polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLONIA: Ambasada RP w Canberze odwolala przyjęcie, na którym przedstawiciele Polonii australijskiej mieli spotkać się z szefem polskiego MSZ Witoldem Waszczykowskim. Kancelaria Premiera Beaty Szydlo odwolala wizytę Waszczykowskiewgo w Australii. * * * POLSKA: W wieku 102 lat zmarła Danuta Szaflarska, była jedną z pierwszych powojennych gwiazd filmowych, nazywaną też "pierwszą amantką powojennej kinematografii". Wystapila w ponad 100 rolach filmowych i teatralnych. * * * AUSTRALIA: Minister ds. imigracji Australii, Peter Dutton komentuje warunki postawione przez prezydenta Donalda Trumpa. Przywódca USA zgodził się przyjąć "uchodźców" z obozów na Nauru i Manus, którzy usiłowali nielegalnie przedostać się do Australii. W zamian za to domaga się, aby Australia przyjęła "uchodźców" z Kostaryki. - Część z nich to chrześcijanie, którzy chcą uciec z regionu ogarniętego wojną gangów - mówil Dutton. * * * SWIAT: Sekretarz Prasowy Białego Domu podczas nieformalnego spotkania z mediami odmówił części dziennikarzy wstępu na salę m.in. przedstawicielom CNN, BBC, "New York Times", "LA Times", "New York Daily News", "Daily Mail" oraz "Politico". Wszystkie te media były wcześniej krytykowane przez Donalda Trumpa za stronniczość.
EVENTS INFO: Teatr Stary: "Klub cmentarny" - The Park Community Theatre, Angle Park, Adelajda - 18.03, godz. 17:00; 19.03, godz. 15:00; 8.04, godz. 17:00

sobota, 20 lutego 2016

Teczka „Bolka”. Autentyczna, ale czy wiarygodna?

Lech Wałęsa podczas spotkania z prezydentem
 Bushem w 1989 r. (domena publiczna)
Pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej  twierdzią, że mają w posiadaniu teczkę personalną i teczkę pracy TW "Bolek" oraz odręczne zobowiązanie do współpracy z SB, które jakoby miał podpisać Lech Wałęsa. Te informacje wywołały w ostatnich dniach burzę w Polsce, gdzie na nowo rozgorzała dyskusja na temat przeszłości byłego prezydenta. IPN twierdzi , ze dokumenty są autentyczne. Archiwisci mówią: to co autentyczne nie musi być wiarygodne. I oto nagle pół Polski zainteresowało się archiwistyką. Inni zastanawiają się przy tej okazji, czy burzenie autorytetów własnych bohaterów narodowych jest polską specjalnością.

Przebieg wydarzeń miał być, według oficjalnych informacji IPN, następujący: do Instytutu przyszła wdowa po generale Kiszczaku, Maria Teresa Kiszczak. Miała ona zaoferować historykom sprzedaż prywatnego archiwum zmarłego w listopadzie męża, pokazując jako przynętę jeden dokument, dotyczący sprawy TW „Bolka”. Gdyby chcąca zarobić żona oferowała bogatą korespondencję męża, jego zapiski a może nawet dziennik, propozycja mogłaby być uznana za normalną – sprzedaż archiwów wpływowych osób często się zdarza.  – pisze redaktor naczelny magazynu historycznego HistMag, Tomasz Leszkowicz.  Niestety, okazało się, że w archiwum znajdują się dokumenty urzędowe i to wytworzone przez służby PRL, a prawo mówi jasno, że należy je przekazać IPN-owi. Stąd też zamiast pieniędzy Maria Teresa Kiszczak otrzymała 16 lutego wizytę policji, przeszukanie archiwum męża oraz zarekwirowanie kilku kartonów akt.

Pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej, wśród nich archiwiści wyspecjalizowani w tego typu materiałach, od razu rozpoczęli oględziny akt odnalezionych w domu Kiszczaków. Przy dwóch teczkach TW „Bolka” znalazł się list Czesława Kiszczaka do dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie, sporządzony w kwietniu 1996 roku, w który informuje on o przesłaniu dokumentów sprawy „Bolka”. List nie został nigdy wysłany. Poinformował o tym na konferencji prasowej  szef IPNu –  Łukasz Kamiński. Powiedział, że w jednym z pakietów zabezpieczonych w domu b. szefa MSW Czesława Kiszczaka znajdowała się papierowa paczka zawierająca dwie teczki. Na tej paczce była przyklejona koperta zaadresowana: "Do dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie, do rąk własnych". W kopercie znajduje się odręcznie napisany list z kwietnia 1996 r., w którym Kiszczak informuje o przekazaniu do Archiwum Akt Nowych akt dokumentujących współpracę Lecha Wałęsy z SB; list wraz z paczką zawierającą obie teczki nie został wysłany. Kamiński poinformował, że akta, które zostały poddane oględzinom, składają się z teczki personalnej i teczki pracy tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek.

IPN opisał zawartość materiałów zarekwirowanych w sposób następujący:

Szef IPNu oświadczył jednak, że autentyczności podpisu Wałesy nie zbadał jeszcze grafolog.

Do całej sprawy odniósł się Lech Wałęsa przebywający aktualnie z wizytą w Wenezueli.  Legendarny przywódca „Solidarności” i pierwszy prezydent niekomunistycznej Polski oświadczył na swoim mikroblogu na portalu społecznościowym wykop.pl, że nie współpracował z SB, ale popełnił błąd, dał słowo "sprawcy" i nie może ujawnić prawdy. "Nie zostałem złamany w grudniu 1970 roku, nie współpracowałem z SB, nigdy nie brałem pieniędzy, żadnego ustnego, ani na piśmie nie złożyłem donosu. Popełniłem błąd, ale nie taki, dałem słowo, że go nie ujawnię, na pewno nie teraz jeszcze nie teraz. Chyba, że ujawnią go inni. Jeszcze żyje człowiek-sprawca, który powinien ujawnić prawdę i na to liczę. Miałem miękkie serce" – napisał b. prezydent. 

Wczoraj wieczorem Maria Kiszczak zaprosiła do swojego domu na Mokotowie dziennikarzy. Podczas spotkania opowiadała o całym zamieszaniu związanym z ujawnieniem dokumentów. Punktem kulminacyjnym było pokazanie gabinetu generała Czesława Kiszczaka. W pokoju znajduje się sekretarzyk, w którym schowane były dokumenty.

Wdowa po generale wyznała, że żałuje ujawnienia dokumentow, ponieważ "można to było zrobić później". – Mój mąż i Lech Wałęsa to były dwie najważniejsze osoby przy Okrągłym Stole. Mąż go chronił, uważał za bohatera – powtórzyła.

Jak wyjaśniała Maria Kiszczak, właśnie z tego powodu jej mąż chował dokumenty w swoim domu. – Chciał, żeby był polskim bohaterem. Gdyby tego nie zrobił, to prawdopodobnie nie dostałby Nagrody Nobla. Nie byłby tym, kim jest – argumentowała.

Podkreślała również, że o istnieniu dokumentów dowiedziała się dopiero przed śmiercią męża. Gen. Kiszczak, b. szef MSW w czasach PRL i główny uczestnik z ramienia rządu podczas  obrad Okrągłego Stołu zmarł w listopadzie ub. roku.

 
Sprawa ujawnienia przez IPN  dokumentów  dotyczących Lecha Wałesy wzbudziła falę komentarzy:
 
 
Sebastian Adamkiewicz: Autentyczne, nie wiarygodne? Galimatias z teczką TW „Bolka”
Konferencje IPN-u powinien każdorazowo poprzedzać mały wykład z metodologii historii. Historycy z Instytutu uznali najwyraźniej, że każdy z słuchaczy przeszedł stosowny kurs i wykład Jerzego Topolskiego o autentyczności źródeł ma w małym palcu. Dlaczego więc to co w historii jest autentyczne nie musi być wiarygodne, a to co jest wiarygodne nie musi być wcale autentyczne? Mało tego – autentyczny może być także falsyfikat!
Więcej: HistMag
 
* * *
Izabela Rak: Dziś Wałęsa, a jutro kto?

Ta cała nagonka na Wałęsę, to propaganda partii rządzącej, by skłócić Polaków, by krzyczeć, że III RP to dawny układ oparty na kierownictwie byłych agentów SB. Dziś Wałęsa, a jutro kto?
Przecież tu nie chodzi o Prezydenta, bo po co mieliby nagle robić szum bez większej przyczyny. Chodzi tu o to, by skłócić Polaków i utrzymać swój elektorat, który zaczyna powoli głośno wyrażać swoje niezadowolenie wobec rządzących. Wystraszyli się siły KOD-u, dlatego teraz będą wyciągać teczki, ojców, dziadków, pradziadków, będą poniżać. Oczywiste jest dla każdego, że Lech Wałęsa jest wielkim Polakiem. Na całym świecie jak zapytasz o Polskę – pada odpowiedź: Lech Wałęsa i Solidarność. Lech Wałęsa był liderem Solidarności, i poprowadził Polskę do wolności. Tego nikt nie może podważyć bo manifestum non eget probationem.

Więcej: Studio Opinii

* * *
Krakauer: Idziemy w pełny absurd czyli jak zmieszać autorytety z błotem?
Nie wiadomo jeszcze co zawierają materiały przekazane przez wdowę po generale Kiszczaku do Instytutu Pamięci Narodowej, jednakże to w istocie nie ma znaczenia, ponieważ po latach i po śmierci ich gestora – nie jesteśmy w stanie zweryfikować ich rzeczywistego przeznaczenia oraz trybu w jakim powstały. Nie wiadomo i nigdy nie będzie wiadomo, czy Służba Bezpieczeństwa wygenerowała je i w jakim stopniu na potrzeby prowadzonego postępowania, a na ile zostało to stworzone na zamówienie resortowe i do jakiej tezy? Zakładamy, że raczej nie chciano „zrobić” z pana Lecha Wałęsy ani wzorowego opozycjonisty, ani wzorowego członka zakładowej organizacji PZPR.
 
Z powyższych względów te wszystkie materiały, które nawet przez istniejące w nich niedopowiedzenia i braki, mogą oczerniać autorytety, w tym przypadku najwyższy autorytet pana Lecha Wałęsy – powinno się schować głęboko do archiwum i otworzyć na światło dzienne za kolejne 50 lat, nie wcześniej. Przede wszystkim chodzi o nasz głęboki szacunek do pana Lecha Wałęsy, którego autorytet nie ulega wątpliwości i nie podlega kwestionowaniu. Wiadomo, że wówczas w Związkach byli agenci i donosiciele systemu, jednakże nadal nie wiadomo co to były za osoby, poza co najwyżej dwoma przypadkami o których mówi środowisko. Dlatego też coś takiego, jak rzucanie pomówienia – o jakimkolwiek negatywnym charakterze wobec osoby pana Wałęsy jest najzwyczajniejszym przyczynieniem się do manipulowania faktami w celu wpływania na rzeczywistość.
 
kb/BumerangMedia/Onet.pl/HistMag.org/StudioOpini/ObserwatorPolityczny

1 komentarz:

  1. Nie widziałem aby ci "fachowcy" z IPN czy policji mieli na rękach gumowe rękawiczki dla zabezpieczenia śladów biologicznych lub daktyloskopijnych z kartonów i teczek. Nie słyszałem, nawet z wypowiedzi Kiszczakowej że spisywano ( rejestrowano) zabierane dokumenty i aby ona lub ktokolwiek ją reprezentujący "kwitował" cokolwiek. W ten sposób do "archiwum" Kiszczaka można wszystko - wcisnąć - lub - zgubić. Śmierdzi mi "cóś" takiego bo przypomina CUDA w domu Blidy ...

    OdpowiedzUsuń

Promocja

Promocja

REKLAMA