polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan przyjechal z oficjalną wizytą do Polski. Rozmowy z preydentem Andrzejem Dudą dotyczą przede wszystkim współpracy w ramach NATO oraz kluczowej roli Turcji w powstrzymywaniu fali uchodźców z Bliskiego Wschodu. Polska jest pierwszym krajem Unii, jaki Erdoğan odwiedza po puczu w 2016 roku.* * * AUSTRALIA: Australia zmaga się z kryzysami w dostawach energii elektrycznej. Minister energetyki, Josh Frydenberg ogłosił nowy plan dla Nowej Południowej Walii. Tysiące gospodarstw domowych będą mogły dobrowolnie zmniejszyć swoje rachunki za prąd dzięki premiom finansowym, które otrzymają za zmniejszenie zużycia prądu w godzinach szczytu. * * * SWIAT: Zastępca ambasadora Korei Północnej, zwracając się do zgromadzenia generalnego ONZ, powiedział, że wobec jego kraju USA zastosowały "ekstremalną i bezpośrednią groźbę nuklearną". Ostrzegł, że sytuacja na Półwyspie Koreańskim osiągnęła stan krytyczny i "wojna nuklearna może wybuchnąć w każdej chwili".
EVENTS INFO: Koncert Organowy z okazji Swięta Niepodleglosci - St.Andrew's Cathedral, Sydney, 10. 11, godz. 18:30 * * * Polski Festiwal - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 3.12, godz. 11:00- 18:00

niedziela, 29 stycznia 2012

Uwaga! Pirat!

Pro­te­sty wokół pod­pi­sa­nia umowy ACTA skła­niają do zasta­no­wie­nia: komu potrzebna jest ta umowa, w jakim celu i z jakich powodów.
Naj­prost­szą odpo­wie­dzią jest odpo­wiedź na pyta­nie w jakim celu powstała ACTA. Wyja­śnia to tytuł doku­mentu: „Umowa han­dlowa doty­cząca zwal­cza­nia obrotu towa­rami pod­ro­bio­nymi między…”
W tytule umowy nie ma nic o tzw. pirac­twie, jest o pod­rób­kach. Czy to nie­do­pa­trze­nie, czy przy­pa­dek, czy dzia­ła­nie zamie­rzone – trudno usta­lić. Ale, na samym początku umowy jest coś w rodzaju pre­am­buły, w któ­rej czy­tamy m. in.:
Stwier­dza­jąc, że docho­dze­nie i egze­kwo­wa­nie praw wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej ma decy­du­jące zna­cze­nie dla trwa­łego wzro­stu gospo­dar­czego we wszyst­kich gałę­ziach prze­my­słu oraz na całym świecie;
Stwier­dza­jąc, że roz­po­wszech­nia­nie towa­rów pod­ro­bio­nych i pirac­kich oraz usług pole­ga­ją­cych na dys­try­bu­cji mate­ria­łów sta­no­wią­cych naru­sze­nie osła­bia pro­wa­dzony zgod­nie z pra­wem han­del i zrów­no­wa­żony roz­wój świa­to­wej gospo­darki, powo­duje zna­czące straty finan­sowe dla posia­da­czy praw i dzia­ła­ją­cych zgod­nie z pra­wem przed­się­biorstw oraz, w nie­któ­rych przy­pad­kach, sta­nowi źró­dło docho­dów dla prze­stęp­czo­ści zor­ga­ni­zo­wa­nej oraz zagro­że­nie dla spo­łe­czeń­stwa;
(…)
Zamie­rza­jąc zapew­nić sku­teczne i odpo­wied­nie środki uzu­peł­nia­jące w sto­sunku do poro­zu­mie­nia TRIPS, słu­żące docho­dze­niu i egze­kwo­wa­niu praw wła­sno­ści intelektualnej…
Pra­gnąc zapew­nić, aby środki i pro­ce­dury słu­żące docho­dze­niu i egze­kwo­wa­niu praw wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej…
Pra­gnąc roz­wią­zać pro­blem naru­sza­nia praw wła­sno­ści intelektualnej…
(całość TUTAJ)
W pre­am­bule tej raz (słow­nie: jeden raz) wspo­mniano o pod­rób­kach, reszta doty­czy piractwa.
Tak więc cel umowy wydaje się być dość jasny: walka z pirac­twem a w szcze­gól­no­ści z pirac­twem upra­wia­nym w sieci. W związku z tym ja rów­nież pro­blem pod­ró­bek zosta­wiam na boku i sku­piam się jedy­nie na piractwie.
Według piszą­cych umowę – dziwne, ale jakoś nikt nie chce się ofi­cjal­nie i gło­śno przy­znać do autor­stwa – pirac­two jest zagro­że­niem dla roz­woju gospo­dar­czego całego świata, przy­nosi zna­czące straty finan­sowe dla posia­da­czy praw oraz – o zgrozo – sta­nowi zagro­że­nie dla społeczeństwa.
Auto­rzy umowy potrak­to­wali to jako aksjo­mat nie pod­le­ga­jący dys­ku­sji. Przyj­rzyjmy się pirac­twu z innej strony, mia­no­wi­cie z takiej, jakiej auto­rzy umowy nie chcą widzieć.
raportu GAO (jest to w USA odpo­wied­nik naszego NIK) przy­go­to­wa­nego na zle­ce­nie Kon­gresu USA, z kwiet­nia 2010, dowia­du­jemy się, że - UWAGA, pro­szę usiąść – pirac­two wpływa pozy­tyw­nie na gospo­darkę. Dzięki pirac­twu wzra­sta sprze­daż odtwa­rza­czy mp3, zara­biają na nim (na pirac­twie) firmy świad­czące usługi dostępu do tre­ści, firmy tele­ko­mu­ni­ka­cyjne, zara­bia także rząd (w tym przy­padku rząd USA) pobie­ra­jąc od tych firm poda­tek. Auto­rzy raportu stwier­dzają, że zyski (trudne do wyli­cze­nia, o czym póź­niej) mają także „okra­dane” firmy! Stwier­dzono, że w wielu przy­pad­kach piraci po wypró­bo­wa­niu gry, odsłu­cha­niu utworu muzycz­nego lub obej­rze­niu filmu decy­do­wali się na zakup legal­nych kopii.
Auto­rzy raportu kon­klu­dują, że nie da się jed­no­znacz­nie usta­lić czy pirac­two przy­nosi straty, tym bar­dziej nie da się stwier­dzić w jakiej wysokości.
Z kolei bada­nia prze­pro­wa­dzone przez BI Nower­gian School of Mana­ge­ment wska­zują, że osoby ścią­ga­jące utwory muzyczne z sieci kupują 10 razy czę­ściej, niż osoby nie „pira­cące”, legalne płyty i nagra­nia muzyczne. Jeśli tak, to kon­cerny wydaw­ni­cze zara­biały na nich 10 razy wię­cej niż na nie­ścią­ga­ją­cych muzyki.
Naukowcy z Uni­ver­si­dad Car­los III de Madrid, KOM Lab TU Darm­stadt i Uni­ver­sity of Ore­gon prze­pro­wa­dzili bada­nia pod nazwą „Is Con­tent Publi­shing in Bit­Tor­rent Altru­istic od Profit-Driven„. Bada­jąc IP ludzi udo­stęp­nia­ją­cych w sieci Bit­Tor­rent tre­ści (muzykę, filmy, opro­gra­mo­wa­nie itp) do ścią­gnię­cia odkryli, że z pierw­szych 50 tys. pli­ków naru­sza­ją­cych prawa autor­skie, 67% zostało wsta­wio­nych (udo­stęp­nio­nych do ścią­gnię­cia) przez 100 (słow­nie: sto) osób z całego świata.
Jako cie­ka­wostkę godną uwagi można tu podać, że ok. 30% pli­ków w Bit­Tor­rent zostało udo­stęp­nio­nych przez agen­cje anty­pi­rac­kie. Były to fał­szywe pliki zawie­ra­jące nie­kiedy zło­śliwe opro­gra­mo­wa­nie a naj­czę­ściej jedy­nie ostrze­że­nia antypirackie.
Zda­niem naukow­ców pro­du­cenci mogliby w dość krót­kim cza­sie skoń­czyć z pirac­twem poprzez obniżkę cen pro­duk­tów.
Podob­nego zda­nia są rów­nież naukowcy z nowo­jor­skiego Insty­tutu Badań Nauk Spo­łecz­nych. Według nich ceny mediów i opro­gra­mo­wa­nia na tzw. ryn­kach wscho­dzą­cych są 5 – 10 razy wyż­sze niż w USA.
Zwró­cili oni także uwagę na mani­pu­la­cje jakich dopusz­czają się firmy lob­bu­jące za zaostrze­niem prawa anty­pi­rac­kiego. Ich zda­niem celowo we wszel­kiego rodzaju opra­co­wa­niach i dys­ku­sjach przed­sta­wi­ciele tych firm zacie­rają róż­nicę mię­dzy pirac­twem a ścią­ga­niem pików do legal­nego użytku. Stąd biorą się osza­ła­mia­jące liczby. Fak­tem jest, że w tej kwe­stii nie ma moż­li­wo­ści na dokładne wyli­cze­nie, moż­liwe są bar­dziej tra­fione lub nie­tra­fione szacunki.
Podob­nie jest z poten­cjal­nymi zyskami firm pro­du­cenc­kich (o czym wspo­mnia­łem wyżej) jak rów­nież z wyli­cze­niem ewen­tu­al­nych strat.
Wytwór­nie pozy­wa­jące pira­tów do sądu nie podają ofi­cjal­nie jaką metodą wyli­czają straty. Auto­rzy raportu GOA stwier­dzają nawet, że w wyniku kon­troli ujaw­nili, że wytwór­nie wyli­cza­jąc straty powo­ły­wały się na nie­ist­nie­jące źró­dła.
Obec­nie stan­dar­dowa metoda wyli­cza­nia strat wygląda w ten sposób:
Legalna płyta (z tre­ścią objętą pra­wami autor­skimi) w skle­pie kosz­tuje np. 100 zł., plik z ta samą tre­ścią został ścią­gnięty 1000 razy.
Straty – 1000 x 100 = 100000 zł.
Bar­dzo to ułomny, wręcz pry­mi­tywny spo­sób wyli­cza­nia, pro­po­no­wany rów­nież w umo­wie ACTA.
Metoda ta nie bie­rze pod uwagę wielu czyn­ni­ków. Z jed­nej strony są poważne wąt­pli­wo­ści czy pirat kupiłby w skle­pie płytę, czy zde­cy­do­wałby się wydać na nią pie­nią­dze. Może raczej zre­zy­gno­wałby z kupna? Jak duża część osób ścią­gnęła pliki tylko dla­tego, że były za darmo i nie wyda­łaby na nie ani złotówki?
Z dru­giej strony brak jest danych czy, a jeżeli tak to ile osób, po ścią­gnię­ciu utworu jakie­goś wyko­nawcy stało się jego fanem i zaku­piło oraz nadal legal­nie zaku­puje ory­gi­nalne płyty, jeź­dzi na kon­certy, spo­tka­nia, kupuje gadżety itp. – jed­nym sło­wem daje zara­biać i rekla­muje twórcę. Podob­nie z grami czy fil­mami. Ile osób po obej­rze­niu filmu-pirata stało się fanem reży­sera, aktora, aktorki i teraz regu­lar­nie cho­dzi do kina i daje zara­biać? Tutaj nieco pomocne mogą być jedy­nie dane uzy­skane przez BI Nor­we­gian School of Mana­ge­ment, które poda­wa­łem wyżej.

Reasu­mu­jąc:

Po pierw­sze – wcale nie jest pewne, jak chcą tego auto­rzy ACTA, że pirac­two przy­nosi straty dla gospo­darki, według GAO jest odwrotnie.
Po dru­gie – wcale nie jest pewne, że pirac­two przy­nosi straty wytwór­niom, pro­du­cen­tom i twór­com. Według naukow­ców może być dokład­nie odwrotnie.
Po trze­cie – metoda walki z pirac­twem pro­po­no­wana przez auto­rów ACTA jest cał­ko­wi­cie nie­sku­teczna. Sto osób da się łatwo usta­lić i uka­rać, nie potrzeba do tego roz­bu­do­wa­nych umów skie­ro­wa­nych na ogra­ni­cze­nia doty­ka­jące całego spo­łe­czeń­stwa. Wystar­czy obni­że­nie ceny. Nie­stety, firmy zara­bia­jące na tym nie są skłonne do obni­żek cen. Na ile pazerne są te firmy niech świad­czy przy­kład SGAE i SDAE – orga­ni­za­cji, które miały chro­nić arty­stów przed pirac­twem a w rze­czy­wi­sto­ści okra­dały ich.
Po czwarte – zagro­że­nie i skala pro­blemu pirac­twa jest przez firmy pro­du­cenc­kie, wytwór­nie i inne lobby (w tym auto­rów ACTA) osza­co­wana w spo­sób (będę deli­katny) wysoce nie­pre­cy­zyjny, ponie­waż:
poda­wana jest ogólna liczba pli­ków do pobra­nia jako liczba pli­ków pirac­kich a w licz­bie tej miesz­czą się rów­nież (ok. 30%, jak poda­wa­łem wyżej) pliki fał­szywe; ogólna liczba ścią­gnięć poda­wana jest jako ścią­gnię­cia pirac­kie, a w licz­bie tej miesz­czą się rów­nież ścią­gnię­cia do celów legal­nych; spo­sób wyli­cza­nia strat (nie mówiąc już poda­wa­niu nie­ist­nie­ją­cych źró­deł) jest pry­mi­tywny i niewiarygodny.
O tym wszyst­kim nie chcą sły­szeć ani auto­rzy umowy ani poli­tycy popie­ra­jący tę umowę.
Jest tak jak pisa­łem poprzed­nio: stwo­rzono pro­blem, wmó­wiono ludziom, że jest on auten­tyczny i teraz kosz­tem ogra­ni­cze­nia praw jed­nostki pró­buje się ten pro­blem rozwiązać.
Komu mają słu­żyć takie roz­wią­za­nia? Arty­stom, twór­com? Pomyślmy. Film Agnieszki Hol­land jest nomi­no­wany do Oscara. W kinach całego świata będą oglą­dać go masy ludzi. Mam nadzieję, że pani Hol­land zarobi na tym porządne pie­nią­dze, bo jej się należą. Ile może stra­cić poprzez pirac­two? Ile osób ścią­gnie nie­le­gal­nie film z sieci i go obej­rzy? Ile z tych osób poszłoby na pewno do kina gdyby nie mogły ścią­gnąć filmu z netu? Jaki to będzie pro­cent w sto­sunku do tych, któ­rzy legal­nie pójdą do kina lub kupią legalną płytę? A ile z tych osób, gdyby nie pirat, nie obej­rza­łoby tego filmu w ogóle? Są prze­cież osoby, które miesz­kają w miej­sco­wo­ściach gdzie nie ma kin. A ile osób po obej­rze­niu na ekra­nie moni­tora pój­dzie potem do kina żeby zoba­czyć film w całej oka­za­ło­ści? Moim zda­niem strata pani Hol­land, jeśli będzie, to mini­malna w sto­sunku do korzy­ści. I taka jest – jeśli jest – strata każ­dego artysty.
Kto więc na tym traci? Jeśli ktoś, to tylko firmy opie­ku­jące się arty­stami, typu pol­ski ZAiKS. U nich te ewen­tu­alne mini­malne straty każ­dego poje­dyn­czego twórcy sumują się i dla nich – jeśli strata jest – jest to poważna strata. Kochani auto­rzy i kom­po­zy­to­rzy sce­niczni nie daj­cie się wpusz­czać w maliny i nie pozwól­cie, aby ci, któ­rzy żerują na Waszej twór­czo­ści usta­wiali Was w kontrze do społeczeństwa.
Ale prze­cież to nie Polacy są auto­rami umowy ACTA. Według osób obe­zna­nych z tema­tem jed­nym z głów­nych auto­rów jest RIAA. To taki ame­ry­kań­ski odpo­wied­nik ZAiKS-u. RIAA ma sporo suk­ce­sów w walce z pirac­twem: w latach 2006–2008 wywal­czył w sądach i postę­po­wa­niach polu­bow­nych odszko­do­wa­nia w wyso­ko­ści 1,4 miliona dola­rów. Nie­zła sumka, ale w tej beczce miodu jest rów­nież łyżka dzieg­ciu. W tym samym cza­sie RIAA wydał na praw­ni­ków około 64 milio­nów dola­rów (cie­kawe ile ZAiKS na to prze­zna­czył?). Tak się cał­kiem przy­pad­kiem skła­dało, że pię­ciu z  wyna­ję­tych przez RIAA praw­ni­ków pra­cuje w depar­ta­men­cie spra­wie­dli­wo­ści USA i w ame­ry­kań­skiej pro­ku­ra­tu­rze gene­ral­nej.
Kto jesz­cze może stra­cić? Stra­cić mogą por­tale inter­ne­towe, tele­wi­zje oraz wszy­scy ci, któ­rzy udo­stęp­niają usługę VOD. To roz­wi­ja­jąca się coraz pręż­niej usługa. Jeśli ich wła­ści­ciele przyjmą kąt widze­nia skut­ków pirac­twa pre­zen­to­wany przez takie orga­ni­za­cje jak auto­rzy ACTA jako praw­dziwy, mogą czuć się zagrożeni.
Kto może zyskać na umo­wie? Ci wszy­scy, któ­rych wyżej wymie­ni­łem. Gene­ra­li­zu­jąc – wszy­scy ci, któ­rzy czer­pią zyski z twór­czo­ści auto­rów. Wąt­pli­wo­ści też budzi pyta­nie czy im naprawdę zależy na likwi­da­cji pirac­twa. Prze­cież to kura, która przy tym spo­so­bie licze­nia strat, będzie zno­sić złote jajka.
Nasuwa się pyta­nie: dla­czego poli­tycy tak dążą do pod­pi­sa­nia umowy ACTA i podob­nych umów. Czy oni mogą coś z tego mieć a jeśli tak to co?
Dla poli­ty­ków z takiej umowy mogą rów­nież wyni­kać korzy­ści. I nie myślę tutaj o ”nama­cal­nych dowo­dach wdzięcz­no­ści” cho­ciaż na pewno są przy­padki, że wyklu­czyć tego nie można. Myślę raczej o zyskach fiskal­nych i poli­tycz­nych.
Jeżeli poszcze­gólni mini­stro­wie finan­sów przy­jęli optykę widze­nia orga­ni­za­cji lob­bu­ją­cych za ACTA itp. to wie­rzą rów­nież, że dra­styczne ukró­ce­nie pirac­twa spo­wo­duje więk­sze wpływy do budże­tów z tytułu podat­ków od legal­nych zaku­pów tre­ści. To by była ta korzyść finan­sowa. A korzyść poli­tyczna? Posłużę się przykładem.
W grud­niu ubie­gło roku w rzą­do­wym Por­talu Inno­wa­cji uka­zała się notka na temat umowy ACTA. W notatce tej, pod­pi­sa­nie przez Radę UE umowy ACTA zostało okre­ślone jako wielki suk­ces pol­skiej pre­zy­den­cji. Tytuł brzmiał: „ACTA suk­ce­sem pol­skiej pre­zy­den­cji”. Po tym, gdy roz­po­częły się pro­te­sty tytuł (i treść) notatki został zmie­niony na: „ACTA a pol­ska pre­zy­den­cja”. Pisze o tym por­tal pclab.pl
Załóżmy, że umowa ACTA już obo­wią­zuje. Załóżmy, że na dole rzą­do­wej strony Por­talu Inno­wa­cji umiesz­czony jest taki napis:
„Wszel­kie rodzaje kopio­wa­nia i roz­po­wszech­nia­nie moż­liwe jedy­nie po uzy­ska­niu pisem­nej zgody”.
Czy por­tal pclab.pl mógłby wtedy umie­ścić w tre­ści swo­jego arty­kułu to co umie­ścił? Chyba nie. Czy jeśli jed­nak by umie­ścił, to upo­waż­niony przed­sta­wi­ciel Por­talu Inno­wa­cji mógłby doma­gać się natych­mia­sto­wego zablo­ko­wa­nia strony? Chyba tak. Czy jest to moż­liwe w świe­tle obo­wią­zu­ją­cego obec­nie pol­skiego prawa. Być może jest ale jakie wywo­ła­łoby obu­rze­nie. Po pod­pi­sa­niu ACTA każdy przed­sta­wi­ciel każ­dego rządu mógłby wygło­sić ulu­bione przez rzą­dzą­cych uspra­wie­dli­wie­nie: „Nie chcem ale muszem, Unia każe, obo­wią­zują nas umowy międzynarodowe”.
Poli­tycz­nie bar­dzo opła­calne. Że tro­chę spi­skowe? Może i tak, ale ja nie mogę zapo­mnieć tego jak na jed­nym z ostat­nich posie­dzeń Sejmu poprzed­niej kaden­cji, tyl­nymi drzwiami został wpro­wa­dzony do ustawy zapis o moż­li­wo­ści utaj­nia­nia nie­któ­rych nie­taj­nych doku­men­tów rzą­do­wych i admi­ni­stra­cyj­nych. Nie mogę zapo­mnieć też tego, że nikt z rządu nie potra­fił wytłu­ma­czyć o jaki rodzaj doku­men­tów cho­dzi i dla­czego nie­tajne ma być tajne.

Maciej Rewicz
Studio Opinii

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja