polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Wyzwaniem dla Polski jest ucieczka z pułapki średniego rozwoju. Pod tym względem pozycja Polski jest gorsza niż gospodarek rozwiniętych, tylko 5 proc. polskiego eksportu to hi-tech - powiedział premier Mateusz Morawiecki w Nowym Jorku. * * * AUSTRALIA: Szef rządu Scott Morrison zasugerował, że nowi migranci powinni trafiać do mniejszych stanów, takich jak np. Tasmania. Morrison otrzymał list od lidera opozycji, Willego Shortena, który wzywa go do zawarcia ponadpartyjnego porozumienia w celu uporania się z problemami rosnącej populacji Australii. W sierpniu sięgnęła ona 25 mln, o 33 lata szybciej, niż zakładano. * * * SWIAT: Donald Trump po raz pierwszy publicznie wyraził opinię, że saudyjski dziennikarz Chaszodżdżi prawdopodobnie został zabity. "Tak mi się wydaje i jest to bardzo smutne" - powiedział Trump. 2 października publikujący m.in. w "Washington Post" Chaszodżdżi wszedł do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule, by załatwić formalności związane ze ślubem, po czym ślad po nim zaginął.
EVENTS INFO: Wystawa "KORZENIE" - Victorian Artists Society Art Gallery, 20.10, godz. 19:00 * * * Otwarcie wystawy pt. „Time For Heroes” - Parlament House, Perth, 9.11, godz. 11:00

czwartek, 16 maja 2013

Ernest Skalski: Szemranie w pułkach smoleńskich

Zbigniew Girzynski, poseł PiS
Rafał Rogal­ski, czło­wiek do wyna­ję­cia. Naj­mi­morda wedle potocz­nych okre­śleń. Skoń­czył mu się kon­trakt u Kaczyń­skiego, to zwi­nął swoje 250, czy 300 tysięcy i przej­rzał na oczy. Już wie, że to żaden zamach, i że naj­bar­dziej odpo­wie­dzialni za kata­strofę zgi­nęli w niej. Ma wszakże przy­naj­mniej tyle przy­zwo­ito­ści, że przy­znaje się do swo­jej wcze­śniej­szej schi­zo­fre­nii i, przy dobrej woli, można to nawet uznać za skruchę.

Spo­wiedź i skru­cha mece­nasa Rogal­skiego nie jest waż­nym wyda­rze­niem poli­tycz­nym. Ważne są wystą­pie­nia posła PIS Zbi­gniewa Girzyń­skiego i świeżo wybra­nego sena­tora, a do nie­dawna posła, tej par­tii, Bole­sława Pie­chy. Obaj są pro­mi­nent­nymi człon­kami PIS. Pano­wie, podob­nie jak mece­nas, stwier­dzili, mówiąc w uprosz­cze­niu, że w Smo­leń­sku nie doszło do zama­chu, a miała miej­sce kata­strofa. Obaj pod­wa­żają prze­ko­na­nie Anto­niego Macie­re­wi­cza o wybu­chach w samo­lo­cie. W ten spo­sób doko­nują swo­istej apo­sta­zji, wypi­sa­nia się ze smo­leń­skiego kościoła, ofi­cjal­nej reli­gii ich par­tii. Dlaczego ?
To, że to nie był zamach jest oczy­wi­ste dla ludzi o zdro­wych zmy­słach, więc może nale­ża­łoby spy­tać dla­czego się wcze­śniej opo­wia­dali za wer­sją zama­chu, czy godzili się na nią. Ale odpo­wiedź wydaje się pro­sta; wdzieli w tym inte­res par­tii i swój. Co zatem się stało, że prze­stali go widzieć ?
Komen­ta­to­rzy zwra­cają uwagę na to, że na zama­chu robi w par­tii karierę Antoni Macie­re­wicz. Jego pozy­cja staje się coraz moc­niej­sza. Podobno zagraża samemu Kaczyń­skiemu, od któ­rego może prze­jąć kie­ro­wa­nie par­tią. Drogą wymu­szo­nego namasz­cze­nia przez pre­zesa, albo przez bunt. A takie wyja­śnie­nie trzeź­wie­nia nie­któ­rych dzia­ła­czy PIS nie wyklu­cza innego; budo­wa­nie pozy­cji na fun­da­men­cie wiary ludu smo­leń­skiego nie jest budo­wa­niem na opoce. Wyka­zał to dzie­sią­tego kwiet­nia prze­bieg trze­ciej rocz­nicy katastrofy.

Wyznawcy i zwolennicy

Jedni się cie­szyli, jedni się bali, kiedy się oka­zało, że już nie­wiele mniej niż jedna trze­cia bada­nej repre­zen­ta­cji spo­łe­czeń­stwa sądzi, że w Smo­leń­sku miał miej­sce zamach. Rok po wyda­rze­niu sądziło tak osiem­na­ście pro­cent. Ale zazwy­czaj przy bada­niu opi­nii publicz­nej nie bie­rze się pod uwagę stop­nia moty­wa­cji. Nie­kiedy uzu­peł­nia się pyta­nie sło­wami „zde­cy­do­wa­nie” i „raczej”, lecz to też nad­mier­nie uprasz­cza problem.
Są przy­padki kiedy ktoś dla jakiejś idei gotów jest poświę­cić życie, wol­ność, rodzinę, mają­tek, co znamy z jesz­cze nie­zbyt odle­głej histo­rii i co jest już postawą raczej rzadką w naszej cywi­li­za­cji. Wystę­puje, nie­stety, wśród fun­da­men­ta­li­stów islam­skich. Na dru­gim bie­gu­nie są zwo­len­nicy tego i owego, któ­rzy zagło­sują za tym i owym, jeśli aku­rat nie mają cze­goś lep­szego do roboty i nie ma przy­krej pogody. A w dodatku są to uczu­cia o zmien­nym natę­że­niu. Ina­czej je odczu­wamy na eks­ta­tycz­nym wiecu z cha­ry­zma­tycz­nym przy­wódcą, a ina­czej na domo­wej kana­pie czy w łóżku.
Przy­po­mi­nam o tym w kolej­nych arty­ku­łach i nie zamie­rzam w tym usta­wać, gdyż od sta­nów emo­cjo­nal­nych, nie­kiedy chwi­lo­wych, zależą cza­sem waż­kie poli­tyczne roz­strzy­gnię­cia. A jeśli już mówimy o „reli­gii” – chyba jed­nak cudzy­słów – smo­leń­skiej, to przy­po­mnijmy sobie praw­dziwą. 90–95 pro­cent Pola­ków uważa się za kato­li­ków. Już nie mówię o braku goto­wych do ponie­sie­nia męczeń­skiej śmierci za wiarę, lecz o wyma­ga­nym przez Kościół uczest­ni­cze­niu we mszy w każdą nie­dzielę. Czyni to mniej niż połowa dekla­ru­ją­cych swą przy­na­leż­ność do Kościoła.
Dzie­sią­tego kwiet­nia Pol­ska miała się zatrząść. To, że się nie zatrzę­sła wyni­kać miało z powodu złej pogody, co zdaje się potwier­dzać tezę o zróż­ni­co­wa­nym pozio­mie prze­ko­na­nia o zama­chu. Są fun­da­men­ta­li­ści, któ­rym „Smo­leńsk” prze­sła­nia wszyst­kie inne pro­blemy. Każdy poli­tyk jest przez nich oce­niany przez pry­zmat jego sto­sunku do tej sprawy. Nic nie jest ważne, tylko Prawda, przez naj­więk­sze P, którą i tak prze­cież znają; spi­sek Putina i Tuska. Wszystko inne mają wyparte z umy­słu. I być może nie­któ­rzy poli­tycy spo­dzie­wali się, że tacy są wszy­scy w tej jed­nej trze­ciej spo­łe­czeń­stwa. Ale są tam, może w więk­szo­ści i tacy, któ­rzy myślą, że zamach może i był, czy raczej na pewno był, lecz to dla nich tylko jedna z prze­sła­nek ich ogól­nej postawy i poli­tycz­nych wyborów.
Nie ma – oka­zuje się – jed­nej, wiel­kiej, zwar­tej, wszech­ogar­nia­ją­cej i rosną­cej w siłę pra­wicy, któ­rej nie­kwe­stio­no­wa­nym, cha­ry­zma­tycz­nym wodzem jest Jarosław-Polskę-Zbaw Kaczyń­ski, a prze­sła­niem – wiara w zamach smo­leń­ski. Owszem, taka jest leib­gwar­dia pre­zesa. Nawet liczna. Lecz nie wypeł­nia ona kon­glo­me­ratu sze­roko poję­tych sił pra­wi­co­wych. Zróż­ni­co­wa­nych i róż­ni­cu­ją­cych się w miarę upływu czasu. Co widać choćby po mediach. Był dobrze się sprze­da­jący tygo­dnik ”Uwa­żam RZE”. Wycho­dzi nadal, sprze­da­jąc jedną piątą daw­nego nakładu, osą­dzany przez nowe; ”W Sieci” i ”Do Rze­czy”. Cała trójka wal­czy o ten sam rynek czy­tel­ni­czy. Podob­nie jak „Gazeta Pol­ska Codzien­nie”, kon­ku­ru­jąca od jakie­goś czasu z rydzy­ko­wym ”Naszym Dzien­ni­kiem”. A już otwartą wojnę rydzy­kowe impe­rium, z jego TV Trwam, pod­jęło z TV Repu­blika Wild­ste­ina i Sakowicza.

Per­spek­tywa 2015

Poli­to­lo­dzy, socjo­lo­dzy, wraz z pro­fe­so­rem Cza­piń­skim, gro­ma­dzą­cym chyba naj­peł­niej­szą wie­dzę o spo­łe­czeń­stwie, ostrze­gają, że jeśli do roku 2015, Plat­forma nadal będzie tra­cić zwo­len­ni­ków, któ­rzy nie pójdą na wybory i fre­kwen­cja nie prze­kro­czy 40procent, to zdy­scy­pli­no­wany PIS wygra je, tak żeby móc rzą­dzić samo­dziel­nie. I tak by było – gdyby za dwa lata był to ten sam PIS, który w roku 2010 zapew­nił Kaczyń­skiemu 47 pro­cent gło­sów w wybo­rach pre­zy­denc­kich. Ale takiego PiS-u już nie ma, i chyba nie będzie. Mogłaby być koali­cja roż­nych sił pra­wi­co­wych, zawarta celem ode­bra­nia wła­dzy Plat­for­mie. Lecz na razie zaczyna to tro­szeczkę przy­po­mi­nać ośmie­szony Kon­went Świę­tej Kata­rzyny z kam­pa­nii pre­zy­denc­kiej 1995 roku. Tyle, że z jed­nej strony, to już nie jest, jak wtedy, kon­glo­me­rat kana­po­wych par­ty­jek, a z dru­giej pra­wi­cowi lide­rzy jesz­cze się nie zabrali za kon­so­li­da­cję. Póki co, raczej się dzielą.
Do jesieni 2015 roku sporo może się jesz­cze wyda­rzyć. Będą wybory do euro­par­la­mentu, będą wybory samo­rzą­dowe. Suk­ces czy klę­ska w jed­nych i dru­gich mogą zawa­żyć na pozy­cji w wybo­rach par­la­men­tar­nych. Szcze­gól­nie istotny jest ten spraw­dzian dla Jaro­sława Kaczyń­skiego. Jeśli do pasma swo­ich pora­żek wybor­czych doda nowe, to mogą nań gło­so­wać już tylko naj­wier­niejsi wyznawcy Smo­leń­ska i zostaną przy nim jego naj­wier­niejsi pre­to­ria­nie, liczący, że w niszy poli­tycz­nej PiS-u star­czy jesz­cze miej­sca dla nich.
Marek Jurek, Paweł Kowal, Jacek Kur­ski i Zbi­gniew Zio­bro scho­dzili z pokładu, widząc że sta­tek bie­rze wodę. Lecz ich par­tyjki, takie małe PiS-y nie chwy­ciły. Poten­cjalni ich klienci wolą już PiS duży i auten­tyczny. Macie­re­wicz wia­domo. Można odnieść wra­że­nie, że wie­rzy on w to co głosi na temat Smo­leń­ska. A tacy poli­tycy jak Girzyń­ski i Pie­cha nie chcą się chyba odże­gny­wać od Kaczyń­skiego z jego wciąż mocna pozy­cją. Nie chcą też zapewne, tra­cić poten­cjału PiS-u. Widząc, że Smo­leńsk może nie być wystar­cza­ją­cym pali­wem dla wygry­wa­nia wybo­rów, usi­łują nieco zmie­nić wize­ru­nek par­tii, uka­zać ją jako bar­dziej racjonalną.
Ze zmniej­szo­nym gar­bem smo­leń­skim, który prze­sta­nie być głów­nym wyznacz­ni­kiem przy­na­leż­no­ści i popar­cia, z nie­skry­waną róż­nicą zdań i z dys­ku­sją w sze­re­gach, a przy tym z nadal z moc­nym przy­wódcą, PIS by bar­dziej przy­po­mi­nał nor­malną par­tię poli­tyczna, a mniej sektę, jaką się sta­wał po kata­stro­fie smo­leń­skiej. Praw­do­po­dob­nie nie stra­ciłby wybor­ców zde­cy­do­wa­nie smo­leń­skich – bo za kim, panie, pój­dziemy ? – a zyskałby bar­dziej racjo­nalną publikę. Być może odzy­skałby zdol­ność koali­cyjną. Do tego momentu miał dobre noto­wa­nia. Bli­sko Plat­formy, a chwi­lami ją nawet o punkt prze­bi­jał. Son­daże, robione pod koniec maja, wykażą czy te nie­śmiałe ruchy odnio­sły jaki­kol­wiek sku­tek. Wiele będzie zale­żało od pre­zesa. Na razie zare­ago­wał wezwa­niem na dywa­nik za dezer­cję smoleńską.
Jaro­sław Kaczyń­ski robi wra­że­nie czło­wieka, który emo­cjom pod­lega, ale im nie ulega i potrafi je wyko­rzy­sty­wać. Tak przy­naj­mniej sądzi­łem do nie­dawna. W jed­nym z trzech pra­wi­co­wych tygo­dni­ków – prze­pra­szam ich dzien­ni­ka­rzy; zapo­znaję się ze wszyst­kimi, ale mi się zle­wają w pamięci – prze­czy­ta­łem opis reak­cji Kaczyń­skiego na wynik wybo­rów pre­zy­denc­kich przed trzema laty. Na naj­wyż­sze popar­cie dla sie­bie, owe 47 pro­cent, spoj­rzał jak na szklankę do połowy pustą, bo nie został pre­zy­den­tem. Cnotę stra­ci­li­śmy, a rubla nie zaro­bili – skwi­to­wał – za stratę cnoty uwa­ża­jąc wyci­sze­nie sprawy smo­leń­skiej pod­czas kam­pa­nii wybor­czej. Od tego czasu Smo­leńsk się stał naj­waż­niej­szy. Pre­zes cza­sami potrafi o nim nie mówić, mówiąc o róż­nych pro­ble­mach kraju, ale to go chyba drogo kosz­tuje. Jaki­kol­wiek impuls wystar­czy by wyzwo­lić falę reto­ryki smo­leń­skiej – vide tro­tyl w ”Rzecz­po­spo­li­tej” – i za każ­dym razem jest ona bar­dziej rady­kalna. Jed­nych to utwier­dza w wie­rze, innych odstręcza.

Na ile doj­rzała demokracja

Duopol poli­tyczny, czyli domi­na­cja dwóch sił, stale bio­rą­cych naj­więk­sze kawały tortu i prze­ka­zu­ją­cych sobie w auten­tycz­nym star­ciu wła­dzę nie jest niczym złym w doj­rza­łej demo­kra­cji, co poka­zuje przy­kład Nie­miec, Fran­cji, Zjed­no­czo­nego Kró­le­stwa. Pod warun­kiem, że obie strony grają w tę samą grę i że żadna nie kła­dzie spluwy na stole. Dla przy­kładu raz jesz­cze – powta­rzam się bo to mi dało dużo myśle­nia – odwo­łam się do war­szaw­skiego wystą­pie­nia Angeli Mer­kel, kiedy jesz­cze przy­mie­rzała się do zosta­nia kanc­le­rzem. Usły­sza­łem wów­czas, że sta­ty­styczny Nie­miec ma na rękę pięć­dzie­siąt cen­tów z wypra­co­wa­nego przez sie­bie euro, a ona chce, by zatrzy­my­wał dla sie­bie sześć­dzie­siąt. Zmiana, ale nie przewrót.
Parę dni temu wystę­po­wał w War­sza­wie kolejny kan­dy­dat na kanc­le­rza, Peer Ste­in­bru­eck z SPD. Z jego wystą­pie­nia zapa­mię­ta­łem, że pań­stwo socjalne to dobra rzecz, co by świad­czyło, że u naszych sąsia­dów może nastą­pić prze­su­nię­cie w lewo. (Oso­bi­ście wolał­bym, aby nie nastą­piło) W Pol­sce w roku 2005 wyglą­dało na to, że PO i PIS grają w te sama grę. Że mogą albo two­rzyć ze sobą koali­cję – jak CDU/CSU z SPD – albo kon­ku­ro­wać o wła­dzę w tym samym pań­stwie. PIS swoją domi­na­cję zaczął wyko­rzy­sty­wać dla zmiany tego pań­stwa, którą odrzu­ciła więk­szość gło­su­ją­cych w roku 2007 i 2011.
Od tego czasu Jaro­sław Kaczyń­ski zaostrza spór mię­dzy tymi dwiema siłami. Wpi­suje go w zro­zu­miałą róż­nicę kul­tu­rową w spo­łe­czeń­stwie, zamie­nia­jąc ja w kon­flikt, czy zgoła wojnę, dwóch Polsk. Więk­szość wybor­ców nadal sobie tego nie życzy, ale też zaczyna mieć dosyć rzą­dzą­cej już drugą kaden­cję Plat­formy. Głów­nym pro­ble­mem sceny poli­tycz­nej staje się jej poten­cjalny zmien­nik. Próby stwo­rze­nia prze­ciw­wagi na lewicy zde­cy­do­wa­nie nie wycho­dzą. Praw­do­po­dob­nie dla­tego, że nie ma spo­łecz­nego zapo­trze­bo­wa­nia na lewicę. Skoń­czyć się może tym, że SLD zosta­nie dodat­ko­wym, obok PSL, koali­cjan­tem słab­ną­cej Plat­formy, a główną sił╣ opo­zy­cji wciąż pozo­sta­nie PIS.
Może to nazbyt śmiała inter­pre­ta­cja tego co zaczyna się dziać w Pra­wie i Spra­wie­dli­wo­ści, ale objawy zmę­cze­nia rady­kalną, głów­nie smo­leń­ską, reto­ryką mogą być próbą odcho­dze­nia od quasi wojny domo­wej – staje się ona domeną kon­ku­ren­cyj­nych rady­kal­nych gru­pek – i powrotu do cywi­li­zo­wa­nego sporu poli­tycz­nego w doj­rze­wa­ją­cej demokracji.

Ernest Skalski
Studio Opinii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

Promocja