polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Premier Mateusz Morawiecki w expose nie powiedział nic o relacjach ze Wschodem, z Rosją; mógłby przynajmniej jakimś gestem zwrócić się do braci Rosjan, tego mi zabrakło - powiedział w środę lider koła Wolni i Solidarni, ojciec nowego premiera, Kornel Morawiecki. * * * AUSTRALIA: Premier Malcolm Turnbull oskarżył Chiny o ingerencje w politykę Australii. Przytoczył przykład laburzystowskiego senatora, Sama Dastyari, który brał pieniądze od ludzi związanych z rządem Chin, a w zamian zajmował stanowiska pod dyktando polityki chińskiej. * * * SWIAT: Prezydent Rosji Władimir Putin wydał w poniedziałek rozkaz przystąpienia do wyprowadzania rosyjskiego zgrupowania wojsk z Syrii do punktów stałego bazowania - informuje agencja TASS.
EVENTS INFO: Witamy Nowy Rok 2018 - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 31.12, godz. 19:30

sobota, 7 listopada 2015

Cudotwórca ksiądz Jan Kaczkowski

Ks.Jan Kaczkowski w  hospicjum w Pucku podczas mszy św.
Wszystkim, którzy śledzą losy księdza Jana Kaczkowskiego i jego hospicjum w Pucku chciałbym donieść, że Jan dalej walczy z rakiem i jak on to mówi żebrze na swoje hospicjum. - pisze do Bumeranga Polskiego Marek Kuligowski, organizator niedawnego pobytu ks. Kaczkowskiego w Australii.

Kiedy ostatni raz widzialem Jana w Polsce, a było to w Gdyni na stacji, jechał z czwórką woluntariuszy do Opola zbierać datki własnie w tym celu.

Dlaczego mój artykuł nosi tytuł „Cudotwórca ks. Jan Kaczkowski” ?

Właśnie chciałbym to państwu opisać, żeby przybliżyć sylwetke Jana jako człowieka niesamowitej wiary, a co za tym idzie cudów, ktore potrafi dokonywać. Sam osobiście byłem świadkiem niesamowitych rzeczy, ktore wydarzyly się podczas mojego pobytu w Puckim hospicjum.

Jeszcze w Melbourne, kiedy Jan przebywał w Australii zawarlismy pakt, że razem z moim serdecznym przyjacielem Andrzejem Balcerzakiem  odwiedzimy Jana w hospicjum w Pucku. Ustalilismy termin na wrzesień.

Wrzesień był miesiącem, w którym umarła moja żona Jola. Rocznice jej śmierci chciałem obchodzić w Niestronie - małej wiosce niedaleko Mogilna. Tam na cmentarzu spoczywają moi dziadkowie. Jest tam przepiekny drewniany  kościół pod wezwaniem Świętego Michała. Parafia Niestronno została eregowana już w 1335 roku od tego czasu datuje się budowa  tego  kościoła. My z żoną odwiedzając groby moich bliskich bardzo polubiliśmy atmosferę, którą stworzył tam ksiądz Jerzy Ziętek, dlatego co roku odprawiane są tam msze za zmarłych z naszych rodzin. Od  kiedy Jola umarła, msze w jej intencji są tam odprawiane co miesiąc.

Lecąc do Polski nie mogłem się doczekać spotkania z Janem i zobaczenia tego wspaniałego hospicjum, o którym tyle ludzi opowiada same dobre rzeczy. Ksiadz Jan powitał nas bardzo serdecznie i oprowadził  po tym niesamowitym kompleksie. To nie jest zwykłe hospicjum , hotele 5-gwiazdkowe mogą się schować , jeśli brać pod uwagę wyżywienie, obsługę i serdeczność ludzi, którzy tam pracują. Wiekszość z nich to woluntariusze. Chorzy, którzy tam przebywają dostosowują się do tych wszystkich optymistów tam pracujacych. Pomimo bólu i cierpień , umierają w spokoju z godnością.  Przebywając wsród nich nigdy nie słyszałem narzekań. Rozmawiając z nimi czuło się tą miłość do Jana za to co stworzył.

Jak mocna jest wiara i odddanie Bogu księdza Jana, mialem okazję  przekonać się już pierwszego dnia pobytu. Wiara w ludzi czyni cuda , Jan własnie dlatego jest cudotworcą , bo  nigdy i nikogo nie spisuje na straty. Spotkałem w hospicjum młodego człowieka, który miał problemy z prawem, siedział w więzieniu. Historia jego zycia przypomina opowieść Wiktora Hugo z jego ksiażki „Nędznicy”. Nikt juz nie wierzył, że on się może zmienić, tylko Jan nie stracił wiary w niego i podał mu rękę. Dziś ten chłopak jest dumą hospicjum, bardzo lubiany przez pracowników i pacjentów.
Obiad, który nam zaserwował to coś niesamowitego. Myslę, że zwyciezcy kuchennych programów telewizyjnych nie mieli by szansy z nim wygrać. On po prostu ma niesamowity talent i wkłada w to serce. Skonczył szkołę, zdał maturę, w tym roku zaczyna studia. Chce gotować zdrową żywność , zostać takim polskim Jamie Oliver.

Obserwowałem jego zachowanie podczas mszy świętej jak on się opiekował chorymi. Łzy same cisnęły się do oczu. Bylo mi dane uczestniczyć w dwóch mszach w kapliczce , które celebrował ks. Jan. To naprawdę trzeba przeżyć samemu, żeby zrozumieć epopeję naszego życia. Życie i Śmierć  -  tak bliskie a zarazem tak daleko oddalone od siebie dwa momenty, naszej egzystencji na tej ziemi.

Do kaplicy przywożą ludzi na wózkach lub łóżkach szpitalnych, inni którzy mają dość siły przychodzą sami, naogół w mszach uczestniczą rodziny chorych, ale nie zawsze. Siedziałem obok pani, której męża przywieżli na łóżku. Ona cały czas głaskała jego rękę, on bardzo słabo oddychał..Kiedy Jan podszedł do niego z komunią św. a ten jej nie przyjął, myślałem, że umarł. Miałem łzy w oczach. Wrócił koszmar śmierci mojej żony.Na drugi dzień pan ten poczuł seę lepiej i znowu był na mszy przyjmując komunię świętą. Jan powiedział, że przez 10 lat jeszcze się nie zdarzyło żeby ktoś umarł podczas mszy.
 

Piszac ten tekst , długo zastanawiałem się czy mam prawo opisać to wydarzenie, którego byłem świadkiem, a wraz ze mną masa ludzi, ktora była na niedzielnej mszy w puckim hospicjum.
Dopiero zgoda pani Barbary, uspokoila moje rozterki.

 - Panie Marku, proszę opisać moją historie - powiedziała  - to tylko uwiarygodni jak wielkim czlowiekiem jest ksiądz Jan, jakim zaufaniem ja jego obdarzyłam ,wyznajac jemu mój ból i cierpienie, które nosiłam w sobie przez całe  życie. Dzieki niemu zrobiłam to co zrobiłam, on sprawił, że znowu zaufałam.

Kiedy niedzielną mszę w kaplicy puckiego hospicjum Jan zaczął słowami, że dzisiaj na mszy będziemy świadkami wydarzenia , które nigdy tutaj nie miało miejsca , zapanowala absolutna cisza.
Kaplica była pełna , ludzie stali i siedzieli na schodach hospicjum.

 - Będziemy świadkami wielkiego wydarzenia , jakim jest przyjęcie pierwszej komunii świętej, pani Barbaro dziękuje za zaufanie – powiedział ks. Jan.

Osobą, która przystępowała do pierwszej komunii była piedziesiecioparoletnia kobieta. Zajęło prawie 50 lat, żeby ta osoba zdecydowala się na ten krok.

Barbara jako dziecko przed przygotowaniami do swojej pierwszej komunii razem z piątką innych dzieci (4 dziewczynki 2 chłopców) była molestowana przez księdza. Przestała chodzić do kościoła , żyła razem ze swoimi demonami, straciła wiarę w ludzi. Kiedy po kilkunastu latach jedna z molestowanych dziewczynek popełniła samobójstwo, Barbara nie wierząc w sprawiedliwość, zrezygnowala ze statusu świadka, majac nadzieje ze Karma ukarze tego człowieka.

 Decydujac się na ten krok uznała, że stał się cud a cudotwórcą jest Jan, któremu zaufala. Myślę, że ludzie którzy uczestniczyli w tej mszy, gdyby znali prawdziwy powod dlaczego tak późno przyjmowała pierwszą komunię świetą , bijąc jej brawo na koniec mszy, zgotowali by jej owacje na stojąco.

Nigdy nie zapomnę mojego pobytu w puckim hospicjum a jak powiedział mój przyjaciel Andrzej, dla niego samego było to ogromne wyróżnienie, że mógł być świadkiem takiego wydarzenia.

Angażując się w przyjazd Jana do Australii, nie zdawalem sobie sprawy jak bardzo zmieni się moje życie. Chcę wspomagać rozbudowę hospicjum, więcej pokoji dla chorych , większa kaplica.

Dlatego powstalła fundacja sprzedająca obrazy , gadzety.  Jest możliwość zakupu książek księdza Jana - w Polsce bestseller . Mozna obejrzeć nowości jak i dlaczego powstała fundacja, której zyski wspierają puckie hospicjum. Dla zainteresowanych adres internetowy:  kuligowskifoundation.com.au

Planujemy z ks. Janem jego ponowny przyjazd do Australii w  kwietniu 2016 roku,  tym razem do Sydney i innych miast. Wszystko uzależnione jest od stanu zdrowia Jana.

Dobra wiadomość z ostatnich badan to to,  że rak na razie  nie atakuje dalej.

Chętnych do pomocy w zorganizowaniu Jana przyjazdu, proszę o kontakt na mobile 0448855773 lub email [email protected]

W imieniu ks. Jana pozdrawiam wszystkich w Australii dziękując za liczne datki, które wpływają na konto hospicjum oraz zapraszam na stronę Fundacji Kuligowski.

Marek Kuligowski

 

 

1 komentarz:

  1. Z duzym zainteresowaniem przeczytalam artykul Marka Kuligowskiego, poniewaz poznalamn ks Jana podczas Jego wizyty w Australii. Jest to Czlowiek wyjatkowy i nadzwyczajny, a pan Marek pieklnie te nieprawdopodobnie cudowna postac opisal, wiernie i prawdziwie, a takze swoje przezycia tragiczne... Pani Barbaro, chyle przed Pani odwaga czolo, bo dla mnie jest Pani cicha Bohaterka i nadzieja i wiecej potrzeba nam takich artykulow, jak rowniez odwaznych, uczciwych Ludzi, ktorzy bezwarunkowo kochaja drugiego czlowieka, nie biorac pod uwage wlasnego cieirpienia i bolu. Zarowno ks Jan jak i Pani Barbara posiadaja najlepsze cechy charakteru, ktore czynia z nich Osoby wyjatkowe, a Pan Marek opisujaci biorac czynny udzial, rowniez zalicza sie do grupy ludzi niezwyczajnych...gdyby bylo takich osob troche wiecej, to prawdpodobnie, nie musielibysmy czekac na "rajskie ogrody"gdzie indziej, bo swiat bylby wystarczajaco dobrym miejscem do zycia!!!

    OdpowiedzUsuń

Promocja

Promocja