polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Polska, tak jak dotychczas, nie godzi się na obowiązkową relokację uchodźców; rozwiązaniem problemu nie jest relokacja, tylko uszczelnienie granic - mowi najnowszy komunikat MSWiA. Naszym priorytetem jest bezpieczeństwo Polski i Polaków. Nie będziemy ulegać szantażowi i naciskom - podkreślono w komunikacie. * * * AUSTRALIA: Potężny cyklon Debbie z ulewnymi deszczami i podmuchami wiatru o prędkości 270 km na godzinę dotarł we wtorek do północno-wschodnich wybrzeży Australii, w stanie Queensland. * * * SWIAT: Premier Wielkiej Brytanii Theresa May podpisała historyczny list, który formalnie rozpocznie wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej.
EVENTS INFO: Koncert Zespolu "Lajkonik" - Sala Jana Pawla II, Marayong, 9.04, godz. 13:00

niedziela, 5 sierpnia 2012

Złaz harcerski na Wyspie Fraser

Zwiazek Harcerstwa Polskiego
Chorągiew  Harcerek i  Harcerzy  w Australii
Złaz Wędrowniczy  „Plemion Lechickich”
Wyspa Fraser, Queensland,  4 -8 lipca 2012
Hasło Złazu „Po Lecha idą Polacy

Zjechali się wędrowniczki, wędrownicy, instruktorki i instruktorzy z hufców Pomorze (Brisbane), Kraków, Polesie (Sydney) i  Podhale (Melbourne) – razem 38 osób. Komendantką tego wspaniałego Złazu była druhna harcmistrzyni Ala Lew-Tabor (Referantka Wędrowniczek  Chorągwi Australii). Komendantką Wędrowniczek była druhna phm Ola Karwaj – Pomorze (zastępczyni Kaja Strzałka- Podhale) a  wędrowników druh pwd Tomek Karbanowicz - Pomorze.  Naturalnie Komenda była bardziej liczna, ale trzeba wspomnieć o druhu Komendancie Chorągwi harcerzy (phm Maciek Fibrich), który na złazie pełnił funkcje pierwszej pomocy oraz był naszym szoferem przewożącym nas nie tylko z Brisbane na wyspę ale i na wyspie transportował sprzęt, prowiant i tysiące innych rzeczy. 

4 lipca w rodzinie harcerskiej w Brisbane od wczesnego rana było wielkie poruszenie. We wtorek 3ego lipca  ostatnie przygotowania  materiałów  i rekwizytów do zrealizowania programu, sprzętu, produktów żywnościowych i wiele innych potrzebnych na wyjazd rzeczy.   Program Złazu był opracowany i przekazany uczestnikom w specjalnych dzienniczkach dla wędrowników i dla instruktorów. Czego w tych dzienniczkach nie było, a więc: Piosenki Wędrownicze i Piosenka Złazu,  regulamin Złazu, telefony awaryjne, plan bezpieczeństwa, zagrożenia i zasady postępowania, trasa,  lista ekwipunku, instruktaż używania pałatek do obozowania, program ramowy, jadłospis, obrzędy, zajęcia, historia, rozkazy na każdy dzień  i Złazowy Śpiewniczek. Złaz rozpoczął się wieczorną Mszą Świętą odprawioną przez księdza Wiesława Pawłowskiego, który  ofiarował wszystkim obrazek Błogosławionego Jana Pawła II z modlitwą do Trójcy Przenajświętszej.
Po Mszy świętej odbyło się oficjalne otwarcie Złazu, odczytanie pierwszego Rozkazu  z którego dowiedzieliśmy się, że Wędrownicy są  podzieleni na  4 plemiona: Polan, Wiślan, Pomorzan i Ślężan.  Każde plemię miało swojego opiekuna (Adam Paszkiewicz, Sylwia Kutypa – Podhale, Filip Bogusiewicz – Polesie, Daniela Paszkiewicz – Pomorze).  Dodatkowo były jeszcze dwa plemiona instruktorskie: Czarownicy – Ola Karwaj (Pomorze), Andrzej Adamski (Polesie) i Paweł Władysławski (Podhale)  i Bogowie: Asia Kosowska, Kaja Strzałka, Wally Rudziejewski (Podhale), Jaś Waśko (Polesie)  i pięcioosobowa Starszyzna Plemnienna (na zdjęciu).  Każde Plemię wybierało codziennie inną Księżniczkę lub Księcia i ich zadaniem na ten dzień było prowadzenie Plemienia do celu.  W czasie rannego Apelu po wysłuchaniu Rozkazu i planu dnia Plemiona uroczyście przekazywały korony.  Plemiona wykazały się wielką pomysłowością w organizacji ceremonii przekazania korony nowemu liderowi.



Środa, 4 lipca - Cytatem tego dnia była myśl Sokratesa:  Jestem przekonany, ze naprawdę istnieje ponowne życie, że życie wyrasta ze śmierci i że istnieją dusze zmarłych”. Wczesnym rankiem przejechaliśmy do promu w River Heads i przejazd do Wongoolba Creek a z stamtąd już marszem do Central Station około 8 km.  Nie tylko ciężkie plecaki trzeba było nosić ale jeszcze rozglądać się wokół aby nic nie uronić i mieć co zapisać w dzienniczku. Przed kolacją mieliśmy wizytę  leśniczej (Ranger), która  zapoznała nas z zasadami bezpieczeństwa na wyspie, jak postępować z spotykanymi psami dingo i przypomniała o przestrzeganiu zasad higieny na terenach gdzie nie ma toalet.
Zobaczyliśmy wiele ciekawych inscenizacji legend w wykonaniu instruktorskich plemion w tym  pierwszym dniu na wyspie. Plemiona w czasie wędrówki miały  nie tylko przejść ten odcinek ale zauważyć ciekawe rzeczy i opisać je w swoich dzienniczkach.   W czasie Złazu była prowadzona punktacja  za punktualność, kolejność wyjścia z obozu oraz przybycia na miejsce i złożenie raportu z piosenką i okrzykiem plemienia oraz wypełnionymi dzienniczkami, zorganizowanie najlepszego pokazu przy ognisku, udekorowanie totemu plemienia oraz wyniki rożnych gier i organizacyjnych zajęć.  Dzień na wyspie musiał kończyć się o godzinie dziewiątej wieczorem. 
 

Czwartek, 5 lipca – hasłem dnia była myśl Demokryta: „Człowiek jest małym światem”.
 Wędrówka z Central Station do obozu Wongai, czyli wszystkie plemiona wędrują w kierunku morza. Robiliśmy wiele  obserwacji  i staraliśmy się zwracać więcej uwagi nad pracą nad sobą.  Przechodząc przez  miasto Eurong plemiona wykonały wywiad o tym mieście, okolicy i wyspie Fraser. Po przybyciu do celu i rozbiciu obozu, wędrowniczki skończyły wiązać wianki i przeszliśmy nad morze aby uczcić „Świętojanki” (starodawna ‘Noc Kupały’).  Harcerki wrzuciły wianki do morza a wędrownicy „rzucili” się aby je wyłowić.  Oj radości i śmiechu było co nie miara, pierwsi szczęśliwcy powrócili nawet z kilkoma wiankami a więc do terenu obozu już nie wracali plemionami ale  w towarzystwie kilku właścicielek wianków. Kolacja i przygotowanie do ogniska.  Niestety ulewny deszcz wygonił nas do naszych pałatkowych schronisk.  Po przeczekaniu deszczu zbiórka i ognisko które prowadzi plemię „Pomorzan”.  Piosenki są przeplatane ciekawymi ilustracjami legend, pantomimą , teatrzykiem „skarpetkowym” lub ułożoną piosenką.  Dzięki pomysłowości poszczególnych plemion przypomniały nam się stare polskie legendy  o „Smoku Wawelskim’,  o „Postrzyżynach syna Ziemowita”, o „Zaczarowanych gołębiach krakowskich” czy o „Giewoncie i zaczarowanych rycerzach”.  Następna chmura deszczowa zdopingowała nas do szybkiego zakończenia ogniska tradycyjną piosenką  „Już do odwrotu...”, „Idzie noc”  i modlitwą wieczorną.  Noc była dla warty bardzo pracowita i pełna wrażeń ponieważ niespodziewani goście DINGO wizytowali obóz całą noc. Wzmocniona warta dzielnie broniła nas i naszych wędrowniczych „skarbów”. 




Piątek, 6ego lipca  - hasło dnia to: „Świat jest sumą tego co przeminęło”. Tego dnia plemiona wyruszyły piękną  plażą  aż do obozu Cornwell oddalonego o około 10 kilometrów.  Droga usłana była przeszkodami (naliczyliśmy ich 22) w postaci zatoczek lub małych rzeczek, które starano się przejść bez zamoczenia nóg.  Niektórzy zdecydowali się zdjąć buty i maszerować na bosaka inni starali się przeskakiwać z  wysepki na wysepkę czy też przechodzić po leżących gałęziach.  W okolicach tych rzeczek piach mieszał się z ziemią i tworzył wspaniale i niepowtarzalne żółto-czarne wzory.  Co jakiś czas dingo starały się towarzyszyć niektórym plemionom  a więc trzeba było je odganiać od siebie i swojej grupy. Po przybyciu na miejsce zadaniem dla poszczególnych plemion było budowanie grodów plemiennych i oddanie czci bożkom.   Patrole instruktorskie „Czarownicy” czarują  a  „Bogowie” przyjmują ofiary.  Bardzo ciekawie i pomysłowo  były zbudowane i udekorowane grody, tak że  trudno bylo wybrać najlepszy.  Ofiary dla bożka  to przeważnie ścięcie głowy. Tylko jedno plemie  wybrało inny sposób ofiary.  Czas do kolacji wypełniają różne gry, np.  „Szukania szyszek (skarby grodowe)”,  a po kolacji ognisko prowadzone było przez Polan i Śżan.  Bractwo jest coraz bardziej zgrane i rozśpiewane. Czas wypełniają najróżniejsze skecze i pląsy a instruktorzy przedstawili pokazy z historii wyspy Fraser.   Już w czasie trwania ogniska plemiona instruktorskie musiały przeganiać Dingo, które przychodziły do naszego miejsca obozowania a nawet porwało plecak i parę innych rzeczy. Wysportowani instruktorzy dogonili te „psiaki” wyspiarskie i odebrali im zabrane rekwizyty.


Sobota, 7ego lipca -  Hasłem dnia była myśl Platona: „Nie urodzilismy sie dla nas , lecz dla naszej Ojczyzny”. Następna daleka wędrówka z  Cornwells  do  „Gniezna” nad  jezioro McKenzie, gdzie plemiona muszą znaleźć Skarbiec.  Wędrownicy i wędrowniczki szybko zbierają się do wymarszu, prawie w jednym czasie wszyscy byli gotowi do drogi.  Po długiej uciążliwej drodze, kiedy poszczególne plemiona dotarły nad przepiękne jezioro Mckenzie, znalazło się wiele amatorów na kąpiel i pływanie. Zgodnie z historią Polski Polanie znaleźli skarbiec i prowadzili obrzęd wieczorny.  Był to dzień wielkiego wydarzenia historycznego. Mieszko I przyjął chrzest,  poślubił Dąbrówkę i  zjednoczył  wszystkie plemiona. Mieszko oparł się o potężny krzyż, znak wiary Chrystusowej i trzymając miecz w ręku złożył przysięgę, że tym mieczem będzie bronił  wiary świętej. Wybraliśmy sobie starodawne imiona.  Druh Maciek jako ‘ksiądz’ stał w jeziorze i nie żałował wody przy chrzczeniu wszystkich obecnych. Były bardzo różne imiona: Zygmunt, Mieczysław, Ksantypa,  Olasława, Mariasława. Ziemowit, Wiesława , Przemysław, Jadwiga.  Ogniskiem z pląsami i śpiewami wypełniliśmy ostatnie chwile przed ciszą nocną. 


Niedziela, 8ego lipca – hasło dzisiejsze to: „ Bądź iskierką światła dla świata, który jest twoim  otoczeniem”. Po spakowaniu obozu pożegnaliśmy piękne jezioro McKenzie i wyruszyliśmy w stronę King Fisher Bay. Jeszcze czekała nas przeprawa promem do River Heads.  Słoneczko wyszło zza deszczowych  chmur i oświetliło wyspę Fraser z którą łączy nas tak wiele miłych wspomnień.  Oj coraz dalej jest wyspa,  zbliżamy się do River Heads, jeszcze piszemy ostatnie myśli jak przeżyliśmy Złaz i co on nas nauczył.  Zerknijmy w te wypowiedzi płynące z gorących serc harcerskich:

-Aimee Paternoga pion (Podhale) - Nauczyłam się żeby wierzyć w siebie i nigdy nie poddawać się.

-Paweł Wladyslawski pwd (Podhale)– Dobrze było być w Instruktorskim patrolu i wzmacniać naszą przyjaźń oraz obserwować prace innych patroli i jak oni wzmacniają swoją więzi braterskie.


-Adam Paszkiewicz pwd (Podhale)  - Doświadczenie wędrówki po słonecznych plażach w środku
zimy są nie porównywalne z niczym. Nigdy nie zapomnę tego Złazu a szczególnie ostatniego ogniska przy  największym na świecie jeziorze  na wydmach piaszczystych. Woda była tak  spokojna jak lustro w którym odbijały się gwiazdy otaczające nas.

-Agata Pokora sam (Pomorze) - Najlepszą rzeczą na Złazie było poczucie niesamowitej energii i entuzjazmu do wykonywania zadań jaką wszyscy mieli. Program był wspaniały.  Z radością uczestniczyłam we wszystkich  grach i zajęciach.  Złaz na wyspie Fraser  był Fantastyczny !

-Patryk Sprycha wyw (Polesie) - Dobrze było zobaczyć wyspę Fraser i bliżej poznać więcej osób. Nieprzyjemny był tylko wyjazd do szpitala.  

-Tomek Karbanowicz pwd (Pomorze) - Najlepsza rzeczą na Złazie było odkrywanie nowego miejsca z moją rodziną harcerską. 

-Ula Daniels hm (Pomorze) - Najbardziej mi się podobało to że wszyscy w plemionie Śżan byli ze Śląska. Atmosfera była bardzo fajna i każdy był chętny do pomocy innym. Gotowanie w tych samych grupach było praktyczne i przyjemne. Bardzo lubialam nasz spacer plażą i dingo który nam towarzyszył.

 -Gabby Mokrzecki pion (Pomorze) - Złaz był wspaniały, trochę mokro ale dobre doświadczenie. Bardzo mi się podobało.


-Daniela Paszkiewicz pwd (Pomorze) – Złaz dal nam  szansę lepszego zapoznania się i utworzenia szczęśliwszej rodziny przez wspólną kilkudniową trudną wędrówkę.

-Anon - Jestem bardzo zadowolona ze Złazu, oprócz wizyty do szpitala. Atmosfera była wspaniała i bardzo lubialam że wszyscy pomagali i wszyscy razem pracowali żeby osiągnąć cel. Bardzo mi smakował cytrynowy sernik zrobiony przez nasz patrol.

-Łukasz Brymowa (Polesie) - Połączenie wędrowników z rożnych hufców Australii dala możliwość lepszego doświadczenia.  Milo było znów spotkać znajomych i poznać nowych ludzi.

-Asia Rogala sam (Podhale) Złaz dal mi szansę pokonać trudne trasy nawet kiedy nie miałam zdrowia.

-Jessica Fijał pion (Pomorze) Złaz był trudny, ale z każdym dniem wędrówka była troszkę łatwiejsza. Ostatni dzień był trudny, ja jestem dumna
że  ten złaz do ostatniego dnia razem z pęcherzami  na piętach. Złaz był wesoły i cieszę się ze ja tam byłam i skończyłam.

-Rita Kurpiewska (Krakow) - Dingo zrobiło to ,
że Złaz był bardzo dramatyczny. Piękna wyspa. Jeszcze dobrze żyję,

-Anon - Wesoło było ale nauczyłam się , ze nie można polegać na wskazówkach GPS

-Filip Bogusiewicz pwd (Polesie) - Wspaniała wycieczka, w miarę trudna ale  dająca dużą satysfakcję

-Patryk Mroczek cw (Pomorze) na tym złazie nauczyłem się kilka rzeczy i najbardziej to że Złazy nie są łatwe!

-Aleks Bryguła (Polesie) - Dobre wędrówki, smaczne jedzenie, nie najlepsza pogoda (Deszcz), ale całkiem dobrze było.

-Tomek Michałowski cw (Pomorze) – Bardzo podobał mi się Złaz.

-Dominika Lew pion (Pomorze) - co ja lubialam na Złazie: pływanie w jeziorze McKenzie, poznanie nowych  wędrowniczek i  wędrowników, zajęcia, ognisko na Lake McKenzie (gwiazdy)
           
-Anon - złaz był super super plus! piękne niebo, fajne towarzystwo, mile wspomnienia

- Martyna Żuchowska pion (Podhale) - Ja myślę, ze to było wielkie wyzwanie i dużo się nauczyłam.

- Asia Kosowska pwd, Kaja Strzałka pwd (Podhale)- Złaz był bardzo udany i wspaniała okazja aby wszyscy wędrownicy się lepiej poznali i wzmocnili te więzy przyjaźni na których oparta jest nasza organizacja. Mieliśmy niesamowite szczęście aby być wszyscy razem na tej niesamowicie pięknej wyspie Fraser. Tak jak nasza rodzina harcerska jest ona jedyna w swoim rodzaju, dingo, piękne plaże, przezroczyste jeziora, pustynie i las deszczowy, wszystko indywidualne ale razem tworzą niesamowitą przygodę.  

-Maciek Fibrich phm (Komendant Chorągwi) - Gdzie tu zacząć – bardzo mi się podobało, nawet, że musiałam zmuszać siebie fizycznie i emocjonalnie  do uzyskania celu.  Nigdy nie zapomnę tego Złazu i tych nowych przyjaźni które tutaj stworzyłam.      

-Marysia Nowak hm (Przewodnicząca Okręgu Australii) - Fraser Island - przepiękna wyspa wyścielona przepięknymi drzewami i krzewami. Taka piękna różnorodność roślin i ptactwa. Dusza się radowała.
Młodzież wspaniała, wesoła, radosna i pomocna. Na horyzoncie tęcza - zapowiada piękną pogodę, - prawdziwe harcerskie przeżycia.

-Ala Lew-Tabor hm (Referantka Wędrowniczek Chorągwi Harcerek) – jestem bardzo dumna z naszej organizacji ZHP – wszyscy wspaniale się wywiązali z zadań - po harcersku. Dziękuję wam wszystkim za Wasz uśmiech i za wspaniałą postawę harcerską.
           
W River Heads ostatnia zbiórka na zakończenie Złazu ,wyczytanie wyników Złazu, pożegnania, podziękowania i czas rozłąki. Wyniki punktacji : Pierwsze miejsce- Polanie (Agata Pokora, Tomek Michałowski-Brisbane, Aimee Paternoga, Natalia Maciuła-Melbourne, Rita Kurpiewska-Sydney), Najlepsze dzienniczki- Pomorzanie (Marcela Malicka, Łukasz Brymora-Sydney, Kristian Sokół, Asia Rogala – Melbourne,  Jess Fijał, Dominika Lew-Brisbane).


Złaz był wielkim przedsięwzięciem i był wspaniale przygotowany.  Młodzież i instruktorzy znali program i porządek każdego dnia i dlatego tak dobrze wypadło. Gratulacje składamy Głównej Komendantce Złazu Ali Lew-Tabor hm oraz Komendzie Złazu w osobach: Ola Karwaj phm, Tomek Karbanowicz pwd,  Emma Kloda phm (Skarbniczka), Maciek Fibrich phm, Andrzej Adamski pwd (Kwatermistrz). Program Złazu był opracowany przez: Ale Lew-Tabor hm, Ryszarda Jarka phm,  Tomka Karbanowicza pwd, i Martę Żyznowską pwd.

Dziękujemy za wspólne Złazowe przeżycia  i do zobaczenia przy następnym harcerskim ognisku.

 Czuwaj !

Halina Prociuk phm
Członek Starszyzny plemiennej

Zdjęcia: Ala Lew-Tabor hm; Wally Rudziejewski pwd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

REKLAMA