polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLSKA: Prezydent USA Donald Trump przyleci do Polski prawdopodobnie 5 lipca. Wizyta w Polsce ma miejsce tuż przed szczytem G20 w Hamburgu i przed spotkaniem z Władimirem Putinem. W oświadczeniu Białego Domu zapowiedziano m.in., że Trump wygłosi ważne przemówienie. * * * AUSTRALIA: Australia wstrzymała swoje naloty na terytorium Syrii po tym jak USA zestrzelilo syryjski samolot wojskowy a Rosja poinformowała, że każdy obcy obiekt latający nieleglnie nad obszarami Syrii, gdzie operują siły rosyjskie, będzie traktowany jak cel. * * * SWIAT: Rosja zrywa współpracę z USA w Syrii w ramach memorandum o zapobieganiu incydentom w przestrzeni powietrznej nad Syrią po tym jak USA zestrzeliły syryjski Su-22 w prowincji Rakka. Damaszek poinformował, że samolot wypełniał misję przeciwko PI.
EVENTS INFO: Noc Świętojańska przy ognisku - Klub Sportowy POLONIA w Plumpton - 24.06, godz. 18:00

sobota, 31 grudnia 2011

Noworoczne orędzie Prezydenta Polski

Szanowni Państwo,

To wielki zaszczyt gościć w Państwa domach w dniu tak szczególnym gdy symbolicznie przeszłość styka się z przyszłością, gdy stare spotyka się z nowym, gdy przywołujemy w pamięci to co w minionym roku najmocniej utkwiło w naszych sercach i umysłach, gdy myślimy o nadchodzącym nowym roku.

Dla milionów Polaków takim wielkim przeżyciem była beatyfikacji Jana Pawła II, naszego rodaka, wielkiego i mądrego człowieka wyniesionego na ołtarze, który przez wiele lat uczył nas miłości, solidarności i wrażliwości na los innych. Który pokazywał nam jak pokonywać słabość, jak nie tracić wiary i ufności, jak zło dobrem zwyciężać.

Mijający rok to także trwająca duma z rozwoju i osiągnięć Ojczyzny. Z jej rosnącego szacunku i znaczenia na arenie międzynarodowej. Możemy być dumni, że dzisiaj oprócz tradycyjnej polskiej odwagi i umiłowania wolności, w oczach świata źródłem naszej pomyślności jest także dobra praca, profesjonalizm i dobra organizacja.

Jestem pewien, że wielu z nas tak właśnie myślało o Polsce i o Polakach, przeżywając awaryjne lądowanie samolotu dowodzonego przez kapitana Wronę. Kiedy samolot bezpiecznie, chociaż w skrajnie kryzysowych warunkach, zakończył szczęśliwie swój lot na warszawskim Okęciu poczułem ulgę, radość i dumę z kapitana, z załogi samolotu i z obsługi naziemnej lotniska. Jednocześnie poczułem, że jest to wydarzenie symboliczne mówiące nam wszystkim, że umiejętność łączenia odwagi z profesjonalizmem, spokoju z konsekwentna pracą i optymizmem, to klucz do pokonania wszelkich przeszkód, wszelkich zagrożeń i wszystkich kryzysów. Że z najtrudniejszych nawet sytuacji można wyjść zwycięsko.

Polskim zwycięstwem ostatnich 20 lat jest trwały wzrost gospodarczy, który tworzy podstawy naszego dobrobytu. Prezydent Obama w maju, na szczycie prezydentów w Warszawie, stawiał nasz kraj za wzór transformacji. I to nie była zwykła kurtuazja, ale prawdziwy podziw i szacunek dla społeczeństwa, które nie tylko wywołało lawinę demokratycznych zmian w całej Europie, ale potrafiło mądrze zagospodarować odzyskana wolność. To było dostrzeżenie, że dzisiaj Polska jest dwudziestą gospodarką świata, jest szóstą gospodarką w Unii Europejskiej i dlatego cenią nas i szanują na świecie. Przekonałem się o tym także podczas grudniowej wizyty w dalekich Chinach.

Ceni nas i szanuje Europa. Dziś dobiega końca historyczny czas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. I tutaj potrafiliśmy w trudnych czasach profesjonalnie poprowadzić prace Unii. Jestem dumny, że Polacy pokazali się jako dobrzy i skuteczni organizatorzy wspólnych europejskich spraw. To właśnie buduje naszą mocną pozycję na dzisiaj i na przyszłość. Wierzę, że tak jak Solidarność przyniosła Polsce wolność, tak więcej solidarności w Europie pomoże Unii wyjść z kryzysu.

Dla Polski mijający rok był rokiem stabilności i politycznej kontynuacji. Polacy po raz drugi zaufali tej samej ekipie rządzącej. Mam więc nadzieję, że nadchodzący rok będzie czasem odważnych, ale i rozważnych zmian. Że będzie czasem budowania podstaw dobrej przyszłości. Bo zmiany to nie tylko wysiłek, ale przede wszystkim to inwestycja w dobrobyt na przyszłość. Chcemy nie tylko cieszyć się z owoców polskiego wzrostu gospodarczego dzisiaj, ale i zapewnić Ojczyźnie, naszym rodzinom, trwały rozwój i pomyślność na następne lata, następne dziesięciolecia.

Wiemy, że nie dla wszystkich mijający rok był rokiem łatwym i satysfakcjonującym. Wiemy, że nie wszyscy z nas spoglądają w przyszłość z optymizmem i radością. W końcu mijającego roku wszyscy przeżyliśmy przecież tragedię śmierci polskich żołnierzy w Afganistanie, śmierci młodych Polaków, którzy oddali swoje życie w służbie Ojczyzny. Łączymy się serdeczną myślą z Ich rodzinami i z ich bliskimi.

Nikt nie powinien być pozostawiony bez wsparcia. Bądźmy wrażliwi na ludzkie problemy, na potrzeby ludzi w różny sposób doświadczonych przez los. W Polakach tkwią wielkie pokłady ludzkiej solidarności i troski o bliźniego. Trzeba je uruchamiać i wzmacniać. Dobro okazane drugiemu człowiekowi zawsze do nas wraca i wzbogaca wszystkich.

Szanowni Państwo,

Niedługo przywitamy Nowy Rok 2012. Witamy go z nadzieją, wierząc że spełni nasze marzenia i plany, że przyniesie naszym rodzinom spokój, miłość i szczęście.

Dla Polaków ten rok będzie szczególny. Już za kilka miesięcy będziemy gospodarzami Euro 2012, wydarzenia, na które zwrócone będą oczy całej Europy. To dobra okazja do promocji Polski i Polaków w oczach świata, ale i w naszych własnych, polskich oczach i polskich sercach.

Szanowni Państwo,

Życzę nam wszystkim, aby nadchodzący rok napełniał nas nadzieją na dobrą przyszłość i wiarą we własne siły. Życzę, aby w naszych domach gościła miłość, zaufanie i szczęście, by otaczali nas kochający i dobrzy ludzie. Niech radość tych sylwestrowych chwil pozostanie z nami przez wszystkie dni 2012 roku. Niech to będzie dobry rok!

Bronisław Komorowski
Prezydent Rzeczpospolitej Polski




Prezydent.pl

Kreacje na Sylwestrową Noc

Mogłoby się wydawać, że Sylwester to beztroska zabawa zakrapiana obficie szampanem. W Australii to biesiady na wolnym powietrzu w t-shirtach i „japonkach”. Ale okazuje się, że  coraz bardziej tęsknimy za elegancją tego dnia.
Bo to często  jedyna w roku  okazja pokazu pięknych kobiecych kreacji. Kreacje muszą być  przy tym tak dobrane, by Panie  czuły  się  w nich  swobodnie, no  bo   zabawa w noc sylwestrową ma być przede wszystkim  przyjemnością. Dlatego ważny jest, odpowiedni dobór sukni sylwestrowej. Sylwester musi różnić się od zwykłej prywatki czy dyskoteki, toteż  kreacje na nim muszą szokować,  błyszczeć, być eleganckie i seksowne.

 Mistrzem w doborze takich kreacji jest urodzony w 1969 roku w Hong Kongu sydnejski projektant Bowie Wong. Od dziecka obracał się w świecie kostiumów, a jego projekty trafiały na  sylwetki takich celebrytek, jak Good Charlotte, the Pussycat Dolls, Beyonce, Pink czy Kylie Minogue.

  Na tegorocznym Australian  Fashion Week  Bowie pokazał kolekcję z której na pewno można wybrać ciekawą suknię na sylwestrowy bal.  Panie, które jeszcze nie mają gotowej swojej kreacji  na przywitanie Nowego Roku 2012  zapraszamy do zastosowania którejś z propozycji  z pokazu tego  utalentowanego projektanta.
 Jak nie starczy czasu na dzisiejszy wieczór ... no to za rok!

 Fotografował Krzysztof Bajkowski.


 

























Bumerang Polski życzy szampańskiej Sylwestrowej Nocy w otoczeniu pięknych kreacji nie tylko kobiecych!

piątek, 30 grudnia 2011

Wygraj płatny staż w Parlamencie Europejskim

Sala Parlamentu Europejskiego, Bruksela. Fot.A.Zienowicz
Masz od 19 do 26 lat, polskie obywatelstwo, interesujesz się Unią Europejską i władasz jednym z oficjalnych języków Wspólnoty? Zagraj o płatny staż w Parlamencie Europejskim w konkursie Platformy Obywatelskiej, Instytutu Obywatelskiego i Europejskiej Partii Ludowej. Choć konkurs kierowany jest głównie do młodzieży mieszkającej w Polsce, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wzięła w nim udział także młodzież polonijna - wyjaśniają organizatorzy.

„Staż w Parlamencie Europejskim to być może Twoje pierwsze doświadczenie zawodowe. Doskonała okazja by pod okiem merytorycznej kadry, w międzynarodowym i wielokulturowym środowisku, z bliska poznać jak działają unijne instytucje. Szukaj pomysłów na swoją ścieżkę kariery! Być może to jest szansa właśnie dla Ciebie” – zachęcają na oficjalnej stronie internetowej projektu jego pomysłodawcy.

Konkurs jest trzyetapowy i ma charakter ogólnopolski. W pierwszym etapie chętni do wyjazdu do Brukseli rozwiązują – do 15 stycznia 2012 r. – na stronie internetowej specjalny test z ogólnej wiedzy o funkcjonowaniu PE. Po rozwiązaniu testu należy się zarejestrować (jedna osoba może się zarejestrować tylko raz).

W drugim etapie najlepszym uczestnikom z każdego z 16 województw przyjdzie napisać pracę pisemną w na wskazane przez organizatorów tematy w języku angielskim, francuskim lub niemieckim. Po 10 najlepszych autorów z każdego z regionów zakwalifikuje się do ostatniej fazy konkursu.
A w niej odbędzie się głosowanie internetowe na jednego z dziesięciu zwycięzców drugiego etapu w danym województwie za pośrednictwem aplikacji Eurostaż zamieszczonej na serwisie Facebook. Zwycięscy głosowania w każdym z regionów otrzymają, po wcześniejszym uzgodnieniu z organizatorem terminu, możliwość odbycia płatnego (min. jeden tysiąc euro) stażu w Parlamencie Europejskim pod opieką Europosłów Platformy Obywatelskiej. Organizator zapewnia lot klasą ekonomiczną w obie strony, nie zapewnia zakwaterowania oraz wyżywienia podczas odbywania stażu.

Jak czytamy na stronie internetowej konkursu, idealny kandydat do udziału w stażu to osoba aktywna, pragnąca poszerzać swoje kompetencje. „Szukamy tych, którzy nie siedzą z założonymi rękami tylko chcą inwestować w siebie i dążą do podniesienia swoich kwalifikacji. Liczymy, że w każdym z województw znajdą się najlepsi reprezentanci swojego regionu. Nie wiesz czy Ci się uda? Sprawdź się! Wejdź do gry! Przekonaj się, że Bruksela jest na wyciągnięcie ręki” – przekonują.

W rozmowie z IUVENUM POLONIA wyjaśniają, że Konkurs kierowany jest głównie do młodzieży mieszkającej w Polsce, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wzięła w nim udział także młodzież polonijna. – Wszystkie zainteresowane osoby posiadające polskie obywatelstwo mogą wziąć udziału w konkursie EuroStaż. W przypadku Polaków mieszkających za granicą sugerujemy, aby wybrali region z którym się utożsamiają – tłumaczy Paweł Włodek, Dyrektor Biura Krajowego Platformy Obywatelskiej RP.

Więcej o konkursie EuroStaż na stronie: http://www.eurostaz.pl/. POLECAMY!
IUVE

czwartek, 29 grudnia 2011

Na Górę Kosciuszki szlakiem Strzeleckiego - rozmowa z Oscarem Kantorem (1)


Wszyscy doskonale wiemy, że Góra Kościuszki (ang. Mount or Mt Kosciuszko) to najwyższy szczyt w Australii (2228 m n.p.m) , położony w Górach Śnieżnych w paśmie Alp Australijskich.
12 marca 1840 roku, góra ta została odkryta i nazwana przez słynnego polskiego podróżnika i badacza Pawła Edmunda Strzeleckiego.
Mimo, że jest to najwyższa góra Australii, nie wyróżnia się jakąś wielką trudnością w jej zdobywaniu. Współcześnie, korzystając z luksusowo wytyczonych szlaków turystycznych, w przeciągu paru godzin łatwo można znaleźć się na samym szczycie.
Jest  jednak grupa ludzi w Australii, która odnalazła prawdziwy i wcale nie tak łatwy  szlak, którym mógł się wspinać Edmund Strzelecki w 1840 roku. Okazuje się , ze idąc tą trasą, można zaliczyć całkiem porządną górską wyprawę i to kilkudniową. Taka właśnie  wyprawa odbędzie się od 10 do 12 lutego przyszłego roku. Będzie to jedna z części weekendowej, turystyczno – sportowej imprezy organizowanej wspólnie przez Strzelecki Hiking Club z Sydney  oraz   Strzelecki Heritage Inc. z Melbourne pn.  "End of the Summer on Mt Kosciuszko".


 Na sześć tygodni przed tą imprezą  z  prezesem klubu górskiego Strzelecki Hiking Club, Oscarem Kantorem rozmawia Krzysztof Bajkowski.

Krzysztof Bajkowski: Oscar, czym się zajmuje Wasz klub i jakie są Wasze cele i zamierzenia?

Oscar Kantor: Strzelecki Hiking Club jest samodzielną organizacją turystyczną zrzeszającą turystów z całej Australii. Naszym głównym celem jest coroczna dwudniowa wspinaczka trasą Strzeleckiego, trasą, którą w 1840 roku Edmund Strzelecki podążał aby odkryć i nazwać najwyższy szczyt Australii - Górę Kościuszki. Nasza  najbliższa wyprawa już niedługo, bo 10 lutego 2012 roku.

Kto może się wybrać na taką wyprawę?
Praktycznie każdy kto ma trochę kondycji i nie ma za dużych wymagań dotyczących noclegu.

 Co to  oznacza , co chcesz  przez  to powiedzieć?
Może się zdarzyć, że nie znajdziemy na czas wystarczająco dużo miejsca na rozbicie namiotów i będziemy musieli spać pod gołym niebem, w śpiworach. Tak się nam zdarzyło np. w 2009 roku, podczas wyprawy z Amerykanami.

Ten szlak przez większą część jest bardzo zarośnięty i przy dużej grupie ludzi jedynym miejscem na rozbicie namiotów jest Moiras Flat. (polanka 10m x 10m).
Jednak nie łatwo tam dotrzeć w jeden dzień przed zachodem Słońca, zwłaszcza z dużą grupą ludzi.
Wiadomo, większa grupa porusza się wolniej od pojedynczych wspinaczy. Dlatego najważniejsze jest to aby wyruszyć jak najwcześniej.

Gdzie i o której godzinie zaczynacie wyprawę?
Zaczynamy o 6 rano w piątek 10 lutego. Miejsce spotkania to Geehi - Swampy Plain River/Alpine Way Bridge

Ile osób będzie brało udział w wyprawie?
Podejrzewam, że około 15-20 osób. Na dzisiaj mamy potwierdzonych 7 uczestników, następnych 20 osób  jeszcze nie potwierdziło na 100%, a 73 osoby napisały do nas, że może wezmą udział w wyprawie. Z doświadczenia wiem, że większość jednak zrezygnuje i dlatego obliczam wstępnie na ok.20 osób. A może się mylę? Mam nadzieję, że tak. Naszym marzeniem jest aby poprowadzić tym szlakiem 100 osobową grupę !

Czy macie jakiś plan transportu? Jak się dostaniecie do Geehi tak wcześnie rano?
Mamy plan wynająć autobus, który wyjedzie z Sydney w czwartek rano-9.02 i dowiezie nas do Jindabyne (ostatnia miejscowość górska ze sklepami i hotelami otwartymi w lecie).
Tam spędzimy noc.
W Jindabyne będziemy mieli wieczorną naradę i spotkanie z wszystkimi uczestnikami wyprawy.
Z Jindabyne do Geehi  jest kawałek drogi, jakieś 80 km, więc musimy wstać bardzo wcześnie.
Pobudka w piątek - 3:30 rano, wyjazd na trasę o godzinie 4:00.


Czy to jest jedyny szlak czy droga która prowadzi na Górę Kościuszki?
Nie, są jeszcze dwa dojścia turystyczne, z Thredbo i z Charlotte Pass.
Szlak z Thredbo jest o tyle łatwy, że dosłownie facet z wózkiem, może dostać się na sam szczyt.
Różnica poziomów pomiędzy miejscowością Thredbo, położoną na wysokości około 1350 m n. p. m., a szczytem Góry Kościuszki wynosi blisko 900 metrów. Jednak większość turystów niemal dwie trzecie różnicy wysokości pokonuje korzystając z czynnego przez cały rok wyciągu narciarskiego. Trzysta metrów różnicy wysokości rozkłada się dość równomiernie na niemal całej, sześciokilometrowej długości tego szlaku. Na przejście tego odcinka warto przeznaczyć kolejne dwie godziny. Przez pierwsze kilkaset metrów szlak prowadzi po wybrukowanym kostką chodniku. Następnie, aż do Rawson Pass szlak wiedzie po mocnych, metalowych kratach, zawieszonych tuż nad powierzchnią ziemi. W strefie odpowiadającej tatrzańskim halom, kraty te skutecznie chronią glebę przed erozją, a roślinność przed zadeptywaniem. "Metalowa ścieżka" ma około półtora metra szerokości. Ciągnie się nieprzerwaną wstęgą przez cztery kilometry, nieznacznie tylko szpecąc krajobraz. Na końcu „metalowej trasy” znajdują się... a tu ciekawostka...najwyżej położone publiczne toalety w Australii (2100mnpm) - Rawson Pass.
Druga możliwość aby dostać się na Górę  Kościuszki to trasa z Charlotte Pass.
Trasą z Charlotte Pass na Górę Kościuszki, co roku biegają maratończycy w ramach obchodów Kosciuszko Run. Trasa sama w sobie poza długością nie należy do zbyt skomplikowanych.
W jednej trzeciej prowadzi de facto starą szutrową drogą aktualnie zamkniętą, zamienioną na drogę techniczną, która podprowadza Cię praktycznie pod sam szczyt.
Czyli jak widać żadna z tych dróg nie nadaje się dla naszego klubu wspinacza. Są zbyt łatwe.
I dlatego w 2009 przy bardzo dużej pomocy Pana Janusza Rygielskiego (Prezesa Rady Naczelnej Polonii Australijskiej) w 99 % zrekonstruowaliśmy trasę, którą mógł podążać E. Strzelecki.
Trasa wiedzie najbardziej zarośniętą i najbardziej stromą częścią Australijskich Gór Śnieżnych.
Przez władze lokalne nazywana jest dziką strefą.
Zaczyna się w dolinie Geehi na wysokości 400mnpm i wiedzie wzdłuż starego szlaku Hannels Spur, szlak ten kiedyś używany był do pędzenia bydła w górskie strony Byatts Camp, jednak od dziesiątek lat nie jest używany przez górskich pasterzy i porósł nie miłosiernie dużą ilością drzew i krzewów. Sam początek jest najtrudniejszy i zarazem najbardziej stromy.
Określenie dżungla to bardzo dobry opis startu wyprawy. Długość trasy z Geehi na Górę Kościuszki przez Mt Townsend to niecałe 12km, jednak należy doliczyć kolejne 9km na zejście do Charlotte Pass.

Jak długo będzie trwała Wasza wyprawa?
Tą trasę można „zrobić” w 1-2 dni, w zależności od kondycji, my jednak "rozciągamy zabawę" do 3 dni (piątek, sobota, niedziela).
Pierwszą noc mamy zamiar spędzić w okolicy Moiras Flat (6.5km od startu), a drugą tuż po przebrnięciu linii lasu, na wysokości ponad 1800mnpm, w okolicach Byatts Camp albo Mt Towsend. Do szczytu Kościuszki mamy zamiar dotrzeć w niedzielę nad ranem około 9-tej.
Na szczycie powitamy maratończyków kolejnego biegu Kosciuszko Run 2012.

I w tym momencie spotkają się organizatorzy Kościuszko Run – Strzelecki Heritage Inc. oraz Wasz klub...
Tak oczywiście. Mamy podobne cele. Promocję dokonań Edmunda Strzeleckiego. Paweł Gospodarczyk, organizator Kosciuszko Run, robi to przez organizowanie 11 km biegu na Górę Kościuszki. My natomiast organizujemy wspinaczkę górską, śladami E. Strzeleckiego. Na naszej wyprawie mamy zamiar przekazać uczestnikom trochę historii Gór Śnieżnych.
Oprócz lekcji historii na łonie natury,  pokażemy też jak rozpalić ogień bez zapałek czy zapalniczki, jak nazbierać parę litrów wody z rosy na trawie, jak ustalić kierunek Północ-Południe bez kompasu oraz wiele innych ciekawostek.
Działania naszych organizacji podążają w jednym kierunku. I jak na razie z bardzo pozytywnym skutkiem. To jest nasz sposób aby przekazać wszystkim ludziom a przede wszystkim Australijczykom, historię Edmunda Strzeleckiego, który przecież był jakże ważny dla historii i przyszłości całej Australii.
Ciężko jest przekazywać wiedzę w sposób pisany czy nawet w filmie ale podczas wędrówki w górach... dlaczego nie? Wymarzonym miejscem do takich lekcji jest Park Narodowy Kościuszko.


Oscar,  cała grupa wspinaczy spotka się na szczycie Góry Kościuszki z maratończykami. I co dalej, jakie macie plany zakończenia wspólnej imprezy?
Wszyscy razem, czyli maratończycy, wspinacze, organizatorzy no i przede wszystkim widzowie, wracamy do Charlotte Pass, malowniczą trasą wzdłuż Main Range Walk.
Podczas paru godzinnego spaceru planowana jest kolejna lekcja geografii i historii.
Pod wieczór w Jindabyne, wielkie BBQ i zakończenie imprezy.
Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej www.strzeleckiclub.com/endofsummer
Serdecznie wszystkich zapraszamy!

Koniec pierwszej części rozmowy Krzysztofa Bajkowskiego z Oscarem Kantorem.
Wkrótce druga część wywiadu, a w niej: o kosztach wyprawy na  Mt Kosciuszko, jak należy się przygotować i co ze sobą zabrać, a także o czyhających niebezpieczeństwach i różnicy w zimowym i letnim podejściu na szczyt.

wtorek, 27 grudnia 2011

Morska pasja życia - rozmowa z Anną i Grzegorzem Haremzami (1)

Anna i Grzegorz Haremzowie. Fot. K..Bajkowski
Mieszkające w Sydney polskie małżeństwo, Anna i Grzegorz Haremzowie realizuje przygodę życia, o której marzy nie jeden globtroter czy żeglarz – rejs jachtem dookoła świata. Anna jest grafikiem i malarką, Grzegorz* - fotografem. Oboje łączą pasję podróżowania z życiem zawodowym. Pływanie jachtem po morzach i oceanach to myśl, która od najmłodszych lat zaprzątała głowę Grzegorzowi. W kilkutygodniowej przerwie ponad 5-cio letniego rejsu oboje małżonkowie odpoczywają w Sydney. W przeddzień powrotu do Europy, gdzie czeka  ich pływający dom – jacht La Boheme, z Anną i Grzegorzem Haremzami rozmawia Krzysztof Bajkowski.

Krzysztof Bajkowski: od jak dawna podróżujecie po świecie w taki wyszukany i niezwykły sposób?

Anna Haremza: 15 czerwca 2008 roku Grzegorz wraz z dwuosobową załogą: przyjaciółmi – Tomem i Jeremym wyruszyli z Sydnejskiej zatoki Pittwater rozpoczynając rejs dookoła świata. Ja dołączylam do nich na Wyspie Czwartkowej na północy Australii i stamtąd juz tylko we dwójkę z Grzegorzem ruszyliśmy dalej do Darwin a potem opuściliśmy wybrzeże Australii, tym samym rozpoczynając na dobre 5-letnią podróż dookoła świata. Tak więc obecnie minęły już trzy lata naszej podróży.

Grzegorz Haremza: Podróż dookoła świata to brzmi tak fajnie i romantycznie, ale jest to sprawa niesamowicie skomplikowana, praktycznie i technicznie. Żeby takie marzenie zrealizować to trzeba mieć przede wszystkim sprzęt – odpowiedni jacht i ten jacht musi być doskonale dostosowany do żeglugi oceanicznej w każdych warunkach pogodowych. Kilka słów zatem o jachcie, który nazywa sie La Boheme. Jest to piąty nasz jacht w Australii. Kupiliśmy go specjalnie do tej podróży dookoła świata w Nowej Zelandii, w Auckland w 2007 roku. Płynęliśmy nim z Auckland do Sydney początkowo w idealnych   warunkach pogodowych, ale potem sytuacja atmosferyczna się zmieniła. Spotkały się dwa  systemy niskiego ciśnienia i powstał niesezonowy cyklon, przez którego oko mieliśmy „przyjemność”  przepłynąć. W tym to sztormie – a był to jeden z trzech największych sztormów w ostatnich 60-ciu latach  w rejonie Sydney - nasz jacht przeszedł  prawdziwy chrzest bojowy. Ja czułem się niekomfortowo. W ogóle nie znałem tego jachtu ani jego charakterystyki zachowania sie w sztormie. Płynęłem wraz z Peterem McKenzie i Wojtkiem Wierzbickim i obawialiśmy się tego, czy ten jacht potrafi wszystko znieść.  Okazało się, że zniosł wszystko pomyślnie, bez większych usterek. Jednocześnie w trakcie tego sztormu dokonałem szeregu notatek dotyczących zmian technicznych, jakie  chciałbym wprowadzić na jachcie, aby nadawał się jeszcze lepiej do światowej podróży. I te zmiany zostały wprowadzone. Pracowaliśmy nad tym cały rok z pomocą kolegów: Jurka Trojana, Grzegorza Gawrońskiego i mojego brata Wawrzyna Haremzy. Został zainstalowany nowy komplet żagli i cały sprzęt  potrzebny do takiej żeglugi. Można powiedzieć jacht został perfekcyjnie przygotowany.

K.B.: Kiedy po raz pierwszy przyszła myśl aby razem wybrać się w taki rejs?

A.H.: Mnie niedawno ale Grzegorzowi to chyba wtedy gdy mial sześć czy dziewięć lat, bo jego zawsze pasjonowało morze i żagle. To jego życiowe marzenie. A ja poprzez małżeństwo i znajomość dołaczyłam do spełnienia tego marzenia Grzegorza. Bo tak jak Grzegorz jest fantastyczny, jeśli chodzi np. o modyfikacje i naprawy jachtu, nawigacje, żeglowanie, tak ja z kolei jestem bardzo dobra w organizacji całego przedsięwzięcia. Bo to jest przewrócenie życia do góry nogami. Wszystko trzeba zaplanować od podstaw. Poza tym trzeba mieć niezwykłą ilość wiedzy aby móc bezpiecznie taką podróż zrealizować.

K.B.: Jak oswoiliście się z myślą o niebezpieczeństwach, których w takiej wyprawie zapewne  nie brakuje?

G.H.: Niebezpieczeństwem są rafy i zła pogoda, statki na oceanie, pływajace kontenery, piraci itp. Jacht, jak już wcześniej wspomniałem został perfekcyjnie przygotowany i wyposażony w urządzenia nawigacyjne. Mamy więc na pokładzie trzy chart-plotery, dwanaście GPSów, sekstansy, AIS, telefon satelitarny, automatyczne boje wzywające pomoc, tratwę ratunkową, cztery kotwice, zapasowe żagle, żagle sztormowe itd. Oddzielna sprawa to przygotowanie załogi.  Innymi słowy nie radziłbym nikomu wybierać się w tego typu podróż bez tego sprzętu i dużego doświadczenia bo z rejsu, który może być stosunkowo przyjemny i spokojny, gdy tych przygotowń nie zrobimy,  może stać się tragedia. Jeżeli chodzi o piratów to w miare możliwosci omijamy niebezpieczne akweny, a
oswoić się z myślą o niebezpieczenstwach jest trudno. Staramy sie być bardzo ostrożni.
La Boheme. Fot.G.Haremza

K.B.: Jakie są podstawowe wymiary Waszego jachtu La Boheme i jak jest sklasyfikowany?

G.H.: Jacht ma 16 m długości, 4,6 m szerokości , 2,05 m głębokości. Waży 20 ton. Jest to bardzo duży jacht. W porcie za ciężki aby np. odepchnąć go ręką. Wszystko odbywa sie wyłącznie przy pomocy silnika i musi być przy tym wielka precyzja manewrowania porównywalna z operowaniem wielką cieżarówką.
Jest to jacht marki Amel, Super Maramu 2000, dwumasztowy ketch.

K.B.: Co dotychczas zwiedziliście w ramach tego rejsu?

A.H.:  Zaczynając od Sydney wschodnie wybrzeże Australii, Wielka Rafa Koralowa, Darwin a pierwszym dłuższym przystankiem była wyspa Bali. Potem Christmas Island, dalej Cocos Keeling, Rodrigues, Mauritius, Reunion, dalej wzdłuż wschodniego wybrzeża Afryki mijając Przylądek Dobrej Nadziei do Kapsztadu w RPA. W Kapsztadzie 6 tygodni postoju i stamtąd wzięliśmy udział w regatach Heineken do Salvador Bahia w Brazylii. Po drodze niezapowiedziana akcja ratunkowa, o czym opowiemy za chwilę.

G.H.: Długość trasy tych regat to 3600 mil morskich czyli ok . 6,5 tys km. To jedne z dluższych regat organizowanych na świecie.
A.H.: Wspomnijmy, że w Kapsztadzie dołączył do nas nasz przyjaciel z Sydney Ben Rodanski, ktory płynał z nami aż do Karaibów.

G.H.: Ben Rodański – profesor z UTS, który nota bene poprzednim naszym jachtem ‘Il Vento’ opłynął Australię.
W  czasie tych regat z Kapsztadu, na oceanie dowiadujemy sie przez radio dalekiego zasiegu ze w odległości 180 mil przed nami znajduje sie uszkodzony jacht. Jacht ze złamanym masztem i samotnym ciężko rannym żeglarzem na pokładzie. Tak więc zmieniliśmy kurs i popłynęliśmy aby znaleźć ten jacht. Zadanie porównywalne do znalezienia szpilki w stogu siana. Ale jakimś cudem udało nam się ten jacht znaleźć. Okazało się, że żeglarz ma złamane cztery żebra. Sytuacja beznadziejna, bo nawet nie mogliśmy podpłynąć do niego zbyt blisko z uwagi na dużą falę. Podaliśmy mu więc linę i przez 320 mil morskich ciągnęliśmy go na linie do Św. Heleny. Jak się później  okazało, było to jedno z najdłuższych holowań jachtu przez jacht pod żaglami.

A.H.: I z tej okazji dostaliśmy ogólnopolską nagrodę miesięcznika Jachting wręczoną nam w styczniu w zeszłym roku przez Krzysztofa Baranowskiego za tzw. „pomocną dłoń” – za udzielenie pomocy na oceanie.
Ale kontynuując przegląd naszej trasy, od Salvador Bahia popłynęliśmy na Karaiby, dalej Bermudy, Azory i przez Atlantyk do Lagos w Portugalii. Do tego momentu zajęło nam to dokładnie rok i trzy dni. Potem Barcelona, Majorka i we francuskim Gruissan w Zatoce Lyońskiej  zostawilismy jacht na zimę. W następnym sezonie z Gruissan popłynęliśmy  przez Korsykę, Sardynię, Capri, Sycylię, wyspy Jońskie, Cyklady do Turcji, gdzie w porcie w Alanyi  zostawiliśmy jacht na kolejną zimę. W tym roku plynęlismy na północ wzdłuz wybrzeża tureckiego, a wracaliśmy Wyspami Greckimi Dodekanezu spowrotem do Alanyi. Tak więc można powiedzieć, że spędzilismy trzy sezony na Morzu Środziemnym. Ta część naszej podróży zakończyła się 12 września tego roku. W maju 2012 będziemy jacht ponownie wodować i przygotowywac do podróży powrotnej.


K.B.: Najciekawsze zakątki świata jakie Wam utkwiły w pamięci.

G.H.: Spośród wielu wybiorę wyspę Cocos Keeling. Jest to australijska wyspa na Oceanie Indyjskim. Wyspa w stanie dziewiczym, która jest ewenementem we współczesnym swiecie, gdzie mamy piekna rafę koralową, atole, no coś o czym żeglarze tylko marzą żeby zobaczyć. Mówiąc o tej wyspie mogę wymienić  50 innych miejsc o zbliżonym pieknie, które widzieliśmy.
A.H.: Ja z kolei  mam zupełnie inne zainteresowania. Fascynują mnie wyspy wulkaniczne i to z czynnymi wulkanami. Pierwszą taką wyspą był Reunion na Oceanie Indyjskim , drugą Stromboli za Sycylią. Również fascynujące dla mnie są inne kultury, egzotyczne bazary, egzotycznie wyglądający ludzie. Zupełnie inne kulinarne i kulturalne przeżycia. Pierwsza taka styczność z obcymi kulturami to było Bali, potem Rodrigez, Mauritius. Następnie Afryka i Karaiby.


K.B.: Najniezpieczniejsze momenty jakie przeżyliście.

A.H.: Dla mnie to było zderzenie z wielorybem. To było przerażające ponieważ uderzyliśmy w wieloryba przy wybrzeżu Afryki Południowej i byliśmy w ciągłej niepewności, czy jacht nie pęknął i czy w pewnym momencie nie zaczniemy tonąć. Okazało się, że nic się nie stało jachtowi a i wieloryb też przeżył to zderzenie. Wszystko dobrze się skończyło a mogło być naprawdę tragicznie.

G.H.: Trzeba dodać, że jacht wówczas pędził z maksymalną prędkością jaka teoretycznie jest możliwa i to uderzenie w wieloryba dźwiękowo przypominało wystrzał z armaty. Prędkość porównywalna do jazdy samochodem  - 200 km/godz. Szczęście było tego rodzaju, że zderzyliśmy się bokiem a nie dziobem, więc te siły rozeszły się na poślizg. Gdyby ktoś myślał, że wieloryb jest miękki, to się grubo myli.

A.H.: A druga rzecz dla mnie przerażająca to jak pływaliśmy w Zatoce Lyońskiej w drugim sezonie pobytu na Morzu Środziemnym i mieliśmy na pokładzie jeszcze jednego przyjaciela Włodka Wieczorkiewicza.  Nagle z wody wynurzyła się piramidka - cała obrośnięta muszlami - zupełnie blisko naszego jachtu. Byl to wierzchołek potężnego kontenera. Zderzenie z nim mogło nas pogrązyć w głębi morza na zawsze.

G.H.: Dla mnie najbardziej tragicznym momentem było zdarzenie w okolicy Brazyli, kiedy to ciężko zachorowałem na pełnym morzu. Po konsultacji przez telefon satelitarny z lekarzami okazało się, że mam zapalenie płuc. I z zapaleniem płuc bez możliwości szybkiego dostania się do szpitala zaczęliśmy żeglować w stronę Fortalezy w Brazylii. Na dodatek popsuł nam się silnik, skrzynia biegów, i w związku z tym byliśmy zdani tylko na żagle w strefie podrównikowej, gdzie nie ma prawie w ogóle wiatrów. Pierwsze 24 godziny dryfowaliśmy do tyłu. Później w ciągu szeregu dni, bardzo powoli udało nam się dotrzeć do brzegu, do szpitala i uzyskać jakąś pomoc.

A.H.: Na szczęście mieliśmy antybiotyki na pokładzie, gdyż mamy bardzo dobrze wyposażoną apteczkę.

G.H.: Tak więc potem od Brazylii całą resztę podróży do Europy – całe 8 tys. mil musieliśmy odbyć tylko na żaglach, bo niestety nie było możliwości naprawienia naszej skrzyni biegów.

Druga część rozmowy wkrótce.
___________ 
* Pierwsza żoną Grzegorza Haremzy była Terasa Iwaniszewska- Haremza, znana piosenkarka polska, bardzo ceniona w latach 70-tych i 80-tych, głównie w środowisku wielbicieli poezji śpiewanej. Teresa zmarła w Sydney  w 1996 roku po długiej chorobie.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

piątek, 23 grudnia 2011

Kolęda dla wszystkich

Zespół redakcyjny Tygodnika Powszechnego nagrał "Kolędę dla wszystkich".

Słowa napisał Michał Kuźmiński, muzykę - Aleksander Kardyś. Śpiewa cała "Tygodnikowa" rodzina: redakcja i wydawnictwo, a także dzieci pracowników.

Redakcja "Tygodnika Powszechnego" zaprasza do nagrywania tej kolędy z rodziną lub przyjaciółmi – kamerą, telefonem lub na magnetofon – i wysyłania. Nagrania należy dostarczyć  na płycie (CD, DVD) bądź zamieścić w internecie (na FTP, w portalu Facebook, na YouTube itp.) i wysłać na adres [email protected] link do nagrania.

Autorzy najlepszych nagrań – w kategoriach audio i audiowideo – otrzymają: książki ks. Adama Bonieckiego „Lepiej palić fajkę niż czarownice...” z autografem oraz zaproszenie do studyjnego nagrania  przyszłorocznej kolędy.

Na nagrania redakcja TP czeka do 19 stycznia.
Więcej:  Tygodnik Powszechny




KOLĘDA DLA WSZYSTKICH muz. Aleksander Kardyś
sł. Michał Kuźmiński




1.Pójdźmy wszyscy – dostatecznie długo już czekamy
Pójdźmy wszyscy do stanowisk własnych przywiązani
Pójdźmy wszyscy do sił kresu wojujący wściekle
Pójdźmy nieobyci w niebie i zapiekli w piekle

Ref.
Pójdźmy czym prędzej
Zejdźmy na ziemię
By się w stajence
Spotkać w milczeniu
Zejdźmy na ziemię
Zróbmy krok w przód
Tylko w milczeniu
Rodzi się Bóg

2.
Pójdźmy tam gdzie więcej uczniów niż nauczycieli
Pójdźmy tam gdzie kraj nie kraje niedziela nie dzieli
Tam gdzie nie zjadają wszystkich rozumów prorocy
Gdzie bliźniego swego drzazgą nie kłuje się w oczy  

Ref.
Pójdźmy czym prędzej...

3.
Pójdźmy wszyscy stąd gdzie gwiazdy szopkę sobie robią
Gdzie aniołek ze skarbonką smętnie kiwa głową
Pójdźmy wszyscy stąd gdzie mędrcy świata monarchowie
Zachowują się jak w stajni i tłoczą przy żłobie

Ref.
Pójdźmy czym prędzej...

4.
Pójdźmy wszyscy doświadczeni oraz doświadczani
Pójdźmy wszyscy dostojnicy razem z pastuszkami
Pójdźmy wszyscy z twierdz i świątyń z drewna i kamieni
Gdzie nie będzie już rozłamów gdzie się przełamiemy

Ref.
Pójdźmy czym prędzej...
Zejdźmy na ziemię
By się w stajence
Spotkać w milczeniu
Zejdźmy na ziemię
Zróbmy krok w przód
Tylko w milczeniu
Rodzi się Bóg

Zejdźmy na ziemię
Pójdźmy czym prędzej
By się w milczeniu
Spotkać w stajence
Pójdźmy w milczeniu
Zróbmy krok w przód
Pokój na ziemi!
- rodzi się Bóg

czwartek, 22 grudnia 2011

HIKE, RUN, WALK on Mt Kosciuszko - 10-12 Feb 2012

Trzy duże sportowo - turystyczne wydarzenia na  Mt Kosciuszko odbędą się od 10 do 12  lutego przyszlego roku organizowane wspólnie przez Strzelecki Heritage Inc. z Melbourne oraz Strzelecki Hiking Club z Sydney:

1. Strzelecki Hiking Club- dwudniowa wędrówka na Górę Kosciuszki
2. Kosciuszko Run 2012
3. Strzelecki Walk 2012
+ AUSSIE BBQ & AFTER PARTY w Jindabyne.

Wkrótce więcej informacji.

Bumerang Polski jest patronem medialnym imprezy.





ORGANIZERS






Strzelecki Heritage Inc.
As a part of the festivities commemorating the 172th anniversary of the discovery and naming of Mount Kosciuszko by Sir Paul Edmund Strzelecki, the newly formed Australian organization ‘Strzelecki Heritage Inc.’ wishes to invite distinguished guests and competitors to participate in these festivities. This will be a commemoration not only for the Australian or Polish Community, but also for all Poles who take pride in the achievements of their national heroes.


Strzelecki Hiking Club
Our goal and objective is to bring people for exploration of the Strzelecki's Track in Snowy Mountains in Australia. From Geehi Valley across Swampy Plain River, over Hannels Spur via Mt Townsend to Mt Kosciuszko and back to Charlotte Pass
(approx. distance:30km).
Strzelecki Hiking Club is Sydney based bushwalking club for people who have a spirit of adventure and a reasonable level of physical fitness and agility. Anyone who is over 18 years old and who has the necessary fitness and agility to take part in the Club’s activity program is welcome to join our event.








środa, 21 grudnia 2011

Kartki z podróży: Majorka - Sa Calobra

Ujście wąwozu Torret de Pareis
Majorka kryje oprócz atrakcyjnego, pełnego beztroskiego życia wakacyjnego południa wokół Palmy, niesamowite inne ciekawe miejsca. Jednym z nich jest na północnym wybrzeżu Sa Calobra.

To głęboka zatoka leżąca w paśmie górskim Serra de Tramuntana. Zatoka jest wyjątkowo malownicza, a na plaży zamiast piasku, są białe kamienie o średnicy 4cm.  Jeszcze większym przeżyciem jest przejście przez potężny (długości 8 km) wąwóz Torrent de Pareis, ktory ujście ma w tej zatoce. Przy dłuższym postoju można stąd wybrać się do leżącego niedaleko Sanktuarium Monasteri de Lluc będącego duchowym centrum Majorki.
 
Sanktuarium Monasteri de Lluc, które powstało po tym, jak znaleziono w tym miejscu figurkę  La Morenety – Czarnej Madonny. Na jej cześć wzniesiono w XIII wieku kaplicę, która z czasem rozrosła się do sporego Sanktuarium, w którym zwiedzać można renesansową świątynię zbudowaną w XVII wieku.
 
 Nazwę Sa Calobra, każdy zapamięta gdy uda się tam samochodem, bo  to niezapomniane wrazenia mrożące krew w żyłach: stromy zjazd z wysokosci prawie 1000 metrów do poziomu morza , ok 360 zakrętów , droga waska z trudem mijają się 2 samochody , wiszace skały nieomal spotykają się ze soba ...
 
Sa Calobra była do 1932 r. małą osadą rybacką, składającą się z 9 domów. Rozwój turystyki na Majorce podsunął mieszkańcom pomysł na zbudowanie właśnie takiej zwariowanej drogi, będącej dziś wielką atrakcją turystyczną. Serpentyny na dlugości 4 km zapierają dech w piersiach, a przewężenia powodują, że tylko doświadczeni kierowcy mogą tędy przejechać. Mimo to trasa jest tak popularna wśród turystów, że ruch na drodze jest dość duży, przy sporym udziale autobusów turystycznych. Autobusy mają utrudnione pokonywanie skrętów na wąskich odcinkach, co także jest  swoistą atrakcją turystyczną.
 
Nie ma innej drogi powrotnej, kto boi się wjechać spowrotem musi pożegnać sie z samochodem i udać sie promem wzdłuż równie atrakcyjnego wybrzeża do położonego  10 km na zachód portu Puerto de Soller , urokliwej miejscowości otoczonej plantacjami drzewek pomarańczowych i cytrynowych. W centrum miasteczka rostawione są ogródki kawiarniane, w których turyści popijają oczywiście swieżo wyciśnięty sok pomarańczowy, a między stolikami od czasu do czasu przejeżdża  zabytkowy - pochodzący jeszcze z 1913 roku - tramwaj.
 
Majorka kryje wiele innych atrakcji, dla których można porzucić wszystko, a szczegolnie dla Polaków cenną miejscowaścią jest Valldemosa – romantyczne miasteczko, w którym to pewnej zimy w XIX wieku przebywał wraz ze swą kochanką Fryderyk Chopin.
Na Majorkę – do raju Europy – jak niektóre przewodniki turystyczne określają największą wyspę archipelagu Balearów, leci się z Polski 2 godziny. Coraz więcej połaczeń do jej stolicy- Palmy de Mallorca - jest planowanych na stałe. I słusznie. Raj jest dostępny już nie tylko dla wybrańców. 

Ostatnia część fotoreportażu Krzysztofa Bajkowskiego z Majorki. 
"Węzeł krawata" czyli zjazd serpentynami do  Sa Colobra
La Moreneta
Wewnątrz Sanktuarium Monasteri de Lluc
Puerto de Soller

wtorek, 20 grudnia 2011

Fakty i mity o polskich szkołach średnich

Dlaczego o sobotnich polskich szkołach średnich przed wakacjami ?
Otóż szkoły te są częścią Departamentu Edukacji. Nie są jednak nigdzie reklamowane, poza etnicznymi społecznościami. Nabór nauczycieli i decyzje o podziale , łaczeniu klas i naborze nauczycieli zapadają w czasie wakacji na podstawie zgłoszeń przed rozpoczęciem się nowego roku szkolnego. Dlatego też należy zgłosić dziecko do szkoły sobotniej jak najszybciej. Wykorzystajmy nasze podatki , tak skutecznie jak to robią inni. Zapisujmy polskie dzieci do darmowych sobotnich szkół średnich – Saturday School of Community Languages.

A oto kilka faktów o sobotnich szkołach średnich języka polskiego:
- szkoły średnie języka polskiego są bezpłatne
- poziom nauczania języka polskiego jest dostosowany do poziomu naszych uczniów - urodzonych w Australii
- język polski liczy się do australiskiej matury na poziomie „2-Units” i dobrze zdany (co dotyczy znakomitej większosci maturzystów) podnosi ogólną ocenę maturalną
- liczy się wysoko przy punktacji na studia – do 20% ATAR
- rozwija i poszerza możliwości w zglobalizowanym świecie.
- można uczyć się polskiego nie rezygnując z innych zajęć sobotnich (w klasach 7 - 10 to tylko 2 godziny zajęć)
- dla zamieszkałych daleko od centrów nauczania jest możliwoś
uczenia się „na odległość”(w ramach tzw. Distance Education).

NIE ZWLEKAJ. ZADZWOŃ. DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Dokładniejszych informacji udzielają:

Protester - człowiek roku

W kilka godzin po naj­więk­szym trium­fie wize­run­ko­wym Pol­ski w ostat­nich dzie­się­cio­le­ciach, w PE odbyła się uro­czy­stość wrę­cze­nia tego­rocz­nej Nagrody Sacha­rowa. Jak wia­domo, przy­znano ją pro­ta­go­ni­stom Arab­skiej Wio­sny: Ahme­dowi as-Sanusiemu – człon­kowi Naro­do­wej Rady Libij­skiej i potom­kowi ostat­niego króla Libii Idrysa I, Asmie Mah­fuz, mło­dej blog­gerce egip­skiej, Syryjce Razan Zaj­tu­nie, wybit­nej praw­niczce i obroń­czyni praw czło­wieka i jej roda­kowi, zna­nemu w świe­cie arab­skim rysow­ni­kowi saty­rycz­nemu Alemu Farza­towi. Nie­stety tych ostat­nich z Syrii nie wypusz­czono… Piątą nagrodę pośmiert­nie przy­znano domo­krąż­nemu sprze­dawcy warzyw Moha­me­dowi Buazi­ziemu, który w grud­niu ub. roku pod­pa­lił się na znak pro­te­stu prze­ciwko bez­ro­bo­ciu, co dało począ­tek rewol­cie w Tune­zji i całym świe­cie arabskim.
„Tota­li­ta­ryzm gnę­bił nas przez 42 lata, pod jego butem doj­rze­wa­li­śmy do rewo­lu­cji - powie­dział odbie­ra­jąc nagrodę Ahmed as-Sanusi. – Naszym celem jest budo­wa­nie pań­stwa opar­tego na demo­kra­cji, pra­wach dla wszyst­kich, pra­wie do gło­so­wa­nia i kan­dy­do­wa­nia, a także praw dla kobiet, które pono­siły ofiary na rzecz lep­szego bytu”.
Hmmm… Bar­dzo tego Libij­czy­kom i wszyst­kim Ara­bom życzymy, ale czy ten sen się ziści?
Jestem zaszczy­cony, wrę­cza­jąc nagrodę Sacha­rowa Par­la­mentu Euro­pej­skiego za wol­ność myśli pię­ciu odważ­nym kobie­tom i męż­czy­znom, akty­wi­stom Arab­skiej Wio­sny - powie­dział prze­wod­ni­czący PE Jerzy Buzek. - Prawa czło­wieka są uni­wer­salne, wszy­scy cenimy ludzką god­ność, swo­bodę poglą­dów i ich wyra­ża­nia, jak rów­nież odpo­wie­dzialne i wia­ry­godne rządy. Wszy­scy mamy do tego prawo”.

Tego samego dnia, ame­ry­kań­ski maga­zyn Time uho­no­ro­wał okładką i tytu­łem czło­wieka roku rebe­lianta, Pro­te­stera. „Pro­te­sters were prime makers of history” – napi­sał TIME w uza­sad­nie­niu … „W latach 60 Ame­ryka masze­ro­wała o prawa czło­wieka i prze­ciw woj­nie w Wiet­na­mie, w latach 70 pro­te­sty zmie­niły Por­tu­ga­lię i Iran, w latach 80 wołały o Europę bez broni nukle­ar­nej, o koniec izra­el­skiej oku­pa­cji Zachod­niego Brzegu i Gazy, prze­ciw komu­ni­stycz­nej tyra­nii na placu Tie­nan­men i w Euro­pie Wschod­niej… Pro­te­sty uliczne zawsze były prze­dłu­że­niem poli­tyki. A potem nad­szedł koniec histo­rii, prze­po­wia­dany przez Fran­cisa Fukuy­amę… Mie­li­śmy dojść do końca ide­olo­gicz­nej ewo­lu­cji, zachodni libe­ra­lizm miał odnieść glo­balny triumf… Dwie dekady, roz­po­częte w r. 1991 były świad­kiem naj­więk­szego skoku w pozio­mie życia, jakiego kie­dy­kol­wiek zaznała histo­ria. Kre­dyt był tani, zapa­no­wało przy­zwo­le­nie i apa­tia, a pro­te­sty uliczne wyda­wały się prze­sta­rzałe i bez­sen­sowne, jak kawa­le­ria w XX-wiecznych woj­nach”.
Aż nade­szła Arab­ska wio­sna i wszystko zmieniła.
To jest pozy­tywna wizja pro­te­stów, pozy­tywna wizja arab­skiej wio­sny. Nie­stety nie jedyna. Jak dotych­czas, arab­ska wio­sna przy­nosi triumfy isla­mi­stom i naj­wstecz­niej­szym nur­tom poli­tycz­nym i inte­lek­tu­al­nym, które naj­praw­do­po­dob­niej cofną w cza­sie objęte rewoltą spo­łe­czeń­stwa o dzie­siątki lat, pod wzglę­dem prze­strze­ga­nia praw czło­wieka, praw kobiet, plu­ra­li­zmu, wol­no­ści… Zaowo­cują gwał­tow­nym wzro­stem wro­go­ści mię­dzy cywi­li­za­cją zachod­nią a ponurą namiastką cywi­li­za­cji arab­skiej… Namiastką tej, która wydała Omaj­ja­dów i Almo­ra­wi­dów, która zaowo­co­wała wspa­nia­łym roz­kwi­tem kul­tu­ral­nym Bag­dadu za cza­sów Haruna al-Raszida – króla z baśni 1001 nocy, która dała nam i Awi­cennę i Alham­brę, która prze­cho­wała nam tro­skli­wie Sokra­tesa i Pla­tona, która dała nam mezqu­itę w Kor­do­bie i alge­brę… To, co teraz pro­du­kuje wielka nie­gdyś cywi­li­za­cja arab­ska, to nie­to­le­ran­cja, fana­tyzm, nie­na­wiść i agre­sja… Może to się kie­dyś zmieni, ale na pewno nieprędko…
W Egip­cie, w ubie­głą środę, ska­zano na dwa lata wię­zie­nia i grzywnę w wyso­ko­ści 200 tysięcy fun­tów „w imię narodu egip­skiego” blog­gera, Maikela Nabila, który poda­wał w wąt­pli­wość pozy­tywną rolę egip­skiej armii w tego­rocz­nej rewo­lu­cji… Cóż, na ulicę nie zawsze wycho­dzą święci. Rewo­lu­cjo­ni­ści nie zawsze mają rację.
Gdyby w latach 80 rządy posłu­chały setek tysięcy mło­dych zachod­nich komu­ni­stów i nie zgo­dziły się na roz­miesz­cze­nie na Zacho­dzie rakiet Per­shingCru­ize, mur ber­liń­ski stałby w naj­lep­sze, a ci, któ­rzy w PE nie wahali się zohy­dzać Pol­ski w oczach świata, mie­liby to, czego chcą. By użyć ich języka „zawo­alo­waną opcję rosyj­ską”. Nawet nie tak bar­dzo zawoalowaną…

Jacek Pałasiński
Studio Opinii

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Vaclav Havel nie żyje



Wczoraj  zmarł Vaclav Havel,  legendarny przywódca czechosłowackiej opozycji, lider  aksamitnej rewolucji, dramaturg, pisarz i reżyser, a po upadku komunizmu ostatni prezydent Czechosłowacji oraz pierwszy prezydent Czech, przyjaciel Polski, zwany często czeskim Wałęsą. Miał 75 lat.
Złota niedziela w Czechach zmieniła się w czarną i smutną. Ludzie nie wstydzą się łez, kiedy wspominają zmarłego byłego prezydenta. W wielu miejscach Pragi, na Placu Wacława, przed domem Vaclava Havla, na ulicy Narodowej przy pomniku aksamitnej rewolucji, a także przed Pałacem Prezydenckim gromadzą się ludzie, by wspominać zmarłego prezydenta. Tysiące zapalonych świeczek i dźwięki dzwonów - tak wieczorem w całych Czechach uczczono pamięć zmarłego tego dnia  wielkiej postaci w historii Czech.
Czeskie stacje radiowe i telewizyjne z powodu śmierci pierwszego przywódcy wolnego państwa natychmiast zmieniły niedzielny program i poświęciły go wspomnieniom o nieżyjącym prezydencie. Vaclav Havel był zawsze wiernym przyjacielem Polski i Polaków. Odcisnął bardzo piękne i wyraźne piętno na współczesnej Europie, zwłaszcza Europie Środkowej - powiedział polskim dziennikarzom w Szanghaju prezydent Bronisław Komorowski. Komorowski przebywa z kilkudniową oficjalną wizytą w Chinach. - Myślę, że wszyscy doskonale czujemy, że ponieśliśmy bardzo wielką stratę. Właśnie straciliśmy wypróbowanego, także w trudnych czasach, przyjaciela - powiedział Komorowski na wieść o śmierci byłego prezydenta Czech.
Na Belwederze i Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie flagi zostały opuszczone do połowy masztu.

Pogrzeb Havla odbędzie się najprawdopodobniej w piatek, 23 grudnia.
kb/onet.pl/media

Więcej: TVN24

Promocja

Promocja