polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan przyjechal z oficjalną wizytą do Polski. Rozmowy z preydentem Andrzejem Dudą dotyczą przede wszystkim współpracy w ramach NATO oraz kluczowej roli Turcji w powstrzymywaniu fali uchodźców z Bliskiego Wschodu. Polska jest pierwszym krajem Unii, jaki Erdoğan odwiedza po puczu w 2016 roku.* * * AUSTRALIA: Australia zmaga się z kryzysami w dostawach energii elektrycznej. Minister energetyki, Josh Frydenberg ogłosił nowy plan dla Nowej Południowej Walii. Tysiące gospodarstw domowych będą mogły dobrowolnie zmniejszyć swoje rachunki za prąd dzięki premiom finansowym, które otrzymają za zmniejszenie zużycia prądu w godzinach szczytu. * * * SWIAT: Zastępca ambasadora Korei Północnej, zwracając się do zgromadzenia generalnego ONZ, powiedział, że wobec jego kraju USA zastosowały "ekstremalną i bezpośrednią groźbę nuklearną". Ostrzegł, że sytuacja na Półwyspie Koreańskim osiągnęła stan krytyczny i "wojna nuklearna może wybuchnąć w każdej chwili".
EVENTS INFO: Koncert Organowy z okazji Swięta Niepodleglosci - St.Andrew's Cathedral, Sydney, 10. 11, godz. 18:30 * * * Polski Festiwal - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 3.12, godz. 11:00- 18:00

sobota, 1 grudnia 2012

W Australii kręcą bat na agencje ratingowe i derywaty

Zza sied­miu mórz i sied­miu gór dotarła do City i na Wall Street infor­ma­cja, która może zabu­rzyć dotych­cza­sowy rytm wyna­laz­czo­ści w finan­sach. W odstę­pie kilku tygo­dni sędzio­wie z Austra­lii wydali wyroki ska­zu­jące na firmy uczest­ni­czące w sprze­daży tzw. nowo­cze­snych instru­men­tów finan­so­wych. Dzwonki alar­mowe zabrzmiały głów­nie w ponow­nie zagro­żo­nych agen­cjach ratingowych.
Pozwane i osą­dzone zostały insty­tu­cje cie­szące się nie­gdyś pozy­cją na samym świecz­niku, a teraz koja­rzą się przede wszyst­kim z trwa­jącą od 2008 r. zawie­ru­chą. Dwie z nich: Leh­man Bro­thers i ABN Amro koń­czą żywot w zaku­rzo­nych gabi­ne­tach syn­dy­ków. Trzeci osą­dzony – agen­cja ratin­gowa Stan­dard and Poor’s odparła parę lat temu, pospołu z Moody’s i Fitch, sko­or­dy­no­wane ataki na zarzu­caną im nie­fra­so­bli­wość w ratin­gach, lecz teraz pole­gła w pierw­szym star­ciu z grupą „wie­śnia­ków” z antypodów.
5 listo­pada sędzia Jayne Jagot z austra­lij­skiego Sądu Fede­ral­nego orze­kła, że agen­cja S&P wpro­wa­dziła w błąd inwe­sto­rów, któ­rzy wsku­tek tego stra­cili nie­mal wszyst­kie środki zaan­ga­żo­wane w zakup instru­men­tów finan­so­wych oce­nio­nych jako AAA, czyli uzna­nych przez agen­cję za naj­lep­sze i naj­bez­piecz­niej­sze z moż­li­wych. Sędzia nie prze­bie­rała w sło­wach, a musiała ich użyć całe mnó­stwo, bowiem całe orze­cze­nie liczy pra­wie 1500 stron. Uznała, że S&P oraz ABN Amro jako twórca spe­cy­ficz­nych papie­rów war­to­ścio­wych oszu­kali klien­tów, któ­rymi było 12 lokal­nych magi­stra­tów z Nowej Połu­dnio­wej Walii.

W uza­sad­nie­niu zawy­żo­nego ratingu agen­cja S&P dopu­ściła się zwłasz­cza opu­bli­ko­wa­nia „infor­ma­cji lub stwier­dzeń fał­szy­wych w szcze­gó­łach mate­rial­nych” lub oka­zała nie­dba­łość w inny spo­sób. Sędzia Jagot pod­kre­śliła wręcz, że żadna kom­pe­tentna agen­cja ratin­gowa nie nada­łaby naj­wyż­szej oceny instru­men­tom będą­cym przed­mio­tem sporu. Nato­miast ABN AMRO był jako emi­tent był w oce­nie sądu świa­dom naru­szeń prze­pi­sów i prze­kra­cza­nia zaka­zów przez S&P, a w prak­tyce wręcz zmu­szał i nakła­niał S&P do tych nie­do­zwo­lo­nych zacho­wań. Nie bez winy był rów­nież bez­po­średni sprze­dawca. Była nim cał­kiem spora firma „Local Govern­ment Finan­cial Servi­ces” świad­cząca usługi finan­sowe na rzecz austra­lij­skich samo­rzą­dów. W opi­nii sądu nie podo­łała ona spra­wo­wa­nym obo­wiąz­kom powier­nika finansowego.
Zgod­nie z wyro­kiem S&P miałby wypła­cić dwu­na­stu powo­dom 30 mln dola­rów austra­lij­skich (1 USD = 0,9645 AUD) tytu­łem wyrów­na­nia szkód i zadość­uczy­nie­nia. Wszystko wska­zuje na to, że sprawa trafi do następ­nej instan­cji. S&P wydała bowiem natych­miast oświad­cze­nie, że nie czuje się winna ani na jotę i zamie­rza się odwoływać.
Spra­woz­dawcy ze świa­to­wych i austra­lij­skich mediów twier­dzą, że nie było do tej pory przy­padku posta­wie­nia agen­cji ratin­go­wej przed sądem w związku z obro­tem skom­pli­ko­wa­nymi instru­men­tami finan­so­wymi. Kon­se­kwen­cje dla ryn­ków finan­so­wych nie muszą, ale mogą być bar­dzo daleko idące. Komen­ta­to­rzy kon­cen­trują się głów­nie na kon­se­kwen­cjach finan­so­wych, spe­ku­lu­jąc o miliar­dach w poten­cjal­nych karach i odszko­do­wa­niach egze­kwo­wa­nych od agen­cji ratingowych.
Istot­niej­sze mogą być wszakże ewen­tu­alne skutki regu­la­cyjne, a przede wszyst­kim ryn­kowe. Jakie­kol­wiek ogra­ni­cze­nia doty­ka­jące dery­wa­tów po stro­nie popytu i podaży wpły­nę­łoby na zmniej­sze­nie łącz­nych obro­tów na ryn­kach finan­so­wych i pro­wa­dzi­łoby tym samym do schło­dze­nia (o kilka choćby kre­sek) gorączki nie­po­ha­mo­wa­nego wzro­stu, jaka z opła­ka­nymi skut­kami trawi świat od paru już dekad . Kry­zys zadłu­że­niowy w Euro­pie spra­wił, że media i opi­nia publiczna mają nowy żer i odpu­ściły glo­bal­nemu sek­to­rowi finan­so­wemu w spra­wie kre­owa­nia baniek spe­ku­la­cyj­nych za pomocą „wyna­laz­ków”, któ­rych nie rozu­mieli i nadal nie rozu­mieją do końca nawet ich wyna­lazcy. Nikt jed­nak nie powie­dział, że sprawa została zamie­ciona pod dywan bezpowrotnie.
W spra­wie prze­ciw S&P cho­dziło o coś co w ABN Amro nazwano CPDO. Po angiel­sku roz­biera się to na „con­stant pro­por­tion debt obli­ga­tion”. Szcze­gó­łowy opis (i tak nie­zro­zu­miały nawet dla dobrze przy­go­to­wa­nych poszu­ki­wa­czy inte­lek­tu­al­nych przy­gód) można zna­leźć w Inter­ne­cie. Dla uła­twie­nia ABN Amro nazwał zatem te papiery „Rem­brand­tami”. Okre­śle­nie to miało koja­rzyć papiery war­to­ściowe z ojczy­zną ich emi­tenta, ale przede wszyst­kim z maestrią, któ­rej uko­ro­no­wa­niem było potrójne A w ratingu S&P.
Istotne jest to, że żadna z osób decy­du­ją­cych pod koniec 2006 r. o zaku­pach „Rem­brand­tów” przez austra­lij­skie samo­rządy nie miała raczej zie­lo­nego poję­cia o kon­struk­cji, mecha­ni­zmach dzia­ła­nia i zacho­wa­niach instru­mentu w róż­nych sytu­acjach. Nabywcy pole­gali zatem na solen­nych zapew­nie­niach, że praw­do­po­do­bień­stwo klę­ski na tej inwe­sty­cji wynosi jak 1 do 100.
Naj­pierw „Rem­brand­tów” za 45 mln dol. austra­lij­skich kupił w listo­pa­dzie 2006 r. pośred­nik, czyli „Local Govern­ments Finan­cial Servi­ces” (LGFC). W chwili zakupu firma ta miała już ama­to­rów inwe­sty­cji „bez ryzyka za to z bar­dzo dużym zwro­tem” m.in. wśród kil­ku­na­stu austra­lij­skich władz lokal­nych. Samo­rządy spra­wiły sobie „Rem­brandty” za 18,5 mln AUD. Upły­nęło ledwo pół roku, a w trak­cie pierw­szych har­ców i przed­bie­gów do niemal-globalnego kry­zysu finan­so­wego zdo­łały wyco­fać z każ­dego dolara jedy­nie po 7 cen­tów australijskich.
Wysta­wione do wia­tru samo­rządy prze­żu­wały swą klę­skę przez cztery lata, ale w 2010 r. zde­cy­do­wały się wystą­pić na drogę sądową. Wów­czas głów­nym pozwa­nym była LGFC. Smaczku dodaje roz­go­ry­cze­nie szefa LGFC na zawzię­tość i bez­dusz­ność austra­lij­skiej filii Stan­dard & Poor’s, która po zło­że­niu pozwu przez magi­straty bez­zwłocz­nie wysta­wiła pośred­nika na listę pod­mio­tów w zagro­że­niu (Cre­di­tWatch Nega­tive). LGFC wystą­piła z kontr-pozwem prze­ciw S&P. Wkrótce wia­try zmie­niły kie­ru­nek i teraz kło­poty ma przede wszyst­kim agen­cja ratingowa.
Wyrok na S&P nie jest osta­teczny i pra­wo­mocny, ale też nie jest to jedyna pod­stawa do coraz odważ­niej­szych roz­wa­żań o moż­li­wych zmia­nach pro­wa­dzą­cych do więk­szego ładu na hulasz­czym rynku dery­wa­tów. W końcu wrze­śnia br. w tym samym austra­lij­skim sądzie zapa­dło orze­cze­nie sędziego Steven’a Rares’a prze­ciw Leh­man Bro­thers Austra­lia za zła­ma­nie nało­żo­nych pra­wem obo­wiąz­ków pod­czas sprze­daży CDO (col­la­te­ri­sed debt obli­ga­tions). Nabyw­cami papie­rów było ponad 70 gmin, para­fii i związ­ków wyzna­nio­wych oraz towa­rzystw dobro­czyn­nych. Ich łączne straty wynio­sły 250 mln dola­rów austra­lij­skich (259 mln dol. USA). Wyrok był korzystny dla powo­dów w tym sen­sie, że zrów­nał ich w pra­wach z innymi wie­rzy­cie­lami Leh­man Bro­thers szu­ka­ją­cymi zaspo­ko­je­nia na majątku pozo­sta­łym po upa­dłym banku. Nie­za­leż­nie od gor­szego przed­tem i lep­szego teraz poten­cjal­nego podziału masy upa­dło­ścio­wej, praw­nicy poszko­do­wa­nych dają do zro­zu­mie­nia, że moż­liwe jest pozwa­nie S&P i Moody’s o dopłatę inwe­sto­rom bra­ku­ją­cych 250 mln dola­rów australijskich.
Warto odno­to­wać, że sprawy nie poto­czy­łyby się tak warto, gdyby nie spółka IMF Austra­lia. Wbrew natu­ral­nemu sko­ja­rze­niu, IMF nie jest agendą Mię­dzy­na­ro­do­wego Fun­du­szu Walu­to­wego. To noto­wana na gieł­dzie firma zaj­mu­jąca się biz­ne­sem okre­śla­nym jako liti­ga­tion fun­ding. Za sowitą odpłat­no­ścią do 40 proc. zasą­dzo­nych kwot firmy takie sta­wiają do dys­po­zy­cji powo­dów środki nie­zbędne do pro­wa­dze­nia spraw sądo­wych. Jest to szcze­gól­nie istotne uła­twie­nie, gdy trzeba zor­ga­ni­zo­wać pozew zbio­rowy (grupowy).
Po korzyst­nym na tym eta­pie orze­cze­niu w spra­wie prze­ciw S&P, ABN Amro i LGFC praw­nicy z IMF Austra­lia prze­bą­kują o pozwa­niu S&P, a także bry­tyj­skich wła­ści­cieli akty­wów pozo­sta­łych po ABN Amro rów­nież w Amster­da­mie, gdzie stawka jest o kilka rzę­dów wiel­ko­ści wyż­sza niż w Austra­lii (w Euro­pie bank wyemi­to­wał, a agen­cja oce­niła CPDO warte ok. 2 mld euro). W ewen­tu­al­nym pro­ce­sie w Holan­dii IMF repre­zen­to­wa­łaby poszko­do­wane na zaku­pie CPDO banki i fun­du­sze emerytalne.
Co będzie jeśli wię­cej nie­for­tun­nych inwe­sto­rów znaj­dzie siły i środki, aby szu­kać spra­wie­dli­wo­ści? Co będzie, jeśli po zasta­no­wie­niu inte­res zwie­trzą znacz­nie bar­dziej krwio­żer­cze i zasob­niej­sze ame­ry­kań­skie kan­ce­la­rie prawne? Uwaga, może być ciekawie.

Jan Cipiur
 
PS. Sprawa ma istotny aspekt pol­ski. Austra­lij­skim sędziom wystar­czyły nie­całe dwa lata, aby wydać orze­cze­nie (jedno z nich na 1454 strony) w spra­wie nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­nej, deli­kat­nej i w dodatku glo­bal­nej. Ile lat taki spór cią­gnąłby się (też tylko w pierw­szej instan­cji) w Pol­sce, która w sen­sie ocze­ki­wa­nia ludu na spra­wie­dli­wość pozo­staje nadal kra­jem bezprawia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja