 16 grudnia. w sali sejmowej. Opozycja nic nie ugrala w sporze z partią rządzącą PiS. Prezydent podpisal ustawe budżetową bez zastrzeżeń. * * * AUSTRALIA: Gladys Berejiklian została 45. premierem Nowej Południowej Walii. Nominację otrzymała krótko po tym, jak bezkonkurencyjnie została nowym liderem Partii Liberalnej NSW. * * * SWIAT: Prezydent USA Donald Trump podpisał dekret formalnie rozpoczynający proces wycofywania się Stanów Zjednoczonych z Transpacyficznej Umowy o Wolnym Handlu (TPP).
EVENTS INFO: Final Wielkej Orkiestry Świątecznej Pomocy - Ferdydurke Bar, Melbourne, 15.01, godz. 12:00 - 16:00

wtorek, 24 maja 2016

Małgorzata Kalicińska: Wszystko jest w "Weselu"

Wyście sobie, a my sobie
Każdy sobie rzepkę skro­bie”.

Ja o podziałach.

Wszystko jest w „Weselu”.
Nie byli­śmy i nie jeste­śmy spój­nym naro­dem choć­by­śmy nie wiem jak zakli­nali rze­czy­wi­stość i pisali dum­nie i wer­sa­li­kami, że jeste­śmy jed­no­ścią. Nie jeste­śmy.
Polacy zawsze byli mocno roz­bici, róż­nice zawsze widoczne.

Wesele:


Rad­czyni:
Cóż ta, gospo­siu, na roli?
Czy­ście sobie już posiali?

Kli­mina:
Tym ta casem sie nie siwo.

I dzi­siaj podob­nie.


Co robią War­sza­wiacy po mar­szu KOD? Idą do knaj­pek na piwo, nie­któ­rzy na obiad do food trucka, inni do miej­skich, wygod­nych domów – też prawda.

Gospo­dyni wiej­ska, z którą roz­ma­wiam, w ogóle nie rozu­mie po co ten marsz. Czemu taki szum wokół tego, no… try­bu­nału? Nie, nie wie co to jest i po co. Tłu­ma­czę. Wzru­sza ramio­nami „A co ja z tego mam?” I nigdy nie zro­zu­mie.

Mia­stowi mogą se mieć fana­be­rie i jeź­dzić na jakieś food trucki (gospo­dyni nie wie co to jest, gdy tłu­ma­czę mówi, że ona też smacz­nie grilla robi, i taniej). Ona mieszka 70 km od sto­licy zale­d­wie. Ma ogromne pro­blemy – brak pracy, zdro­wie, komu­nia chłop­ców. Skąd na to brać?

Mąż pra­cuje nie­da­leko nawet, u chama i pro­staka na tar­taku.
Tam nie ma nawet pomiesz­cze­nia, w któ­rym mogliby sobie her­baty nasta­wić. Nie mają nawet WC.

– Jak to? Nie mają WC?!

– No. Szczają i srają gdzieś za zakła­dem, w krza­kach.

Nadto cham – wła­ści­ciel, trak­tuje ich gorzej od bydła. Bydło ma socjal i wła­sny żłób.
Nie, mąż nie odej­dzie! Zara­bia 1650 zeta i mil­czy, bo pró­bo­wali, ale krzy­ka­czy facet pozwal­niał. Wielu w oko­licy przyj­dzie, żeby mil­cząco haro­wać za 1650 zł. Czyli za 366 euro.
Napi­sa­łam im pismo do NIK-u, powie­dzia­łam jak zadzia­łać, żeby nie wyszło, że to od nich. Bali się. On się wystra­szył i zaka­zał jej wysy­ła­nia tego pisma. Jest jak jest.

Ona pracy nie może zna­leźć. Jeśli nawet by poszła na sprze­daw­czy­nię w skle­pie 14 km od miej­sca zamiesz­ka­nia to jak doje­dzie (dwa auto­busy dzien­nie) i kto zosta­nie z chłop­cami (6 i 8) Żło­bek? Przed­szkole? I na bilety trzeba wydać. A star­szego kto rano wyprawi? Kto nakarmi po szkole? Teściowa nie chce.

Komu­nia święta ją czeka.
Koszty wiel­kie — ubranka, buty, przy­ję­cie dla rodziny (w domu, bo bieda).

— Jesz­cze musimy zapła­cić kościo­łowi po 700PLN
— …ZA CO?! – nie­do­wie­rzam
Mil­czy chwilę a potem mówi:
— Za „koszty oprawy”. Po 700 od rodziny. Ubra­nie kościoła, wide­ofil­mo­wa­nie, świa­tło ksiądz będzie palił i sama posługa.
— Posługa? A ksiądz was nie zwol­nił boście biedne, prze­cież to sakra­ment! Powi­nien być bez­płatny. Na świa­tło zbiera sobie z tacy!
Smutny śmiech pełen poli­to­wa­nia.
— To się nie zgódź­cie! Nie przy­stąp­cie.
— Ja bym może się i nie zgo­dziła, ale wie pani, WIEŚ by nam żyć nie dała, wyklęli by nas i dzieci nazna­czyli, byłoby gorzej jak w pie­kle.

Jej się też PiS nie podoba, ale pięć­set weź­mie, bo to dla niej jak manna z nieba. Mia­sto­wych nie rozu­mie, zna­czy rozu­mie — z uro­dze­nia mają lepiej, ale nie wie­rzy, że i ona kie­dyś się cze­goś faj­nego dorobi. JAK?

Chciałby miesz­kać w bloku, mieć czy­sto i zara­biać tyle, żeby móc cza­sem zjeść „w lokalu”, do kina iść… Tym­cza­sem musi nakar­mić dzieci, drób i bydło – dwa byczki hodo­wane na sprze­daż – to na ten kościół i komu­nię będzie.

CZEPIEC

Pon się boją we wsi ruchu
Pon nos obśmi­wa­jom w duchu.
– 
A jak my, to my się rwiemy
ino do jakiej bijacki.
Z takich, jak my, był Gło­wacki
A, jak myślę, ze pano­wie
duza by juz mogli mieć
ino oni nie chcom chcieć!
 
Tak naprawdę sta­ty­styczny miesz­czu­szek, pra­cow­nik korpo wykształ­cony i żon­glu­jący poję­ciami z dzie­dziny infor­ma­tyki, mediów, nowo­cze­snych tech­no­lo­gii nie ma dzi­siaj zie­lo­nego poję­cia o życiu i pro­ble­mach pol­skiej wsi. Pola­ków takich niby samych, jak on.

Nadal aktu­alny jest Wyspiań­ski.

Nadal mia­stowi, kształ­ceni na dobrych uczel­niach i pra­cu­jący, żeby mieć na miesz­ka­nie, samo­chód i wczasy nie doga­dają się z boha­te­rami filmu „Cze­ka­jąc na sobotę” (jest na youtu­bie). ZERO moż­li­wo­ści. Boha­te­ro­wie owego strasz­nego doku­mentu nie gło­sują. W OGÓLE. Jak i kie­dyś, każda wła­dza ich pomija. Jak wów­czas, gdy siłą włą­czała zie­mie ich ojców do Spół­dzielni Rol­ni­czych i powie­działa, że teraz wszystko jest wspólne. Skoro tak mówiła, to sobie brali co potrzeba, nawet gdy bry­ga­dzi­sta tro­chę gro­ził, że nie wolno. Ale i on pod­bie­rał.

A i potem, gdy się wła­dzy odwi­działo i roz­wią­zała PGR-y i spół­dziel­nie, zosta­wia­jąc ludzi samych sobie. Mówiąc że „muszą wziąć sprawy w swoje ręce”.

Kilka fil­mów oglą­da­łam o tym wzię­ciu… Naj­gło­śniej­szy to „Ari­zona” Ewy Borzęc­kiej, ale pamię­tam też taki o dzie­ciach z byłego PGR dzi­cze­ją­cych w odle­głym od wszel­kiej cywi­li­za­cji w pope­ge­erow­skim osie­dlu. I chłop­czyka, który lubi iść „na szosę” popa­trzeć na tiry, które jeż­dżą skądś i dokądś. Na pewno do lep­szego świata…

Zna­jomy bru­tal­nie: „TO poko­le­nie musi wymrzeć. To dzicz! Niczego nie umieją, nie rozu­mieją i nie dają się edu­ko­wać”.

Ich łatwo zła­pać na 500 zł i nauczyć powta­rzać, że ktoś im coś krad­nie, że jacyś wykształ­ceni ludzie zabie­rają im sprzed nosa to, co im się należy i tylko nikt nie powie, że to kłam­stwo. Że trzeba się uczyć, sta­rać, myśleć już w inny spo­sób niż „…się weź­mie z PGR-u, bo wszystko wspólne to i moje”. Ktoś rzu­cił i oni w to wie­rzą, że każdy który „ma” to nakradł. No bo jak ma mieć? Oni też umieją haro­wać i nic nie mają, to jak można mieć z samej pracy i aż tyle? Co dziw­niej­sze tę śpiewkę powta­rzają też dość inte­li­gentni i wykształ­ceni ludzie…

Mia­sto­wym się chce poma­sze­ro­wać i pokrzy­czeć, ale wię­cej nie­wiele. „Pacy­fi­stą jestem”.
Za to pro­ści chłopcy, któ­rym naro­dowcy nakrę­cili w gło­wie, kibole i zwy­kła znu­dzona młódź miast i wsi aż się rwie, żeby pobić poli­cjan­tów albo kogo­kol­wiek. Bo im się chce chcieć. Pierwsi do awan­tur i usta­wek. Wszak patrio­tami są! Tatuaż z falangą mają.

– Chiń­czyki trzy­mają się mocno?

Widać w tele­wi­zji kraje, które eks­plo­dują roz­wo­jem. Czemu gdzie indziej to moż­liwe, a u nas nie? Powraca to pyta­nie pod­czas podróży i czy­ta­nia, obser­wo­wa­nia skoku cywi­li­za­cyj­nego takich kra­jów jak Chiny czy Korea, Wiet­nam czy Kam­bo­dża. Boha­terka repor­tażu Mar­tyny Woj­cie­chow­skiej, Wiet­namka z nie­wiel­kiej osady na łodziach wie, że tylko praca i wie­dza dadzą jej lep­sze życie. Jej i rodzi­nie. Młoda powoli roz­wija swoją małą hodowlę ryb na sprze­daż. Uczy się jak hodo­wać i haruje z rodziną. Na razie nie ma willi z base­nem, ale ma na jedze­nie i nowe jeansy z cyr­ko­niami, oprócz innych 16 par (!). I konto w banku.

Wypra­co­wała sobie to.

Podob­nie wdowa kore­ań­ska, która po śmierci męża, nie mając pracy a w koło masę warsz­ta­tów samo­cho­do­wych zało­żyła jadło­daj­nię „pod chmurką” z jedną jedyną potrawą – kur­cza­kiem w rosole. Po dwóch latach miała już jaki taki lokal i zaple­cze kuchenne. Nadal podaje to samo, ale poprawę życia odczuwa. Buduje przy­drożną restau­ra­cję. Dała radę, choć w Korei nikt nie dostaje z budżetu pie­nię­dzy „na dzieci”.

Ina­czej żyją miesz­cza­nie w Korei, Chi­nach czy w Pol­sce, a ina­czej miesz­kańcy wsi na głę­bo­kiej pro­win­cji. Jak­kol­wiek bar­dzo byśmy zakli­nali rze­czy­wi­stość – podział na tych ze wsi i z mia­ste­czek, i tych „wiel­ko­miej­skich” jest fak­tem. Wyczu­wal­nym także w Pol­sce. (A dzi­siaj jesz­cze doszedł nowy podział – MY mia­stowi i… sło­iki. Nie cier­pię tego pogar­dli­wego „sło­iki” wredne to).

Pol­skie mia­sta masze­rują w słusz­nym gnie­wie, w obro­nie demo­kra­cji, infor­ma­tycy pra­cują nad nowym logo, dwu­barw­nym motyl­kiem nawią­zu­ją­cym do efektu motyla, i tylko jak wielu z nas wie co to jest? (Kto wie, o czym mówią rów­na­nia Lorenza, co to jest teo­ria cha­osu?) Czy moja sąsiadka wie, co to jest demo­kra­cja i co ma jej dać? Czy ona tej wie­dzy potrze­buje czy bar­dziej 500 zło­tych?

Rząd się nie zaj­muje takimi szcze­gó­łami jak teo­ria cha­osu i piękne logo na marsz, a nawet jest z dala. Wmó­wił wielu ludziom, że byli okra­dani i robieni w bam­buko – bo łatwo jest zwa­lić wszystko na jakie­goś Zło­dzieja. A i ludziom uwie­rzyć łatwo i wołać: „zło­dzieje”! Żeby zakrzy­czeć mro­wie­nie sumie­nia, że się samemu nie umie zapra­co­wać na lep­sze życie, albo samemu krad­nie.

Czapka z piór

Pani jak to je, że one (mia­stowe) mają i na miesz­ka­nie w bloku i na samo­chód i na wczasy zagra­niczne, smart­fony dla dzieci, a ja haruje w gospo­dar­stwie i nic nimam?! To chiba muszom kraść!”.

I nikt takiemu /takiej nie wyja­śni, że WYKSZTAŁCENIE, wie­dza, inno­wa­cyj­ność, wydaj­ność, tech­no­lo­gie i inte­li­gen­cja naprawdę popła­cają!

Że on swoim koni­kiem z płu­giem nie­wiele zarobi, a ten który spiął kilka płu­gów razem i zamiast konia wsta­wił maszynę, zaorze znacz­nie wię­cej i szyb­ciej. A jak naj­mie ludzi i dokupi pola… W wielu, nawet mło­dych gło­wach ktoś taki, to jed­nak krwio­pijca i zło­dziej!

Kułak! Zło­dziej.

Rząd wycią­gnął rękę z pię­cioma stó­wami do tych, któ­rzy od lat dzi­wują się tym, któ­rzy mają czas na mar­sze, wczasy w Chor­wa­cji, mają na drogi rower z koszycz­kiem, kupują „eko­lo­giczne” mydełko za 15 PLN z kwiat­kiem w środku, buty za 2000 PLN i nijak nie rozu­mieją, jak można takiego rządu – co daje – nie lubić?

A demo­kra­cja, wol­ność, mar­sze? Cho­choli taniec?

Mia­łeś cha­mie, Złoty Róg…

Malgorzata Kalicińsaka
Studio Opinii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

REKLAMA