polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Premier Mateusz Morawiecki w czwartek w Brukseli, na marginesie szczytu ASEM (Azja-Europa), spotkał się z premierem Chin Li Keqiangiem. Wcześniej premier wraz z premierami państw Grupy Wyszehradzkiej: Czech - Andrejem Babiszem, Słowacji - Peterem Pellegrinim i Węgier - Viktorem Orbanem spotkał się z premierem Japonii Shinzo Abem. Morawiecki w czwartek rozmawiał także "w cztery oczy" z kanclerz Niemiec Angelą Merkel.Glowny temat: Brexit, migracje i zbliżające się międzyrządowe konsultacje polsko-niemieckie. * * * AUSTRALIA: Szef rządu Scott Morrison zasugerował, że nowi migranci powinni trafiać do mniejszych stanów, takich jak np. Tasmania. Morrison otrzymał list od lidera opozycji, Willego Shortena, który wzywa go do zawarcia ponadpartyjnego porozumienia w celu uporania się z problemami rosnącej populacji Australii. W sierpniu sięgnęła ona 25 mln, o 33 lata szybciej, niż zakładano. * * * SWIAT: Arabia Saudyjska potwierdziła, że dziennikarz Dżamal Chaszodżdżi zginął w konsulacie w Stambule. Rządowe media cytują saudyjskiego prokuratora, który stwierdził, że do śmierci Chaszodżdżiego doszło po bójce w konsulacie.
EVENTS INFO: Teatr Muzyczny im. Jana Pawła II: “KOLORY I CIENIE FRYDERYKA CHOPINA” - Klub Polski Orla Bialego, Canberra, 21.10, godz. 16:00, Kosciól Matki Boskiej Częstochowskiej, Marayong, 28.10, godz. 12:30 * * * Teatr Prob Miniatura: Program słowno-muzyczny p.t. „Droga do niepodległości” - Dom Polski Syrena, Rowville, 21.10, godz. 17:30 * * * Otwarcie wystawy pt. „Time For Heroes” - Parlament House, Perth, 9.11, godz. 11:00 * * * Msza dziękczynna z okazji 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości: St Mary’s Cathedral, Sydney, 10.11, godz. 10:00

środa, 16 maja 2012

Marian Brzeziński zwycięzcą Konkursu "Moja Emigracja"



Jury Konkursu MOJA EMIGRACJA, w składzie:
Andrzej Siedlecki, Anna Habryn, Ernestyna Skurjat-Kozek, Krzysztof Bajkowski, Marianna Łacek pragnie poinformować o rozstrzygnięciu konkursu. Do finału  dopuszczonych zostalo 21 prac.
Decyzją jurorów, najwięcej punktów (92 na 105 możliwych), a zarazem Pierwszą Nagrodę otrzymała praca Nowy Świat”, autorstwa Pana Mariana Brzezińskiego.
Autor będzie miał przywilej wydania własnej książki, w dowolnym czasie, na koszt organizatora.
Dwa Wyróżnienia otrzymali: Pani Marika Biber (87 pkt.) za pracę "My Migration"  oraz Pan Krzysztof Deja ( również 87 pkt.) za pracę Emigrancka Wola”.  

Serdecznie gratulujemy wszystkim: Zwycięzcom i Finalistom!

Oto pełna lista finalistów wg klejności zajętych miejsc w konkursie:
1.        Marian Brzeziński - Nowy Świat
2.        Marika Biber - My Migration
3.      Krzysztof Deja - Emigrancka Wola
        4.      Maryla Rose - Powrót do siebie. dziennik poetycki
        5.      Anna Nassif _Kiedy słowo
        6.      Aleksander Pęczalski - Emigrancka dychotomia
        7.      Bronisław Kołtun - Grom z nieba67
        8.      Jerzy Krysiak - Konsultant od trzech pomarańczy
        9.      Lech Milewski -Ostatni brzeg. Lotem dalej
       10.     Sylwia Surudo Sanders - W drodze na Red Rock
       11.     Henryk Jurewicz – Franek
       12.     Paweł Waryszak - My Migration
       13.     Leszek Pach - Austriacki cud54
       14.     Jerzy Moskała - Wyprawa w nieznane
       15.     Teresa Emilia Zientalska - Pod 13-tką
       16.     Ewa Nadolska – Rozmowa42
       17.     Kamilla Springer _Moja emigracja
       18.     Agnieszka Stewart - Do góry nogami
       19.     Aldona Kmieć - Profession: specialist migrant
        20.    Teresa Dziopa-Mastey -Emigracja i przyjaciele
        21.    Olga Wachowicz - Moj kochany Aniołeczku

Prace wszystkich Finalistów będą opublikowane w książce ”Moja Emigracja”, która ukaże się w czerwcu 2012 r.

Wkrótce przedstawimy w BP nagrodzone i wyróżnione prace. Dziś fragment z pracy " Nowy Świat" autorstwa Mariana Brzezińskiego, który zdobył pierwsze miejsce w Konkursie.
Konkurs zorganizowała platforma internetowa Favoryta. Bumerang Polski byl patronem medialnym Konkursu.  


Okłdka książki, w której znajdą
się prace finalistów  Konkursu.

NOWY ŚWIAT

 Marian Brzeziński
(...)
Patrząc przez okno pociągu, krajobraz zrobił wrażenie przygnębiające. Wydawał się prymitywny, dziki i obcy, ale z drugiej strony wolny i oddalony od niepewnego i wręcz wrogiego środowiska, jakim była wtedy Europa. Będąc młodym (19 lat), postanowiłem „wziąć byka za rogi”. Dokładnie nie wiem co myśleli rodzice. Przypominam sobie jednak, jak mi kiedyś ojciec powiedział: „Marian, tutaj musimy żyć, ale nie zapomnij, że Europa jest kolebką cywilizacji”…
Pomimo, że jednym z przedmiotów maturalnych był język angielski, szkolna jego znajomość otrzymana przy tłumaczeniu autora Hamleta, nie była wielką pomocą by się porozumieć z Australijczykami w ich charakterystycznym „slangu”. Ojciec i matka prawie zupełnie nie mieli styczności z językiem angielskim. Można sobie wyobrazić, jakie trudności to powodowało w znalezieniu odpowiedniej pracy. Przecież ojciec piastował stosunkowo wysokie stanowisko w swoim zawodzie w powojennych Niemczech jako Kurator IV. Okręgu Szkolnictwa Polskiego na Nord-Rhine Wesphalię. Tutaj czekała na niego tylko... praca fizyczna.
Mając duży wpływ na decyzję przyjazdu do tego kraju, musiałem walczyć z wyrzutami sumienia, że rodziców tu sprowadziłem. Z pewnością mieliby łatwiejsze życie w innych krajach do których mieli propozycje wyjazdu. (USA, Kanada, Anglia)
Obóz w Northam mieścił się w buszu na przedmieściu w pożołnierskich barakach z falowanej blachy. Nie było izolacji ścian, więc było zimno w zimę i gorąco w lecie. Duże hale były przedzielone kocami stanowiąc „pokoje”. Każde słowo i inne odgłosy wydane przez sąsiadów można było usłyszeć. Toaletę przestrzegaliśmy w wspólnych umywalniach. Posiłki spożywaliśmy w wspólnych jadalniach w określonych godzinach.
Statut nasz zmieniał się z biegiem czasu. Najpierw nazywano nas „Aliens” potem „Foreigners” i „Migrants”, następnie „New Commers”, „New Australians” i wreszcie „Ethnics”. Nie wiem czym ale wiem kim teraz jesteśmy.
Każdy otrzymał po kilka szylingów tygodniowo, które można było wydać w obozowej kantynie, przeważnie na lody i kino.
Tu również znajdowało się biuro pracy, przydzielające ludzi do robót w różnych miejscowościach. Australia przyjęła emigrantów na tak zwany dwu letni kontrakt, który następnie został zamieniony na pobyt stały. W tej sytuacji należało przyjąć każdą pracę, którą władze przyznały. Rozpoczyna się okres ciężkiej pracy fizycznej zapewniający jednak środki do życia. Każdy łapał się pracy by sobie ułożyć normalne życie, z dala od obozowego koczowania.
Po miesiącu pierwszy mam zaszczyt otrzymania przydziału do pracy, do Electweld Steel Co. w Kellerberrin. Myślałem że jadę do pracy w fabryce, która wyrabia jakieś lekkie przedmioty ze stali w postaci widelców i noży, lub nawet żyletek.
W następnym dniu o godzinie 10.00 stawiłem się koło biura pracy na punkcie zbiorczym z małą walizeczką, skąd mini autobus wiózł nieszczęśników na stację kolejową. Okazało się że dzieliłem los z jeszcze jednym młodzieńcem włoskiego pochodzenia, który jechał do tej samej fabryki. Wsiedliśmy do tego samego przedziału, ale nie doszło do żywiołowej konwersacji, ponieważ on posiadał inne znajomości językowe od moich, a w angielskim obaj szwankowaliśmy.
Wąskotorowy pociąg o napędzie parowym, pokonał te prawie 100 kilometrów, pnąc się przez pasmo gór „Darling Range” w rekordowym czasie dwóch i pół godzin. Na stacji czekał na nas Manager owego zakładu. Po krótkim przywitaniu, zmierzył nas wzrokiem od góry do dołu i bez słowa zapakował do swego „utility” i przewiózł do miasta gdzie zamieszkaliśmy w tak zwanym „Boarding House”. Powiedział, że jutro rano za piętnaście ósma przyjedzie by nas zabrać do pracy.
Przyjęła nas tu dość korpulentna właścicielka, wyznaczyła stosunkowo małe ale wygodne pokoje z łóżkiem i szafką i oznajmiła, że będziemy za to płacić jedną gwineę (£1.1.0) na tydzień. Kiwnęliśmy głowami, poszliśmy do swoich pokoi, ja przynajmniej wyciągnąłem się na łóżku by wypocząć po uciążliwej podróży.
Nazajutrz o umówionym czasie zabrał nas Manager do zakładu, który był  oddalony od miasta o sześć kilometrów na wschód, blisko głównej drogi i toru kolejowego. Ubrałem się w białą koszulę i w wojskowe spodnie przefarbowane na kolor granatowy. Trudno sobie wyobrazić nasze zdziwienie jak zobaczyliśmy miejsce zatrudnienia. Na płaskim terenie bez żadnego krzaka ani drzewa, był rozmieszczony warsztat gdzie wyrabiano rury wodociągowe o przekroju 80-ciu centymetrów, (tak centymetrów), przeważnie  pod gołym niebem, tylko gdzie niegdzie był daszek z falowanej blachy bez ścian, przy temperaturze (jest koniec listopada) przekraczającej czterdzieści stopni Celsjusza. Gorący pustynny, wschodni wiatr wysusza nam usta i oczy.
Praca polegała na wygięciu arkuszy blachy o grubości sześciu milimetrów i długości pięciu metrów za pomocą hydraulicznych pras w kształt rury. Następnie trzeba było je spajać, potem wyłożyć wewnątrz warstwą specjalnego cementu. Wszystkie te czynności pracy „taśmowej” były wykonywane za pomocą muskułów. W tych warunkach trzeba było wytrzymać pięć i pół dnia w tygodniu, pracując osiem godzin dziennie za wynagrodzenie siedmiu funtów, sześciu szylingów i siedmiu pensów (₤7.6 7). Z tego odtrącano mi osiem szylingów i sześć pensów podatku (₤0.8.6). Mając dziewiętnaście i pół roku, jest to moja pierwsza praca fizyczna w życiu.

(...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

Promocja