polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: „Miasto Opole wypowiedziało TVP umowę dotyczącą organizacji 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Powodem tej sytuacji jest niewywiązywanie się Telewizji z zapisów umowy” – napisał w specjalnym piśmie do prezesa TVP Jacka Kurskiego prezydent Opola Arkadiusz. Kurski odpowiada, że TVP wystąpi w tej sytuacji do prezydenta Opola o wysokie odszkodowanie i zapowiada, że Festiwal odbędzie się, ale w innym mieście. * * * AUSTRALIA: Michael Cranston, zastępca australijskiego Urzędu Podatkowego, oskarżony jest o zdefraudowanie środków publicznych w wysokości 165 mln AUD. Policja zajęła majątek jego rodziny: luksusowe samochody, 18 nieruchomości, 2 samoloty, ponad 100 kont bankowych i przynajmniej 1 mln AUD w depozycie. * * * SWIAT: W zamachu w hali koncertowej w Manchesterze zginely 22 osoby. Wśród zabitych są dzieci. Ataku dokonał jeden zamachowiec, który zdetonował ładunek. Napastnik zginął w wybuchu.
EVENTS INFO: Kabaret Vis-à-vis: „Wariacje na Trzy Kabarety” - Klub Polski w Bankstown, 28.05, godz. 15:00 * * * Teatr Fantazja: "BRANCZ" Juliusza Machulskiego - Klub Polski w Bankstown, 10.06, 17.06, godz. 18:00; 11.06, 18.06, godz. 15:00

sobota, 1 grudnia 2012

W Australii kręcą bat na agencje ratingowe i derywaty

Zza sied­miu mórz i sied­miu gór dotarła do City i na Wall Street infor­ma­cja, która może zabu­rzyć dotych­cza­sowy rytm wyna­laz­czo­ści w finan­sach. W odstę­pie kilku tygo­dni sędzio­wie z Austra­lii wydali wyroki ska­zu­jące na firmy uczest­ni­czące w sprze­daży tzw. nowo­cze­snych instru­men­tów finan­so­wych. Dzwonki alar­mowe zabrzmiały głów­nie w ponow­nie zagro­żo­nych agen­cjach ratingowych.
Pozwane i osą­dzone zostały insty­tu­cje cie­szące się nie­gdyś pozy­cją na samym świecz­niku, a teraz koja­rzą się przede wszyst­kim z trwa­jącą od 2008 r. zawie­ru­chą. Dwie z nich: Leh­man Bro­thers i ABN Amro koń­czą żywot w zaku­rzo­nych gabi­ne­tach syn­dy­ków. Trzeci osą­dzony – agen­cja ratin­gowa Stan­dard and Poor’s odparła parę lat temu, pospołu z Moody’s i Fitch, sko­or­dy­no­wane ataki na zarzu­caną im nie­fra­so­bli­wość w ratin­gach, lecz teraz pole­gła w pierw­szym star­ciu z grupą „wie­śnia­ków” z antypodów.
5 listo­pada sędzia Jayne Jagot z austra­lij­skiego Sądu Fede­ral­nego orze­kła, że agen­cja S&P wpro­wa­dziła w błąd inwe­sto­rów, któ­rzy wsku­tek tego stra­cili nie­mal wszyst­kie środki zaan­ga­żo­wane w zakup instru­men­tów finan­so­wych oce­nio­nych jako AAA, czyli uzna­nych przez agen­cję za naj­lep­sze i naj­bez­piecz­niej­sze z moż­li­wych. Sędzia nie prze­bie­rała w sło­wach, a musiała ich użyć całe mnó­stwo, bowiem całe orze­cze­nie liczy pra­wie 1500 stron. Uznała, że S&P oraz ABN Amro jako twórca spe­cy­ficz­nych papie­rów war­to­ścio­wych oszu­kali klien­tów, któ­rymi było 12 lokal­nych magi­stra­tów z Nowej Połu­dnio­wej Walii.

W uza­sad­nie­niu zawy­żo­nego ratingu agen­cja S&P dopu­ściła się zwłasz­cza opu­bli­ko­wa­nia „infor­ma­cji lub stwier­dzeń fał­szy­wych w szcze­gó­łach mate­rial­nych” lub oka­zała nie­dba­łość w inny spo­sób. Sędzia Jagot pod­kre­śliła wręcz, że żadna kom­pe­tentna agen­cja ratin­gowa nie nada­łaby naj­wyż­szej oceny instru­men­tom będą­cym przed­mio­tem sporu. Nato­miast ABN AMRO był jako emi­tent był w oce­nie sądu świa­dom naru­szeń prze­pi­sów i prze­kra­cza­nia zaka­zów przez S&P, a w prak­tyce wręcz zmu­szał i nakła­niał S&P do tych nie­do­zwo­lo­nych zacho­wań. Nie bez winy był rów­nież bez­po­średni sprze­dawca. Była nim cał­kiem spora firma „Local Govern­ment Finan­cial Servi­ces” świad­cząca usługi finan­sowe na rzecz austra­lij­skich samo­rzą­dów. W opi­nii sądu nie podo­łała ona spra­wo­wa­nym obo­wiąz­kom powier­nika finansowego.
Zgod­nie z wyro­kiem S&P miałby wypła­cić dwu­na­stu powo­dom 30 mln dola­rów austra­lij­skich (1 USD = 0,9645 AUD) tytu­łem wyrów­na­nia szkód i zadość­uczy­nie­nia. Wszystko wska­zuje na to, że sprawa trafi do następ­nej instan­cji. S&P wydała bowiem natych­miast oświad­cze­nie, że nie czuje się winna ani na jotę i zamie­rza się odwoływać.
Spra­woz­dawcy ze świa­to­wych i austra­lij­skich mediów twier­dzą, że nie było do tej pory przy­padku posta­wie­nia agen­cji ratin­go­wej przed sądem w związku z obro­tem skom­pli­ko­wa­nymi instru­men­tami finan­so­wymi. Kon­se­kwen­cje dla ryn­ków finan­so­wych nie muszą, ale mogą być bar­dzo daleko idące. Komen­ta­to­rzy kon­cen­trują się głów­nie na kon­se­kwen­cjach finan­so­wych, spe­ku­lu­jąc o miliar­dach w poten­cjal­nych karach i odszko­do­wa­niach egze­kwo­wa­nych od agen­cji ratingowych.
Istot­niej­sze mogą być wszakże ewen­tu­alne skutki regu­la­cyjne, a przede wszyst­kim ryn­kowe. Jakie­kol­wiek ogra­ni­cze­nia doty­ka­jące dery­wa­tów po stro­nie popytu i podaży wpły­nę­łoby na zmniej­sze­nie łącz­nych obro­tów na ryn­kach finan­so­wych i pro­wa­dzi­łoby tym samym do schło­dze­nia (o kilka choćby kre­sek) gorączki nie­po­ha­mo­wa­nego wzro­stu, jaka z opła­ka­nymi skut­kami trawi świat od paru już dekad . Kry­zys zadłu­że­niowy w Euro­pie spra­wił, że media i opi­nia publiczna mają nowy żer i odpu­ściły glo­bal­nemu sek­to­rowi finan­so­wemu w spra­wie kre­owa­nia baniek spe­ku­la­cyj­nych za pomocą „wyna­laz­ków”, któ­rych nie rozu­mieli i nadal nie rozu­mieją do końca nawet ich wyna­lazcy. Nikt jed­nak nie powie­dział, że sprawa została zamie­ciona pod dywan bezpowrotnie.
W spra­wie prze­ciw S&P cho­dziło o coś co w ABN Amro nazwano CPDO. Po angiel­sku roz­biera się to na „con­stant pro­por­tion debt obli­ga­tion”. Szcze­gó­łowy opis (i tak nie­zro­zu­miały nawet dla dobrze przy­go­to­wa­nych poszu­ki­wa­czy inte­lek­tu­al­nych przy­gód) można zna­leźć w Inter­ne­cie. Dla uła­twie­nia ABN Amro nazwał zatem te papiery „Rem­brand­tami”. Okre­śle­nie to miało koja­rzyć papiery war­to­ściowe z ojczy­zną ich emi­tenta, ale przede wszyst­kim z maestrią, któ­rej uko­ro­no­wa­niem było potrójne A w ratingu S&P.
Istotne jest to, że żadna z osób decy­du­ją­cych pod koniec 2006 r. o zaku­pach „Rem­brand­tów” przez austra­lij­skie samo­rządy nie miała raczej zie­lo­nego poję­cia o kon­struk­cji, mecha­ni­zmach dzia­ła­nia i zacho­wa­niach instru­mentu w róż­nych sytu­acjach. Nabywcy pole­gali zatem na solen­nych zapew­nie­niach, że praw­do­po­do­bień­stwo klę­ski na tej inwe­sty­cji wynosi jak 1 do 100.
Naj­pierw „Rem­brand­tów” za 45 mln dol. austra­lij­skich kupił w listo­pa­dzie 2006 r. pośred­nik, czyli „Local Govern­ments Finan­cial Servi­ces” (LGFC). W chwili zakupu firma ta miała już ama­to­rów inwe­sty­cji „bez ryzyka za to z bar­dzo dużym zwro­tem” m.in. wśród kil­ku­na­stu austra­lij­skich władz lokal­nych. Samo­rządy spra­wiły sobie „Rem­brandty” za 18,5 mln AUD. Upły­nęło ledwo pół roku, a w trak­cie pierw­szych har­ców i przed­bie­gów do niemal-globalnego kry­zysu finan­so­wego zdo­łały wyco­fać z każ­dego dolara jedy­nie po 7 cen­tów australijskich.
Wysta­wione do wia­tru samo­rządy prze­żu­wały swą klę­skę przez cztery lata, ale w 2010 r. zde­cy­do­wały się wystą­pić na drogę sądową. Wów­czas głów­nym pozwa­nym była LGFC. Smaczku dodaje roz­go­ry­cze­nie szefa LGFC na zawzię­tość i bez­dusz­ność austra­lij­skiej filii Stan­dard & Poor’s, która po zło­że­niu pozwu przez magi­straty bez­zwłocz­nie wysta­wiła pośred­nika na listę pod­mio­tów w zagro­że­niu (Cre­di­tWatch Nega­tive). LGFC wystą­piła z kontr-pozwem prze­ciw S&P. Wkrótce wia­try zmie­niły kie­ru­nek i teraz kło­poty ma przede wszyst­kim agen­cja ratingowa.
Wyrok na S&P nie jest osta­teczny i pra­wo­mocny, ale też nie jest to jedyna pod­stawa do coraz odważ­niej­szych roz­wa­żań o moż­li­wych zmia­nach pro­wa­dzą­cych do więk­szego ładu na hulasz­czym rynku dery­wa­tów. W końcu wrze­śnia br. w tym samym austra­lij­skim sądzie zapa­dło orze­cze­nie sędziego Steven’a Rares’a prze­ciw Leh­man Bro­thers Austra­lia za zła­ma­nie nało­żo­nych pra­wem obo­wiąz­ków pod­czas sprze­daży CDO (col­la­te­ri­sed debt obli­ga­tions). Nabyw­cami papie­rów było ponad 70 gmin, para­fii i związ­ków wyzna­nio­wych oraz towa­rzystw dobro­czyn­nych. Ich łączne straty wynio­sły 250 mln dola­rów austra­lij­skich (259 mln dol. USA). Wyrok był korzystny dla powo­dów w tym sen­sie, że zrów­nał ich w pra­wach z innymi wie­rzy­cie­lami Leh­man Bro­thers szu­ka­ją­cymi zaspo­ko­je­nia na majątku pozo­sta­łym po upa­dłym banku. Nie­za­leż­nie od gor­szego przed­tem i lep­szego teraz poten­cjal­nego podziału masy upa­dło­ścio­wej, praw­nicy poszko­do­wa­nych dają do zro­zu­mie­nia, że moż­liwe jest pozwa­nie S&P i Moody’s o dopłatę inwe­sto­rom bra­ku­ją­cych 250 mln dola­rów australijskich.
Warto odno­to­wać, że sprawy nie poto­czy­łyby się tak warto, gdyby nie spółka IMF Austra­lia. Wbrew natu­ral­nemu sko­ja­rze­niu, IMF nie jest agendą Mię­dzy­na­ro­do­wego Fun­du­szu Walu­to­wego. To noto­wana na gieł­dzie firma zaj­mu­jąca się biz­ne­sem okre­śla­nym jako liti­ga­tion fun­ding. Za sowitą odpłat­no­ścią do 40 proc. zasą­dzo­nych kwot firmy takie sta­wiają do dys­po­zy­cji powo­dów środki nie­zbędne do pro­wa­dze­nia spraw sądo­wych. Jest to szcze­gól­nie istotne uła­twie­nie, gdy trzeba zor­ga­ni­zo­wać pozew zbio­rowy (grupowy).
Po korzyst­nym na tym eta­pie orze­cze­niu w spra­wie prze­ciw S&P, ABN Amro i LGFC praw­nicy z IMF Austra­lia prze­bą­kują o pozwa­niu S&P, a także bry­tyj­skich wła­ści­cieli akty­wów pozo­sta­łych po ABN Amro rów­nież w Amster­da­mie, gdzie stawka jest o kilka rzę­dów wiel­ko­ści wyż­sza niż w Austra­lii (w Euro­pie bank wyemi­to­wał, a agen­cja oce­niła CPDO warte ok. 2 mld euro). W ewen­tu­al­nym pro­ce­sie w Holan­dii IMF repre­zen­to­wa­łaby poszko­do­wane na zaku­pie CPDO banki i fun­du­sze emerytalne.
Co będzie jeśli wię­cej nie­for­tun­nych inwe­sto­rów znaj­dzie siły i środki, aby szu­kać spra­wie­dli­wo­ści? Co będzie, jeśli po zasta­no­wie­niu inte­res zwie­trzą znacz­nie bar­dziej krwio­żer­cze i zasob­niej­sze ame­ry­kań­skie kan­ce­la­rie prawne? Uwaga, może być ciekawie.

Jan Cipiur
 
PS. Sprawa ma istotny aspekt pol­ski. Austra­lij­skim sędziom wystar­czyły nie­całe dwa lata, aby wydać orze­cze­nie (jedno z nich na 1454 strony) w spra­wie nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­nej, deli­kat­nej i w dodatku glo­bal­nej. Ile lat taki spór cią­gnąłby się (też tylko w pierw­szej instan­cji) w Pol­sce, która w sen­sie ocze­ki­wa­nia ludu na spra­wie­dli­wość pozo­staje nadal kra­jem bezprawia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

REKLAMA