polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Ulicami Warszawy  przeszedł doroczny Marsz Niepodległości, w tym roku pod hasłem „My chcemy Boga”. Według szacunków policji wzięło w nim udział około 60 tysięcy osób. Oficjalne uroczystości z udziałem prezydenta Dudy odbyły się na Placu Piłsudskiego. Obecny był tez prezydent UE Donald Tusk. * * * AUSTRALIA: Opublikowano wyniki dobrowolnej ankiety, z których wynika, że 61,6% respondentów chce legalizacji związków jednopłciowych. Teraz politycy przygotują stosowną ustawę i przeprowadzą ją przez parlament. * * * SWIAT: Dziesiątki tysięcy mieszkańców Barcelony wyszło na ulicę, aby świętować niepodległość Katalonii, o której secesję walczą od kilku tygodni. Chcą pełnej akceptacji swojej niepodległości przez hiszpański rząd, albo jego dymisji.
EVENTS INFO: Promocja książki Bogumiły Żongołłowicz pt. „Konsul” - Konsulat RP w Sydney, 28.11, godz.18:30 * * * Polski Festiwal - Klub Sportowy "Polonia" w Plumpton, 3.12, godz. 11:00- 18:00

środa, 30 listopada 2011

Bal maturzystów języka polskiego w Sydney

Już po raz siódmy członkowie Związku Nauczycieli Języka Polskiego, wraz z grupą zaangażowanych Rodziców zorganizowali kolejny, niezapomniany Bal Polskich Maturzystów. W sobotę, 5 listopada sala Klubu Polskiego w Ashfield wypełniła się polską młodzieżą. Maturzyści nie byli sami. Świętowali z nimi tę uroczystość Rodzice i przyjaciele oraz specjalnie zaproszeni Honorowi Goście.

Z maturzystami świętowali  tę uroczystość nauczyciele, rodzice i przyjaciele oraz specjalnie zaproszeni honorowi goście

Punktualnie o godz. 19.00 na scenę weszła Dorota Banasiak, która w tym roku przyjęła rolę Mistrza Ceremonii Balu. Pani Dorota jest również jedną z byłych, sydnejskich maturzystek języka polskiego. Nastąpiła ceremonia powitania honorowych gości, którzy zaszczycili Bal swoją obecnością. Był wśród nich Konsul Generalny RP – Pan Daniel Gromann; przedstawicielka Departamentu Edukacji NSW, the Principal of Saturday School of Community Languages – Mrs Adelia Fuller; wielki przyjaciel młodzieży i niezmordowany propagator polskości – ks. Artur Botur; znany poeta australijski polskiego pochodzenia – Peter Skrzynecki; dyrektorzy i zastępcy z poszczególnych Ośrodków Nauczania Języka Polskiego; nauczyciele różnych klas i poziomów; a przede wszystkim nauczycielki klas maturalnych. Polską Macierz Szkolną w NPW reprezentowała pani Elżbieta Cesarski. Uświetniły także tę uroczystość dwie osoby spoza Sydney – kierująca od wielu lat polskim szkolnictwem w Melbourne, pani Bożena Iwanowska, a także pedagog z Polski – pani Renata Zaborska.
Gratulację maturzystom złożyli kolejno pan Konsul Daniel Gromann oraz the Principal SSCL, Mrs Adelia Fuller.
Następnie maturzyści, prowadzeni przez dwie pary z Syrenki w pięknych strojach łowickich, zgromadzili się przed sceną. Ten widok musiał napawać dumą nie tylko rodziców i nauczycieli – ale całą polską społeczność. Ponad czterdzieścioro młodych polskich chłopców i dziewcząt zasiadło twarzą do publiczności na przygotowanych dla nich krzesełkach. Wszyscy uśmiechnięci i pogodni, odświętnie ubrani, każdy z czerwoną różą w ręku – to dla swojej nauczycielki.
Słowo Petera Skrzyneckiego do tegorocznych maturzystów
Oprócz życzeń i gratulacji od nauczycielek, jakie mieli za chwilę otrzymać, czekała ich również niespodzianka. Dla każdej osoby przygotowany był dwujęzyczny tomik poezji : „Old World/New World – Stary Świat/Nowy Świat”. Każda książka z dedykacją od poety – Petera Skrzyneckiego oraz tłumaczki Marianny Łacek. Wyjątkowa i niezapomniana była to okazja. Tomik 46 wierszy, z których siedem studiowali do matury z języka angielskiego, miał każdemu z nich wręczyć sam poeta, Peter Skrzynecki
Przed samą ceremonią prezentacji Peter Skrzynecki zwrócił się do maturzystów. Poeta pogratulował im wyboru języka polskiego jako jednego z przedmiotów maturalnych. Kiedy on sam był w ich wieku, nie było niestety możliwości uczenia się języka polskiego na poziomie szkoły średniej. Funkcjonowały jedynie szkoły sobotnie w Domach Polskich. Piotr Skrzynecki podkreślił naszą dumę z przynależności do Narodu Polskiego. Życzył młodym ludziom sukcesów na drodze jaką dla siebie wybiorą.

wtorek, 29 listopada 2011

Stoisko Bumeranga Polskiego na Polish Christmas Picnic


Bumerang  Polski 
zaprasza do  swojego stoiska promocyjnego na Polish Christmas Picnic w Tumbalong Park, Darling   Harbour
w niedzielę, 4 grudnia 2011 w godz.10.00 – 17.00.

 Zapraszamy  wszystkich  naszych czytelników z Sydney i okolic oraz  chętnych do współpracy przy redagowaniu Bumeranga Polskiego.

Znasz język polski? Chcesz spróbować swych sił jako dziennikarz? Lubisz robić zdjęcia? Przyjdź do naszego stoiska. 

  
 Poza tym będzie wiele atrakcji, m.in:   mini studio fotograficzne - Bayko Images i okazja do zrobienia sobie profesjonalnego portretu lub pamiątkowego, światecznego zdjęcia z prawdziwym Świętym Mikołajem a nawet całej sesji fotograficznej.  Zdjęcia będą drukowane na miejscu w trakcie imprezy.

Na stoisku proponujemy świetne prezenty pod choinkę - wyselekcjonowane ciekawe pozycje książkowe - zarówno dla polskich jak i  australijskich przyjaciół:


   - świeżo wydana polska powieść Agnieszki Burton - „Powrót do Edenu”, której akcja toczy się w australijskiej dżungli
- album artystyczny fotografika z Brisbane, Renaty Buziak - "Afterimage"


-dwa tłumaczenia polskiej poezji na język angielski Marcela Weylanda: „Pan Tadeusz” oraz „Słowo – 200 lat poezji polskiej”

- wydana po angielsku wspomnieniowa książka o polskich specjałach kulinarnych Beaty Zatorskiej – „Rose Petal Jam”

Tylko przy naszym stoisku bedzie możliwość spotkania się z samymi autorami i otrzymania autografów.


-filmowy dokument o odbudowie Warszawy na DVD : „Out of the Ashes – Jak Feniks z popiołów” (przedpłaty; kopie DVD z polskimi napisami  będą gotowe przed Świętami)

Będziemy  również rozdawać darmowe egzemplarze Expressu Wieczornego, kalendarze Bumeranga Polskiego oraz rozlosujemy  trzy bezpłatne vouchery  na kursy Polskiego Uniwersytetu Wirtualnego.
Poza tym niespodzianki dla wszystkich!

  Zapraszamy!

Bumerang Polski jest patronem medialnym Polish Christmas Picnic.

Oski Pictures presents: Polish Festival @ Federation Square 2011

poniedziałek, 28 listopada 2011

Wywiad na czasie: Konrad Niklewicz



Nie twierdzę, że nasza prezydencja jest tą najlepszą od początku całej Unii Europejskiej, ale na pewno sprawdziła się, zadania jakie zostały jej postawione, zostaną wypełnione od A do Z.- mówi Konrad Niklewicz rzecznik polskiej prezydencji w Unii Europejskiej w rozmowie z Azraelem Kubackim. Polska prezydencja w UE rozpoczęła się 1 lipca i zakończy się ostatniego dnia grudnia br.

Konrad Niklewicz
Azrael Kubacki: Zacznijmy od rzeczy prostych – czym jest właściwie prezydencja w strukturze Unii Europejskiej?
Konrad Niklewicz: Prezydencja nie jest niczym innym, niż kierowaniem pracami Rady Unii Europejskiej. Rada Unii Europejskiej (RUE) jest jedną z trzech podstawowych instytucji Unii Europejskiej. RUE zbiera się i obraduje w różnych konfiguracjach. Z reguły są to ministrowie poszczególnych resortów, wchodzący w skład stałych komitetów RUE. Każdy z tych komitetów, zwany też formacją, ma określone zadania. W większości przypadków są to prace nad postępującymi w UE pracami legislacyjnymi. I właściwie podstawową rolą prezydencji jest sprawne kierowanie pracami RUE.
Rada Unii Europejskiej jest trzecią formą organizacyjną Unii Europejskiej…
Tak, Parlament Europejski (PE) jest przedstawicielstwem całej społeczności Unii Europejskiej, jest wybierany w wyborach powszechnych, Komisja Europejska (KE) to strażniczka traktatów UE, która bardzo często jest nazywana egzekutywą Unii Europejskiej, ale jest to nazwa myląca, ponieważ KE nie do końca ma uprawnienia takie jak rządy krajowe. Ma natomiast bardzo poważną prerogatywę – jako jedyna instytucja w UE ma prawo do zgłaszania wniosków, projektów legislacyjnych. Nad tymi propozycjami pracuje najpierw RUE, a następnie PE. RUE jest taka naprawdę przedstawicielem rządów poszczególnych państw unii. Aby sprawnie procedować, RUE musi mieć kierownictwo i to jest właśnie rola prezydencji.
Prezydencja jest więc działaniem nie na rzecz interesów danego kraju, lecz na rzecz całej wspólnoty europejskiej? Pytam się o to, ponieważ w Polsce pojawiały się głosy, szczególnie ze strony opozycji, że Polska obejmując prezydencję zbyt mało nacisku położyła na obronę polskich interesów i problemów.
Najważniejszą rolą prezydencji jest prezentowanie i dbanie o interesy wszystkich 27. państw UE. Już niedługi tych państw będzie 28., ponieważ to polska prezydencja doprowadziła do końca proces akcesji Chorwacji do UE.
Jakie są główne zadania polskiej prezydencji w tym półroczu, kiedy przewodzimy RUE?
Starannie przygotowywaliśmy się do naszej prezydencji od kilku lat. Mamy trzy podstawowe priorytety. Pierwszym z nich jest wzrost gospodarczy UE i wszystkie działania mające do tego doprowadzić. Koncentrowaliśmy się na usunięciu barier na rynku wewnętrznym UE, choć wspólny rynek UE ma już prawie 20 lat, to wciąż istnieje wiele barier lokalnych, utrudniających przedsiębiorcom prowadzanie działalności. Są to często bardzo szczegółowe rozwiązania, jakieś zapomniane przepisy, czy regulacje, które blokują działalność. Oczywiście podstawowym zagadnieniem w tym obszarze jest budżet UE, negocjacje w sprawie wieloletniego budżetu, na lata 2014 – 2020. Chcemy następnym prezydencjom szczegółowy raport, który by opisywał, w których elementach tego budżetu już osiągnięto porozumienie, a w których potrzebne są dalsze negocjacje.
Wielką rolą, jak spadła na polską prezydencję, były działania antykryzysowe. I to najważniejsze działania odbywały się w ramach Rady Ecofin , czyli formacji skupiającej ministrów finansów UE. Udało nam się przygotować i wdrożyć znany powszechnie tak zwany sześciopak, czyli pakiet pięciu rozporządzeń i dyrektywy, wzmacniający unijny Pakt Stabilności i Wzrostu, trzymający w ryzach finanse publiczne krajów UE. Ten pakiet znacząco wzmacnia dyscyplinę finansową krajów UE, w prawie krajów UE znajdą się zapisy zapobiegające ich nadmiernemu zadłużaniu, a dodatkowo zostaną zmienione zasady upominania tych państw, które naruszają zasady zapisane w traktacie z Maastricht, mówiące, że deficyt nie może być większy niż 3 procent, a zadłużenie publiczne nie może być większe niż 60 procent PKB. „Sześciopak” jest dowodem, że Polsce udało się wypracować niezwykle ważną reformę. To nie jedyne polskie sukcesy w walce z kryzysem. Na ostatnich szczytach UE przyjęto wiele rozwiązań dotyczących walki z kryzysem. Większość z nich jest autorstwa Eurogrupy [państw należących do strefy euro], ale część pakietu antykryzysowego, zgodnie z podziałem zadań w UE, zostało wypracowane na forum całej Rady Unii Europejskiej. Dotyczy to między innymi systemowego wzmocnienia sektora bankowego. I jest to zasługa polskiej prezydencji.
Drugim priorytetem polskiej prezydencji są zadania, nazywane roboczo „Bezpieczna Europa”. Dotyczy to bezpieczeństwa społeczeństwa ściśle rozumianego, ale również zagadnień bezpieczeństwa energetycznego. W ramach tego priorytetu polska prezydencja podejmowała i dalej podejmuje bardzo konkretne działania. Udało nam się uzyskać historyczne, precedensowe porozumienie w sprawie wspólnego, unijnego mandatu do negocjacji gazowych z Azerbejdżanem i Turkmenistanem.
Czy to dotyczy gazociągu Nabucco?
Także tego projektu, ale nie tylko. Jeżeli uda się podpisać porozumienie z wymienionymi krajami, powstaną podstawy prawne do podpisania kontraktów na budowę gazociągów transportujących gaz do krajów UE. Nie ma natomiast problemu gazu łupkowego, regulacje prawne UE pozwalają na swobodne poszukiwanie i wydobywanie gazu łupkowego w Polsce. Kolejnym elementem polityki energetycznej, co zostało wypracowane przez polską prezydencję, jest tak zwana wewnętrzna polityka energetyczna UE. Chodzi o skatalogowanie zasad, jakimi ma kierować się cała unia w swoich relacjach z państwami trzecimi. Tym katalogiem zasad objęta byłaby również Rosja. Porozumienie w tej sprawie powinno zostać podpisane w grudniu.
A trzeci priorytet naszej prezydencji?
Jest on związany z polityką zagraniczną UE i jej rozszerzeniem. Nazwaliśmy go „Europa korzystająca na otwartości”. Przede wszystkim chodzi o kontynuację procesu rozszerzania UE, budowę lepszych kontaktów z państwami bliskiego sąsiedztwa UE. W ramach tego priorytetu zorganizowaliśmy Szczyt Partnerstwa Wschodniego w Warszawie. Było to wydarzenie dużej rangi, szczyt partnerstwa zakończył się podpisaniem wspólnej deklaracji, przez wszystkie państwa członkowskie UE i przez wszystkie państwa partnerstwa, rozszerzające katalog wspólnych działań. Jednym z elementów tej deklaracji są ustalenia, że państwa Partnerstwa Wschodniego będą stopniowo obejmowane ruchem bezwizowym. Innym elementem tego porozumienia jest zwiększenie budżetu operacyjnego Partnerstwa Wschodniego.
Jak Pan może przekonać opinię publiczną w Polsce, że nasza prezydencja jest udana?
Jest prawdą, że kryzys gospodarczy w Europie Zachodniej przesłonił codzienną działalność polskiej prezydencji. Prezydencja jednak doprowadza do podjęcia konkretnych decyzji w wielu sferach życia, jak choćby regulacje dotyczące handlu elektronicznego, wprowadzające jednolity rynek internetowy w całej UE. Media o tym nie piszą, są raczej nakierowane na bardziej spektakularne sprawy. Polska odniosła wiele spektakularnych sukcesów, jak choćby wspomniany „sześciopak”. Wprowadzono wiele znaczących regulacji i aktów prawnych, jak choćby ten chroniący dzieci przed pornografią i pedofilią, czy regulacje dotyczące europejskiego paktu przeciwko narkotykom syntetycznym. Komunikaty prasowe po każdym miesiącu naszej prezydencji pełne są informacji i konkretnych załatwionych problemach. Nie twierdzę, że nasza prezydencja jest tą najlepszą od początku całej unii, ale na pewno sprawdziła się, zadania jakie zostały jej postawione, zostaną wypełnione od A do Z, a nawet więcej – potrafiła odnaleźć się w czasie wielkiego kryzysu. Polacy dali nasz, autorski wkład w opanowanie tego kryzysu.
Czy jakieś projekty, zainicjowane przez Polskę będą dalej realizowane?
Tak, wiele z nich. Choćby regulacje dotyczące handlu elektronicznego. Będzie możliwe realizowanie transakcji handlowych pod reżimem jednolitego prawa unijnego. Oczywiście bardzo ważnym elementem naszej prezydencji jest rozpoczęcie negocjacji budżetowych. Innym konkretem jest przełamanie problemów z programem pomocy żywnościowej dla najuboższych. To są setki milionów euro, wydawanych w z budżetu UE na zakup żywności, która jest następnie dystrybuowana wśród biedniejszych mieszkańców unii. Wiele krajów z tego projektu korzysta, kilka krajów chciało zablokować ten projekt, naszej prezydencji udało się przekonać je, aby ten projekt w najbliższych latach był dalej kontynuowany.

Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Azrael Kubacki

niedziela, 27 listopada 2011

Kartki z podróży: Palma de Mallorca (2)

Ciąg dalszy fotoreportażu z Majorki  Krzysztofa Bajkowskiego.

Wąskie uliczki Starego Miasta

  Słońce na Majorce jest cudowne. Można  na plaży przebywać  cały dzień i nie odczuć oparzeń skóry.  Po wygrzaniu się na piasku okolic Palma de Mallorka czas na  ochłodzenie się w cieniu zabytkowych uliczek miasta. Są bardzo wąskie. Słoneczne światło do nich prawie nie dociera; stanowią naturalną chłodziarkę. Doskonaly projekt architektoniczny uwzględniający ludzkie potrzeby komfortu życia w ciepłym klimacie. 

   Starówka Palmy jest jedną z najlepiej zachowanych w Europie. Najbardziej znaczącymi  zabytkami stolicy Balearów  to dwie budowle:   gotycka katedra de Santa María de Mallorca (budowana w latach 1230 i 1600) oraz Palau de l'Almudaina (Pałac de l' Almudaina) który jest mieszanką stylów aragońskich i arabskich.

 Pierwotnie pałac ten był siedzibą  mauretańskich walis (gubernatorów), a później majorkińskich królów. Obecna budowla, wzniesiona wokół zwartego dziedzińca, w znacznej mierze zawdzięcza swój wygląd królowi Jaume II (1276-1311), który mieszkał tu przez ostatnie 12 lat życia.

 Monarcha przekształcił dawną fortecę w pysznie wykończony pałac, łączący z powodzeniem elementy  gotyckie i mauretańskie.  Tego niełatwego dzieła dokonał ulubiony architekt króla, urodzony na Majorce Pedro Selva. Dwa najbardziej rzucające się w oczy odwołania do architektury mauretańskiej to kruche z pozoru zewnętrzne mury z kwadratowymi wieżyczkami i zgrabnym krenelażem oraz delikatna arkadowa loggia, która najładniej wygląda od dołu, z nadmorskiej esplanady.


Wpływy działalności architektonicznej
Antoniego Gaudiego

Natomiast stojąca obok i górująca nad otaczającymi parkami i zabudową starego miasta  katedra  to budowla będąca symbolem, nie tylko Palmy ale całej Majorki. Swą atrakcyjność zawdzięcza zarówno przepięknej gotyckiej architekturze jak i swej wielkości oraz kolorowi kamienia użytego do jej konstrukcji wyróżniającemu monument z pośród sąsiednich budynków.  Atrakcyjności Katedrze dodaje  to, że jest  położona naprzeciwko morza. Jest więc pierwszym widocznym obiektem architektonicznym  dla turystów przybywających na wyspę promami.
 
 Katedra została  wybudowana przez nieznanego architekta tuż po odbiciu wyspy z rąk muzumańskich  przez Koronę Aragonii ( Corona de Aragon) i dalej  rozbudowywana od 1346 do 1601 roku. W latach 1904 - 1914 remont katedry przeprowadzony przez slynnego Antonio Gaudiego spotkał się z niebywałą falą krytyki, choć  rekonstrukcja glownego ołtarza – przeniesienie go w bardziej centralne miejsce stała się prokursoryjna dla obowiązującej dopiero kilkadziesiąt lat później posoborowej liturgii mszy.
Niesamowitą ciekawostką jest to iż oba budynki – katedra i pałac w słoneczne dni zmieniają swój kolor dzięki zastosowanym do ich budowy materiałom. Wraz ze zmianą natężenia światła ich mury w godzinach południowych staja się jasnożółte by w promieniach zachodzącego słońca stać się jego odbiciem i olśniewać wszystkich intensywnym pomarańczem.



Mury Pałacu de l' Almudaina
Katedra de Santa María de Mallorca



  
 Uliczki Palmy , dające komfortowy chłod po gorącym dniu
Typowy dziedziniec rezydencji na Starym Mieście

 

Portyk Katedry de Santa María de Mallorca w Palmie
Część pierwsza: Kartki z podróży: Palma de Mallorca (1)















Bumerang Polski poleca: "Powrót do Edenu"

Prezentujemy  fragmentu książki Agnieszki Burton pt.: "Powrót do Edenu". Książkę będzie można kupić już w najbliższą niedzielę , 4 grudnia na stoisku Bumeranga Polskiego podczas Polish Christmas Picnic na Darling Harbour.

Rozdział I
Stan oczekiwania

Po nieskończenie długim i monotonnym locie nad Azją i oceanami, wlecieliśmy nad terytorium Australii. Przywitała nas nocna pustka kontynentu. Mignęły światła osamotnionego miasteczka Broome na północno-zachodnim wybrzeżu i zniknęły wszelkie ślady ludzkich osad. Pod nami rozciągała się wielka niezamieszkała przestrzeń. Ciarki przeszły mi po plecach. Jak tu żyć? - pomyślałam.
Z odrętwienia, półsnu, wyrwały mnie mocne szarpnięcia, spadaliśmy na dół. Ludzie w ciemności zapinali pośpiesznie pasy. Spojrzałam na zegarek i starałam się odgonić klaustrofobiczne myśli. Już ponad dwadzieścia godzin siedzieliśmy zamknięci w tej metalowej puszce. Wyprostowałam nogi, przypominając sobie o zagrożeniu, jakim mogą być zatory krwi podczas takich długodystansowych lotów.
Stewardesy z idealnym, dyskretnym makijażem, grzecznie uśmiechnięte, spokojnie podawały kolejny posiłek. Moich niesfornych włosów nigdy nie udałoby się uczesać w taki zgrabny koczek.
Bezmyślnie bawiłam się pilotem, kolejny film, sąsiad obok głośno chrapał. Starałam się usilnie złapać jeszcze kilka godzin snu i myślałam o żegnających mnie na lotnisku, zapłakanych rodzicach.
Po dwudziestu czterech godzinach podróży stanęłam w kolejce do kontroli granicznej w Sydney. Wokół kręciły się wytresowane psy na smyczy, obwąchujące nasze bagaże. Modliłam się w duchu, by nie wywęszyły czekolady kupionej gdzieś po drodze, którą zapomniałam wyjąć z plecaka. Wiedziałam, że do Australii nie wolno wwozić żadnej żywności, ale cóż... Zamarłam, gdy jeden z psów zamerdał przy mnie ogonem. Spojrzałam groźnie w jego bursztynowe ślepia - Uciekaj! Odszedł, pociągając swego opiekuna w kierunku czyjejś pękatej walizki. Kolejka posuwała się szybko. Urzędnik mechanicznym ruchem ręki wbił pieczątkę do paszportu.
Czekała mnie jeszcze jedna, ostatnia już przesiadka z Sydney do Cairns, jeszcze tylko kilka godzin lotu.
Drzwi klimatyzowanego terminalu lotniska otworzyły się i prosto w moją twarz uderzyło gorące, parujące powietrze, które oblepiło mnie natychmiast jak cukrowa wata. Stałam tak kilka chwil z ciężkim plecakiem i wdychałam zapachy tropiku niczym polująca lwica. Zbutwiała roślinność i deszcz.
Jestem na drugim końcu świata, a Johna nie ma.
Czekałam... Obok mnie na ławce wyciągnęła swoje chude, czekoladowe nogi młoda Aborygenka. Założyła ręce na brzuchu, przymknęła oczy. Przy jej ustach wisiał papieros, którego paliła tylko samymi wargami, bez angażowania rąk, jak żul. Kilka ruchów policzkami i buchał dym - mała lokomotywa.
Nadjechał jej autobus, wstała, wyprostowała fałdy wypłowiałej spódnicy w kolorowe kwiaty, zadeptała peta i siarczyście charchnęła na chodnik zieloną flegmą.
Jet lag dawał mi się we znaki. Położyłam się na ławce z plecakiem pod głową i zasnęłam. Robiło się już ciemno, kiedy ktoś delikatnie dotknął mojego ramienia. Smagana słońcem twarz uśmiechała się radośnie nad moją głową. Zerwałam się na nogi, a sen natychmiast odleciał.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się, że jesteś - wykrzyknęłam.
Przycisnął mnie do swojego brudnego podkoszulka.
-Przepraszam, chciałem jakoś dać znać, ale drogi po tych deszczach... Zakopało mnie, ponad godzinę go wyciągałem... - tłumaczył się niezręcznie, wskazując na oblepionego czerwoną gliną jeepa.
Przyciągnęłam go do siebie jeszcze mocniej.
-Damy radę wrócić? Zobacz, robi się już późno. Zostańmy tutaj, wyjedziemy jutro - zaproponowałam.
John uśmiechnął się tajemniczo, wrzucił do auta mój plecak i ruszyliśmy. Wpatrywałam się w jego spokojny profil. Prosty jak u greckich posągów nos i spracowane ręce, mocno trzymające kierownicę. Od czasu do czasu spoglądał na mnie i w jego spojrzeniu czytałam uczucia.
Jak zwykle, nie potrzebne mu były słowa.
Cairns. Jedziemy nadmorską promenadą, którą znam z pocztówek przysyłanych przez Johna. Wokół nas tańczą kolorowe światła, a w oddali majaczą dostojne cienie gór. Na ulicy panuje turystyczny tłok. W restauracjach, w pubach, w barach, wszędzie bawią się porozbierani, opaleni ludzie. Mimo wieczoru, upał zelżał tylko trochę. Jest parno tą tropikalną, wilgotną duchotą.
Hotelowa recepcja zarzucona jest setkami kolorowych ulotek, zachęcających do wyprawy na Wielką Rafę, do żeglugi wokół egzotycznych wysp albo do podróży na artystyczny targ w wiosce Kurranda kolejką linową w góry. W pokoju cicho szumi klimatyzacja. Biorę chłodny prysznic. Walczę ze zmęczeniem i sennością.
John na balkonie zwija tytoniowego skręta. Na horyzoncie szumi czarna otchłań - to morze i rzędy łagodnie falujących na ciepłym wietrze wysokich, cienkich jak gigantyczne tyczki, palm. Podchodzę do jego pleców owinięta w biały, hotelowy ręcznik i czuję jak w podświadomości zamyka się fotograficzna klatka. I zupełnie jak w jakimś tanim romansie... Chcę, żeby ta chwila trwała.
Budzi nas ostre słońce, w pokoju pachnie kawa.
Dotykam leniwie wykrochmalonej pościeli i myślę o tym ogromnym kraju, który już wkrótce otworzy się, być może, przede mną jak tajemnicza księga.
I o miejscu, w którym mam zamieszkać... Domu, którego jeszcze nie widziałam.
ciąg dalszy: melbourne.pl

sobota, 26 listopada 2011

Wojna o opakowania papierosów w Australii

Tak było dawniej..
Od grudnia 2012 r. wszystkie sprzedawane w Australii paczki papierosów mają być szaro-brunatne, pozbawione logo producenta, za to z wizerunkami jak  z patologicznych reklam horrorów. Na górze tekst informujący o szkodliwości palenia. Pod nim duże, drastyczne zdjęcia zdegenerowanych części ciała ludzkiego. Napisana niewielką czcionką nazwa producenta widnieć będzie dopiero na samym dole.
O takim wyglądzie  paczek papierosów zdecydował niedawno parlament na wniosek rzadu Julii Gillard. Nowe przepisy oczywiście nie spodobały się producentom papierosów, którzy obawiają się gigantycznych strat. O sile tej dezaprobaty najlepiej świadczy reakcja azjatyckiego oddziału firmy tytoniowej Philip Morris, ktory  wszczął procedurę prawną przed sądem arbitrażowym przeciwko australijskiemu rządowi federalnemu. 
..a tak dziś
Philip Morris skorzystał z zapisów dwustronnej umowy o ochronie inwestycji podpisanej przez rządy Australii i Hongkongu. Koncern twierdzi, że przyjęte prawo, wymagające sprzedaży papierosów w jednakowych, pozbawionych znaków firmowych opakowaniach, zaszkodzi jego zastrzeżonemu znakowi firmowemu i domaga się zawieszenia tych przepisów. Philip Morris żąda odszkodowania i szacuje swoje przyszłe straty na miliardy dolarów.

Oczekujemy, że rekompensaty sięgną miliardów dolarów - powiedziała rzeczniczka koncernu Anne Edwards. Marki to nasze najcenniejsze aktywa (...) Taka decyzja oznaczałaby w praktyce konfiskatę naszej marki w Australii – dodała.
Inny wielki producent papierosów, British American Tobacco Australia, zapowiedział kilka dni temu, że zaskarży rząd Australii przed Sądem Najwyższym, jak tylko kwestionowane przepisy staną się obowiązujące.

Wg opinii samych palaczy wygląd opakowań nie zmieni ich przyzwyczajeń palenia. Papierosy można przełożyć do estetycznych papierośnic. Są również głosy mówiące o atrakcyjności drastycznych obrazków dla młodzieży lubiacej takie wizualizacje np. w grach komputerowych, co może zachęcać ją do nabywania produktów z takimi właśnie horrorystycznymi wizerunkami.
 Rząd w Canberze twierdzi jednak, że nowe prawo tytoniowe to przełom w historii zdrowia publicznego w Australii.

Nie wiadomo czy w dalszych planach rządu  Julii Gillard tak dbającego o zdrowie Australijczyków nie jest wprowadzenie na butelkach z trunkami ostrzeżeń o szkodliwości picia alkoholu  w postaci np. drastycznych zdjeć "żuli". (kb)

piątek, 25 listopada 2011

Sezon świąteczny rozpoczęty

Koncertami dla dzieci i rodziców w Hyde Park i na Martin Place, przybyciem pierwszego Świętego Mikołaja do Sydney i zapaleniem oficjalnie świateł na 22 metrowej miejskiej choince  Sydney rozpoczęło wczoraj sezon świąteczny Bożego Narodzenia. Oficjalnego rozpoczęcia świątecznych celebracji dokonała burmistrzyni Sydney Clover Moore wraz ze Św. Mikołajem i małą dziewczynką.
W Hyde Parku były prezentacje programu  dla dzieci Dora the Explorer i kolędy chóru filharmonicznego a na Martin Place The Smurfs Christmas show, śpiewy świateczne Australian Girls Choir oraz występy  Lah-lah's BIG Live Band i Guy'a Sebastiana, który pięknie zaśpiewał kolędę wraz z dziewczęcym chórem. Po zapaleniu 58 tys. diodowych światełek na miejskiej choince i fajerwerkach , na głównym deptaku  miasta -Pitt Street rozpoczęło się kolędowanie sydnejskich chórów przybyłych  z różnych dzielnic metropolii.
Tymsamym rozpoczął sie sezon... światecznych przygotowań i  bieganiny po sklepach. Atmosfera w mieście cudowna i tylko powraca pytanie czy wszyscy jeszcze pamiętają co jest przyczyną tego  całego zamieszania?


Fotoreportaż Krzysztofa Bajkowskiego

                                                                         
 
                                                                                                                                                                
Guy Sebastian

czwartek, 24 listopada 2011

Gorączka złota (3)

Gorączka złota - Seweryn Korzeliński
 Andrzej Siedlecki

Sprawdzanie licencji
Jak Pan Seweryn, patriota[1], dołączył do tysięcy poszukiwaczy złota?
Ano, jakby nie z własnej chęci, a raczej z musu, bo okoliczności dla rodaka naszego nie były sprzyjające, a los jego był podobny do innych polskich żołnierzy  tułaczy, których historia wygnała na obce lądy. Na wieść o powstaniu przeciwko Rosjanom Pan Seweryn  porzuca studia prawnicze, by wziąć udział w listopadowej insurekcji przeciwko okupantom. Po upadku powstania, razem z polskim oddziałem walczy dalej w powstaniu węgierskim z 1848 roku przeciwko Austrii, drugiemu okupantowi polskich ziem. Otrzymuje stopień majora. Po upadku powstania jest więziony w Turcji, stamtąd udaje mu się przedrzeć do Francji – bieda i poniżenie, potem Anglii – też bieda i poniżenie! Emigranci bez zawodu i znajomości języka nie mogą mieć żadnych widoków na przyszłość. Może  życie Pana Seweryna potoczyłoby się inaczej, bo oto otrzymuje propozycję, by uczyć niemieckiego, ale pod warunkiem, by zgolił swe „okropne wąsiska”, których jak twierdzi, Anglicy w ogóle u nikogo nie cierpią. Propozycja ta wydaje mu się nieco dziwaczna, bo jakże to, ma się wyrzec części swojej szlacheckiej osobowości... i wygląd zewnętrzny ma być ważniejszy od innych zalet? Nie! Stanowczo odmawia i o jego losie zadecydują... wąsy!!
 Tak więc w 1852 roku, razem z weteranami z polskiego i węgierskiego powstania wypływa z Anglii i w wieku 48 lat, przypływa do Australii. Przed dotarciem do portu w Melbourne kapitan statku "Great Britain" wyraża sympatię dla podróżujących nim Polaków, wręczając im list z wyrazami uznania za wzorowe postępowanie w ciągu trzymiesięcznej żeglugi. Pisze w liście: „Jestem dumnym, że los sprowadził Panów na pokład okrętu, którego ja jestem komendantem”. I ostatniego dnia podróży zaprasza grupkę rodaków na długą i wystawną biesiadę, mocno trunkami oblewaną. Wyróżnienie to nie lada wśród podróżujących, składających się z czternastu różnych narodowości o różnych skłonnościach i nałogach, których przedstawicieli komendant nierzadko musiał karać aresztem, lub zakuć nawet w łańcuchy. Przy obiedzie nie obeszło się bez śpiewów i choć nasi rodacy ostro się wymawiali, to musieli zaśpiewać...i nagle na „końcu świata” wody Pacyfiku niosły w dal dumkę Zalewskiego: „Nie masz bo rady dla duszy kozaczej - U nas inaczej, inaczej, inaczej”. Angielskie towarzystwo podłapało słowo „inaczej”, dodało „Hurra!” – i  tak to wszystkich „zelektryzowało”, że w ogólnej wesołości, wazę znów ponczem napełniono. Pan Seweryn widząc, że zanosi się na nocną pohulankę, wymyka się cichaczem do kajuty, by zachować przytomność i siły na resztę dni niewiadomych, a po pierwszym noclegu pod drzewem, przygotować się na wyprawę do buszu, miejscowego Eldorado.

Poszukiwacze złota mieszkali w prymitywnie skleconych przez siebie budach lub namiotach. Nie bardzo chroniły one przed potwornym upałem i słońcem, tropikalnymi ulewami i muchami, szukającymi wszędzie wilgoci i wdzierającymi się do oczu, i uszu brodatych górników. Prawdziwe przekleństwo! Nieszczęśliwiec, ukąszony w spojówkę oka po dwudziestu czterech godzinach nie mógł już rozpoznać spuchniętej twarzy, przy czym spojówki zakrywały mu ledwo widzące oko. Na szczęście, po kilku dniach opuchlizna znikała.  Nasz rodak, mimo że zahartowany w bojach – i to dosłownie, niczego tak się nie bał, jak infekcji i ciągle gałązkami odganiał się od natrętów.

środa, 23 listopada 2011

Polish Christmas na Darling Harbour - program


Do kolejnego polskiego Bożego Narodzenia na Darling Harbour w Sydney - największej  imprezy plenerowej  w NSW organizowanej przez mieszkających tu Polaków zostało 10 dni. Impreza rozpocznie się o godz 10.00, w niedzielę 4 grudnia.
 W tym roku na murawie Parku Tumbalong - tradycyjnego miejsca tej dorocznej polskiej  imprezy,  rozstawionych będzie 19 stoisk z różnościami  - od specjalności kulinarnych po świąteczne prezenty, namiot edukacyjny oraz  ogródek piwny - oczywiście z polskim piwem.
Bumerang Polski będzie miał również swoje bardzo atrakcyjne stoisko. Będzie więc to pierwsza okazja do bezpośredniego spotkania się z członkami stowarzyszenia Bumerang Polski - Bumerang Media Inc. O szczegółach napiszemy wkrótce.
 Tymczasem   program sceniczny został już dopięty na ostatni guzik. Kierownik artystyczny imprezy, Dariusz Paczyński przesłał nam dzisiaj szczególowy harmonogram ponad pięciogodzinnych występów na scenie tegorocznej edycji Polish Christmas na Darling Harbour.

  POLISH CHRISTMAS 2011 PROGRAMME:

11:00am        WELCOME by Masters Of Ceremonies
11:10am        OPEN MICROPHONE-morning session
11:40 am      Sylwester Gladecki -ballads

12:00noon    POLISH Bugle-Call
12:05pm       KOSCIUSZKO HERITAGE INC. - special presentation
                      and Olivia Kierdal -singer
12:10pm        Polonaise - Volunteers’ dance
12:30pm        SYRENKA –Polish Dance Ensemble

1:00pm          SBS Radio - Live Broadcast
1:10pm           OFFICIAL OPENING by the Consul General
                        of The Republic of Poland   in   Sydney Mr. Daniel Gromann
1:15 pm         Representing premier of NSW- Minister Victor Dominello
1:20pm          POLISH COOKING SHOW- MY KITCHEN RULES WINNERS 2011 - Samantha and Izabella Jakubiak
1:50pm          LAJKONIK - Polish Song & Dance Ensemble

2:15pm          SBS Radio - Live Competition on Stage
2:25pm          PODHALE  - Polish Song & Dance Ensemble  
2:50pm          MAGDALENA WOLLEJKO –Star from Poland,
                     and MICHAL  MACIOCH-singer

3:05pm          KUJAWY - Polish Dance Ensemble
3:30 pm        OPEN MICROPHONE-afternoon session
3:45pm         NOSTOS BAND- music from Greece

4:15 pm         CABARET “VIS-A-VIS” –show
4:45pm         RAY WOODS & WODZGA -rhythm and blues

5:00pm          POLISH CHRISTMAS CAROLS CONCERT
5:30pm          FINALE

Bumerang Polski jest patronem medialnym imprezy.

wtorek, 22 listopada 2011

Konkurs dla Polonii: „Polska wieś - dziedzictwo i przyszłość”

 Fundacja na  Rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa ogłasza Konkurs dla Polonii „Polska wieś - dziedzictwo i przyszłość” na prace prezentujące polską wieś, obszary wiejskie (zbiory listów, monografie, sagi rodzinne itp.) napisane przez Polaków mieszkających poza granicami Polski, które nie zostały wydane i upowszechnione w kraju i w środowiskach polonijnych, a których opublikowanie będzie stanowiło ważny wkład w dokumentowanie i upowszechnianie  historii polskiej wsi.
Projekt konkursu dla Polonii jest wynikiem doświadczeń, jakie jego organizator – Fundacja na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa (FDPA ) – zdobył podczas realizacji trzech edycji konkursu krajowego „Polska wieś – dziedzictwo i przyszłość”.
 Więcej informacji o dotychczasowej działalności Fundacji oraz poprzednich edycjach konkursu „Polska wieś – dziedzictwo i przyszłość”dostępnych jest tutaj:



poniedziałek, 21 listopada 2011

Siódmy Polski Festiwal w Melbourne

Pierwszy polski festiwal w Melbourne odbył się siedem lat temu w Muzeum Emigracji w zamkniętym pomieszczeniu, ale kolejne sześć już na centralnym placu miasta, prestiżowym i nowocześnie zaprojektowanym Federation Square.  Wczoraj pod hasłem: "Bringing a Taste of Poland to Melbourne" odbył się właśnie ten siódmy polski dzień pełen atrakcji dla dzieci i starszych przy zaangażowaniu ponad 400 osób. Festiwal jest jedyną okazją pokazania polskiej kultury zwykłym Australijczykom. Były m.in.  występy zespołów folklorystycznych: Łowicz, Polonez, Syrenka i  Lajkonik, pokazy mody polskiej projektantki Doroty Jelonkiewicz i hejnał mariacki 9-letniego hejnalisty. Stoiska oferowały polskie biżuterie, polskie wycinanki, szopki krakowskie, wyroby rękodzielnicze, kulinarne, książki i płyty.
Rząd Stanu Victoria obiecał wspomóc imprezę w wysokości 100 tys. dolarów.


niedziela, 20 listopada 2011

Rząd kontynuacji czy przełomu?


Po przedstawieniu przez premiera Donalda Tuska składu nowego rządu, komentatorzy i politycy wydają się być zawiedzeni. Nie ma w nim żadnych niespodzianek, których by wcześniej nie odkryli dziennikarze, łącznie z nominacją filozofa (ale doktora politologii) Jarosława Gowina na stanowisko ministra sprawiedliwości.
Próbuje się temu rządowi przydzielić różne etykiety – polityczny, autorski, rząd hegemona, czy nawet, jak to określił sam premier, rząd zderzaków (przed skutkami kryzysu). Chyba najtrafniejsze określenie to rząd zadaniowy. Nie mamy do czynienia z rekonstrukcją rządu, ponieważ poprzedni nie rozleciał się, lecz stabilnie dotrwał do końca kadencji, ale raczej z kontynuacją. To rząd, gdzie najważniejsze resorty (finansów, skarbu, gospodarki, rozwoju regionalnego, spraw wewnętrznych, administracji i cyfryzacji, obrony, spraw zagranicznych) z punktu widzenia interesów gospodarczych państwa pozostały nienaruszone, lub są prostą kontynuacją poprzez awansowanie sekretarzy i podsekretarzy stanu na stanowiska ministrów konstytucyjnych. Jest oczywiście także wymiar polityczny, związanie z premierem i rządem pewnych ludzi i frakcji politycznych Platformy Obywatelskiej – tym są nominacje konserwatysty Gowina do MS i lewicującego Bartosza Arłukowicza, który objął resort ochrony zdrowia. Ukłonem w stronę parytetu płci jest nominacja Joanny Muchy, ale znający ją wiedzą, że nie jest to osoba słaba i nie będzie li tylko ozdobnikiem gabinetu Donalda Tuska.
Rząd pozostanie centrum legislacji państwa, szerzej – głównym centrum władzy. Premier, mający niepodważalną legitymację rządzenia, a także silną pozycję w swojej partii, doprowadził do znacznego osłabienia prezydenta w roli władzy wykonawczej, nic nie zabierając prestiżowi tego urzędu, a przede wszystkim osłabił rolę Sejmu. Nominacja na stanowisko marszałka Sejmu całkowicie oddanej Donaldowi Tuskowi Ewy Kopacz jest tego koronnym dowodem. Spójność klubu PO w Sejmie potwierdza alians premiera z jego szefem, Rafałem Grupińskiem, stronnikiem Grzegorza Schetyny. To każe inaczej patrzeć na sprawę samego byłego marszałka. Również podział ról w rządzie wskazuje, że premier chce trzymać władzę w swoich rękach, prawdziwe centrum dowodzenia jest w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera Rady Ministrów. Wskazuje też na to wzmocnienie pozycji Tomasza Arabskiego, który nie tylko pozostał szefem kancelarii, ale również został szefem Komitetu Stałego RM. To poważna funkcja, warto sobie przypomnieć jak ważną rolę w rządzie Jarosława Kaczyńskiego odgrywał Przemysław Gosiewski.

Australijskie inspiracje w kolekcji Łukasza Jemioła


fot. Jakub Pleśniarski/ Pokaz kolekcji Łukasza Jemioła wiosna lato 2012

Niskie, onieśmielające dźwięki didgeridoo, ptasie krzyki i skrzeki, rytmiczny i głośny punk rock w wersji main streamowej były tłem pokazu Łukasza Jemioła, który odbył się 17. listopada w jednym z najbardziej obleganych miejsc w stolicy, postindustrialnej przestrzeni Soho Factory.

Kolekcję wiosna lato 2012 mieliśmy już co prawda okazję obejrzeć podczas Fashion Week w Łodzi, lecz warszawski pokaz znacznie różnił się od minionego. Przede wszystkim scenografia – modeliki brnęły w niebotycznie wysokich obcasach po czerwonym piasku prosto z Ayers Rock w centralnej Australii, a wychodziły zza drewnianego parawanu niczym z australijskiej farmy. Łukasz Jemioł po prostu zakochał się w piątym kontynencie. Różnice przejawiały się również w stylizacji modelek, inne połączenia, nowatorskie rozwiązania.

Więcej: laMode.info

- Byłem w Australii i zakochałem się w niej. To była cudowna podróż, dlatego chciałem przenieść do Warszawy nie tylko piasek, ale i energię, wolność oraz inspirację kolorami- mówi Łukasz Jemioł, który tym razem postawił na: biel, ceglastą czerwień, pomarańcz, szarości, seledyn i turkus. Projektant umiejętnie połączył delikatne, lejące się materiały i skórę. Motywem charakterystycznym kolekcji są skórzane frędzle - na sukienkach, zarówno tych krótkich, ale i długich i króciutkich kurteczkach.

Więcej: Styl.pl

sobota, 19 listopada 2011

Włodarczyk może zakończyć karierę Greena

Krzysztof Włodarczyk
fot. Creative Commons
Jonathan Cook, dziennikarz australijskiego dziennika The West Australian udał się w 24-godzinną podróż, aby przeprowadzić wywiad z Krzysztofem Diablo Włodarczykiem, polskim mistrzem świata w boksie zawodowym którzy 30 listopada podczas gali w Perth będzie bronił tytułu WBC (World Boxing Council)  wagi junior ciężkiej w walce z faworytem australijskiej publiczności Dannym Greenem. W rozmowie z ringpolska.pl Cook opowiedział o przygotowaniach rywala "Diablo" oraz o tym czego Australijczycy spodziewają się po polskim pięściarzu.

Jak to możliwe, że dziennikarz z Australii podróżuje dwadziesta cztery godziny tylko po to, żeby przeprowadzić wywiad z Krzysztofem Włodarczykiem. Czy ta walka jest aż tak wielkim wydarzeniem w Australii?
Jonathan Cook: O tym pojedynku jest przede wszystkim głośno w Perth, mieście z którego pochodzę ja i Danny. Green jest popularny w całym kraju, więc o walce jest głośno wszędzie. Powodem dla którego pokonałem taki kawał drogi jest chęć uświadomienia Australijczykom jak dobrym pięściarzem jest Włodarczyk. O wielu rywalach, którzy w przeszłości walczyli z Greenem kibice niewiele wiedzieli. Pomyśleliśmy, że dobrym pomysłem będzie przyjazd do Warszawy, spotkanie z Krzysztofem, obserwacja jego treningu i otoczenia, w którym się przygotowuje.
Ciąg dalszy:  Krzysztof Włodarczyk

Więcej o przygotowaniach do walki polskiego mistrza boksu w Australii:


czwartek, 17 listopada 2011

Gorączka złota (2)

I wreszcie przychodzi TEN MOMENT! Zanurzeni w historię złotodajnego wzgórza zbaczamy z głównej ulicy i zbliżamy się z naszym worem na złoto do rzeczki... tam przesiejemy piaseczek  w nadziei, choćby na ziarenko złotka... Za późno! Chińczycy, Hindusi i inni są już wcześniej, i nawet sitka się nie znajdzie, a cóż dopiero mówić o złocie! Pech! Pech!! Ile to rzeczy w naszym życiu przychodzi za późno?... Albo wcale?

Szukaj a znajdziesz...
Nie udaje nam się także spotkać podejrzanych typów, być może mieli późniejszą „szychtę”... albo to zakazane, by dziatwy nie straszyć. Kobietek lekkich obyczajów też nie uświadczysz. I słusznie! Ale w okresie gorączki złota było ich, co niemiara i demoralizacja,  przybrała w Melbourne i Sydney monstrualne rozmiary. W Melbourne bardzo dynamicznie działała Pani Caroline Chisholm, która jeśli nie żeniła „diggerów” z dziewczynkami, które zbałamucone złotymi obietnicami przywożono z Europy, to oddawała je w „service” do buszu[1]. Jeśli dziewczyna trafiła na porządnego kopacza, który ją szanował, nie pił, nie bił, a któremu się poszczęściło - to niewątpliwie wygrała los na loterii. W innym wypadku, życie takiej panny było piekłem, a powrót do Europy był już niemożliwy. A alkohol pito wszędzie, w namiotach, w plenerze, w miasteczkach i miastach. Melbourne i Sydney pławiły się w alkoholu, a władze mimo starań niewiele mogły zrobić, by poprawić sytuację. Wszędzie krzewiła się prostytucja, a na złotonośnych polach „domy usług” kwitły jak po deszczu, także w Ballarat, Melbourne i Sydney, bo w Nowej Południowej Walii też odkryto złoto.

Craigs Hotel

Policja zanotowała aż 40-ści „przystani” seksualnych dla klientów w samym tylko Woolloomooloo, nie wspominając o innych dzielnicach Sydney. Jedna trzecia prostytutek – o zgrozo -rekrutowała się z dzieci, 9-cio, 11-sto, 15-letnich, zarówno dziewczynek, jak i chłopców[2]. Dzisiaj miasto też nie jest wolne od tego biznesu, dla którego „burdel mama” z Tajwanu organizuje nielegalnie „panienki” z Azji dla australijskich klientów, jak podała ostatnio telewizja ABC. Często przyjeżdżają ze studencką wizą - „na studia”! Widocznie rynek jest niewystarczająco nasycony, choć zarejestrowanych i legalnych „sex-workers” mamy już około 10.000 tysięcy. W Ballarat obecnie - jak ogłaszają Yellow Pages - istnieją dwa domy publiczne, obejmujące także dzielnicę Sovereign Hill. Miasteczko na wzgórzu także w przeszłości posiadało wszystko, co było niezbędne ówcześnie do życia, a nawet śmierci. Była i kaplica, i zakład pogrzebowy, który nieźle musiał funkcjonować, patrząc na okazałe karawany…choć trumna dla klientów do lepszego świata, zbita jest tylko z desek i zbytkiem nie grzeszy. Jeśli czegoś na wzgórzu zabrakło lub zachciało się bardziej „miastowej” rozrywki, lub gdy kopacze nie gustowali w Szekspirze, z którego monologami tu przyjeżdżano, udawali się do Ballarat, rozwijającego i budującego się w szalonym tempie. W mieście tym bywała nawet Pani Armstrong, czyli Nellie Melba, słynna sopranistka z Melbourne, która podobno „ballaracką” publiczność kochała najbardziej, a miasto jej tę miłość odwzajemniało. Plotki chodzą, że ciemnymi nocami w królewskim teatrze jeszcze do dziś daje się słyszeć jej słodki sopran. Wieczorem natomiast, odrestaurowany „Her Majesty Theatre” oferuje gościnne występy artystów.
cdn.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Siedlecki

[1]Seweryn Korzeliński ”Opis podróży do Australii i pobytu tamże od 1852-1856” , PIW, Warszawa 1954
[2]David Hill „The fever that forever changed Australia, Gold” , W. Heinemann, Australia 2010

Ratusz w Ballarat


Czy określenie, „małżeństwo dwóch osob tej samej płci” jest logiczne?

Promocja

Promocja