polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA:21 października zmarł Lech Ordon - popularny aktor filmowy. W swojej karierze zagrał ponad 150 ról filmowych i telewizyjnych, między innymi w "Żonie dla Australijczyka", "Niewiarygodnych przygodach Marka Piegusa", "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" . Miał 88 lat.* * * AUSTRALIA: Australia zmaga się z kryzysami w dostawach energii elektrycznej. Minister energetyki, Josh Frydenberg ogłosił nowy plan dla Nowej Południowej Walii. Tysiące gospodarstw domowych będą mogły dobrowolnie zmniejszyć swoje rachunki za prąd dzięki premiom finansowym, które otrzymają za zmniejszenie zużycia prądu w godzinach szczytu. * * * SWIAT: Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył na sesji międzynarodowego forum Klubu Waldaj, że zamknięcie granicy pomiędzy jego krajem a Donbasem na wschodzie Ukrainy doprowadzi do rzezi. Rosja - jak mówił - nigdy do tego nie dopuści.
EVENTS INFO: Koncert Organowy z okazji Swięta Niepodleglosci - St.Andrew's Cathedral, Sydney, 10. 11, godz. 18:30 * * * Polski Festiwal - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 3.12, godz. 11:00- 18:00

wtorek, 22 maja 2012

Amerykańskie echa smoleńskich teorii spiskowych

Naj­pierw notka historyczna

Pierre-Simon de Laplace (1749 -1827) był, podob­nie jak poseł Macie­re­wicz, naj­pierw mini­strem spraw wewnętrz­nych Napo­le­ona (sic!), a po dymi­sji par­la­men­ta­rzy­stą. Nie wszy­scy wie­dzą, przy­naj­mniej ja nie pamie­ta­łem, że w tym roku mamy okra­głą rocz­nicę dwu­krot­nych odwie­dzin Napo­le­ona w Smo­leń­sku. Jechał szosą Kutu­zowa (choć tak się jesz­cze nie nazy­wała pod­czas pierw­szej wizyty), koło obec­nego lot­ni­ska Sie­wier­nyj, naj­pierw w jedną stronę, a po paru mie­sią­cach w drugą, w mniej­szym towa­rzy­stwie. Dokład­nie nad tą szosą, jak sądzi 200 lat póź­niej 18% Pola­ków, doko­nano zama­chu na pol­skiego pre­zy­denta i towa­rzy­szace osoby.
Jed­nak jakaż nie­sły­chana róż­nica! To wła­śnie wybitny nauko­wiec Laplace powie­dział, że im bar­dziej szo­ku­jąca teza, tym moc­niej­sze potrzebne są na nią dowody. Pierw­szy podobne rze­czy mówił Imma­nuel Kant (1724 - 1804). To powie­dze­nie stało się słynne po roz­po­wszech­nie­niu w XX w. przez Carla Sagana (1934 - 1996): extra­or­di­nary cla­ims requ­ire extra­or­di­nary evi­dence, czyli nie­sły­chane twier­dze­nia wyma­gają nie­sły­cha­nie sil­nych dowodów. Scep­tyk Mar­cello Truzzi mógł pod­su­nąć mu pomysł tego sfor­mu­ło­wa­nia. Ame­ry­ka­nie to w każ­dym razie dosko­nale rozu­mieją i dla­tego przed­kła­dają fizycz­nie dowie­dzione stwier­dze­nia ponad nała­do­wane emo­cją mity. Mają więc kilka ulu­bio­nych teo­rii spi­sko­wych, ale nie odwo­łują się do prze­są­dów ani uro­jeń. Pre­zen­tują mocne dowody lub odkła­dają sprawę na tylną fajerkę.
A w zespole Macie­re­wi­cza, jak zawsze, cze­goś nie zro­zu­miano… Lost in trans­la­tion! Pro­du­kują hipo­tezy, grzeją atmosferę.

A teraz już o ame­ry­kań­skich echach

Ponie­waż w Cleveland.com uka­zał się arty­kuł pod tytu­łem „Uni­ver­sity of Akron engi­ne­ering pro­fes­sor raises doubts about jet crash that kil­led Poland’s pre­si­dent”, a w tym arty­kule – dość dobrze napi­sa­nym, jed­nak czer­pią­cym teo­rie zama­chowe z wia­do­mego, płyt­kiego zró­dła – nie odno­to­wano non­sen­sów fizycz­nych teo­rii spi­sko­wych zespołu sej­mo­wego, pozwo­li­łem sobie odpo­wie­dzieć auto­rowi jak naste­puje (usu­ną­łem tu parę lite­ró­wek i zamie­ści­łem pol­skie tlu­ma­cze­nie poniżej):

Sza­nowny Panie Mangels,

Po pierw­sze, chciał­bym podzię­ko­wać za arty­kuł, który stara się obiek­tyw­nie opi­sać kon­tro­wer­sję. Nazy­wam się Paweł Arty­mo­wicz. Jestem pro­fe­so­rem (full tenu­red) Fizyki i Astro­fi­zyki na Uni­wer­sy­te­cie w Toronto. Mam ponad 25 lat doświad­cze­nia w bada­niach nume­rycz­nych hydro­dy­na­miki, w tym w aero­dy­na­mice. Jestem także licen­cjo­no­wa­nym przez FAA pilo­tem, z doświad­cze­niem w zakre­sie pro­jek­to­wa­nia, utrzy­ma­nia i eks­plo­ata­cji samo­lo­tów eks­pe­ry­men­tal­nych. Jestem jed­nym z głów­nych kry­ty­ków opi­nii pre­zen­to­wa­nych przez prof. Biniendę i in., napi­sa­nych na zle­ce­nie cał­ko­wi­cie upo­li­tycz­nio­nej grupy par­la­men­tar­nej pro­wa­dzo­nej przez A. Macie­re­wi­cza, zasad­ni­czo jed­no­par­tyj­nego klubu. W żaden spo­sób nie pró­buję ata­ko­wać oso­bi­ście postaci, które Pan opi­suje. Jed­nak, jako fizyk i jako lot­nik, zde­cy­do­wa­nie sprze­ci­wiam się jako­ści ich prac i bez­pod­staw­nym zarzu­tom które pro­pa­gują. Pro­po­no­wane sce­na­riu­sze zama­chu i zabój­stwa, któ­rych a priori nie można oczy­wi­ście wyklu­czyć, są sprzeczne zarówno z fizycz­nym jak i lot­ni­czym
sta­nem wiedzy.
Po pierw­sze, są to w naj­lep­szym razie prace pseudo-naukowe, gdyż prof. Bini­neda już dzie­wiąty mie­siąc z rzędu nie chce opu­bli­ko­wać pliku wej­ścio­wego do jego obli­czeń przy uży­ciu pro­gramu LS-Dyna, łamiąc tym samym naj­bar­dziej pod­sta­wowe naukowe kanony otwar­to­ści i wery­fi­ko­wal­no­ści. Carl Sagan powtó­rzył kie­dyś myśl wyra­żoną wcze­śniej przez Laplace’a mówiąc tak: Nad­zwy­czajne twier­dze­nia wyma­gają nad­zwy­czaj­nych dowo­dów. Nie ma skrawka fizycz­nych ani obli­cze­nio­wych dowo­dow takiego kali­bru w pracy prof. Biniendy.
W rze­czy­wi­sto­ści, obli­cze­nia są tajne i tylko ani­ma­cje poka­zu­jące nie­fi­zyczne wyniki wyświe­tlane są w kółko. Nume­ryczne obli­cze­nia zde­rze­nia skrzy­dła i brzozy są nie­pra­wi­dłowe; jak dr Szu­la­dzin­ski sam zauwa­żył, drewno magicz­nie znika jeśli jest pod­dane okre­ślo­nemu naprę­że­niu w LS-Dyna, co jest głów­nym powo­dem, iż widać jak pień drzewa topi się i znika w stre­fie zde­rze­nia. Pogwał­ce­nie zasad zacho­wa­nia masy, pędu i ener­gii, będą­cych pod­stawą takich obli­czeń, unie­waż­nia je i wyja­śnia jed­no­cze­śnie, dla­czego wyniki są w takiej sprzecz­no­ści z danymi zebra­nymi na miej­scu wypadku. Sfo­to­gra­fo­wane drzewo ma nie­mal metrowe, dłu­gie drza­zgi zamiast pła­skiej i jak ucię­tej nożem powierzchni w ani­ma­cji; poło­że­nie i kie­ru­nek szczytu brzozy jest też zupeł­nie inne niż w ani­ma­cji, w rze­czy­wi­sto­ści opiera się on o dolną część pnia i skie­ro­wany jest ku pół­nocy, z któ­rych to fak­tów żaden nie jest odtwa­rzony w obliczeniach.
Następny „dowód” doty­czy losu urwa­nej czę­ści skrzy­dła, jeśli koli­zja wypro­duje taki obiekt. Prof. Binienda lub jego kolega twier­dzi, że obli­czył, że koń­cówka skrzy­dła (20 stóp dłu­go­ści, rzu­cona z pręd­ko­ścią począt­kową około 150 węzłów przy kącie nachy­le­nia, powiedzmy, +5 stopni, wzgl. ziemi) będzie według jego obli­czeń począt­kowo wzno­siła się, a następ­nie bar­dzo szybko wyha­muje aero­dy­na­micz­nie w powie­trzu. Następ­nie, po utra­cie więk­szo­ści ener­gii kine­tycz­nej, spad­nie na zie­mię w odle­gło­ści zale­d­wie 10–12 m (32−39 ft) za fatalną brzozą. Nikt na świe­cie zna­jacy ele­men­tarną fizykę nie potwier­dzi tego rezul­tatu. Jest Pan w kon­tak­cie z dr. Szu­la­dzin­skim, który nie­dawno stwier­dził, że według jego nie­za­leż­nych i bar­dziej uza­sad­nio­nych sza­cun­ków, że odle­głość ta to 50–90 metrów (160−300 ft). Moje bar­dziej szcze­gó­łowe osza­co­wa­nie uwzględ­nia­jące obro­towe stop­nie swo­body skrzy­dła i począt­kowo nie­lo­sową siłę nośną na koń­cówce skrzy­dła pier­wot­nie znaj­du­ją­cej się pod dodat­nim kątem natar­cia, poka­zują, że praw­do­po­dob­nie droga prze­byta powinny być 90–110 m (300−360 ft). W rze­czy­wi­sto­ści nie­kwe­stio­no­wa­nym fak­tem jest, że skrzy­dło stwier­dzono 110 m (360 ft) za brzozą. Dodat­kowe powody błęd­nej tezy Nowa­czyka i Biniendy że nie nastą­piło zde­rze­nie z drze­wem, to ich nie­zro­zu­mie­nie nagra­nych danych TAWS, a takze praw­dzi­wej nie­pew­no­ści reje­stro­wa­nych para­me­trów, jak rów­nież ich umyślne zanie­dba­nie naj­do­kład­niej­szego źró­dła infor­ma­cji o wyso­ko­ści samo­lotu nad tere­nem – radiowysokościomierza.
To urzą­dze­nie mie­rzy odle­głość do ziemi z dokład­no­ścia 0.5 m. Ze względu na 8-bitowe kodo­wa­nie pro­gramu, czarne skrzynki zapi­sały wyso­kość z nie­okre­slo­no­ścią 10 ft (3m). War­to­ści zapi­sane w skrzyn­kach pol­skiej i nie­za­leż­nych rosyj­skich w pobliżu feral­nego drzewa były (6.1 + –3) m (czyli 20 + –10 m), znacz­nie niż­sze niż 50 stóp wyso­ko­ści drzewa. Zde­rze­nie było więc nie­unik­nione, a symu­la­cje wyko­nane przez eks­per­tów są cał­ko­wi­cie błędne.
Wresz­cie, sce­na­riusz „dwóch wybu­chów” jest rów­nież nie­fi­zyczny i łatwy do oba­le­nia. Opiera się na dwóch rze­czach: po pierw­sze, to nie­zro­zu­mie­nie sprawy sygna­łów zapi­sa­nych jako pio­nowe przy­spie­sze­nia w czar­nych skrzyn­kach, a po dru­gie, to brak ele­men­tar­nej wie­dzy dot. awio­niki i struk­tury samo­lotu. Pierw­szy zare­je­stro­wany wstrząs jest po pro­stu zde­rze­niem z drze­wem a nie wybu­chem tajem­ni­czej bomby umiesz­czo­nej przed kra­wę­dzią skrzy­dła, dokład­nie w cza­sie i miej­scu(!) gdzie skrzy­dło mijało drzewo. Drugi ‘wstrząs’ nie jest praw­do­po­dobne w ogóle wstrzą­sem, tylko zakłó­ce­niem elek­trycz­nym, które wystą­piło gdy skrzy­dło dotknąło, zwarło i zerwało linię śred­niego napię­cia, co udo­ku­men­to­wano w ofi­cjal­nych rapor­tach. Czas i miej­sce odpo­wia­dają tej „dru­giej eksplozji”.
Pomysł dr. Szu­la­dzin­skiego z samo­lo­tem podzie­lo­nym na dwa kawałki lecące razem aż do osta­tecz­nego pola znisz­cze­nia samo­lotu jest fizycz­nie nie­moż­liwy. Zarówno wg. wielu zeznań świad­ków, jak i czar­nych skrzy­nek, samo­lot doznał prze­chyłu w lewo i wyko­nał pół obrotu (beczki) przed osta­tecz­nym roz­ła­mem. Dr Szu­la­dzin­ski pro­po­nuje, że przód samo­lotu, zerwany przez wybuch, nie obró­cił się, tak jak to zro­bil cen­tro­płat i tył samolotu.
Pro­szę poin­for­mo­wać go, że nie może tak być. Żyro­skopy, bar­dzo pre­cy­zyjne instru­menty, znaj­dują się w przed­niej czę­ści samo­lotu Tupo­lew 154M. Czarne skrzynki zaś – jak zwy­kle z tyłu. Jego sce­na­riusz w ten spo­sób dopro­wa­dziłby do obrotu tylko i wyłacz­nie czar­nych skrzy­nek, ale nie żyro­sko­pów, które mie­rzą kąt prze­chylu samo­lotu. Jed­nak prze­chył żyro­sko­pów nie­za­prze­czal­nie wystą­pił, co sta­nowi zaprze­cze­nie sce­na­riu­sza dwóch eksplozji.
Przy oka­zji, przy braku nawet pod­sta­wej wie­dzy lot­ni­czej i aero­dy­na­micz­nej, rze­komi eks­perci nie zauwa­żyli, że ich sce­na­riusz dopro­wa­dziłby do natych­mia­sto­wego odłą­cze­nia, roze­rwa­nia, dwóch kawał­ków samo­lotu, w wyniku ogrom­nych sił i momen­tów aero­dy­na­micz­nych dzia­ła­ją­cych na część tylną samo­lotu. Obró­ci­łyby ten kawa­łek w górę, powo­du­jąc jego cha­otyczny upa­dek po zaist­nie­niu ogrom­nej siły oporu.
Wyni­kiem byłaby duża sepa­ra­cja dwóch czę­ści na ziemi, a wcze­śniej – zerwa­nie połą­cze­nia elek­trycz­nego mię­dzy licz­nymi czuj­ni­kami i instru­men­tami w przed­niej czę­ści samo­lotu a czar­nymi skrzyn­kami z tyłu samo­lotu. Żadna z tych rze­czy się nie wyda­rzyła w pro­po­no­wa­nym miej­scu eks­plo­zji. Prze­ciw­nie, pra­wi­dłowa inter­pre­ta­cja zapi­sa­nych danych, bio­rąc pod uwagę bufo­ro­wa­nie, czę­sto­tli­wość prób­ko­wa­nia i wie­dzę o try­bach pracy skrzynki, poka­zuje, że funk­cjo­no­wały te urzą­dze­nia do czasu osta­tecz­nego roz­padu na ziemi. Nagra­nia nie ury­wają się w powie­trzu, tak jak musia­łoby to być jeśli sce­na­riusz wybu­chu mia­lyby jakiś sens.
Zga­dzam się, że kata­strofa musi być lepiej zba­dana i wyja­śniona, niż to dotych­czas zro­biono. W rze­czy­wi­sto­ści, zde­cy­do­wa­nie popie­ram takie wysiłki, jak pol­sko­ję­zyczni widzo­wie tego wywiadu mogą zaświadczyć:



(Dałem go jed­nemu z głów­nych pol­skich kana­łów infor­ma­cyj­nych Pol­sat News kilka dni temu.) Jed­nakże takie dzia­ła­nia powinny być orga­ni­zo­wane przez Pol­ską Aka­de­mię Nauk, nota bene kie­ro­waną przez prof. M. Kle­ibera, czo­ło­wego pol­skiego eks­perta od metody ele­men­tów skoń­czo­nych i dyna­micz­nych symu­la­cji wybu­chów wewnątrz samo­lo­tów (zro­bił kie­dyś pro­jekt tego typu dla kon­sor­cjum Air­busa), a nie przez osoby wymie­nione w Pań­skim wywia­dzie, które pomimo tego, że są spe­cja­li­stami w swo­ich wąskich dzie­dzi­nach, to wyraź­nie bra­kuje im głębi i zakresu wie­dzy potrzeb­nej do tego typu zadania.

Z powa­ża­niem,


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja