polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLONIA: Ambasada RP w Canberze odwolala przyjęcie, na którym przedstawiciele Polonii australijskiej mieli spotkać się z szefem polskiego MSZ Witoldem Waszczykowskim. Kancelaria Premiera Beaty Szydlo odwolala wizytę Waszczykowskiewgo w Australii. * * * POLSKA: W wieku 102 lat zmarła Danuta Szaflarska, była jedną z pierwszych powojennych gwiazd filmowych, nazywaną też "pierwszą amantką powojennej kinematografii". Wystapila w ponad 100 rolach filmowych i teatralnych. * * * AUSTRALIA: Minister ds. imigracji Australii, Peter Dutton komentuje warunki postawione przez prezydenta Donalda Trumpa. Przywódca USA zgodził się przyjąć "uchodźców" z obozów na Nauru i Manus, którzy usiłowali nielegalnie przedostać się do Australii. W zamian za to domaga się, aby Australia przyjęła "uchodźców" z Kostaryki. - Część z nich to chrześcijanie, którzy chcą uciec z regionu ogarniętego wojną gangów - mówil Dutton. * * * SWIAT: Sekretarz Prasowy Białego Domu podczas nieformalnego spotkania z mediami odmówił części dziennikarzy wstępu na salę m.in. przedstawicielom CNN, BBC, "New York Times", "LA Times", "New York Daily News", "Daily Mail" oraz "Politico". Wszystkie te media były wcześniej krytykowane przez Donalda Trumpa za stronniczość.
EVENTS INFO: Teatr Stary: "Klub cmentarny" - The Park Community Theatre, Angle Park, Adelajda - 18.03, godz. 17:00; 19.03, godz. 15:00; 8.04, godz. 17:00

niedziela, 14 kwietnia 2013

Dyktatura ciemniaków wiecznie żywa

Ste­fan Kisie­lew­ski wła­dzę swo­ich cza­sów nazwał „dyk­ta­turą ciem­nia­ków”. Dzi­siaj taki dyk­tat i taką wła­dzę nad spo­łe­czeń­stwem mają media.

Wła­dy­sław Gomułka, który za cza­sów Kisie­lew­skiego spra­wo­wał wła­dzę, i par­tia, któ­rej prze­wo­dził, mieli przed sobą wielki cel: komu­nizm. Do tego wio­dła dyk­ta­tura pro­le­ta­riatu, któ­rego awan­gardą była PZPR.
Jaki cel mają dzi­siaj media? Powszechne szczę­ście i pano­wa­nie Pol­ski nad świa­tem osią­gnięte poprzez dyk­ta­turę PiS-u?
Pre­zes Jaro­sław Kaczyń­ski jest do niej gotowy. Według danych, które do niego docie­rają, może liczyć na 58% w następ­nych wybo­rach do Sejmu. Media mu w tym poma­gają. I to nie tylko jaw­nie pisow­skie. Ale także te dla nie­po­znaki przez jego zwo­len­ni­ków pięt­no­wane. Choć dające np. pełne trans­mi­sje z poru­sza­ją­cych publikę obrad zespołu posel­skiego pod przy­wódz­twem posła Macie­re­wi­cza, który oka­zał się wysoko oce­nia­nym show­ma­nem. Ostat­nio dołą­czyła do nich także TVP. Może prze­jęta moż­li­wym zwy­cię­stwem PiS-u, a może z gospo­dar­no­ści, licząc przy­chody rekla­mowe (podobno blok reklam mię­dzy smo­leń­skimi fil­mami był sąż­ni­sty; nie wiem, bo nie oglądałam).
Pro­gramy o dziw­nej zawar­to­ści, big­bro­thery itp. są chęt­nie oglą­dane z róż­nych powo­dów. Psy­cho­lo­gia i socjo­lo­gia tłu­ma­czą ludz­kie zami­ło­wa­nie do dziw­no­ści, życio­wo­ści, pod­glą­dac­twa, wpa­try­wa­nia się w ułom­no­ści i maka­bry. Dopóki jest to w jakimś jed­nak stop­niu fik­cja, to w porządku. Kto lubi, niech ogląda. Ale skoro w tę stronę idzie infor­ma­cja o świe­cie nas ota­cza­ją­cym, coś chyba jest nie tak. Bo infor­ma­cja staje się kre­acją. Kłam­stwo smo­leń­skie, powta­rzane przez posła Macie­re­wi­cza sto razy, staje się smo­leń­ską prawdą. A ta prawda ma obro­dzić kart­kami wybor­czymi w urnach.

Wzorce żałoby

Media, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem pań dzien­ni­ka­rek, zamar­twiały się, że pre­mier Donald Tusk nie sta­nowi dla spo­łe­czeń­stwa dosta­tecz­nego (czy­taj: przez nie ocze­ki­wa­nego) wzorca ele­ganc­kiej żałoby po wypadku komu­ni­ka­cyj­nym, w któ­rym zgi­nęło 96 osób. I wcale nie były to jawne admi­ra­torki pre­zesa Kaczyń­skiego, który obcho­dził żałobę ele­gancko, nie na gro­bie brata i bra­to­wej, ale zja­wia­jąc się trzy­krot­nie w salo­nie War­szawy, jak nie­kiedy bywa nazy­wane Kra­kow­skie Przed­mie­ście. Prze­pra­szam, że panie wymie­niam tylko nie­które, zasłu­żo­nych dla sprawy jest wię­cej; są i panowie.
Kata­rzyna Kolenda-Zaleska nie wahała się porów­nać lot­ni­czej kata­strofy z ter­ro­ry­stycz­nym zama­chem, a jed­nego pre­miera z jed­nym pre­zy­den­tem. Renata Kim dawała wpraw­dzie pre­mie­rowi szansę na obcho­dze­nia żałoby po swo­jemu, byle tu, na miej­scu, na pol­skiej ziemi, z roda­kami. Janina Jan­kow­ska życzyła sobie, aby pre­mier zor­ga­ni­zo­wał jakiś publiczny event z tej oka­zji, naj­le­piej kon­cert. Tu się roz­ma­rzę. Może rząd pój­dzie po rozum do głowy i nada za rok żało­bie odpo­wied­nią oprawę. Ja zamó­wi­ła­bym muzykę u Jean-Michela Jarre’a, aby wyko­nać ją wie­czo­rem, na placu Pił­sud­skiego. Obchody żałobne powinna w połu­dnie uświet­nić defi­lada woj­skowa. Rano oczy­wi­ście msza, naj­le­piej także przy Gro­bie Nie­zna­nego Żoł­nie­rza. Nie śmiem marzyć o wyko­rzy­sta­niu grup rekonstrukcyjnych…
Prze­pra­szam za drwinę, bo zadrwi­łam. Ale te panie i pano­wie, arbi­trzy od żałob­nej ele­gan­cji, piszą i mówią na serio. Uwa­żają naprawdę, że tra­ge­dia wymaga spe­cjal­nego czcze­nia i obcho­dów, bo bez nich będzie nie­ważna. To nic, że pozo­stały rodziny ofiar kata­strofy. Od nich są więk­sze dobra: słupki oglą­dal­no­ści, kli­kal­no­ści i sprze­da­nego nakładu, a na końcu śmie­tanka – owe 58% gło­sów. No i ta ele­gan­cja. Ten wzór na żałobę.

Jak powstają fakty

Zgod­nie z logiką powinno być tak: komi­sja do spraw wypad­ków lot­ni­czych bada wypa­dek i ogła­sza publicz­nie wynik swo­ich docie­kań ze świa­do­mo­ścią, że spo­łe­czeń­stwo ocze­kuje wyniku usta­leń przy­czyn kata­strofy, w któ­rej zgi­nęli pre­zy­dent i osoby mu towa­rzy­szące. Stąd prace komi­sji prze­bie­gają w tem­pie zwy­kle nie osią­ga­nym. Jed­no­cze­śnie śledz­two podej­muje pro­ku­ra­tura. Obie insty­tu­cje mają inne zada­nia i, jak­kol­wiek pro­ku­ra­tura powinna brać pod uwagę usta­le­nia spe­cja­li­stów z komi­sji, to patrzy na nie z punktu widze­nia prawa: szu­ka­jąc winnych.
Ponie­waż w kata­stro­fie zgi­nęli urzę­du­jący pre­zy­dent i wiele osób publicz­nych, powo­łano komi­sję rzą­dową. Może to było złe? Może usta­le­niami powinna się zająć komi­sja dotąd zaj­mu­jąca się lot­ni­czymi wypad­kami i pra­cu­jąca w nor­mal­nym try­bie? Tyle że kata­strofa zda­rzyła się na obcym tery­to­rium. Ranga komi­sji, jako rzą­do­wej, zagra­nicą się wzmoc­niła. Tyle że nie w kraju.
Nie­za­leż­nie do dzia­ła­nia pro­ku­ra­tury i z punktu w kontrze do usta­leń komi­sji rzą­do­wej – nie bacząc na to, że spe­cja­li­ści z niej badali nie­je­den wypa­dek – par­tia poli­tyczna, z któ­rej wyszedł były pre­zy­dent, powo­łała zespół mający na celu doj­ście do prawdy naj­praw­dziw­szej. Prace zespołu począt­kowo nie­mrawe roz­krę­ciły się, gdy zyskał swo­ich eks­per­tów, nazy­wa­nych – zasad­nie bądź nie – pro­fe­so­rami. Zaczęli się zja­wiać po przed­sta­wie­niu wyni­ków usta­leń komi­sji rzą­do­wej. Z publicz­nej pre­zen­ta­cji jej usta­leń uzy­skali mate­riał, na któ­rego tle zaczęli hafto­wać swoje „badania”.
Te sta­wały się dla mediów coraz cie­kaw­sze. Odpo­wied­nio budo­wana sen­sa­cja zaczęła nakrę­cać koniunk­turę. Począt­kowo alter­na­tyw­nych uczo­nych było dwóch, teraz jest ich ponad setka, nie­ważne, że nie mają­cych dotąd nic wspól­nego z lot­nic­twem, a tym bar­dziej z wypad­kami lot­ni­czymi. Ważne, że są pro­fe­so­rami (ciem­niaki lubią tytuły) i na ekra­nach potra­fią wywieść cie­kawe (?) teo­rie, przed­sta­wia­jąc je w postaci wykładu. Zaan­ga­żo­wani w temat dzien­ni­ka­rze mogą potem na kory­ta­rzach sej­mo­wych lub w tele­wi­zyj­nych stu­diach pytać posłów wszyst­kich par­tii po kolei, co sądzą o tej czy owej teo­rii lub „dowo­dzie”. I tak naj­dur­niej­sza teo­ria staje się fak­tem, począt­kowo medialnym.

Czy tłu­ma­czyć, czy tłu­ma­czyć się?

Powszechne jest prze­ko­na­nie, wypunk­to­wane nawet w leadzie komen­ta­rza Janiny Para­dow­skiej (podzi­wiam ją za rze­tel­ność i nie­za­leż­ność sądów) na inter­ne­to­wej stro­nie „Poli­tyki”, że komi­sja do tłu­ma­cze­nia usta­leń komi­sji do spraw bada­nia wypad­ków lot­ni­czych powstała za późno. Ja tego prze­ko­na­nia nie podzie­lam. Choć tzw. poli­tykę infor­ma­cyjną rządu uwa­żam za tra­gicz­nie marną, nie tylko w tym tema­cie. Według mnie, takie ciało nie powinno w ogóle powstać. Rząd słusz­nie go dotąd nie powo­ły­wał. Bo co rząd ma do tłu­ma­cze­nia w spra­wie kata­strofy? Zgod­nie z logiką, za sprawę i usta­le­nie ewen­tu­al­nej winy powinna się wziąć pro­ku­ra­tura. Inna sprawa, czy robi to udol­nie, czy nie. Ale jest od rządu nie­za­leżna i doszu­ki­wa­nie się „winy Tuska” w oce­nie jej pracy jest wyjąt­kowo nie­trafne. Choć się pojawia.
Gdyby pre­mier Tusk powo­łał zespół do tłu­ma­cze­nia pracy komi­sji rzą­do­wej od razu, byłby do temat do roz­wa­żań, że „pi-arem” chce coś przy­kryć. Wia­domo co, komen­to­wa­liby ocho­czo posło­wie jedy­nej par­tii, która coś chce i musi ugrać na zamachu.
Teraz rząd się ugiął i zespół, pod prze­wod­nic­twem Macieja Laska, powo­łał. Uwa­żam, że nie powi­nien, ale zara­zem że nie miał wyj­ścia. Takiego zespołu nie powo­łał bowiem nikt inny. Ani naukowcy (po co ist­nieje PAN?), ani żadna z orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych, ani żadna strona spo­łeczna. Jakby nikt nie wie­rzył, że jakie­kol­wiek racjo­nalne tłu­ma­cze­nie „w tym kraju” coś da. Naj­pierw muszą bowiem uwie­rzyć dzien­ni­ka­rze. A prawda bywa mało medialna. Prze­ła­mał to prze­ko­na­nie dopiero prof. Paweł Arty­mo­wicz z Toronto. Dobrze więc, że dołą­czą do niego inni, z komi­sji, która wcale nie powinna powstać, ale powstać musiała. Choćby dla­tego, że w mediach panuje dyk­ta­tura repor­te­rów zna­ją­cych się na wszyst­kim i na niczym. A tacy są pasem trans­mi­syj­nym dla każ­dej prawdy, praw­dzi­wej mniej lub bar­dziej, byle malow­ni­czo się prezentowała.

Alina Kwapisz-Kulińska
Studio Opinii
_____________________________
Alina Kwapisz-Kulińska - Dziennikarka i redaktorka, pisze nie tylko w dwóch obszarach tematycznych dotyczących: budownictwa (niegdyś redakcje „Fundamenty”, prowadzenie „Rynku Budowlanego” i „Forum Branżowego”) oraz kulinariów w blogu "Sto smaków" (niegdyś „Kuchnia”, „Moje Gotowanie”, prowadzenie kolumny kulinarnej i zdrowia w „Halo”). Publikowała reportaże, recenzje i publicystykę w „Po prostu” w latach 1990-91, pracowała w Komputerowym Archiwum „Gazety Wyborczej”, w tygodniku „Gazeta Rodzinna” wyd. Prószyński. Wydała w Wyd. Alfa-Wero „Encyklopedię kulinarną” (1996), brała udział w wydaniu serii „Podróże kulinarne” (2009). Współpracuje z internetowym Studio Opinii.

1 komentarz:

  1. Moze, moze pani redaktor Anna Kwapisz-Kulińska zna sie, albo chociaz umie troche pisac na tematy kulinarne, ale o problematyce smoleńskiej, a tym bardziej o naukowym wyjaśnianiu katastrof lotniczych nie ma zielonego pojęcia. Ale to dobrze, że pisze tak jak pisze i że "Bumerang Polski" te jej strofy zamieścił. To "pismo" zasługuje na takie artykuły jak ten czy te pisane przez pana Azraela Kubackiego. Brawo redakcja "Bumeranga Polskiego" ! Tak trzymac ! Na pewno w ten sposób podniesie się czytelnictwo "Bumeranga".

    OdpowiedzUsuń

Promocja

Promocja

REKLAMA