polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Pochód Marszu Równości, który odbył się wczoraj w Lublinie, przeszedł przez centrum miasta otoczony kordonem policji. Przed policjantami szli przeciwnicy marszu, którzy usiłowali blokować pochód. W stronę uczestników parady poleciały m.in. kamienie i petardy. Policja użyła gazu oraz armatki wodnej. W Marszu Równości udział brało ok 1,5 tys. osób. Jego uczestnicy skandowali: "Lublin miastem akceptacji!", "Lublin wolny od faszystów!". * * * AUSTRALIA: Szef rządu Scott Morrison zasugerował, że nowi migranci powinni trafiać do mniejszych stanów, takich jak np. Tasmania. Morrison otrzymał list od lidera opozycji, Willego Shortena, który wzywa go do zawarcia ponadpartyjnego porozumienia w celu uporania się z problemami rosnącej populacji Australii. W sierpniu sięgnęła ona 25 mln, o 33 lata szybciej, niż zakładano. * * * SWIAT: Papież Franciszek ogłosił świętymi siedmioro błogosławionych. Wśród nich znaleźli się papież Paweł VI i abp Oscar Arnulfo Romero. Na mszę kanonizacyjną przybyły tysiące wiernych.
EVENTS INFO: Wystawa "KORZENIE" - Victorian Artists Society Art Gallery, 20.10, godz. 19:00 * * * Otwarcie wystawy pt. „Time For Heroes” - Parlament House, Perth, 9.11, godz. 11:00

niedziela, 26 stycznia 2014

Krzysztof Łoziński: Ukraina. Czarno to widzę

Wydarzenie na Ukrainie budzą w Polsce silne emocje oraz powodują najazd na różne telewizje stada komentatorów, nie zawsze kompetentnych. Pozwólcie Państwo, że przedstawię swój pogląd wyniesiony z doświadczeń ponad 20 lat (moich) zmagań z komuną oraz z bezpośredniej obserwacji paru burzliwych ludowych zrywów w różnych krajach.

Zacznijmy od pewnej niepokojącej analogii do przebiegu wydarzenia, które miałem okazję oglądać w 1989 roku w Pekinie, czyli tzw. „wydarzeń na Tiananmen”, a naprawdę w całym mieście. Oczywiście jest wiele różnic, ale analogia to nie identyczność, lecz podobieństwo pewnych elementów.
Strajki studenckie, później ludowe, na placu Bramy Niebiańskiego Spokoju, czyli Tiananmen, rozpoczęły się  w połowie kwietnia 1989 roku, a zakończyły w początku czerwca tego samego roku. I tu analogia pierwsza: bunt polegał na okupacji przez słabo zorganizowany tłum największego placu w centrum miasta i znacznie skromniejszych demonstracjach w wielu innych miastach. Podobnie jak obecnie w Kijowie polegał on głównie na wiecowaniu i miał bardzo słabe, niewiele mogące kierownictwo (troje studentów: Wuer Kaixi, Wang Dan i Chai Ling).

Dlaczego ten strajk trwał tak długo? Bo prezydent ChRL, Deng Xiaoping, musiał przeczekać bardzo ważną dla niego wizytę Gorbaczowa i nie mógł uderzyć wcześniej. Wizyta Gorbaczowa była naprawdę ważna, bo było to zakończenie wieloletniej wrogości ChRL i ZSRR, odziedziczonej po ostatnich latach rządów Mao Zedonga. Gdy Gorbaczow wyjechał, czas był potrzebny już tylko do tego, by ściągnąć 38. i 27. armię do Pekinu. Ta ostanie zajęta była masakrowaniem tybetańskiej stolicy Lhasy i musiała tego dzieła najpierw dokończyć. Chińskie armie to odpowiednik naszych brygad, te dwie armie to nawet nie jeden nasz korpus, tylko mniej. 38. armia otoczyła miasto, a 27. armia zaatakowała w nocy z 3 na 4 czerwca, zabijając w ciągu kilku godzin ok. 7 tysięcy ludzi i raniąc ok. 30 tysięcy. Dogasające, chaotyczne walki trwały jeszcze 5 dni, ale już niczego nie mogły zmienić.
A wcześniej trwało chaotyczne działanie ni tak, ni siak. Wang Dan spotykał się nawet z Dengiem i nawet coś tam rozmawiali, a wojskowi opracowywali strategię operacji, która, co trzeba przyznać, była starannie przemyślana we wszystkich szczegółach, łącznie z późniejszą strategią zakłamywania jej przebiegu, na co większość zachodnich mediów znakomicie się nabrała.

Jak jest obecnie na Ukrainie? Putin i jego coraz bardziej usłużny wasal, Janukowycz, muszą przeczekać olimpiadę w Soczi. Krwawe stłumienie buntu przed, lub w trakcie, olimpiady byłoby obu bardzo nie na rękę, Putinowi z oczywistych powodów, a Janukowyczowi ze względu na powody Putina, od którego jest coraz bardziej zależny. To z tego, moim zdaniem, wynika kunktatorzenie Janukowycza, to pozorne miotanie się i sprzeczność decyzji. Janukowycz najchętniej wysłał by wojsko i zrobił porządek w parę godzin, ale nie może… na razie.
Oczywiście są różnice, bo Ukraina to nie Chiny, ale ukraińska demokracja bardzo mocno odbiega od demokratycznych i praworządnych standardów, co z każdym dniem coraz bardziej widać. Pewna nadzieja jest w tym, że armia, jak na razie, się dystansuje i zachowuje, bądź udaje, neutralność.
Moja obawa jest taka: Janukowycz zrobi wszystko, by doczekać do końca olimpiady, a później uderzy. Oczywiście, trzeba zastrzec, że sytuacja w międzyczasie może się zmienić i oby tak było. Stąd moja obawa, ale nie pewność, że tak będzie.
A teraz o braku analogii. Paru komentatorów snuło analogie do polskiej rewolucji „Solidarności” i przełomu 1989 roku. Moim zdaniem, tu jest właśnie analogii brak. Ukraińska rewolucja jest na etapie polskiego Czerwca 56., no najwyżej Grudnia 1970. To wtedy Polacy wychodzili na ulice, atakowali „komitety” i dawali się wystrzelać po paru dniach euforii. Ale od tamtego czasu, my, polska opozycja antykomunistyczna, sporo się nauczyliśmy, a Ukraina jeszcze nie. Nasz sukces miał dwie podstawy: KOR i Wolne Związki Zawodowe. KOR był w rzeczywistością organizacją broniącą praw człowieka, a nie obalającą system. KOR nie domagał się dymisji rządu, zmiany konstytucji i ustroju. Słabość? Wręcz przeciwnie. Taka koncepcja pozwoliła po raz pierwszy zjednoczyć wszystkie środowiska polityczne i społeczne opozycji. W KOR był zarówno Adam Michnik, jak i Antoni Macierewicz, był ksiądz i był socjalista Jan Józef Lipski.

Drugim filarem były WZZ. W wolnych związkach zawodowych postawiono na postulaty ekonomiczne i pracownicze. To znów pozwoliło na udział wszystkich środowisk politycznych, Był Wałęsa, był Wyszkowski, doradzali i Mazowiecki i Olszewski.
Pragnę przypomnieć (między innymi Kaczyńskiemu i Dudzie, którzy „domagają się realizacji Porozumień Gdańskich z 1980 r.), że strajki „Solidarności” w 1980 r. nie zaowocowały ani zmianą ustroju, ani zniesieniem cenzury, ani wolnymi wyborami. Gdyby dziś chcieć „realizować Porozumienia Gdańskie”, trzeba by zlikwidować demokrację, przywrócić cenzurę i wprowadzić kartki na mięso.
Ale właśnie, w tym tkwiła wbrew pozorom siła „Solidarności” i wcześniej WZZ. Po pierwsze, nie stawiano żądań nierealnych. Po drugie, nie wyprowadzano ludzi na ulice, gdzie, jak wcześniej, łatwo było ich wystrzelać lub rozgonić. Strajkowano na ternie zakładów pracy i wyłoniono silne, rzeczywiste przywództwo wokół akceptowalnego dla wszystkich programu. Czas na zmiany ustrojowe przyszedł dopiero po przełomie 1989 roku.
Polska opozycja, w przeciwieństwie do obecnej ukraińskiej, nauczyła się, na jakie postulaty jest (i kiedy) pora, nie walczyła z wiatrakami, nie żądała gruszek na wierzbie.
Opozycja ukraińska jest słaba, choć szumna, bo tego wszystkiego nie zrozumiała. Władza zawsze ma więcej karabinów i zawsze ma czas. Samo tkwienie na Majdanie do niczego nie prowadzi. Kierownictwo, zlepek skrajnych narodowców, demokratów i socjalistów, któremu nie wierzy nie tylko połowa narodu ale i znaczna część Majdanu, jest bardzo słabe i nie ma jasnego planu, co dalej. Dlatego, jak napisałem na wstępie, czarno to widzę.

A czy są nadzieje? Teoretycznie są, jeśli bunt osiągnie znacznie większe niż obecnie, rozmiary, jeśli przekształci się w strajk powszechny, jeśli zbuntuje się armia. Obawiam się jednak, że mało to realne. A wojna domowa? Mamy przykład Libii i Syrii, aby daleko nie szukać (choćby w Rosji 1917 roku). Jeśli ma być podobnie, to już lepszy od tego Janukowycz.

Krzysztof Łoziński
Studio Opinii



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

Promocja