polish internet magazine in australia

Sponsors

NEWS: POLONIA: Do Sydeny zawinął polski samotny żeglarz kpt. Grzegorz Węgrzyn, który plynie dookoła Ziemi. * * * POLSKA: Skonczyl się protest posłów Platformy Obywalelskiej, który trawal od 16 grudnia. w sali sejmowej. Opozycja nic nie ugrala w sporze z partią rządzącą PiS. Prezydent podpisal ustawe budżetową bez zastrzeżeń. * * * AUSTRALIA: Premier Nowej Poludniowej Walii Mike Baird niespodziewanie oglosil swoją rezygnację i wycofanie się z polityki. * * * SWIAT: Donald Trump na ceremonii inauguracji pod budynkiem Kapitolu w Waszyngtonie objął dziś stanowisko 45. prezydenta USA. Zapowiedzial uczynienie Ameryki na nowo wielkiej.
EVENTS INFO: Final Wielkej Orkiestry Świątecznej Pomocy - Ferdydurke Bar, Melbourne, 15.01, godz. 12:00 - 16:00

czwartek, 24 listopada 2011

Gorączka złota (3)

Gorączka złota - Seweryn Korzeliński
 Andrzej Siedlecki

Sprawdzanie licencji
Jak Pan Seweryn, patriota[1], dołączył do tysięcy poszukiwaczy złota?
Ano, jakby nie z własnej chęci, a raczej z musu, bo okoliczności dla rodaka naszego nie były sprzyjające, a los jego był podobny do innych polskich żołnierzy  tułaczy, których historia wygnała na obce lądy. Na wieść o powstaniu przeciwko Rosjanom Pan Seweryn  porzuca studia prawnicze, by wziąć udział w listopadowej insurekcji przeciwko okupantom. Po upadku powstania, razem z polskim oddziałem walczy dalej w powstaniu węgierskim z 1848 roku przeciwko Austrii, drugiemu okupantowi polskich ziem. Otrzymuje stopień majora. Po upadku powstania jest więziony w Turcji, stamtąd udaje mu się przedrzeć do Francji – bieda i poniżenie, potem Anglii – też bieda i poniżenie! Emigranci bez zawodu i znajomości języka nie mogą mieć żadnych widoków na przyszłość. Może  życie Pana Seweryna potoczyłoby się inaczej, bo oto otrzymuje propozycję, by uczyć niemieckiego, ale pod warunkiem, by zgolił swe „okropne wąsiska”, których jak twierdzi, Anglicy w ogóle u nikogo nie cierpią. Propozycja ta wydaje mu się nieco dziwaczna, bo jakże to, ma się wyrzec części swojej szlacheckiej osobowości... i wygląd zewnętrzny ma być ważniejszy od innych zalet? Nie! Stanowczo odmawia i o jego losie zadecydują... wąsy!!
 Tak więc w 1852 roku, razem z weteranami z polskiego i węgierskiego powstania wypływa z Anglii i w wieku 48 lat, przypływa do Australii. Przed dotarciem do portu w Melbourne kapitan statku "Great Britain" wyraża sympatię dla podróżujących nim Polaków, wręczając im list z wyrazami uznania za wzorowe postępowanie w ciągu trzymiesięcznej żeglugi. Pisze w liście: „Jestem dumnym, że los sprowadził Panów na pokład okrętu, którego ja jestem komendantem”. I ostatniego dnia podróży zaprasza grupkę rodaków na długą i wystawną biesiadę, mocno trunkami oblewaną. Wyróżnienie to nie lada wśród podróżujących, składających się z czternastu różnych narodowości o różnych skłonnościach i nałogach, których przedstawicieli komendant nierzadko musiał karać aresztem, lub zakuć nawet w łańcuchy. Przy obiedzie nie obeszło się bez śpiewów i choć nasi rodacy ostro się wymawiali, to musieli zaśpiewać...i nagle na „końcu świata” wody Pacyfiku niosły w dal dumkę Zalewskiego: „Nie masz bo rady dla duszy kozaczej - U nas inaczej, inaczej, inaczej”. Angielskie towarzystwo podłapało słowo „inaczej”, dodało „Hurra!” – i  tak to wszystkich „zelektryzowało”, że w ogólnej wesołości, wazę znów ponczem napełniono. Pan Seweryn widząc, że zanosi się na nocną pohulankę, wymyka się cichaczem do kajuty, by zachować przytomność i siły na resztę dni niewiadomych, a po pierwszym noclegu pod drzewem, przygotować się na wyprawę do buszu, miejscowego Eldorado.

Poszukiwacze złota mieszkali w prymitywnie skleconych przez siebie budach lub namiotach. Nie bardzo chroniły one przed potwornym upałem i słońcem, tropikalnymi ulewami i muchami, szukającymi wszędzie wilgoci i wdzierającymi się do oczu, i uszu brodatych górników. Prawdziwe przekleństwo! Nieszczęśliwiec, ukąszony w spojówkę oka po dwudziestu czterech godzinach nie mógł już rozpoznać spuchniętej twarzy, przy czym spojówki zakrywały mu ledwo widzące oko. Na szczęście, po kilku dniach opuchlizna znikała.  Nasz rodak, mimo że zahartowany w bojach – i to dosłownie, niczego tak się nie bał, jak infekcji i ciągle gałązkami odganiał się od natrętów.






I nie dziwota, bo choroby i dzielny wojak nie zdzierży, a także wątpliwych lekarzy, bo tu, każdy mógł udawać medyka, by wyłudzić aż funta za poradę lub za wątpliwej jakości mazidło, które mogło równie pogorszyć stan delikwenta.
Pan Seweryn haruje w ciągu dnia, a wieczorami, przy ogniku świecy pisze notatki do urzekającego pamiętnika, który może służyć za podstawę scenariusza filmowego. Tak to obrazowo przekazuje  atmosferę i życie w okresie „gorączki złota”[2]. Wspomina w nim Strzeleckiego, stwierdzając z rozżaleniem, że zasługę znalezienia złota Anglicy zwykle przypisują Edwardowi Hargraves, który znalazł złoto w okolicach Bathurst, ale dużo później, bo w roku 1851. Strzelecki natomiast już w 1839 roku odkrywa złoto w Nowej Południowej Walii, więc pisze z ironią: - „bo gdzieby można Polakowi zawdzięczać wynalazek wielki lub przypisać mu wzniosłe pomysły i znich wypływające korzyści dla świata”.

Dysputa na temat działki

Pan Seweryn, ze zmiennym szczęściem szuka złota w różnych miejscach,  na prośbę dwóch Prusaków szmugluje alkohol, prowadzi w namiocie sklepik z kolegą Polakiem, choć do tego nie ma żadnej inklinacji. Wychowany na panicza nie nadaje się na sklepikarza, nie umie fałszywie przymilać się klientowi i kłamać zachwalając towar, że jest pierwszej jakości, jak nie jest, że czerstwe pieczywo jest dzisiejsze, jak kupił je trzy dni temu. A jeśli skłamie, to cały dzień jest niekontent z siebie i dusi go to słowo „dzisiejszy”, bo jest przekonany, że to i rodzaj oszustwa. Natomiast nie martwi się, jeśli komuś dosypie pieprzu, czy mąki o jeden gram za dużo, zamiast niedoważyć. Z żołnierza trudno było się przedzierzgnąć w sklepikarza, nieraz oszukiwanego przez niepłacących klientów. Ale różne sytuacje zmuszają tułacza do różnych zatrudnień  i nie ma w tym żadnego wstydu – uważa. I świadom swego losu pisze: - „Wygnaniec robić musi, co się zdarzy, a jeść, co mu dadzą. Więc i mnie zdarzyło się być kupcem […] nie gustując bynajmniej w tym zawodzie”…Ale tam, robiło się przecież wszystko by przeżyć i mieć na miesięczne opłacenie licencji, bez której nie wolno było szukać złota. Bywało, że kopiąc przez miesiąc nie zarobiło się na jedzenie, na narzędzia, nie mówiąc tytoniu i o alkoholu, który sfrustrowanym szukaniem kopaczom musiał towarzyszyć. Kontrole policji były częste i wtedy poszukiwacze nie mający pozwolenia szli za kratki. Musieli pracować codziennie, oprócz niedziel, by utrzymać w posiadaniu działkę, ale zdarzali się szczęśliwcy, którzy mogli sobie pozwolić na szukanie indywidualne tylko przez dwa dni! I przypadkiem, nasz Pan Seweryn szukając działki w Forest Creek znajduje czterech Irlandczyków, którzy - okazuje się - szukają tylko dwa dni w tygodniu! Przez resztę czasu piją i się biją... - A szukanie tylko przez dwa dni i picie trzech półlitrowych butelek „brandy” po funcie każda, bo szklanka Irlandczykowi nie wystarcza, to wymaga sporo złota – zauważa inteligentnie Pan Seweryn. Pyta, gdzie kończy się ich działka, przyjęcie raczej wrogie, więc powołuje się na prawo górnicze, zmuszając ich do pokazania jej granic. Po czym zakreśla granice swojej działki. Kopie głęboko. I okazuje się, że „ma nosa”- znajduje złoto...Europejczycy zwykle szukają złota głębiej, czego nie można powiedzieć o Chińczykach, którzy jakby nie lubią ciemności i często przepłukują jeszcze raz piasek, już przedtem przepłukany. W ten sposób nie używają kręgosłupa niszczonego przez kopanie, niemniej to, co jeszcze znajdą wystarcza im na skromne potrzeby - ryż i herbatę, rzadko mięso. Wykazują niesamowitą cierpliwość i wytrwałość w robocie - zauważa Pan Seweryn - w przeciwieństwie do pojawiających się tubylców. Oni w ogóle nie pracują, ale też chcą jakoś zarobić. I spotkany Aborygen zaczął rozmowę w łamanym angielskim. -  Dokąd idziesz?  - Do roboty. - Masz pieniądze?  - Trochę.  - To pożycz mi szylinga.  – Ciekawym, kiedy mi go oddasz, jeżeli ci pożyczę. – No, co tam, kiedy...

Para aborygeńska
- Mniejsza z tym, oto masz szylinga. – Lepiej byś jednak po prostu powiedział: „Daj mi”, bo skąd ty weźmiesz pieniędzy, kiedy się wam nie chce kopać lub robić cokolwiek. –Robić? Głupstwo! Można żyć bez tego. Aborygen popatrzył na szylinga i mruknął z upodobaniem – Silver - potem zaproponował: - Ot, ja tu zostanę, a ty idź z  moją lubrą (kobietą) na spacer.  - Nie chcę! - odpowiedział Pan Seweryn. Aborygen popatrzył sceptycznie i idąc, długo formował nową myśl.  – Wiesz co, daj mi jeszcze jednego szylinga, a ja ci przyniosę wódki. – Wódki nie piję. – Hm! Co ty za człowiek, wszak to dobre. - Równie jak przechadzka z twoją lubrą – zaśmiał się Pan Seweryn i odszedł do swojego dołu. „Rozszedłem się z przyjemną parą i z moim szylingiem na zawsze” – pomyślał. 
cdn.
 Andrzej Siedlecki     
Ryciny pochodzą ze zbiorów State Library of Victoria
Na podstawie pamiętnika S. Korzelińskiego „Opis podróży do Australii i pobytu tamże od r. 1852-1856” t.I, PIW Warszawa 1954. Pierwszewydanie:„Czas”Kraków1858                                                                                                     
Więcej zdjęć w galerii na stronie: www.andrzejsiedlecki.pl

[1] Tak w wersji angielskiej pamiętnika, dotyczącej tylko epizodu australijskiego, określił go tłumacz  Stanley Robe
[2] Fragmenty z pamiętnika  S.K. „Life on the Goldfields, Memoirs of a Polish Migrant” znajdują się w Curriculum  dla studentów z adnotacją: “This book is an important reference text for the serious Australian  History teacher and students”, Mentone Educational Centre, Victoria

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Promocja

Promocja

REKLAMA