polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: W Warszawie odbywa się największa w Europie konferencja poświęcona prawom człowieka corocznie zwoływana przez Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE. * * * AUSTRALIA: W Australii rozpoczął się pilotażowy program tzw. kart socjalnych. Beneficjenci systemu socjalnego nie będą otrzymywać pieniędzy, a specjalną kartę, dzięki której dokonają bezgotówkowych operacji. Pieniądze będą mogły być wydane na jedzenie, ubranie, mieszkanie i inne rzeczy niezbędne, natomiast nie będzie można za nie kupić alkoholu oraz uprawiać hazardu. * * * SWIAT: Jeśli Korea Północna użyje broni atomowej przeciwko USA, Japonii lub Korei Południowej to "będziemy musieli całkowicie zniszczyć Koreę Północną" - powiedział Donald Trump na forum ONZ. Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un nazwał przemówienie Trumpa „szalonym”, a jego samego „chuliganem i gangsterem, który igra z ogniem”, i oświadczył, że rozważa "superciężkie środki zaradcze".
EVENTS INFO: Australian Celebration of Bicentenary of Kosciuszko’s Death - The Connection Community Centre, Rhodes, 3.10, godz. 17:30

niedziela, 14 kwietnia 2013

Dyktatura ciemniaków wiecznie żywa

Ste­fan Kisie­lew­ski wła­dzę swo­ich cza­sów nazwał „dyk­ta­turą ciem­nia­ków”. Dzi­siaj taki dyk­tat i taką wła­dzę nad spo­łe­czeń­stwem mają media.

Wła­dy­sław Gomułka, który za cza­sów Kisie­lew­skiego spra­wo­wał wła­dzę, i par­tia, któ­rej prze­wo­dził, mieli przed sobą wielki cel: komu­nizm. Do tego wio­dła dyk­ta­tura pro­le­ta­riatu, któ­rego awan­gardą była PZPR.
Jaki cel mają dzi­siaj media? Powszechne szczę­ście i pano­wa­nie Pol­ski nad świa­tem osią­gnięte poprzez dyk­ta­turę PiS-u?
Pre­zes Jaro­sław Kaczyń­ski jest do niej gotowy. Według danych, które do niego docie­rają, może liczyć na 58% w następ­nych wybo­rach do Sejmu. Media mu w tym poma­gają. I to nie tylko jaw­nie pisow­skie. Ale także te dla nie­po­znaki przez jego zwo­len­ni­ków pięt­no­wane. Choć dające np. pełne trans­mi­sje z poru­sza­ją­cych publikę obrad zespołu posel­skiego pod przy­wódz­twem posła Macie­re­wi­cza, który oka­zał się wysoko oce­nia­nym show­ma­nem. Ostat­nio dołą­czyła do nich także TVP. Może prze­jęta moż­li­wym zwy­cię­stwem PiS-u, a może z gospo­dar­no­ści, licząc przy­chody rekla­mowe (podobno blok reklam mię­dzy smo­leń­skimi fil­mami był sąż­ni­sty; nie wiem, bo nie oglądałam).
Pro­gramy o dziw­nej zawar­to­ści, big­bro­thery itp. są chęt­nie oglą­dane z róż­nych powo­dów. Psy­cho­lo­gia i socjo­lo­gia tłu­ma­czą ludz­kie zami­ło­wa­nie do dziw­no­ści, życio­wo­ści, pod­glą­dac­twa, wpa­try­wa­nia się w ułom­no­ści i maka­bry. Dopóki jest to w jakimś jed­nak stop­niu fik­cja, to w porządku. Kto lubi, niech ogląda. Ale skoro w tę stronę idzie infor­ma­cja o świe­cie nas ota­cza­ją­cym, coś chyba jest nie tak. Bo infor­ma­cja staje się kre­acją. Kłam­stwo smo­leń­skie, powta­rzane przez posła Macie­re­wi­cza sto razy, staje się smo­leń­ską prawdą. A ta prawda ma obro­dzić kart­kami wybor­czymi w urnach.

Wzorce żałoby

Media, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem pań dzien­ni­ka­rek, zamar­twiały się, że pre­mier Donald Tusk nie sta­nowi dla spo­łe­czeń­stwa dosta­tecz­nego (czy­taj: przez nie ocze­ki­wa­nego) wzorca ele­ganc­kiej żałoby po wypadku komu­ni­ka­cyj­nym, w któ­rym zgi­nęło 96 osób. I wcale nie były to jawne admi­ra­torki pre­zesa Kaczyń­skiego, który obcho­dził żałobę ele­gancko, nie na gro­bie brata i bra­to­wej, ale zja­wia­jąc się trzy­krot­nie w salo­nie War­szawy, jak nie­kiedy bywa nazy­wane Kra­kow­skie Przed­mie­ście. Prze­pra­szam, że panie wymie­niam tylko nie­które, zasłu­żo­nych dla sprawy jest wię­cej; są i panowie.
Kata­rzyna Kolenda-Zaleska nie wahała się porów­nać lot­ni­czej kata­strofy z ter­ro­ry­stycz­nym zama­chem, a jed­nego pre­miera z jed­nym pre­zy­den­tem. Renata Kim dawała wpraw­dzie pre­mie­rowi szansę na obcho­dze­nia żałoby po swo­jemu, byle tu, na miej­scu, na pol­skiej ziemi, z roda­kami. Janina Jan­kow­ska życzyła sobie, aby pre­mier zor­ga­ni­zo­wał jakiś publiczny event z tej oka­zji, naj­le­piej kon­cert. Tu się roz­ma­rzę. Może rząd pój­dzie po rozum do głowy i nada za rok żało­bie odpo­wied­nią oprawę. Ja zamó­wi­ła­bym muzykę u Jean-Michela Jarre’a, aby wyko­nać ją wie­czo­rem, na placu Pił­sud­skiego. Obchody żałobne powinna w połu­dnie uświet­nić defi­lada woj­skowa. Rano oczy­wi­ście msza, naj­le­piej także przy Gro­bie Nie­zna­nego Żoł­nie­rza. Nie śmiem marzyć o wyko­rzy­sta­niu grup rekonstrukcyjnych…
Prze­pra­szam za drwinę, bo zadrwi­łam. Ale te panie i pano­wie, arbi­trzy od żałob­nej ele­gan­cji, piszą i mówią na serio. Uwa­żają naprawdę, że tra­ge­dia wymaga spe­cjal­nego czcze­nia i obcho­dów, bo bez nich będzie nie­ważna. To nic, że pozo­stały rodziny ofiar kata­strofy. Od nich są więk­sze dobra: słupki oglą­dal­no­ści, kli­kal­no­ści i sprze­da­nego nakładu, a na końcu śmie­tanka – owe 58% gło­sów. No i ta ele­gan­cja. Ten wzór na żałobę.

Jak powstają fakty

Zgod­nie z logiką powinno być tak: komi­sja do spraw wypad­ków lot­ni­czych bada wypa­dek i ogła­sza publicz­nie wynik swo­ich docie­kań ze świa­do­mo­ścią, że spo­łe­czeń­stwo ocze­kuje wyniku usta­leń przy­czyn kata­strofy, w któ­rej zgi­nęli pre­zy­dent i osoby mu towa­rzy­szące. Stąd prace komi­sji prze­bie­gają w tem­pie zwy­kle nie osią­ga­nym. Jed­no­cze­śnie śledz­two podej­muje pro­ku­ra­tura. Obie insty­tu­cje mają inne zada­nia i, jak­kol­wiek pro­ku­ra­tura powinna brać pod uwagę usta­le­nia spe­cja­li­stów z komi­sji, to patrzy na nie z punktu widze­nia prawa: szu­ka­jąc winnych.
Ponie­waż w kata­stro­fie zgi­nęli urzę­du­jący pre­zy­dent i wiele osób publicz­nych, powo­łano komi­sję rzą­dową. Może to było złe? Może usta­le­niami powinna się zająć komi­sja dotąd zaj­mu­jąca się lot­ni­czymi wypad­kami i pra­cu­jąca w nor­mal­nym try­bie? Tyle że kata­strofa zda­rzyła się na obcym tery­to­rium. Ranga komi­sji, jako rzą­do­wej, zagra­nicą się wzmoc­niła. Tyle że nie w kraju.
Nie­za­leż­nie do dzia­ła­nia pro­ku­ra­tury i z punktu w kontrze do usta­leń komi­sji rzą­do­wej – nie bacząc na to, że spe­cja­li­ści z niej badali nie­je­den wypa­dek – par­tia poli­tyczna, z któ­rej wyszedł były pre­zy­dent, powo­łała zespół mający na celu doj­ście do prawdy naj­praw­dziw­szej. Prace zespołu począt­kowo nie­mrawe roz­krę­ciły się, gdy zyskał swo­ich eks­per­tów, nazy­wa­nych – zasad­nie bądź nie – pro­fe­so­rami. Zaczęli się zja­wiać po przed­sta­wie­niu wyni­ków usta­leń komi­sji rzą­do­wej. Z publicz­nej pre­zen­ta­cji jej usta­leń uzy­skali mate­riał, na któ­rego tle zaczęli hafto­wać swoje „badania”.
Te sta­wały się dla mediów coraz cie­kaw­sze. Odpo­wied­nio budo­wana sen­sa­cja zaczęła nakrę­cać koniunk­turę. Począt­kowo alter­na­tyw­nych uczo­nych było dwóch, teraz jest ich ponad setka, nie­ważne, że nie mają­cych dotąd nic wspól­nego z lot­nic­twem, a tym bar­dziej z wypad­kami lot­ni­czymi. Ważne, że są pro­fe­so­rami (ciem­niaki lubią tytuły) i na ekra­nach potra­fią wywieść cie­kawe (?) teo­rie, przed­sta­wia­jąc je w postaci wykładu. Zaan­ga­żo­wani w temat dzien­ni­ka­rze mogą potem na kory­ta­rzach sej­mo­wych lub w tele­wi­zyj­nych stu­diach pytać posłów wszyst­kich par­tii po kolei, co sądzą o tej czy owej teo­rii lub „dowo­dzie”. I tak naj­dur­niej­sza teo­ria staje się fak­tem, począt­kowo medialnym.

Czy tłu­ma­czyć, czy tłu­ma­czyć się?

Powszechne jest prze­ko­na­nie, wypunk­to­wane nawet w leadzie komen­ta­rza Janiny Para­dow­skiej (podzi­wiam ją za rze­tel­ność i nie­za­leż­ność sądów) na inter­ne­to­wej stro­nie „Poli­tyki”, że komi­sja do tłu­ma­cze­nia usta­leń komi­sji do spraw bada­nia wypad­ków lot­ni­czych powstała za późno. Ja tego prze­ko­na­nia nie podzie­lam. Choć tzw. poli­tykę infor­ma­cyjną rządu uwa­żam za tra­gicz­nie marną, nie tylko w tym tema­cie. Według mnie, takie ciało nie powinno w ogóle powstać. Rząd słusz­nie go dotąd nie powo­ły­wał. Bo co rząd ma do tłu­ma­cze­nia w spra­wie kata­strofy? Zgod­nie z logiką, za sprawę i usta­le­nie ewen­tu­al­nej winy powinna się wziąć pro­ku­ra­tura. Inna sprawa, czy robi to udol­nie, czy nie. Ale jest od rządu nie­za­leżna i doszu­ki­wa­nie się „winy Tuska” w oce­nie jej pracy jest wyjąt­kowo nie­trafne. Choć się pojawia.
Gdyby pre­mier Tusk powo­łał zespół do tłu­ma­cze­nia pracy komi­sji rzą­do­wej od razu, byłby do temat do roz­wa­żań, że „pi-arem” chce coś przy­kryć. Wia­domo co, komen­to­wa­liby ocho­czo posło­wie jedy­nej par­tii, która coś chce i musi ugrać na zamachu.
Teraz rząd się ugiął i zespół, pod prze­wod­nic­twem Macieja Laska, powo­łał. Uwa­żam, że nie powi­nien, ale zara­zem że nie miał wyj­ścia. Takiego zespołu nie powo­łał bowiem nikt inny. Ani naukowcy (po co ist­nieje PAN?), ani żadna z orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych, ani żadna strona spo­łeczna. Jakby nikt nie wie­rzył, że jakie­kol­wiek racjo­nalne tłu­ma­cze­nie „w tym kraju” coś da. Naj­pierw muszą bowiem uwie­rzyć dzien­ni­ka­rze. A prawda bywa mało medialna. Prze­ła­mał to prze­ko­na­nie dopiero prof. Paweł Arty­mo­wicz z Toronto. Dobrze więc, że dołą­czą do niego inni, z komi­sji, która wcale nie powinna powstać, ale powstać musiała. Choćby dla­tego, że w mediach panuje dyk­ta­tura repor­te­rów zna­ją­cych się na wszyst­kim i na niczym. A tacy są pasem trans­mi­syj­nym dla każ­dej prawdy, praw­dzi­wej mniej lub bar­dziej, byle malow­ni­czo się prezentowała.

Alina Kwapisz-Kulińska
Studio Opinii
_____________________________
Alina Kwapisz-Kulińska - Dziennikarka i redaktorka, pisze nie tylko w dwóch obszarach tematycznych dotyczących: budownictwa (niegdyś redakcje „Fundamenty”, prowadzenie „Rynku Budowlanego” i „Forum Branżowego”) oraz kulinariów w blogu "Sto smaków" (niegdyś „Kuchnia”, „Moje Gotowanie”, prowadzenie kolumny kulinarnej i zdrowia w „Halo”). Publikowała reportaże, recenzje i publicystykę w „Po prostu” w latach 1990-91, pracowała w Komputerowym Archiwum „Gazety Wyborczej”, w tygodniku „Gazeta Rodzinna” wyd. Prószyński. Wydała w Wyd. Alfa-Wero „Encyklopedię kulinarną” (1996), brała udział w wydaniu serii „Podróże kulinarne” (2009). Współpracuje z internetowym Studio Opinii.

1 komentarz:

  1. Moze, moze pani redaktor Anna Kwapisz-Kulińska zna sie, albo chociaz umie troche pisac na tematy kulinarne, ale o problematyce smoleńskiej, a tym bardziej o naukowym wyjaśnianiu katastrof lotniczych nie ma zielonego pojęcia. Ale to dobrze, że pisze tak jak pisze i że "Bumerang Polski" te jej strofy zamieścił. To "pismo" zasługuje na takie artykuły jak ten czy te pisane przez pana Azraela Kubackiego. Brawo redakcja "Bumeranga Polskiego" ! Tak trzymac ! Na pewno w ten sposób podniesie się czytelnictwo "Bumeranga".

    OdpowiedzUsuń

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja